Archiwum kategorii: Wszystko

Największe baty w Pucharze Narodów Afryki (cz. II: 1992-2010)

Po rozbiciu Botswanę przez Gwineę 6:1, kontynuujemy listę największych pogromów w Pucharze Narodów Afryki.

2010: Egipt – Algieria 4:0 (półfinał)
Abd Rabo 38′, Zidan 65′, Abdel-Shafy 80′, Gedo 90′

Piękna zemsta w wykonaniu Egipcjan. 18 listopada 2009 roku, po awansie Algierii na mundial w RPA, jedni się cieszyli, drudzy jakby mniej.

Egipt - Algieria 0:1 (2009)Egipt - Algieria 0:1 (2009)

Po półfinale PNA role się odwróciły.

Egipt - Algieria 4:0 (2010)

2008: Wybrzeże Kości Słoniowej – Gwinea 5:0 (ćwierćfinał)
Keita 25′, Drogba 70′, S. Kalou 72′, 81′, B. Koné 85′



2006:
Tunezja – Zambia 4:1 (grupa),dos Santos 35′, 82′, 90′, Bouazizi 53′ – Chamanga 9′

Egipt – DR Kongo 4:1 (ćwierćfinał)
Mido 33′. 89′, H. Hassan 39′ – Moteab 57’

2004:
Nigeria – RPA 4:0
Yobo 4′, Okocha  64′, Odemwingie 81′, 83′
Maroko – Benin 4:0 (grupa)
Chamakh 17′, Mokhtari 73′, Ouaddou 75′, El Karkouri 80′
Maroko – Mali 4:0 (półfinał)
Mokhtari 44′, 58′, Hadji 80′, Baha 90′

2002:
Kamerun – Togo 3:0 (grupa),
Mettomo 52′, Eto’o 80′, Olembe 89′
Kamerun – Mali 3:0 (ćwierćginał)
Olembe 39′, 45′, Foe 84′

Gol z Mali był ósmym i ostatnim trafieniem w reprezentacji autorstwa Marca-Vivien Foe, który zmarł rok później podczas Pucharu Konfederacji.

Piłkarze Kamerunu w bezrękawnikach po wygraniu Pucharu Narodów Afryki 2002

Kameruńczycy wygrali turniej w bezrękawnikach, w których grę na mundialu zabroniła im potem FIFA. W Japonii musieli zagrać z doszytymi rękawkami.

2000: Kamerun – Tunezja 3:0 (półfinał)
Mboma 49′, 85′, Eto’o 81′

Samuel Eto'o, Kamerun 2000

Eto’o płacze z radości po wygranej w finale z Nigerią.

1998: Egipt – Zambia 4:0 (grupa)
Hossam Hassan 34′, 57′, 71′, Radwan 80′

Na filmie wszystkie gole Egiptu w drodze po tytuł. Dwa z Mozambikiem, cztery z Zambią, dwa z Burkiną Faso w półfinale i dwa z RPA w finale. Siedem z tych dziesięciu goli zdobył Hossam Hassan.

1996: Zambia – Burkina Faso 5:1 (grupa)
Malitoli 18′, K. Bwalya 24′, 35′, Lota 44′, J. Bwalya 45′ – Y. Traoré 53′

Pięć goli jednej drużyny do przerwy, wcześniej zdarzyło się to tylko w Pucharze Narodów Afryki w 1972 r., w meczu Kamerun – Zair (5:2, spotkanie o III miejsce).

1994:
Egipt – Gabon 4:0 (grupa),
Ayman Mansour 1’, Hamza El-Gamal 22’, Bashir Abdel Samad 55′, 59’
Wybrzeże Kości Słoniowej – Sierra Leone 4:0 (grupa),
Tiéhi 19′, 63′, 70’ Guel 35’
Zambia – Mali 4:0 (półfinał!)
Litana 8’, Saileti 30’, K. Bwalya 47’, Malitoli 73’

Zambia 1994

Zambia przed i po katastrofie (1993). Cz. I: IO w Seulu 1988 i Puchar Narodów Afryki 1990-1994

Flaga Zambii

1992:
Senegal – Kenia 3:0 (grupa)
Sané 46., Bocande 68., Diagne 89.

Wybrzeże Kości Słoniowej – Algieria 3:0 (grupa)
A. Traoré vel Ben Badi 14., Fofana 25., Tiéhi 89.

 

B.

Największe baty w Pucharze Narodów Afryki (cz. I: 1957-1990)

Gwinea - Botswana 6:1 (2012)

Gdy Gwinea lała w sobotę Botswanę 6:1 oczywiście byłem świadom, że pół tuzina to sporo, że na palcach jednej ręki nie da się policzyć.

Jednocześnie jednak wydawało mi się, że Puchar Narodów Afryki to turniej drużyn na tyle chwiejnych i z obrońcami kopiącymi się w czoło, że tego typu pogromów było wcześniej sporo. Otóż… nie było. Jeśli mnie łaknące snu oczy nie mylą, taki pogrom w turnieju finałowym PNA zdarzył się tylko raz! Właśnie w porządku sześć – jeden, Wybrzeże Kości Słoniowej ograło Etiopię. A było to… w 1970 roku! Oto część I zestawienia najwyższych zwycięstw w poszczególnych turniejach PNA.

1990: Algieria – Nigeria 5:1 (grupa)
Rabah Madjer 36′58′, Djamel Menad 69′72′, Djamel Amani 88′ – Emmanuel Okocha 82′ 

Później oba zespoły spotkają się w finale, znów lepsza będzie Algieria, ale już tylko 1:0.

1988: Nigeria – Kenia 3:0 (grupa),
Rashidi Yekini 6’, Edobor 13′, Okosieme 33′
Egipt – Kenia 3:0 (grupa)
Gamal Abdelhamid  2′, 65′, Ayman Younes 58′

1986: Wybrzeże Kości Słoniowej – Mozambik 3:0 (grupa)
Abdoulaye Traoré 25, 74, Kouassy N’dri 86

1984: Kamerun – Togo 4:1
Bonaventure Djonkep 6′, Theophil Abega 21′, 60′, Ibrahim Aoudou 45′ – Moutairou Rafiou 54’

1982:
Nigeria – Etiopia 3:0 (grupa),
Keshi 27′, 82′, Ademola 40′    
Zambia – Nigeria 3:0 (grupa)
Kaumba 25′, Njovu 80, Fregence (sam.) 81’

1980: Nigeria – Algieria 3:0 (finał!)
Odegbami 2., 42., Lawal 50.

1978:
Ghana – Górna Wolta 3:0 (grupa),
Alhassan (dwie), Mohammed    
Uganda – Maroko 3:0 (grupa)
Kisitu 13′, Nsereko 32′, Omondi 36’

1976:
Nigeria – Zair 4:2 (pierwsza runda),
Baba Otu 28, 44, Ojebodu (pen) 37, Usiyan 90 – Kabasu 51, Mbungu 58
Gwinea – Egipt 4:2 (druga runda)
N’Jo Léa 24, 65, Ghanem (sam.) 53, Morcire 62 – Abdou 33, Siaguy 86

1974: Egipt – Kongo 4:0 (mecz o III miejsce)
Abdou 5′, Shehata 18′, 80′, Abo Greisha 62’

Tak, to ten sam wąsaty Hassan Shehata, który doprowadził Egipt do zwycięstwa w trzech ostatnich PNA.

1972: Kamerun – Zair 5:2 (mecz o III miejsce)
Akono 4′ (k.), Ndongo 31′, Owona 32′, Mouthe 34′, N’Doga 42′ – Kakoko 13′, Mayanga 17’

1970: Wybrzeże Kości Słoniowej – Etiopia 6:1 (grupa)
Losseni 16., Pokou 21., 60., 71., 80., 87. – Mengistu 33.

Laurent Pokou

W klasyfikacji generalnej strzelców PNA pierwszy jest Samuel Eto’o (18 goli), drugi Pokou (14), a trzeci Rashidi Yekini (13, na tej liście z golem z 1988 roku).

1968: Algieria – Uganda 4:0 (grupa)
Hacene Lalmas 15, 25, 70, Mokhtar Khalem 60

1965: Senegal – Etiopia 5:1
Louis Camara 3., 52., Matar Niang 48., 53., Gueye 37. – Luciano Vassalo 12.

