Archiwum kategorii: Wszystko

Zakochani w Iberii

W zagranicznych transferach do ekstraklasy można dostrzec pewne trendy. Swego czasu popularni byli piłkarze z Bałkanów, potem z Brazylii, niedawno oglądaliśmy mocne zaciągi z Czech i Słowacji. Teraz natomiast przeżywamy modę na futbolistów z Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanów i Portugalczyków.

O uczuciu do tych nacji zawodników niech świadczy fakt, że z ich usług w ekstraklasie nie korzystają tylko trzy drużyny: Arka, Jagiellonia i Zagłębie Lubin. Pozostałe ekipy czerpią z iberyjskich zasobów bardziej lub mniej obficie.

Cracovia: Javi Hernandez, Gerard Oliva (Hiszpania) [a przed kilkunastoma dniami dość zaskakująco z klubem pożegnał się ściągnięty latem Elady]

Górnik Zabrze: Dani Suarez, Jesus Jimenez, Igor Angulo (Hiszpania)

Korona Kielce: Ivan Marquez (Hiszpania)

Lech Poznań: Pedro Tiba, Joao Amaral (Portugalia), Dioni (Hiszpania)

Lechia Gdańsk: Joao Nunes, Flavio Paixao (Portugalia)

Legia Warszawa: Inaki Astiz, Carlitos (Hiszpania), Cafu (Portugalia)

Miedź Legnica: Fran Cruz, Jonathan de Amo, Marquitos, Omar Santana, Borja Fernandez, Juan Camara (Hiszpania)

Piast Gliwice: Gerard Badia, Jorge Felix (Hiszpania)

Pogoń Szczecin: Iker Guarrotxena (Hiszpania), Tomas Podstawski (Portugalia)

Śląsk Wrocław: Augusto (Portugalia)

Wisła Kraków: Jesus Imaz (Hiszpania)

Wisła Płock: Carlitos (Portugalia)

Zagłębie Sosnowiec: Nuno Malheiro (Portugalia)

A gdzieś w przypisie warto pamiętać o ściąganych na pniu zawodnikach różnych nacji, ale grających właśnie w niższych ligach hiszpańskich (najświeższy bodaj przykład to Słoweniec Matej Pucko z Korony) oraz o piłkarzach, którzy w zasadzie są Hiszpanami/ Portugalczykami, ale z różnych względów posługują się częściej inną narodową afiliacją (np. Hiszpan-Gwinejczyk Jose Kante z Legii albo Brazylijczyk-Portugalczyk Guilherme z Jagielloni).

Obecnie zatem najbardziej iberyjską (a w zasadzie najbardziej hiszpańską) drużyną w ekstraklasie jest zdecydowanie Miedź Legnica, która ma w swojej kadrze aż sześciu przybyszów z zachodniego krańca kontynentu. Do zeszłorocznego rekordu Białej Gwiazdy jeszcze jej jednak brakuje zasobów personalnych.

Warto przypomnieć, że Wisła Kraków w sezonie 2017/2018 była najbardziej iberyjską ekipą w historii naszego futbolu! W jej kadrze na początku rozgrywek figurowało aż siedmiu Hiszpanów i jeden Portugalczyk! Byli to Julian Cuesta, Ivan Gonzalez, Fran Velez, Paul Llonch, Victor Perez, Jesus Imaz i Carlitos oraz Ze Manuel. Dodatkowo, Hiszpanem był również trener zespołu – najpierw Kiko Ramirez, a później Joan Carillo – oraz dyrektor sportowy (Manuel Junco). Co ciekawe, po iberyjskim eksperymencie przy Reymonta już prawie nie ma śladu. W składzie Białej Gwiazdy ostał się tylko Jesus Imaz. Pozostałe towarzystwo wróciło do ojczyzn albo rozpierzchło się po świecie.

Tak więc mamy teraz modę na Hiszpanów i Portugalczyków. Jaki kierunek będzie kolejny? Włochy? Grecja? Niemcy?

P.

