Archiwa tagu: piłka nożna

Chcesz grać w reprezentacji? Płać!

Jugosławia na mistrzostwach świata 1998 - Panini

Zawrzało w Serbii. Kilka dni temu wywiadu brazylijskiemu Globo Esporte udzielił były piłkarz Dejan Petkovic.

To dość niezwykły zawodnik, którego swego czasu pragnęli naturalizować… Brazylijczycy! Petkovic po ponad dekadzie gry w europejskich klubach (m.in. Crvena Zvezda, Real Madryt, Sevilla, Racing Santander, Venezia) zdecydował się na nietypowy krok i przeniósł się do Brazylii. Tam szybko stał się postacią kultową (pseudonim „Rambo”), zyskał szacunek i wielkie uznanie. Więcej do poczytania o nim tutaj i tutaj.

Świetnymi występami w najlepszych tamtejszych klubach (m.in. Flamengo, Vasco da Gama, Fluminense, Santos) Petkovic sprawił, że wielu kibiców widziało go w reprezentacji Kraju Kawy. On sam nie zdecydował się na taki krok, mimo że jego relacje z ojczystą reprezentacją były trudne. Dziś już wiemy dlaczego, bo o sprawie napisał na TT Mateusz Woźniak.

We wspomnianym wywiadzie Petković powiedział, że w 1998 roku działacze jugosłowiańskiej federacji piłkarskiej chcieli od niego 150 tys. marek niemieckich za miejsce w kadrze na Mundial. Piłkarz jednak się nie nie zgodził się. Do Francji więc nie pojechał.

Kilka dni później podobną wypowiedź popełnił były piłkarz m.in. Atletico i Werderu – Rade Bogdanović. Przyznał on w serbskich mediach, że w 1998 roku również dostał podobną propozycję. Jeśli zapłaci 50 tysięcy marek znajdzie się kadrze na Mundial. Podobnie jak Dejan Petković – odmówił.

Dejan Petković jako piłkarz Realu Madryt i Rade Bogdanović jako piłkarz Atletico Madryt

W chwili obecnej wiemy tylko o tej dwójce, ale domyślać się można, że płatna protekcja w reprezentacji była o wiele szerszym procederem. Serbscy kibice, ale nie tylko oni, czekają zatem czyj coming out będzie następny. Futbolowa intuicja jednego z nas podpowiada, że będzie to Milinko Pantic, który w barwach Atletico Madryt był wówczas wtedy wielką gwiazdą ligi hiszpańskiej (król strzelców LM 1997), a na mundial dziwnym trafem się nie załapał.

Co ciekawe, sama ówczesna reprezentacja Jugosławii, pomimo gwiazd w składzie (np. Mijatovic, Stojkovic, Mihajlovic, Stankovic, Milosevic) i dobrych wyników w fazie grupowej (1:0 z Iranem, 2:2 z Niemcami, 1:0 z USA), odpadła już w 1/8 finału (1:2 z Holandią).

Na marginesie warto zauważyć, że w Polsce to temat wciąż do odkrycia. Nie ma żadnych twardych dowodów, ale bardziej czy mniej oficjalnych relacji można wyczytać, że istnienie tego typu praktyki było tajemnicą poliszynela pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Ciekawe czy faktycznie tak było, ciekawe czy tylko wtedy. Minęły już dwie dekady od kolorowych lat 90-tych. Może już najwyższy na kilka akcji #MeeToo w piłkarskim środowisku?

R.& P.

Hat-trickowa sobota w lidze estońskiej

To, że liga polska jest słabsza od ligi estońskiej wiemy już od zeszłego roku. W tym roku dowiedzieliśmy się też, że jest słabsza od azerbejdżańskiej i taka sama jak maltańska, ale prawdopodobnie nie pomylę się, jeśli powiem, że liga polska jest jedną z najsłabszych lig w Euroazji. Dlatego wypadałoby z pokorą obserwować co dzieje się w silniejszych od nas rozgrywkach. Ot, choćby w lidze estońskiej. A dzieje się sporo. Dziś bowiem bowiem aż trzech zawodników ustrzeliło w niej hat-trick.

Jako pierwszy dokonał tego Sander Post w meczu Viljandi JK Tulevik – Tallinna FC Flora 1-6. Post (1984) to wieczny talent estońskiej piłki. Gdy miał 24 lata przeniósł się z Flory Tallin do grającego w holenderskiej Jupiler Leage zespołu Go Ahead Eagles. Tam występował dwa sezony, radził sobie w sumie nieźle (strzelił 8 goli), ale po wygaśnięciu kontraktu nikt nie zaoferował jego przedłużeniu. Post występuje więc dziś znów we Florze i dla niej strzela gole, dzięki którym zespół jest drugi w tabeli (liga estońska gra systemem wiosna-jesień).