1963:
Zjednoczona Republika Arabska – Nigeria 6:3 (grupa),
Riza 30′, 32′, Hassan El-Shazly 42′, 44′, 81′, 87′ – Okepe 78′, Bassey 82′, Onya 89′
Sudan – Nigeria 4:0 (grupa)
Djaksa (dwa), El-Kawarti, Jakdoul 

1962: Tunezja – Uganda 3:0 (o III miejsce)
Djedidi, Moncef Chérif, Rached Meddab

1959: Zjednoczona Republika Arabska – Etiopia 4:0 (grupa finałowa)
Mahmoud El-Gohary 29., 42., 73., Mimi El-Sherbini 64.

1957: Egipt – Etiopia 4:0 (finał)
Mohamed Ad-Diba (cztery)

 

B.

Brzuch w bramce Afryki

Muzeum Lecha: wirtualne dobre, stacjonarne lepsze

Wirtualne Muzeum - Lech Poznań

Wirtualne muzeum to najlepsza, czy wręcz jedyna sprawa, którą w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy Kolejorz może się pochwalić. W sieci można już obejrzeć setki unikalnych materiałów (choćby z wyprawy Lecha na Islandię 30 lat temu, ale i wiele starszych), a to dopiero początek rozwoju ekspozycji.

Do rosnącej liczby pamiątek będę miał jednak stosunek ambiwalentny tak długo, aż klub nie uruchomi muzeum stacjonarnego. Sukces strony internetowej może bowiem stać się kolejną wymówką dla władz Lecha, by otwarcie przestronnego miejsca pamięci na stadionie odsunąć na Święty Nigdy.

Lista eksponatów, które trafi do muzeum, ”gdy tylko ono powstanie”, jest zaiste imponująca. Jest w niej m.in. ławka z charakterystyczną bramką zamiast oparcia wyprodukowana z okazji 750-lecia lokacji Poznania, koszulka z wizerunkiem zmarłego wiceprezydenta miasta i napisem ”Maciej Frankiewicz. Gigant 2009” oraz medal na 90-lecie, którym klub właśnie uhonorował swoich kibiców.

O tym, że ławka znajdzie się w ”muzeum, które zamierzamy urządzić pod planowaną nową trybuną stadionu” mówił w 2003 roku członek zarządu Michał Lipczyński. – Zaczniemy zapewne od witryny w korytarzu, a potem zrobimy porządne muzeum – zapewniał z kolei w 2006 r. nowy prezes Andrzej Kadziński. Pięć lat jego kadencji to było zbyt mało, by ”porządne” miejsce pamięci powstało.

Andrzej Kadziński

Lech został operatorem stadionu, więc teraz już naprawdę nic nie powinno przeszkodzić w powstaniu muzeum na Bułgarskiej. Słowa wiceprezesa Arkadiusza Kasprzaka podczas otwarcia wirtualnego projektu wprawiają mnie jednak w stany lękowe. – Być może ta nowość jest trochę wymuszona problemami lokalowymi. Stadion jest duży, ale najpierw trzeba ugruntować jego pozycję prawną, a dopiero potem będzie można pomyśleć o pomieszczeniu pod muzeummówił. A w LechTV dodawał: – Zamiast przychodzić do pomieszczeń i oglądać eksponaty, które są częścią historii klubu, można kliknąć myszką!

To wyjście faktycznie wygodne. Zwłaszcza dla tych osób, które jesienią zostały przez Lecha zniechęcone na tyle, że zamiast na stadionie, oglądały mecze przed ekranem.

B.

PS Wiceprezes był też wyraźnie zadowolony z tej odpowiedzi (jak sądzę, na pytanie o możliwość wzbogacania muzeum materiałami kibiców): – Robimy zdjęcia, oczywiście eksponat później odsyłamy, bo do komputera eksponatów się nie da umieścić.

PS 2 W sali pamięci w Brugii był ołtarzyk poświęcony tragicznie zmarłemu Francois Sterchele, pamiątkowy wazon (?) z meczu z Wisłą Kraków czy zdjęcia drużyny z Antonim Szymanowskim, Tomaszem Dziubińskim i – uwaga – Stanisławem Terleckim.

Fantastyczne muzeum MU na Old Trafford mam obfotografowane tak bardzo, że aż prosi się o notkę, którą niechybnie niedługo sporządzę. W Bradze swoich skarbów też nie chowali.

PS 3 Neuchatel Xamax ogłosił bankructwo, więc wszyscy piłkarze – w tym Kalu Uche – nie są już związani kontraktem, a do czeczeńskiego prezesa zapukał już prokurator.

Wciskanie maszynki Lewandowskim. Czas na Coca-Colę

Robert Lewandowski, ambasador Gillette w Magazynie Futbol

Nie minęło dużo czasu od momentu, gdy Przegląd Sportowy po przegranym 0:2 meczu Polski z Włochami dał na swojej pierwszej stronie reklamę z cieszącym się Jakubem Błaszczykowskim. Przy tej okazji w notce Jak prasa sportowa się sprzedaje, czyli kup pan okładkę, wylałem z siebie zalegające pokłady złości na wydawców. Że z okładek machają do nas reklamowanymi butami i grami piłkarze (a w skrajnych przypadkach – Tomasz Kot jako reprezentant Netii). Styczniowy numer Magazynu Futbol każe mi zrewidować stwierdzenie, że Rubikon śmieszności i absurdu w tej dziedzinie został przekroczony.

Okładka czasopisma z Robertem Lewandowskim w koszulce Gillette Fusion ProGlide, maszynką w prawej dłoni i piłką w lewej oraz tytuł ”Ostry człowiek roku” to dopiero przygrywka. Choć moją czujność powinien wzmóc fakt, że pod względem – hm – budowy (otwierania się?) to dziwna okładka. Gdy otworzymy ją (podkreślam – okładkę, nie czasopismo) ujrzymy – nie inaczej – rozkładówkę reklamową Gillette. Ale danie dnia jest dopiero na stronach 20-21.

Próżno szukam napisu ”reklama” czy też ”artykuł sponsorowany”, więc zabieram się do lektury. Przecież to nie do pomyślenia, by można było zrobić rozmowę z Człowiekiem Roku Magazynu tylko i wyłącznie o goleniu się. Niemożliwe? A jednak. Cytuję tylko pytania, bo odpowiedzi piłkarza (rozsądne na ile to możliwe) nie są dla mnie w tej sprawie tak istotne.

 

Zostałeś twarzą Gillette, czyli hasło ”Golimy frajerów” jak najbardziej obowiązuje?

Masz nową maszynkę, to teraz wszystko musi iść gładko.

Czy maszynka jest tak samo skuteczna jak Ty?

Czy pianka Gillette zapewnia golenie tak gładkie, niczym awaryjne lądowanie w wykonaniu kapitana Wrony?

Wcześniej twarzami Gillette byli między innymi francuski piłkarz – Thierry Henry, amerykański golfista – Tiger Woods i szwajcarski tenisista – Roger Federer. To zaszczyt dołączyć do tak zacnego grona.

Co myślałeś wtedy, gdy oglądałeś reklamy Gillette?

Kogo cenisz bardziej: Federera, Woodsa czy Henry’ego?

Jak często się golisz?

Pewnie narzeczona Ania ma pretensje, kiedy drapiesz. Nie chce się wtedy przytulać?

Jakiej maszynki używasz do golenia?

Wolisz golić się używając pianki, czy może żelu?

Miałeś wąsy lub brodę?

Niektórzy piłkarze są przesądni i nie golą się w dniu meczu. Ty także?

Czy masz inne boiskowe przesądy?

Czy uważasz, że depilacja jest męska?

Zostajesz twarzą coraz innych wielkich firm, koncernów [to nawet nie po polsku]. Jak radzisz sobie z popularnością?

 

Ufff. Ok, może się nie znam, ale czy czytelnik – oprócz informacji, że Lewandowski jest twarzą Gillette – nie zapamięta przede wszystkim, że piłkarz był bohaterem tak niemożliwie absurdalnej rozmowy? Że tekstem numeru w Magazynie Futbol jest tekst reklamowy, a Gillette nie zna granic we wciskaniu czytelnikom swoich maszynek? Ja tak właśnie zapamiętam.

Gdyby jednak taka Coca-Cola, której Robert Lewandowski też jest ambasadorem, zechciała powtórzyć w MF manewr Gillette’a, załączam gotową listę pytań. Gratis!