Komentarze z numer10.blox.pl

2018/08/28 11:42:02
trochę to smutne, że do ekstraklasy przyjeżdża zaciąg z trzecich lig iberyjskich i od razu rządzi ligą.
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/28 14:31:59
Smutne, nie smutne. To nie jest raczej „moda na Hiszpana”, bo nie byłaby możliwa moda na Anglików czy Belgów, tylko korzystamy z ekonomii. W ligach poniżej Segunda Division zarabia się grosze. Dla piłkarza, który nie ma już za bardzo perspektyw zaistnienia wyżej wyjazd do Polski to szansa pokazanie się i na intratny kontrakt na Bliskim Wschodzie czy w Azji (patrz Dani Quintana). Carlitos w Legii też zarabia pewnie na poziomie słabszych drużyn Primera Division. A skoro kluby Serie A lekką ręką płacą miliony euro za naszych przeciętniaków ligowych jak Marcjanik czy Reca to naszych ligowców stać już tylko na wyciąganie anonimów z I ligi licząc na powtórkę z Kądziora. No i na anonimowych Hiszpanów, którzy mają tę przewagę, że przy przyjęciu piłka nie odskakuje im na 5 metrów.
Gość: Numer10, *.icpnet.pl
2018/08/28 15:07:19
W tym zjawisku jest chyba kilka rzeczy wartych odnotowania.
Po pierwsze – różnica klas między ligą hiszpańską a polską. Przyjeżdża gość z trzeciej ligi i u nas goli wszystkich równo, przykładów na pęczki.
Po drugie – jak pisze extremadura – kwestia pieniędzy. W Hiszpanii płacą w niższych klasach przeciętnie, a nasza liga cieszy się sławą najbardziej przepłaconej w Europie Środkowo-Wschodniej.
Po trzecie jednak – nie działoby się to chyba, gdyby nie kilku obrotnych menedżerów, którzy preferują akurat taki kierunek. Byłaby inna moda, to ciągnęlibyśmy z Włoch albo Grecji (też słabo płacą na zapleczu i zapleczu zaplecza).
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/28 20:26:35
No to wymień te „pęczki”, bo z Hiszpanów, którzy przyjechali i „ogolili” Ekstraklasę to ja kojarzę Quintanę, Carlitosa i może Cabrerę w Koronie. Trochę mały ten pęczek. :)

A grało ich tu przecież całe mnóstwo w ostatnich latach. Co ciekawe, ci, którzy przyjechali z Primera Division jak Descarga czy Arruabarrena czy Victor Perez okazali się u nas wybitnie słabi.

No wiesz chyba jednak z III lidze greckiej poziom jest niższy niż w Segunda Division B. Chociaż z Włochami ciekawy temat, ale obecnie to exodus trwa w drugą stronę, tj. z E-klapy do Serie B.

Gość: Numer10, *.icpnet.pl
2018/08/28 22:28:03
Igor Angulo, Jesus Imaz, Pol Llonch, nawet Palanca. Pomijam takich gości jak Badia, Jurado czy Dani Suarez, którzy okazali się „tylko” równie dobrzy co czołowi zawodnicy z ich polskich drużyn. Kilku się jednak zbierze, ot, taki średni pęczuch :)
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/29 09:00:01
No ok, Angulo, ale serio uważasz, że Llonch i Palanca roznosili ligę? :/ ja bym ich dał, podobnie jak trzech kolejnych przez Ciebie wymienionych, do kategorii solidniaków, którzy po prostu grali dobrze, nie zawiedli.
2018/08/29 09:39:34
Ja użyłem określenia „goli wszystkich równo” :) To kwestia do dyskusji, na pewno nie byli gwiazdami ligi, ale Palanca był najlepszy w Koronie, a Llonch był w ogóle jednym z najlepszych pomocników ligi. Nie przerastali innych o dwie głowy, ale byli w topie.

Pomnik Nawałki – albo obalony, albo na wyższym cokole. W obu scenariuszach widzę odejście selekcjonera

Adam Nawałka podczas meczu Polska - Senegal (Rosja 2018)
Adam Nawałka podczas meczu Polska – Senegal (Rosja 2018)

Kiedy patrzyłem jak Polska remisuje w Poznaniu z Chile, tracąc dwubramkowe prowadzenie, obmyśliłem, co podczas mundialu będzie największym wyzwaniem dla Adama Nawałki, a co dla kibiców byłoby największą frajdą. Wcale nie przypilnowanie korzystnego wyniku – z czym jest taki kłopot, a co przecież nie udało się też na Euro 2016 ze Szwajcarią i Portugalią – a złego rezultatu przełamanie. Przyprawiająca o palpitacje gonitwa z happy endem, minimum od 0:1 do 2:1. Historycznie rzecz biorąc, jesteśmy w to kiepscy. Na turniejach udało się Polsce wygrać, odrabiając straty, tylko w meczu luzerów z Kostaryką za Janasa i z trochę machającą ręką na bój o trzecie miejsce Francją w 1982.