Kolejny hat-trick to dzieło Tonisa Kaukvare w meczu FC Kuressaare – Nomme JK Kalju 1-5. Jest to były młodzieżowy reprezentant Estonii (1986) coraz lepiej radzący sobie także w dorosłym futbolu.

Ostatnim wreszcie hat-trickowcem jest Maksim Gruznov (trzy gole w meczu Narva JK Trans – FC Lootus Kohtla-Järve 4-1). Przy pozostałej dwójce Gruznov jest prawdziwym wyjadaczem. Liczy on już sobie 36 lat i ma na koncie trzy tytuły króla strzelców ligi estońskiej (1994, 2001, 2006). To również rekordzista wszech czasów w liczbie strzelonych w lidze goli – Gruznov ma ich na koncie… 278 (z tego równo 200 dla zespołu Narva Trans)!

Post do Wisły, Kaukvare do Lecha a Gruznov do Legii i za rok może dobijemy się do 4. rundy eliminacji europejskich pucharów.

P.

FC Kuressaare 1 – 5 Nomme JK Kalju

Siedem grzechów głównych polskiej piłki, czyli rzecz o najgorszym roku odkąd jestem na tym świecie

– Niech będzie pochwalony.
– Na wieki wieków, amen. Wyznaj swoje grzechy.
– Grzechy? Jakie tam zaraz grzechy. Święta idą, to do księdza wpadłem po opłatek i pogadać o kończącym się roku. Żadnych grzechów nie pamiętam.
– Zbyt wysokie mniemanie o sobie to jeden z siedmiu grzechów głównych. A zdaje mi się, że wszystkie cię dotyczą, synu.
– Absurd! Fakty są takie, że ostatnie 35 lat to sześć mundiali i dwa trzecie miejsca. Na pierwszych igrzyskach po wojnie my, kraje demokracji ludowej, urządziliśmy festiwal hymnów. Dzięki naszym trenerom, dzięki polskiej myśli szkoleniowej!
– Gdzieś to już słyszałem. Wzrok mam za to gorszy, bo kadry nie widzę na mundialu, a drużyn w pucharach. Pychę odhaczamy.
– Ale teraz też mamy świetnych trenerów! Ot, choćby Maciej Skorża.
– A tak, czytałem z nim wywiad. Że Unirea Urziceni czy BATE w Lidze Mistrzów to dla niego „bardziej sprawa przypadku, łatwiejszego losowania niż trwale budowanej pozycji”. Jeśli mówi to trener, którego zespół nie umiał pokonać mistrza Estonii, a tak opowiada o BATE, które pokonało Anderlecht i Levski, by potem zremisować z Juventusem i Zenitem, czy o Unirei, która właśnie w LM miała osiem punktów, to możemy mówić tylko o zazdrości.
– To tylko słowa. Liczą się czyny! A tych nam przecież nie brakuje.
– Chyba byłem tak zajęty robotą, że nie zauważyłem.
– Ksiądz zarzuca lenistwo? A okrągły stół, który jest szalenie ważny?
– To też tylko słowa.
– Ale najpierw trzeba było się zebrać, usiąść do stołu.
– Ze stołem wiązałbym raczej nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu. I nie mówię tu tylko o zjazdach PZPN, ale i o piłkarzach, którzy zamiast być wartością dodaną dla drużyny, wolą wartości kaloryczne. Jak Maciej „Brzuch” Iwański czy Grzegorz Kasprzik, który w ostatnim czasie przybrał dziesięć kilo.
– No co, musiał się wkurzyć, że go jakiś bośniacki młokos wygryzł.
– Właśnie, nie zapominajmy o gniewie. Kłótnie wszystkich ze wszystkimi. PZPN, mediów, kibiców, klubów… I jeszcze piłkarzem roku wybierają tego lekkoducha Lewandowskiego, który czy z chciwości, czy po prostu z głupoty mówi o „motywacji ze strony Słoweńców”, którzy mieli według niego złożyć ofertę federacji. Wymiotować się chce.
– Lepiej nie, ksiądz by tylko zrobił niezły burdel, siostrom.
– O nieczystości, a zwłaszcza tej korupcyjnej, to ja nawet nie będę zaczynał. Bo kolejka do konfesjonału mi się zrobi dłuższa niż ławka rezerwowych w Arsenalu. Żałuj za grzechy.
– Jakie grzechy?

B.