Robert Lewandowski, Coca-Cola

Zostałeś twarzą Coca-Coli, a przed nami Euro 2012, czyli hasło ”Coraz bliżej święta” jak najbardziej obowiązuje?

Masz nowy napój, to teraz zostaje zaspokoić pragnienie strzelania goli.

Czy napój jest tak samo skuteczny jak Ty?

Czy zakrętka do Twojej butelki jest zawsze tak samo mocno dokręcona, jak dokręcona jest śruba na treningach Franciszka Smudy?

Wcześniej twarzami Coca-Coli były nieznane z imienia i nazwiska dziewczyny, ciężarówki, misie polarne i Święty Mikołaj. To zaszczyt dołączyć do tak zacnego grona.

Co myślałeś wtedy, gdy już w październiku słyszałeś ”Coraz bliżej święta”?

Kogo cenisz bardziej: Świętego Mikołaja, ciężarówki, czy misie polarne?

Jak często żłopiesz Colę?

Pewnie narzeczona Ania ma pretensje, kiedy po wypiciu Coli, głośno Ci się odbija. Nie chce się wtedy przytulać?

Jak wielkich szklanek używasz do picia?

A może wolisz walić Colę z gwinta?

Miałeś wąsy lub brodę?

Niektórzy piłkarze są przesądni i nie używają Coli jako popity w dniu meczu. Ty także?

Czy masz inne boiskowe przesądy?

Czy uważasz, że picie Coca-Coli Light albo Coca-Coli Zero jest męskie?

Zostajesz twarzą coraz innych wielkich firm, koncernów. Jak radzisz sobie z absurdalnymi rozmowami?



B.

PS Dziś urodziny ma jeden z legendarnych bramkarzy ekstraklasy – niesamowity Gu!

Pan Trener Jacek Znakomity Szacunek Grembocki wiedział, że Robuś pójdzie za pięć milionów

Buzurgmechr Jusupow – z Tadżykistanu do Polski

Buzurgmechr Jusupow (Buzurgmekhr Yusupov)

Tadżykistan kojarzył mi się tylko z krajem wciśniętym między inne ”stany”: Afganistan, Kirgistan i Uzbekistan (no i Chiny). Majaczyło mi też, że od dłuższego czasu włada Tadżykistanem jeden gość. Trwa dopiero 18 rok rządów prezydenta Emomali Rahmona (dwa lata temu postanowił, że wszystkie jego zdjęcia i portrety muszą być zatwierdzone, by nieodpowiedni nie urągał majestatowi), więc to niemal jak z bicza strzelił. Trzy lata przed dojściem Rahmona do urzędu (wtedy jeszcze Emomali Szarifowicza Rahmonowa – nazwisko zmienił by być mniej kojarzonym z Rosją), dokładnie 11 stycznia 1991 roku, przyszedł na świat Buzurgmechr Jusupow (Buzurgmechrze, jeśli to czytasz, przyjmij najlepsze życzenia!). A że piłkarze rodem z Tadżykistanu nie grają w Polsce często, ba, przed Jusupowem nie grali w Polsce wcale, warto poświęcić mu parę słów.

O istnieniu Buzurgmechra (niesamowite imię) dowiedziałem się rok temu, przy okazji rankingu sportowców-obcokrajowców w Wielkopolsce. Niestety, w rankingu za 2011 rok, Tadżyk nie jest już ujęty. I być nie mógł, bo z Kaliszem i z Polską pożegnał się latem 2010. A jakim cudem nad Wisłę trafił? Opowiada sam zainteresowany na stronie kpcalisia.futbolowo.pl (jeszcze przed związaniem się z Calisią):

– Przez długi czas grałem u siebie w kraju, byłem w kadrze na mistrzostwach Azji, które były eliminacjami do mistrzostwach swiata. Wtedy to skontaktował się ze mną menedżer z Rosji, proponując wyjazd właśnie do Rosji. W sierpniu 2008 r. byłem na testach w Kubaniu Krasnodar 2000 (druga liga). Trenowałem dwa tygodnie, po czym trenerzy klubu powiedzieli, bym został u nich i trenował dalej. Wiedziałem, że muszę grać, chcąc występować w reprezentacji, która grała w październiku w mistrzostwach Azji U-19. Pod koniec lutego 2009 roku przyjechałem do Polski. W tym okresie ciężko jest znaleźć klub, gdyż wszyscy mają juz pozamykane kadry, a rozgrywki zaraz się zaczynają. Podpisałem więc umowę z KKS Jelenia Góra. Klub załatwił mi wszystkie potrzebne dokumenty. Latem pojechałem do Pogoni Barlinek, gdzie zagrałem prawie we wszystkich meczach, strzeliłem dwie bramki i zaliczyłem kilka asyst. Klub w IV lidze nie jest szczytem marzeń, ale w moim wieku ważne jest żeby grać. I to nie w juniorach, w których jeszcze mogę występować, tylko seniorach.

– W waszym kraju bardzo mi się podoba. Infrastruktura jest średnio rozwinięta, ale myślę że będzie dużo lepiej, gdyż zbliżają się mistrzostwa europy, co z pewnością wpłynie na jej poprawę.

– Trenowałem ponad 3 tygodnie w Polonii Leszno, w której trener mnie widział, lecz sprawy formalne przeszkodziły mi stać się ich zawodnikiem. Po rozmowie z panem Gajochem, pojawiłem się w Kaliszu na meczu z Turem Turek. Calisia ma już jednak na moją pozycję załatwionych piłkarzy. W tej chwili nadal szukam klubu, w którym regularnie bym grał. 

W Polsce testy przechodził nie tylko w Lesznie, ale też w Kotwicy Kołobrzeg i Olimpii Elbląg. W Calisii ostatecznie jednak zagrał. Wiosną siedem razy, a pożegnał się na inaugurację sezonu 2010/2011, 22-minutowym występem z Mieszkiem Gniezno. W Kaliszu był nazywany… Tadziem, przynajmniej taka ksywa pojawia się przy informacji o jego powrocie do Tadżykistanu.

Najciekawsza w karierze lewego pomocnika jest jednak historia sprzed przyjazdu do Polski. W 2007 roku, dzięki zdobyciu trzeciego miejsca na juniorskich mistrzostwach Azji, Tadżykistan grał na… mistrzostwach świata do lat 17. Tak, tych w Korei Południowej, w której wygrała Nigeria. W których finale poległa Hiszpania, z Bojanem Krkiciem w składzie. W których najlepszym zawodnikiem został brązowy medalista Niemiec Toni Kroos. A których wicekról strzelców, Ransford Osei, miał trafić do Legii Warszawa. W tym towarzystwie bawił nasz Buzurgmechr, a jego reprezentacja wcale nie zebrała batów. Ba, wyszła z grupy i od ćwierćfinału dzielił ją tylko konkurs rzutów karnych!

Najpierw był niesamowity mecz ze Stanami Zjednoczonymi. Co prawda, Jusupow w 67. minucie schodził z boiska, Tadżykistan przegrywał 2:3, ale na tyle musiał zmęczyć Jankesów, że jego koledzy wyszarpali triumf 4:3 (FIFA była pod tak dużym wrażeniem tego wyniku i gry naszego bohatera, że pod zdjęciem podpisała go jako Tunezyjczyka). Później był bój z Belgami, w którym Buzurgmechr grał do 59. minuty. Rywale wyciągnęli wnioski z porażki USA, grali do końca i jedynego gola meczu zdobyli w doliczonym czasie gry. Przeciw Tunezji Jusupow akurat nie zagrał, ale pomimo nikłej porażki, mógł cieszyć się z awansu do 1/8 finału. Do domu musieli wracać Belgowie, w których składzie brylował… Eden Hazard! Gwiazda Lille, całej ligi francuskiej, a wkrótce pewnie całego europejskiego futbolu.

W boju o ćwierćfinał z Peru, Jusupow pojawił się na boisku w 72. minucie. Rzutu karnego w konkursie jedenastek strzelać nie było mu dane, jedna pomyłka Tadżyka zadecydowała o końcu gry w turnieju.

Buzurgmechr ma piękne wspomnienia, ciekawe CV z wpisami o młodzieżowym mundialu i grze w Polsce oraz… dwa nieciekawe i długie filmiki na YouTube. Ostrzegam, tylko dla koneserów (futbolu i Bryana Adamsa).