W pierwszej dekadzie XXI wieku, w turniejowych premierach nawet nie mrugnęliśmy. Zamiast reprezentacji w wersji 2.0, z Koreą, Ekwadorem i Niemcami widzieliśmy kadrę 0.2.

Wymyśliłem sobie taki scenariusz dla polskiej kadry na 2018, licząc na spełnienie się go tak, jak tego na Euro 2016. We Francji – marzyłem sobie – niech Polacy strzelają pierwszy raz w historii rzuty karne. I piękny był to debiut w sztuce strzelania z jedenastu metrów. Podświadomie, czy wręcz świadomie, pragnąłem tych debiutanckich jedenastek ze Szwajcarią, choć oznaczały one cholerne ryzyko.

Nawet więc, gdy Senegal siał popłoch na polskiej połowie, nawet gdy w końcu – przy użyciu Thiago Cionka – objął prowadzenie, starałem się być spokojny. Powtarzałem sobie: to element konieczny scenariusza, bym na własne oczy, na stadionie, nawet zza tej konkretnej bramki, mógł podziwiać odpowiedź husarii. Nadzieję straciłem, będę szczery, natychmiast po drugim golu.

Polska - Senegal - gol na 0:2
Polska – Senegal – gol na 0:2

Może i nawet przez moment było tej odpowiedzi Polaków blisko, zostawmy jednak wszystkie „gdyby Lewandowski z wolnego”, „gdyby zauważyli wbiegającego Senegalczyka”. Gra naszej narodwej reprezentacji była zatrważająca, miałka, nijaka, jak w tej koszmarnej rzeczywistości turniejowej sprzed dekady. Jak z cudnego szalika Pan Tu Nie Stał.

Z Senegalem Adam Nawałka spróbował czegoś, z czym Jerzy Engel wyskoczył dopiero na drugi mecz, z Portugalią. Zupełnie nieprzećwiczony, bardzo ofensywny wariant, zawiódł obu. Teraz Adam Nawałka musi sobie odpowiedzieć na jedno ważne pytanie, na które odpowiadali też Engel z Jansaem: czy wymienić tych ze swoich ulubionych żołnierzy, którzy do służby są nieprzygotowani (zarówno motorycznie, jak i mentalnie), czy spróbować wymienić tylko to, co siedziało (siedzi?) im w głowach, że w Moskwie zagrali tak bardzo poniżej swoich możliwości.

Wyzwanie, które stoi przed Adamem Nawałką jest jeszcze większe niż odwrócenie losów pojedynczego meczu, co mi się marzyło. Wyjść z grupy MŚ, mimo porażki w pierwszym meczu, udaje się tylko kozakom. Statystyka – 7/60 przypadków – to tylko podkreśla.

Wynik z Senegalem sprawia, że (nikt o tym jeszcze nie mówi głośno, ale ja napiszę, bo od tej myśli nie mogę się uwolnić) moim zdaniem stoimy u progu wielkiej reprezentacyjnej rewolucji związanej ze zmianą selekcjonera.

Albo Nawałka zawali ten mundial (brak wyjścia z grupy, nawet przy czterech zdobytych punktach będzie uznany za porażkę, przy przyzwoitej grze w meczach numer 2 i 3 Senegal będzie tym większym zarzutem), albo jednak awansuje i okaże się selekcjonerem zmieniającym bieg historii.

Pomnik Nawałki, wzniesiony podczas Euro 2016 i dwóch udanych kampanii eliminacyjnych, albo zostanie obalony, albo przeniesiony na jeszcze wyższy cokół. Będzie albo (jeszcze większym) bohaterem narodowym, albo zostanie wrzucony do wora z Engelem i Janasem.

Moskiewska porażka, nawet jeśli niesprawiedliwie, ustawi pomundialową ocenę selekcjonera zero-jedynkowo. Wydaje mi się, że na końcu obu tak skrajnych scenariuszy znajduje się moment, w którym Nawałka dziękuje za dalszą pracę z reprezentacją.

Czego jak czego, ale Nawałka naprawdę zdaje się skrajności nie cierpieć.

B.