Informacji, że Jusupow w 2008 (lub innym) roku zagrał w reprezentacji seniorów nie udało mi się potwierdzić. Nie wiadomo, gdzie Buzurgmechr występował jesienią. Możliwe, że odwiedził kolejny klub z Duszanbe. W ojczyźnie reprezentował już:
2004 Chima Duszanbe (druga liga, 1 mecz – 0 goli)
2005-2006 Orijono Duszanbe (ekstraklasa – pierwsza liga, 18-0)
2007-2008 Dinamo Duszanbe (ekstraklasa – pierwsza liga, 23-2)
2010 (jesień) Eniergietik Duszanbe
2011 (wiosna) Pamir Duszanbe.

Buzurgmechr Jusupow nie jest pierwszym piłkarzem, który ma w cefałce grę w Polsce i w Pamirze Duszanbe. Pierwszym był, oczywiście, Derby Mankinka. Ale to już zupełnie inna, niestety tragiczna, historia.

B.

PS 2 A propos:

Młode złoto i tragedie »

« Tam nas nie było

 

Ten drugi, ciekawszy mecz: Grecja – Czechy

Grecja – Czechy 1:0 (Euro 2004)

Największa niespodzianka w historii mistrzostw Europy. Tak uważam. W końcu triumf Grecji – bez większych sporów – uważany jest za najbardziej zaskakujące rozstrzygnięcie Euro.

A jeśli tak, to spróbujmy ocenić jej poszczególne mecze Greków w tej kategorii (skala 1-5):

– 2:1 w meczu otwarcia z Portugalią – sensacja potężna, ale jeśli przypomnimy sobie, że dwa lata wcześniej Portugalczycy wygrali tylko z Polską (a przegrali z USA i Koreą), a do tego presja i w ogóle… (daję cztery „surprise, surprise” Pazdany)

– 1:1 z Hiszpanią – primo, jesteśmy już po wygranym przez Greków meczu otwarcia, secundo to jednak nadal Hiszpania, która lubi kończyć mistrzostwa na fazie grupowej (2000, 1998), tudzież przekręcona przez sędziów w ćwierćfinale (2002, 1996 – ostatnio odświeżyłem sobie gwizdanie pod Anglików, pewnie notka o tym tu wleci), słowem Hiszpania przegrana – pechowo mniej lub bardziej, tertio – to jednak tylko remis (trzy gorące „surprise, surprise” Pazdany)

1:2 z Rosją, dopiero co przeze mnie opisywane – wiadomo, że niespodzianka, ale negatywna w wykonaniu Greków – awans jednak wydrapali dzięki golowi Vryzasa (trzy „surprise, surprise” Pazdany)

– 1:0 z Francją w ćwierćfinale – Tricolores przeciw Anglikom uratował boski Zidane, z Chorwacją powinni przegrać, a ze Szwajcarią… No bez przesady, mówimy o Szwajcarii. To już była zblazowana drużyna. Co nie zmienia faktu, że nadal byli mistrzami Europy, więc mocny ”surprise, surprise” Pazdan razy cztery

– 1:0 z Portugalią w finale – pewnie to byłaby największa sensacja, ale – jednak – raz Grecy tych Portugalczyków już puknęli (cztery Pazdany)

I tak przechodzimy do meczu półfinałowego z Czechami, któremu z pełną odpowiedzialnością daję maksymalną notę, pełne pięć ”surprise, surprise” Pazdanów!

To był drugi półfinał tamtego Euro. Z pierwszego zapamiętałem pięknego gola Maniche’a i to, że w momencie jego strzału w telewizji oglądaliśmy powtórkę poprzedniej akcji. Tak, bój Holandii z Portugalią moim zdaniem nie dorastał do pięt dramaturgii meczu Czechów z Grekami.

W felietonie w portugalskim ”O Jogo” można było przeczytać, że po zwycięstwie gospodarzy nad Holandią skład finału jest już znany, że Czesi o milę wyprzedzili na Euro resztę stawki. Autor tego stwierdzenia nazywa się… Jose Mourinho (cyt. za korespondencją Michała Pola). 

Wiemy jak ten półfinał się skończył, ale taki osąd miał solidne podstawy: Czechy zaczęły ledwo-ledwo od pokonania Łotwy, ale potem zagrały genialny mecz z Holandią (3:2 od 0:2), połknęły Niemców 2:1, a w ćwierćfinale rozjechały Danię 3:0. To był zdecydowanie najlepszy zespół tamtych mistrzostw (przynajmniej do półfinału, ale wielu – w tym ja – jest zdania, że w ogóle).

I tak też zaczął mecz z Grekami. W 68 sekundzie Tomas Rosicky huknął w poprzeczkę. Z armaty celował też Marek Jankulovsky. Posiadanie piłki przez Pepików było chyba na poziomie dzisiejszej Barcelony. Wtem!, w 40. minucie na boisko upadł Pavel Nedved. Wraz z opuszczającym plac kapitanem, podupadł też duch jego tymu. Zmienił go Vladimir Smicer, ale tym razem nie został bohaterem, jak w 1996 roku. W 80. minucie fantastyczną okazję miał jeszcze Jan Koller. Nie trafił.

A Grecy? Jak z Francją, z minuty na minutę czuli się pewniej, coraz bardziej się rozpychali, korzystając ze zmęczenia i spadku morale rywali. W dogrywce to oni zaczęli robić hałas pod bramką Petra Cecha. Najpierw głową próbował go pokonać Stelios Giannakopoulos. Potem, po wrzutce z rzutu wolnego strzał oddał Traianos Dellas. Trzeciego ostrzeżenia nie było, był pierwszy w historii ”Srebrny gol”. W 105. min, a więc de facto był jak ”Złoty gol” kończący mecz. Było szaleństwo w oczach Dellasa i wszystkich Greków. I były wrzaski komentatorów.

(od 5:14 sytuacje z dogrywki, wcześniej też mecz z Francją)

 

Grecja – Czechy 1:0 (0:0, 0:0)

Bramki: 1:0 Dellas (105.)

Grecja: Nikopolidis – Seitaridis Ż, Kapsis, Dellas, Fyssas – Basinas (72. Giannakopoulos), Katsouranis, Zagorakis – Vryzas (91. Tsiartas), Charisteas Ż, Karagounis

Czechy: Cech – Grygera, Ujfalusi, Bolf, Jankulovski – Poborsky, Galasek Ż, Rosicky, Nedved (40. Smicer Ż) – Baros Ż, Koller

B.

Ten drugi, ciekawszy mecz: Grecja – Rosja

Grecja – Rosja 1:2 (Euro 2004)

Deja vu Rosjan z Euro ’96: znów podejmują rewelację mistrzostw, znów przystępują do ostatniej kolejki bez punktu. I znów zadziwiają heroiczną i skuteczną grą. Tyle, że tym razem szans na awans nie mają nawet teoretycznych.

Przed ostatnią kolejką gier w grupie A na Euro 2004, po cztery punkty mieli na koncie Grecy i Hiszpanie. Obie ekipy urządzał w ostatnim spotkaniu remis. Grecy mieli łatwiej, bo nie grali z kipiącą żądzą rewanżu za lata klęsk i łaknącą sukcesu na własnym terenie Portugalią.

Przegrali i Grecy, i Hiszpanie. O awansie zadecydował nie bilans goli (bo ten był równy), a ich liczba strzelona przez Greków! Tak, właśnie tak: Grecy strzelili (i stracili) w grupie więcej goli od Hiszpanów.

Jestem przekonany, że poza Grecją, Rosją i małą osadą Gallów, znaczy rodziną Otto Rehhagela w Niemczech, cała Europa śledziła derby Półwyspu Iberyjskiego. Był to mecz zaiste elektryzujący, ale rosyjsko-greckie pogrywanie naprawdę w niczym mu nie ustępowało.

Już w 68 sekundzie najszybszego gola w historii mistrzostw Europy zdobył Dmitrij Kiriczenko. Kwadrans później na 2:0 podwyższył pięknym szczupakiem jego imiennik Bułykin. Mogło być 3:0, bo starcia oko w oko z bogiem siwości Andoniosem Nikopolidisem przestraszył się Andriej Kariaka. Grecy poczuli co to kryzys. Otto Rehhagel nie czekał ze zmianami i za defensywnego Basinasa rzucił kreatywnego Tsartasa. Świetną okazję spartolił też Angelos Charisteas, ale jeszcze przed przerwą kontaktowego gola wpalił Zisis Vryzas.

Po pierwszej połowie równolegle rozgrywanego meczu Portugalia – Hiszpania było 0:0, więc tabela wyglądała tak:

1. Hiszpania 5 pkt 2-1
2. Grecja 4 pkt 4-4
3. Portugalia 4 pkt 3-2
4. Rosja 3 pkt 2-4
(Grecy wyprzedzali Portugalczyków dzięki zwycięstwu 2:1 w meczu otwarcia Euro)

Ku euforii gospodarzy, a rozpaczy ich sąsiadów, gola na 1:0 w derbach konkwistadorów strzelił Nuno Gomes. Sytuacja Hiszpanów skomplikowała się bardzo, a i Grekom zrobiło się cieplusio, bo kolejny stracony przez nich gol, oznaczał awans Espanii i rozpacz Hellady.

W drugiej połowie liczba wezwań do kardiologów w Atenach musiała być rekordowa, bo parę razy Rosjanie wywiedli w pole Niezwyciężoną Grecką Obronę, kolega Kiriczenko naprawdę musiał tylko trafić nogą w piłkę z kilku metrów. Ale nie trafił. 

1. Portugalia 6 pkt 4-2
2. Grecja 4 pkt 4-4
3. Hiszpania 4 pkt 2-2
4. Rosja 3 pkt 2-4

– Dopiero po pewnym czasie zrozumieliśmy, co się właśnie stało. Spełniliśmy nasze obietnice. Sprawiliśmy, że o Grecji głośno nie tylko w Europie, ale i w świecie – mówił po ostatnim gwizdku szczęśliwy Theodoros Zagorakis.

A przecież to był dopiero początek…

Grecja – Rosja 1:2 (1:2)
0:1 Kiriczenko (2. minuta)
0:2 Bułykin (17.)
1:2 Vryzas (43.)

Grecja: Nikopolidis – Seitaridis, Kapsis, Dellas Ż, Venetidis (89. Fyssas) – Zagorakis, Basinas (42. Tsartas) – Charisteas, Katsouranis, Papadopoulos (69. Nikolaidis) – Vryzas Ż

Rosja: Małafiejew Ż – Aniukow Ż, Szaronow Ż (56. Sennikow), Bugajew, Jewsiejew – Gusjew, Radimow Ż, Kariaka Ż (46. Szemszow) – Alejniczew Ż – Bułykin (46. Syczew), Kiriczenko



Myślę, że w Polsce nikt nie będzie miał nic przeciw temu, by ten scenariusz się powtórzył: Rosjanie dostają w teczkę w dwóch pierwszych meczach i w grze o honor pokonują Greków. W równolegle rozgrywanym meczu, meczu o wszystko! gospodarze po dramatycznym boju pokonują swoich sąsiadów i awansują do ćwierćfinału.

B.

Po latach długich i szarych jak spodnie Gabora Kiraly, Węgrzy chcą znów być wielcy

Gabor Kiraly

Reprezentacja Węgier, która we wtorek zagra w Poznaniu z Polską, przegrała trzynaste eliminacje z rzędu i nie zagra na Euro 2012. Ma jednak młodych kandydatów na gwiazdy, którzy we wrześniu pokonali Szwecję w meczu o punkty.

Budapeszt, stoisko z pamiątkami.

– Czy są koszulki reprezentacji Węgier?

– Tak. Bez nazwiska albo z Ferencem Puskasem.

Ferenc Puskas (w czwartek minie piąta rocznica jego śmierci) to symbol Węgier i zdaniem wielu najlepszy gracz w historii futbolu. W 85 meczach reprezentacji zdobył 84 bramki. FIFA przyznaje nagrodę jego imienia za najpiękniejszego gola roku. Turyści mogą kupić jego biografię, film dokumentalny „Puskas Hungary” czy replikę piłki sprzed pół wieku.

Gdy pytam sprzedawcę, czemu nie ma koszulek współczesnych graczy, tylko macha ręką. Nie chce gadać o upadku futbolu w miejscu, gdzie narodziła się drużyna, którą podziwiał cały świat.

Węgier ciągle grał na granicy między życiem i śmiercią; jego historię charakteryzował trudny do uchwycenia fatalizm: jeśli cokolwiek wygrał, zaraz potem przegrywał

By zobrazować, jak spora przepaść dzieliła na początku lat 50. resztę piłkarskiego świata od Węgrów, nie wystarczy chyba przytoczyć obrazu obecnej reprezentacji Hiszpanii czy fenomenalnej FC Barcelona. Nie wystarczą też same wyniki, choć te oszałamiają.

Węgrzy byli niepokonani przez ponad cztery lata i 30 spotkań. Swój triumfalny marsz zaczęli od meczu z Polską, 4 czerwca 1950 roku. Madziarzy niemiłosiernie bili kolejnych rywali, nawet 12:0 czy 8:0. Na drodze chcieli im stanąć dumni Anglicy, którzy do rywalizacji z zespołami z kontynentu zniżali się niechętnie, uważając je z definicji za słabsze. Przez Węgrów doznali pierwszej w historii porażki na Wembley (3:6), spotkanie ochrzczono „meczem stulecia”. Anglia domagała się rewanżu, więc poniosła klęskę 1:7, do dziś największą w dziejach kadry.

„Złotej jedenastce” zabrakło zwycięstwa w najważniejszym momencie, w finale mistrzostw świata w Szwajcarii w 1954 roku. Po tym, jak w pierwszej rundzie Węgrzy pokonali Niemców 8:3, do głowy nikomu nie przyszło, że mogą z nimi przegrać finał. Przegrali 2:3.

Władze komunistyczne uznały wicemistrzostwo świata za porażkę. Węgry zostały najlepszą drużyną w historii, która nie wygrała mundialu.

Teraz o samym awansie na mistrzostwa globu czy Europy mogą tylko pomarzyć. Ostatni raz kadra gościła na piłkarskich salonach w Meksyku w 1986 roku.

Jesienią 1997 roku, by wejść do baraży o mundial we Francji, Węgrzy nie mogli przegrać ostatniego meczu w Finlandii. Do remisu doprowadzili w ostatniej minucie. Nadzieja wróciła na krótko, w barażach brutalnie zgasiła ją Jugosławia. Po batach 1:7 w Budapeszcie (rewanż 0:5) węgierska gazeta zatytułowała relację „Jedenastka komediantów”.

W przypadku Węgrów pesymizm to stan umysłu. Większość z nich to mistrzowie olimpijscy w pesymizmie, a pozostali zajmują drugie miejsce

Świat przypomniał sobie o węgierskim futbolu w smutnych okolicznościach. W styczniu 2004 roku na boisku upadł, a wkrótce potem zmarł na serce Miklos Feher, piłkarz Benfiki Lizbona, uznawany za największy talent madziarskiego futbolu.

Dwa lata temu o perłach znad Dunaju mówiło się już tylko radośnie. Reprezentacja do lat 20 zdobyła w Egipcie brązowy medal mistrzostw świata. Jej losy to danie przyprawione naprawdę ostro. Drużyna Sandora Egervariego wyszła z grupy, choć pierwszy mecz przegrała 0:3. Włochów ograła po dogrywce, a Czechów i Kostarykę (o brąz) po rzutach karnych. Młodzieżową kadrę witały w Budapeszcie tłumy. Nie byłoby tego medalu, gdyby nie gole pomocnika Vladimira Komana (pięć), napastnika Krisztiana Nemetha (trzy) i obrońcy Zsolta Korcsmara (jeden). Wszyscy trzej zostali powołani do kadry Sandora Egervariego, teraz już selekcjonera kadry seniorów, na spotkanie z Polską. Korcsmar (w norweskim Brann Bergen obserwował go „Kolejorz”) i Nemeth (był piłkarzem Liverpoolu) do Poznania nie przyjadą, odnieśli kontuzje w piątkowym meczu z Liechtensteinem 5:0. Będzie za to najlepszy strzelec medalistów z Egiptu, pomocnik Vladimir Koman z Sampdorii Genua. Jego klub spadł w maju z Serie A, ale do tego czasu zaliczył we włoskiej ekstraklasie prawie pół setki meczów.