Komentarze z numer10.blox.pl

Gość: realista, *.toya.net.pl
2018/07/02 13:09:40
No i co, cud się nie zdarzył. :) Mimo wszystko uważam, że Nawałka powinien dalej prowadzić kadrę i zjeść tę żabę. Postawienie na przykładowego Probierza wymagałyby czasu na „budowanie drużyny”, z kolei sponsorzy kadry chyba niechętnie wysupłaliby wielokrotność zarobków pana Adama na zagranicznego trenera z nazwiskiem. Czasu jest niezbyt dużo, bo już jesienią Liga Narodów, a wróble ćwierkają o kwasach w zespole zwłaszcza na linii RL9 – reszta. To może największe wyzwanie.
Gość: Pogoda, 89.249.64.*
2018/07/09 13:09:09
No i wszystko jasne. PZPN szuka nowego trenera.
Gość: marcin g, *.dynamic.chello.pl
2018/07/23 16:24:53
Można by kiedyś zrobić artykuł o wyborach trenera reprezentacji , jak to wyglądało w historii, kto był blisko a nie został, jak ponoć Leszek Jezierski w 1989r, który podobno szedł odebrać pewną nominację a trenerem został Strejlau… A w ogóle ponawiam pomysł napisania art o olimpijskiej reprezentacji Polski z lat 80 – el. IO 84, 88, dziwne przepisy, zapomniani piłkarze i… mało informacji w internecie o tym ;) wasz artykuł , a raczej – cykl „orły bez orzełka” o piłkarzach ktorzy nie zagrali nigdy w 1 repr. był świetny :) Jeśli kogoś by interesowało posiadam za to składy Polski z el. IO Moskwa 80, z almanachu polskiej piłki
Gość: , *.icpnet.pl
2018/08/07 08:47:30
@marcin g
Dzięki za dobre słowo! O trenerach, którzy prawie zostali selekcjonerami napisaliśmy kiedyś coś takiego:
numer10.blox.pl/2013/10/Zagraniczni-trenerzy-bywaja-dobrzy-ale-zli-takze.html
a swego czasu też coś takiego:
www.zczuba.sport.pl/Zczuba/1,138263,7172100,Jak_Franciszek_Smuda_nie_zostal_selekcjonerem.html
Temat reprezentacji olimpijskiej bardzo ciekawy, ale pewnie jeszcze trochę poczeka.
Pozdrowienia!
Gość: Numer10, *.icpnet.pl
2018/08/07 08:48:17
I jeszcze w temacie selekcjonerów to: numer10.blox.pl/2012/07/Jak-PZPN-nie-rozmawial-z-zagranicznymi.html

Liga Mistrzów 1992/1993. Trzeci mecz Leeds Utd – VfB Stuttgart po zmianie Christopha Dumba

VfB Stuttgart - Leeds United - relacja w Przeglądzie Sportowym z 1992 roku
VfB Stuttgart – Leeds United – relacja w Przeglądzie Sportowym z 1992 roku

Mistrz Anglii kontra mistrz Niemiec! I to już na tym samym etapie eliminacji Champions League 1992/1993, w którym Dinamo Bukareszt mierzyło się z Kuusysi Lahti (ok, mistrz Finlandii sezon wcześniej pokonał Liverpool, ale jednak), a do gry wkraczały takie tuzy jak US Luksemburg, Vikingur Reykjavik czy Glentoran Belfast. Jeszcze raz: Leeds United i VfB Stuttgart natknęli się na siebie, choć UEFA wprowadziła już rozstawienie. Jak to możliwe? Wszystko przez to, że Anglicy wracali do europejskich pucharów po kilkuletniej przerwie, ich ranking był praktycznie zerowy (tylko łaskawości europejskiej federacji mistrz Anglii zawdzięczał to, że nie musiał startować już w rundzie wstępnej). Dla Niemców los nie był łaskawy – trafili przecież najgorzej, jak mogli.

VfB Stuttgart – Leeds Utd 3:0… Champions League stała otworem

Pierwszy mecz VfB Stuttgart wygrał bardzo wysoko, 3:0 z Leeds robiło wrażenie. To był Blitzkrieg! Wszystkie gole padły w nieco ponad kwadrans (62., 66. i 79. minuta), z czego pierwszy padł po niecelnym podaniu gwiazdy „Pawii”, Erica Cantony (na powtórce widać rozczarowanie, a nawet focha Francuza – albo wynikało ono ze straty, albo z szykowanej zmiany, bo chwilę potem opuścił boisko). Dwie bramki zdobył Fritz Walter (zbieżność nazwisk z mistrzem świata z 1954 roku przypadkowa), trzeciego dołożył Andreas Buck. Christoph Daum na boisko wysłał dwóch obcokrajowców: Eyjolfura Sverrissona i Slobodana Dubajicia. Dwóch, nie więcej…