Węgrzy z utęsknieniem wypatrują czasów, w których będzie im się wiodło, ale ponieważ już tyle razy się zrazili, pozostaje obawa, że ich lepsze jutro nigdy nie nadejdzie

Uznaną marką w Anglii cieszy się za to 29-letni Zoltan Gera. W Premier League strzelał gole takim zespołom jak Chelsea, Manchester United czy Manchester City. Największą furorę zrobił jednak w Lidze Europejskiej. W sezonie 2009/2010 doprowadził Fulham do finału. Strzelił sześć goli, w tym dwa przeciw turyńskiemu Juventusowi i jednego w półfinale, na wagę wyeliminowania Hamburger SV!

Zoltan Gera

Gera to też kapitan i lider reprezentacji Węgier, która niemal do końca eliminacji walczyła w trudnej grupie o awans do Euro 2012. Madziarzy na wyjeździe pokonali Finlandię i Mołdawię, a w spotkaniu z wicemistrzami świata, Holendrami, na kwadrans przed końcem remisowali 3:3 (dwa gole Gery, skończyło się wygraną gospodarzy 5:3). Potężnym sukcesem Węgrów jest jednak przede wszystkim triumf 2:1 nad Szwecją, dwa miesiące temu. Strzelców bramek z tego boju, Imre Szabicsa i Gergely Rudolfa, w Poznaniu zabraknie.

Będzie za to 24-letni pomocnik Balazs Dzsudzsak, kolega klubowy Samuela Eto’o i Roberto Carlosa w Anży Machaczkała, który zamienił PSV Eindhoven na ok. 2,5 mln euro rocznych zarobków w stolicy Dagestanu. Będzie kwartet piłkarzy (Jozsef Varga, Zsolt Varga, Peter Czvitkovics i Robert Feczesin), którzy dwa lata temu grali z Debreczynem w Lidze Mistrzów, drugim węgierskim klubie (po Ferencvarosie Budapeszt w 1995 r.) w elitarnych rozgrywkach.

Do Wielkopolski znów zawita Gabor Kiraly. 35-letni bramkarz w barwach Herthy Berlin grał przeciw Amice Wronki i Groclinowi Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Od czasu Meksykanina Jorge Camposa i jego odblaskowych koszulek, Gabor Kiraly to najbardziej charakterystycznie ubrany golkiper na świecie. Długie, szare spodnie dresowe, jak od piżamy – to jego znak rozpoznawczy.

Przeżył w nich pięć lat temu najbardziej wstydliwą klęskę w historii węgierskiego futbolu, porażkę 1:2 z Maltą w el. Euro 2008. Wysłużonych dresów nie porzuca, tak jak nie porzuca kadry. Chciałby z nią awansować na mundial w Brazylii, który odbędzie się 60 lat po przeklętych finałach w Szwajcarii.

B.

Pierwszy cytat to słowa Laszlo Ravasza z opracowania na temat tożsamości Węgrów z 1939 r. Drugi i trzeci pochodzą z książki ”Poradnik ksenofoba. Węgrzy” Miklosa Vamosa i Matyasa Sarkoziego.

Jak św. Paweł Attylę ujarzmił cz.I

Jak św. Paweł Attylę ujarzmił cz. II. Futbol na Węgrzech   

Gdzie PZPN ma polskie godło, czyli orzełkowym skrytożercom mówimy nie!

Nie ma takiej rzeczy, której PZPN nie byłby w stanie zepsuć. Oto nie oszczędzono nawet polskiego godła na strojach reprezentacji kraju. Biały orzeł z godła był na nich – z krótką przerwą – od pierwszego meczu kadry w historii (18 grudnia 1921 roku, z Węgrami 0:1) aż do teraz. Był, bo PZPN od tradycji woli swoje zastrzeżone logo. Czyli woli pieniądze.

Wina za obsydianowe stroje była chyba przede wszystkim po stronie firmy Nike, która chciała na siłę wcisnąć swoją innowację. Czego jak czego, ale kibice piłkarscy to grupa wręcz skrajnie konserwatywna, więc po ich głośnych protestach (i nagłośnieniu sprawy przez media), ”nowe zestawienie kolorystyczne” na szczęście zostało wycofane. Skończyło się na obciachu tylko podczas meczu z Bułgarią.

Teraz sprawa jest poważniejsza, bo gra idzie o większe pieniądze, ze sprzedaży produktów przed największą imprezą sportową w historii Polski. A pieniądze – jak doskonale wiadomo (patrz: ”klub kibica”) – PZPN bardzo lubi.

Przegląd Sportowy piórem Piotra Wierzbickiego już w grudniu pisał:

– Inną istotną kwestią dyskutowaną podczas ostatniego zarządu była ewentualna zmiana logotypu – mówi nasz informator. Można się domyślać, że to również wynik ankiety: „86 proc. badanych kibiców nie jest zainteresowana nabywaniem gadżetów, na których znajdzie się logo PZPN” – czytamy w raporcie.

Zmiana wiąże się z próbą przejęcia przez PZPN kontroli nad sprzedażą pamiątek i gadżetów dotyczących reprezentacji. Z nowego loga zniknąć ma orzełek, który – jako dobro narodowe – nie może być znakiem zastrzeżonym.

PZPN ma nowe logo już jakiś czas, godło ze strojów wyrzucił dopiero teraz – przy wprowadzeniu nowych strojów Abstrahując od samego złamania wieloletniej tradycji, to głupota również z praktycznego punktu widzenia. Załóżmy nawet przez moment, że PZPN chce przede wszystkim walczyć z podróbkami – ok. Tyle, że teraz te podróbki będą miały element dużo ważniejszy niż hiper-super-mega-wypasiony materiał koszulek. Będą miały godło.

Nike próbuje zatuszować oczywistą grandę odwoływaniem się do flagi.

Jak powiedział członek zespołu projektantów firmy Nike Florent Dumont, nowa koszulka zainspirowana została polska flagą, „która jest najbardziej uniwersalnym i najważniejszym symbolem narodowym”.

W uzasadnianiu absurdu firma ma już przecież spore doświadczenie:

W celu podkreślenia narodowych barw Polski obecnych na rękawkach koszulki, wprowadzono dodatkowy, dominujący kolor obsydian (ciemny granat).

Tak jak wtedy kibice nie dali sobie wcisnąć kitu, tak i teraz nie powinni.

Piłkarze reprezentacji wobec braku godła na strojach nie protestują (można zrozumieć, że nie odtrąca się ręki, która cię karmi, ale jednak szkoda), choć Kuba Błaszczykowski ewidentnie ma ze sprawą problem.

Na koniec krótko o poprzednim niechlubnym epizodzie (miejmy nadzieję, że teraz też będzie to epizod) z logiem PZPN na koszulkach. Rok 1992 i stroje firmy Admiral. Kadra zagrała w nich m.in. przeciw Turcji w Poznaniu.

Stefan Szczepłek pisze o nich tak w 12. tomie Encyklopedii Piłkarskiej FUJI:

W styczniu 1992 PZPN podpisał umowę z angielską firmą Admiral, rezygnując tym samym z trwającej 18 lat współpracy z Adidasem. Firma była słaba, o czym wiedzieli fachowcy, ale PZPN ich o zdanie nie pytał. Na przełomie lat 70/80 ubierała reprezentację Anglii, ale trwało to krótko. Ponieważ zerwanie z Adidasem z dnia na dzień nie było możliwe, korzystano czasami i z jego sprzętu. Tym bardziej, że Admiral nie wywiązywał się ze zobowiązań.

Na igrzyskach olimpijskich w Barcelonie Admiral uszył koszulki, w których pomylił pozycje zawodników. Wojciech Kowalczyk otrzymał wprawdzie koszulkę ze swoim nazwiskiem i numerem 20, ale była to koszulka… bramkarska. Z kolei rezerwowy bramkarz – Arkadiusz Onyszko, dostał koszulkę gracza z pola z numerem 12. Ponieważ działo się to już w czasie igrzysk, Polacy skorzystali znów z Adidasa, który dziwnym trafem był na taką ewentualność przygotowany.

Pozycja Admirala spadła, a rozbrat nastąpił wiosną 1993 roku. (…)

Admiral zapisał się niechlubnie w pamięci jeszcze jednym zdarzeniem. Na jego koszulkach pojawił się inny, nowy emblemat. Zamiast godła narodowego była tam odznaka PZPN, wzorowana na francuskiej federacji. Orzeł trzyma w szponach piłkę, na której umieszczono napis PZPN. Orzeł nie jest jednak biały, a brązowy. Odleciał wraz z Admiralem.