Leeds Utd – VfB Stuttgart 4:1. Raz, dwa, trzy, cztery…

Rewanż na Elland Road (4:1 dla Leeds) został szeroko zrelacjonowany przez „Przegląd Sportowy”, bo można go było obejrzeć w niemieckiej stacji RTL PLUS, o czym mówił już tytuł „Hity z satelity”. Mało tego, o meczu, dwa krótkie, niezależne od siebie teksty, napisało dwóch dziennikarzy. RoKo (czyli Roman Kołtoń) skupił się na Niemcach, a RAF (czyli Rafał Nahorny) skoncentrował się na Anglikach. RAF podkreślał urodę pierwszego gola Speeda, „po wrzutce po brytyjsku” oraz determinację Anglików, walczących do końca o gola na 5:1. RoKo pozwolił sobie wybrać „najzabawniejszą z bramek” (wskazał na ostatniego z goli) i obficie przytaczał transmisję RTL. „Oglądaliśmy pasjonującą końcówkę, w której komentator Burkhard Weber krzyczał: – Mój Boże, niech ten sędzia skończy już mecz!”. Cytował też głupkowatą wypowiedź Christopha Dauma: – Przewidywałem porażkę 1:4. Doprawdy, liczyłem się z nią, choć oczywiście robiliśmy wszystko, aby jej zapobiec. Leeds jest jednak drużyną bardzo dobrą, a już szczególnie w powietrzu. Przegrywaliśmy zdecydowaną większość pojedynków główkowych, ale po prostu inaczej być nie mogło.

Jeśli chodzi o główkowanie ze składem, a konkretnie ze zmianami, Daum sprowadził katastrofę na Stuttgart. Choć Roman Kołtoń jeszcze niczego w relacji nie podejrzewał, to odnotował: „Daum na ostatnie minuty wprowadził do gry Jovo Simanica [za Maurizio Gaudino, Włocha z niemieckim paszportem – przyp.], który nigdy nie zagrał w Bundeslidze, nie mówiąc o pucharach – tylko dlatego, że Jugosłowianin liczy 193 cm i jego jedynym zadaniem było wybijanie piłki głową z własnej połowy”.

Tak jak w pierwszym meczu, w podstawowej jedenastce Stuttgartu wybiegli Sverrisson i Dubajić. Ale już przy stanie 4:1, Daum najwyraźniej zaczął panikować. W 80. minucie, za Waltera, wprowadził Szwajcara Adriana Knupa. A więc w VfB było już trzech obcokrajowców. W 83. na boisko wszedł Simanić.

Daum czy Dumb? Hoeness załamany, Mayer wściekły

Christoph Daum i Dieter Hoeness po aferze Leeds - Stuttgart
Christoph Daum i Dieter Hoeness po aferze Leeds – Stuttgart

Dieter Hoeness, w Stuttgarter Nachrichten, mówi, że o błędzie kapnął się po meczu (- Powiedziałem do dyrektora finansowego, że chyba coś poszło nie tak), a całą sytuację nazywa „łańcuchem niefortunnych okoliczności”. I częściowo trudno nie odmówić mu racji: – Simanić miał wejść za kontuzjowanego Sverrissona, ale tuż przed zmianą okazało się, że Islandczyk jest w stanie grać dalej. Wysoki Jugosłowianin miał się jednak przydać na boisku, więc podmieniono cyferki u sędziego i wszedł za Gaudino. W podobnym czasie taki błąd popełniłby też Hannover 96, ale został ostrzeżony przez zespół sędziowski. Daum i ja podzieliliśmy się odpowiedzialnością za ten błąd (głównym winowajcą uczyniono jednak Dauma, któremu na transparentach wytykano 1+1+1+1=4, a w angielskiej prasie przekręcano nazwisko na Dumb).

Prezydent VfB, Gerhard Mayer-Vorfelder, był wściekły: – Nasi pracownicy to amatorzy. Jeśli chce się grać z Realem Madryt, nie można działać jak SV Hinterupfingen!

Niemcy próbowali odwrócić kota ogonem, namawiając UEFA do interpretacji, w której Speed też byłby traktowany jako obcokrajowiec, ale w myśl ówczesnych przepisów, po pięciu latach w klubie, był już traktowany jak swój. Zresztą, za to odwołanie, Stuttgart został dodatkowo ukarany. Leeds ustami prezesa Lesa Silvera domagało się walkowera i awansu, a w przypadku trzeciego spotkania – gry na swoim terenie. Decyzja UEFA brzmiała jednak: powtórka, trzeci mecz na neutralnym terenie! Camp Nou meczu w takich okolicznościach długo nie widziało, ale sami Katalończycy nie mieli ochoty oglądać nie swojej drużyny – z 15 tysięcy na trybunach, aż 11 tysięcy to byli przyjezdni (przede wszystkim z Anglii, ale też z Niemiec).

Leeds - VfB Stuttgart - Przegląd Sportowy o trzecim meczu (1992)
Leeds – VfB Stuttgart – Przegląd Sportowy o trzecim meczu (1992)

Leeds wygrał 2:1, na gola Gordona Strachana szybko odpowiedział co prawda nowy w składzie VfB – Andre Golke, ale w 77. minucie, po błędzie Andreasa Bucka, decydującą bramkę zdobył Carl Shutt. Mecz świetnie podsumował Rafał Nahorny: „Awansowała drużyna, która strzeliła jednego gola więcej i która umie liczyć do trzech”.

Mimo pokonania mistrza Niemiec, Leeds United nie awansowało do premierowej Ligi Mistrzów. Po „bitwie o Wielką Brytanię”, z wejścia do Champions League cieszyli się Rangersi z Glasgow. Szkoci dwa razy wygrali z Anglikami 2:1, a gola cudownym wolejem zdobył ojciec piłkarza grającego potem w Polsce.

B.

Polska – Meksyk i inne odwołane mecze reprezentacji. Miał być Campos, był strajk

Jorge Campos

Mecze reprezentacji Polski były odwoływane przez wojnę, śmierć królowej lub obawy władz – kraju lub związku. Ale tylko raz zdarzyło się, by rywal do ostatniej chwili nie raczył poinformować, że na spotkanie nie przyleci. Reprezentacja Polski Andrzeja Strejlaua 12 sierpnia 1992 roku miała w Bełchatowie podjąć Meksykanów. Wszystko było gotowe, jak na wesele. Tylko piękna panna młoda się rozmyśliła.

Po tym, jak w 1976 roku Chorzów gościł przyszłych argentyńskich mistrzów świata, przylot do Polski każdej reprezentacji z innego kontynentu – a już zwłaszcza takiej, która umiała kopać piłkę – to była duża sprawa. Rzućmy okiem na rywali spoza Europy, których gościliśmy do końca XX wieku:

Polska – Libia 5:0 (19.08.1979, Słupsk),

Polska – Irak 3:0 (22.06.1980, Warszawa),

Polska – Algieria 5:1 (19.11.1980, Kraków),

Polska – Korea Północna 2:2 (7.10.1986, Bydgoszcz),

Polska – USA 2:3 (10.10.1990, Warszawa).

Nic dziwnego, że latem 1992 roku, przyjazd reprezentacji Meksyku, niemal etatowego uczestnika mundialu (choć akurat Italia 90 była wyjątkiem), musiał cieszyć nie tylko selekcjonera Andrzeja Strejlaua, ale i polskich kibiców. Meksyk to była marka, na dodatek w jego bramce stał już Jorge Campos, nie tylko bramkarz, którego stroje przeszły do historii, ale i piłkarz ze smykałką do strzelania goli. Do tego reprezentację Meksyku prowadził słynny Cesar Luis Menotti, mistrz świata z Argentyną (i dorosłą, i do lat 20 z Maradoną). Mecz z Polską miał otwierać trzytygodniowe meksykańskie tournee po Europie. Miał – to słowo-klucz.

Polska – Meksyk – odwołany mecz – nagłówek Przeglądu Sportowego

Meksykanów w Polsce nie zobaczyliśmy, bo piłkarze pokłócili się z federacją o pieniądze za występy w europejskich grach. Nie to w tej całej historii jest jednak najbardziej żałosne. Skandalem jest, że Meksyk nie raczył Polaków o swojej awanturze – a raczej jej skutkach – poinformować. Sprzedaż biletów na mecz trwała jeszcze chyba dzień przed jego terminem, w środę 12 sierpnia. Choć mało wskazywało, że impreza wypali, chyba wszyscy się łudzili. Parę dni przed meczem, którego nie było, „Przegląd Sportowy” zapowiadał: „Cóż to będzie za święto w tym mieście!”.