Nawet, gdy Admiral zawalał sprawę, a PZPN nie umiał wyegzekwować porządnych strojów i musiał ściągać awaryjne, godło na koszulkach było. Zdarzało się, że było przyszywane w noc przed meczem. Tak było, gdy jesienią 1998 roku kadra Janusza Wójcika grała na czarno z Luksemburgiem, którzy przywieźli czerwone stroje z białymi rękawami i sędzia kazał Polakom wytrzasnąć inny zestaw. Tak też było w 1993 r. (Gazeta Wyborcza, zapowiedź meczu Polska – San Marino, Jarosław Bińczyk, Jerzy Walczyk):

Polacy wybiegną na boisko w nowych strojach łódzkiej firmy Dorbill (cena – 340 tys. zł za komplet). Angielski Admiral nie przysłał na czas nowego sprzętu i kierownictwo polskiej reprezentacji postanowiło skorzystać właśnie z oferty Dorbilla. Wczoraj do późnych godzin nocnych Jolanta Krzesiak z firmy Młynarczyka przyszywała na koszulkach emblematy z orłem.

Może przed EURO 2012 sami zawodnicy się złamią i godło przyszyją? Całować logo PZPN po golu na najważniejszym turnieju w życiu? Ble.

Jedyna nadzieja w kibicach i mediach. Może jeśli pojawią się protesty na facebooku, które zbiorą ileś tysięcy osób, a o sprawie będzie huczało nie tylko w internecie, ale i w gazetach i telewizji, ktoś się opamięta.

To wszystko każe nam

powiedzieć mocno i stanowczo…

orzełkowym

skrytożercom

mówimy

NIE!

B.

PS Wojciech Szczęsny to bardzo sympatyczny gość, ale gdy mówi, że ”Poszliśmy wzorem innych reprezentacji europejskich, więc myślę, że doganiamy pod tym względem Europę”, to nie mogę się z nim zgodzić. Jeśli inne kadry wolą reprezentować przede wszystkim swoją federację, a nie swój kraj, to już ich sprawa.

Szombierki Bytom w ekstraklasie – ten ostatni sezon 1992/1993

Szombierki Bytom

Po wizycie w Bytomiu jestem szczerze zafascynowany instytucją schodów, które prowadzą piłkarzy na boisko – zarówno Polonii, jak i Szombierek. Same Szombierki też mnie fascynują.

To w końcu mistrz Polski, którego oprócz Pogoni Lwów i Garbarni Kraków najdawniej nie widziała ekstraklasa. Warta Poznań spadła w roku 1995, a Stal Mielec – 1996. Pozostali mistrzowie, poza ostatnim spadkowiczem Polonią Bytom, grają teraz w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Na Szombierki w ekstraklasie, które swoimi schodami zeszły do drugiej ligi w 1993 r., jako ”świadomy” kibic się nie załapałem. Pora nadrobić zaległości i dzięki archiwom Gazety oraz youtubowym dobrodziejom przypomnieć sobie te nierówne boje.

Szombierki Bytom

Szombry wróciły do ekstraklasy po trzech latach na drugoligowej banicji. Już po awansie było jasne, że klub nie tyle się wzmocni, co będzie musiał łatać dziury po odejściu najlepszych synków. Bogusław Cygan, późniejszy król strzelców ekstraklasy, musiał wrócić do Górnika Zabrze, bo był z niego tylko wypożyczony. Zenon Lissek, wcześniej strzelec cudownego gola Juventusowi w Turynie, miał odejść do Niemiec. W Bytomiu zdążył jesienią jeszcze zagrać dwa mecze, z czego ten z Wisłą Kraków po prostu wygrał, strzelając dwa gole. Wiosnę spędził w Hansie Rostock (10 meczów w 2. Bundeslidze i gol z MSV Duisburg), by po pół roku być z powrotem w klubie.

Z przedsezonowego tekstu ”Kopciuczek ekstraklasy” (Joachima Waloszka i Jarosława Grabowskiego) optymizm raczej nie bucha. Jest za to jedno ciekawe nazwisko, które jednak nie trafiło do Bytomia na listę płac.

Kupienie zawodników klasy Lisska czy Cygana kosztowałoby klub 5-6 mld zł. Bernard Świątek przyznaje, że sytuacja finansowa Szombierek nie jest łatwa. Utrzymanie klubu kosztuje rocznie ok. 4 mld zł. Część pieniędzy pochodzi z działalności gospodarczej: targowisko, brygady remontowe, trzy sklepy. Klub niedługo przejmie kopalniany bufet. Za zgodą zebrania delegatów samorządu pracowniczego kopalni „Szombierki” sekcja piłki nożnej ma 25 etatów kopalnianych. Wiceprezes zapewnia, że klub nie ma długów.

Szombierki nie kupiły ani jednego zawodnika. Jeszcze niedawno mówiło się, że klub „przymierza się” do transferu Wosia z Odry Wodzisław. Szombierki zamierzają wypożyczyć trzech zawodników: Cicheckiego z Odry Wodzisław, Kowalczykowskiego z Metalu Kluczbork i Dudę z Pogoni Nowy Bytom. Na razie trwają pertraktacje w tej sprawie.

Duda i Cichecki do Szombierek przeszli, Kowalczykowski i Woś – nie. Kadra, umówmy się, na kolana nie rzucała.

Szombierki Bytom 1993

(fot. Encyklopedia Piłkarska Fuji 1993/1994)

Szombierki Bytom

Szombierki blisko pierwszego zwycięstwa były już we Wrocławiu, ale do remisu 3:3 w ostatniej minucie doprowadził Rosjanin Siergiej Basow. Wygrać udało się dopiero w piątej kolejce, za to w prestiżowych śląskich derbach z Górnikiem Zabrze, w obecności trzech tysięcy widzów (więcej, bo cztery tysiące przyszły później tylko na Ruch Chorzów).

Od kilku lat Bogusław Cygan i Andrzej Orzeszek występują na zmianę w Zabrzu i Bytomiu. Przed obecnym sezonem Górnik zatrudnił Cygana, oddając ponownie do Szombierek Orzeszka. Nic dziwnego, że sobotni mecz Szombierek z Górnikiem miał dla tych piłkarzy znaczenie prestiżowe. Obaj byli aktywni, należeli do najlepszych w swoich zespołach. Różniło ich tylko jedno. Cygan nie trafił z kilku metrów do pustej bramki, natomiast Orzeszek z bliska pokonał Marka Bębna i Szombierki wygrały 1:0.

W I połowie lepsi byli gospodarze. Zabrzanie, występujący bez kontuzjowanych Ryszardów Stańka i Krausa, atakowali bez przekonania. Bytomianie, których akcjami kierował najlepszy zawodnik na boisku – Kryger, raz po raz zagrażali bramce Bębna. Po jego kilkudziesięciometrowym rajdzie w 31. min. i podaniu z prawej strony boiska Orzeszek strzelił bramkę. Po przerwie więcej sytuacji podbramkowych stworzyli zabrzanie. Mimo to nie odrobili strat.

Andrzej Orzeszek i Adam Kryger (zwany też w źródłach Krygierem, nie wiem czemu) – tych dwóch grajków ciągnęły Szombierki. Jesienią bytomianom udało się nawet nie polec w czterech kolejnych meczach (i wygrać trzy z nich!), ale im dalej w sezon, tym kryzys klubu się pogłębiał.

Raport z przerwy zimowej:

Jedynym wzmocnieniem beniaminka był wypożyczony z Górnika Zabrze Orzeszek. Celem zespołu było utrzymanie się wśród najlepszych zespołów kraju. Jesienią zespół grał dobrze. Na stadion przychodzi niewielu kibiców. W klubie tłumaczą, że większość mieszkańców tej dzielnicy Bytomia wyprowadziła się do Niemiec, a ludność napływowa, która zajęła ich miejsce, nie interesuje się futbolem. Loterie i występy kopalnianej orkiestry dętej niewiele zmieniły. Niewielkie są wpływy z biletów (najdroższe 25 tys. zł).

Obiekty utrzymuje kopalnia „Szombierki”. Najlepszy piłkarz bytomian Lissek prawie przez rok jest sprzedawany na Zachód przez niemiecką spółkę menedżerską, bez efektu. – Po przyłączeniu NRD bogatsze kluby niemieckie nie mają problemów z kupieniem zawodników – mówi piłkarz. Kilka dni temu pomocnik wyjechał na testy do szwajcarskiego FC Luzern.