Ale już dzień lub dwa przed meczem, w dość dramatycznie zatytułowanej notce „GDZIE SĄ MEKSYKANIE?”, RoKo (czyli Roman Kołtoń) w PS odnotowuje, że PZPN poprosił o pomoc FIFA, a także MSZ (w rządzie Hanny Suchockiej kierował nim wtedy Krzysztof Skubiszewski), bo nie zdołał się skontaktować z federacją meksykańską. „Meksykanie nie raczyli oficjalnie poinformować strony polskiej o swych kłopotach, znanych w Warszawie z doniesień agencyjnych (strajk piłkarzy). Andrzej Strejlau ściągnął do kraju piłkarzy grających w klubach zagranicznych, a organizatorzy w Bełchatowie przygotowali się do meczu”. Którzy piłkarze przez meksykański strajk stracili możliwość rozegrania jednego meczu więcej w reprezentacji Polski?

Kadra Polski na mecz z Meksykiem

Adam Matysek (Śląsk Wrocław), Józef Wandzik (Panathinaikos Ateny), Marek Rzepka (Lech Poznań), Roman Szewczyk (GKS Katowice), (Piotr Czachowski (Legia Warszawa), Andrzej Lesiak (Tirol Innsbruck), Kazimierz Węgrzyn (Hutnik Kraków), Ryszard Czerwiec (Widzew Łódź), Adam Fedoruk (Stal Mielec), Robert Warzycha (Everton), Roman Kosecki (Legia Warszawa), Jacek Ziober (Montpellier), Jerzy Podbrożny (Lech Poznań), Tomasz Cebula (ŁKS), Krzysztof Warzywa (Panathinaikos Ateny).

W stosunku do poprzedniego meczu reprezentacji Polski z Gwatemalą, z kadry wypadli: Jarosław Bako, Juliusz Kruszankin, Mirosław Rzepa, Marek Jóźwiak, Jarosław Gierejkiewicz, Jarosław Góra, Ryszard Kraus i Maciej Śliwowski. To w ogóle był czas eksperymentalnych meczów i sparingów, bo sam mecz w Bełchatowie przez PS był zapowiadany jako „rewanż za ostatni pobyt w Kolumbii i Meksyku” (drużyna zagrała tam nieoficjalne mecze, z Kolumbią było 0:0 i porażka w karnych).

Kolumbia – Polska 0:0 (1992) – nieoficjalny mecz

Meksyk z Rosją, Bułgarią, Rumunią i Udinese

To prawda, że termin meczu był niefortunny – trzy dni po finale olimpijskim w Barcelonie z Hiszpanią, a dwa tygodnie przed kolejnym spotkaniem towarzyskim (z Finlandią w Pietarsaari) i miesiąc przed jeszcze następną towarzyską grą (z Izraelem). Ale to i tak Meksykanów nie usprawiedliwia.

Gdy do meczu z Polską nie doszło, federacja meksykańska miała straszyć, że nałoży sankcję na tych graczy z 21-osobowej kadry, którzy mieli zbojkotować całe tournee po Europie. „Część graczy odmówiła wyjazdu do Europy. Meksykańska federacja czyni starania, aby jednak wyekspediować narodową drużynę na pozostałe trzy mecze” – pisała Trybuna Śląska. Jednocześnie, PZPN (konkretnie – sekretarz Marek Pietruszka) zapowiadał wyciągnięcie konsekwencji finansowych wobec federacji meksykańskiej. Jeśli mam obstawiać, nie skończyło się ani na karze dla meksykańskich piłkarzy, ani dla meksykańskiej federacji.

Meksykanie do Europy ostatecznie przylecieli. Mało tego, rozegrali historyczny mecz – oto bowiem po prawie 80 latach znów spotkanie rozegrała reprezentacja Rosji. I wygrała z Meksykiem 2:0. 16 sierpnia w Moskwie Meksykanie zagrali w składzie:

Jorge Campos, Juan Hernández, Ignacio Ambriz, Claudio Suárez, Guillermo Muñoz, José Manuel De la Torre, Miguel España, Alberto García (67. Alberto Coyote), Gonzalo Farfán (46. Missael Espinoza), Carlos Hermosillo, Francisco Uribe.

Cały mecz też można obejrzeć.