Zdaniem trenera Henryka Wieczorka najlepszymi zawodnikami w jego zespole byli prowadzący grę Adam Kryger, napastnik Andrzej Orzeszek (siedem goli) i bramkarz Edward Ambrosiewicz.

Premie za zwycięstwo rozdziela trener. – Kiedyś jednym dawałem więcej, innym mniej, a pod koniec sezonu okazało się, że wszyscy dostali prawie tyle samo. Teraz daję wszystkim po równo – mówi Wieczorek.

Jak już wiemy, Lissek trafił do Hansy Rostock, a również w Szwajcarii był na testach Andrzej Orzeszek. FC Basel go jednak nie chciało, na szczęście dla Szombierek. Ale i to ich nie uratowało.

Zespół zanotował 14 kolejnych meczów bez zwycięstwa (w tym tylko cztery remisy!). Na dodatek, po porażce ze Śląskiem Wrocław, Adam Matysek skarżył się na poparzenia od wapna niegaszonego, którym namalowano linie boiska w Bytomiu (klub tłumaczył, że wapno było ”półgaszone”).

A Szombierki gasły w oczach. Gieksa wpakowała im pięć goli, Górnik cztery, a sam Cezary Kucharski z Siarki Tarnobrzeg – trzy. Wiele mówią trzy zdania relacji z bezbramkowego meczu w Bytomiu z Łódzkim Klubem Sportowym.

Oba zespoły grały słabo, mając tylko kilka groźnych sytuacji. Najlepszą zmarnował Andrzej Orzeszek, który z kilku metrów trafił w bramkarza. Widzów bardziej interesował odbywający się obok stadionu festyn.

Szombierki Bytom

Szombierki w końcu pokonały najsłabszy zespół ligi – Jagiellonię Białystok. Tydzień później też wygrały, z Zagłębiem w Lubinie (2:1), ale był to już czas, gdy wszystkie zespoły z dołu tabeli łapały świetną formę.

Przed spotkaniem dobrze poinformowane osoby twierdziły, że po zaciętym meczu minimalnie wygrają goście. Wydarzenia na boisku potwierdziły ich słowa. Zwycięstwo Szombierek, które potrzebują punktów, nikogo nie zaskoczyło. Dziewięć minut przed końcem, gdy goście po samobójczym strzale prowadzili 1:0, pomocnik Zagłębia Baziuk, chcąc nie chcąc musiał umieścić piłkę w bramce. Jednak dwie minuty przed końcem scenariusz został zrealizowany.

Kto tak pięknie gra? (RB), Gazeta Wyborcza, 24.05.1993, str. 1

”Na trybunach stadionu krakowskiego Hutnika zastanawiano się, dlaczego po przerwie piłkarze z Zabrza przestali biegać i szybko stracili trzy bramki. Wyglądało to podejrzanie, ale dowodów oczywiście nie ma” – tak korespondent „Gazety” zakończył swoją relację z meczu piłkarskiej pierwszej ligi.

Do zakończenia rozgrywek piłkarskich lig zostało jeszcze tylko pięć kolejek, co – zdaniem wielu dziennikarzy i kibiców – najlepiej tłumaczy sensacyjne wyniki sobotnich spotkań. Zespoły zagrożone spadkiem wygrały mecze z drużynami, które nie mają szans na grę w europejskich pucharach, ale też nie muszą się martwić o pozostanie w ekstraklasie.

Krakowski Hutnik (14. w tabeli) łatwo i wysoko (3:0) pokonał u siebie Górnika Zabrze (8.) Cud zdarzył się też w Mielcu, gdzie wrocławski Śląsk (15.) wygrał 1:0 ze Stalą (6.). Szombierki Bytom (17.) po raz drugi w sezonie odniosły zwycięstwo na wyjeździe, pokonały Zagłębie Lubin (9.) 2:1.

– W naszej lidze każdy rezultat jest możliwy. Od miesiąca na wybrane mecze jeżdżą kontrolerzy PZPN, nie otrzymaliśmy od nich sygnałów o nieuczciwościach. Niespodzianki wynikają z tego, że zespoły zagrożone spadkiem walczą o wszystko – powiedział nam Ryszard Kulesza, wiceprezes PZPN.

Na Legii każdy rezultat nie był już możliwy.

– Sądzę, że gdybym to ja grał w środku obrony, Śliwowski nie strzeliłby głową dwóch goli – powiedział po meczu Henryk Wieczorek, trener Szombierek. Skończyło się 4:0 i hat-trickiem Śliwowskiego.

Z ekstraklasą Szombierki Bytom pożegnały się 20 czerwca 1993 roku, zwycięstwem 3:1 nad Hutnikiem Kraków i trzema golami Andrzeja Orzeszka.

18 lat później, w czerwcu tego roku Szombry świętowały awans do czwartej ligi.

Szombierki Bytom

Może nad szybem Krystyna, który widnieje w herbie klubu słońce zaświeci na dłużej, a Zieloni pójdą schodami w górę.

Szombierki Bytom

Szombierki Bytom

B.

Skład i statystyki zawodników na sklady.hostmix.pl

Ostatni sezon w ekstraklasie – mecz po meczu

Szombierki 0-1 Widzew (Koniarek 39)
Śląsk 3-3 Szombierki (Gałkowski 51, Ilski 59, Basow 83 – Świstek 37, Kryger 48, Książek 65 k)
Szombierki 0-3 Katowice (Wolny 14, 65, M. Świerczewski 88)
Lech  1-0 Szombierki (Podbrożny 40)
Szombierki 1-0 Górnik (Orzeszek 32)
Szombierki 0-0 Zawisza
Pogoń 2-1 Szombierki (Studziński 23, Szubert 88 – Orzeszek 18)
Szombierki 2-1 Wisła (Lissek 44 k, 78 – Kulawik 62)
ŁKS 2-1 Szombierki (Podolski 37, Wieszczycki 90 – Książek 56)

Szombierki 4-2 Siarka (Świstek 18, Kryger 45, Orzeszek 48, 51 – Gromek 5, Kobylański 78)
Jagiellonia 2-3 Szombierki (Frankowski 68 k, Szugzda 43 – Orzeszek 46, Kluge 60, Kryger 80)

Szombierki 1-1 Zagłębie (Kryger 27 – Baziuk 41)
Olimpia 1-2 Szombierki (Gębura 8 – Motyliński 33 sam., Kryger 49)
Szombierki 1-2 Legia (Orzeszek 26 – Śliwowski 48 k, Grzesiak 63)

Stal 1-1 Szombierki (Barnak 50 – Orzeszek 5)
Szombierki 0-4 Ruch (M.Szewczyk 20, 87, Fornalak 42, Gilewicz 61)

Hutnik 3-0 Szombierki (Waligóra 9, Sermak 17, Bukalskl 89)

Widzew 1-0 Szombierki (L. Iwanicki 31)
Szombierki 1-2 Śląsk (Orzeszek 45 – Sobczak 10, Brzoza 54)
Katowice 5-0 Szombierki (Janoszka 18, Strojek 44, Szuster 62, Wolny 79, Kucz 85)

Szombierki 0-0 Lech
Górnik 4-2 Szombierki (Kubik 16, Kraus 29, Pikuta 58, Koseła 67 – Kandziora 47, Książek 83)

Zawisza 1-0 Szombierki (Malejew 33)
Szombierki 0-0 Pogoń
Wisła 2-0 Szombierki (Gałuszka 36, Szeliga 81)
Szombierki 0-0 ŁKS
Siarka 3-0 Szombierki (Kucharski 19, 68, 86)
Szombierki 2-1 Jagiellonia (Książek 29 k, Świstek 64 – J.Szugzda 33)

Zagłębie 1-2 Szombierki (Baziuk 80 – Kałużny 57 o, Książek 89)
Szombierki 0-2 Olimpia (Suchomski 23, Molewski 90)
Legia 4-0 Szombierki (Śliwowski 20 k, 74, 88, Kruszankin 33)
Szombierki 1-2 Stal  (Fedoruk 17, Bociek 47)
Ruch  1-0 Szombierki (Śrutwa 11)
Szombierki 3-1 Hutnik (Orzeszek 44, 51, 78 – Waligóra 19)

O Szombierkach – mistrzowskich i nie tylko – u Pawła Czado.

Zajawka dokumentu z Discovery Historia (gdzie u diabła można go teraz zobaczyć w całości?)