Z Bułgarią Meksykanie zremisowali 1:1 (19 sierpnia w Sofii), na Friuli wygrali z Udinese 3:2 (22 sierpnia), z Rumunią było 0:2 (26 sierpnia w Bukareszcie), w końcu z Tenerifie zremisowali 2:2 (30 sierpnia).

Polska A, B, C czy D? Meksyk kontra Ruch Chorzów

Nie można rozpatrywać tego w kategoriach zemsty, ale rok później, 29 września 1993 roku w Stanach Zjednoczonych, drużyna w koszulkach z orłem na piersi zagrała z reprezentacją Meksyku. Szyldem była „Polska B”, ale drużyną – tak naprawdę – był Ruch Chorzów. Meksykanom nic nie przeszkadzało, by traktować to spotkanie jako oficjalny mecz reprezentacji, choć nie miało to z tym nic wspólnego. Było 0:0, Polska, to jest Ruch, wygrał w karnych.

Ruch Chorzów jako Polska B – mecz w USA

Odwołane mecze reprezentacji Polski wg „Biało-Czerwonych” Andrzeja Gowarzewskiego

Album „Biało-Czerwoni” (1921-2018) Andrzeja Gowarzewskiego, wydany przez GiA razem z PZPN, oprócz meczów reprezentacji, które się odbyły, wymienia też te, do których ostatecznie nie doszło. To ciekawa lektura:

Czechosłowacja – Polska – 15.04.1934, Praga – rewanż w el. MŚ 1934 oddany przez Polskę walkowerem (pierwszy mecz w Warszawie przegrany 1:2);

Belgia – Polska – 1.09.1935, Bruksela – dwa dni przed meczem zmarła królowa Belgów, Astryda (Astrid);

Polska – Bułgaria – 3.09.1939, Warszawa,

Jugosławia – Polska – 6.09.1939, Belgrad,

Finlandia – Polska – Helsinki,

Litwa – Polska – Kowno – wszystkie odwołane z powodu wojny;

Polska – USA – Londyn, 30.07.1948 – polska kadra wycofana z igrzysk przez PZPN po naciskach władzy, walkower;

Polska – Węgry – 1953, eliminacyjne mecze MŚ odwołane w obawie przed kompromitacją!;

Polska – ZSRR – 15.04.1981, Łódź – formalnie odwołany z powodu gry Dinama Tbilisi w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharów, „Sowiecki Sport” pisał o „napiętej sytuacji społeczno-politycznej, wywołanej nieobliczalnymi działaniami Solidarności”, a faktyczną przyczyną był tzw. kryzys bydgoski, władza bała się rozruchów;

Ekwador – Polska – 2.12.1992, Quito – po meczach z Argentyną w Buenos Aires i z Urugwajem w Montevideo, Polacy chcieli grać z Ekwadorem w środę 2 grudnia, gospodarze upierali się przy niedzieli 6 grudnia, porozumienia nie było.

Do tego dochodzą mecze już ogłoszone, albo prawie ogłoszone – w listopadzie 2015 roku Polska miała grać z Walią, ale skończyło się na Islandii, bo Walijczycy zamiast z Polską woleli zagrać z Portugalią (można powiedzieć, że za karę dostali też ją potem zamiast nas w półfinale Euro 2016).

Pod koniec lat 90., w Polsce miały zagrać dwie fajne kapele spoza kontynentu. Paragwaj z Chilavertem miał spotkać się z reprezentacją oraz z… Amiką Wronki. Z kolei Jamajka, po ciekawym występie na mundialu we Francji, za grę chciała od Polski 200 tys. dolarów. PZPN nie zdecydował się zapłacić. Dwie dekady później – przynajmniej według słów prezesa Zbigniewa Bońka – „to z nami wszyscy chcą grać”.

B.

Polska – Urugwaj w cieniu Maradony. Mistrzostwa świata do lat 20 – Japonia 1979

Polska – młodzieżowe mistrzostwa świata Japonia 1979

– Niektóre drużyny do meczu o trzecie miejsce podchodzą na luzie, grają rezerwowym składem. A nam zależało, bo za podium były super-nagrody rzeczowe, np. świetne zegarki Seiko. Ale karne z Urugwajem przegraliśmy. Szkoda – opowiada Marek Chojnacki, lewy pomocnik reprezentacji Polski do lat 20, która w 1979 roku zajęła czwarte miejsce w mistrzostwach świata w Japonii. Wideo z meczu o brąz zawiera tylko gola Rubena Paza na 1:0 i ostatniego karnego dla Urugwaju. Nie ma więc ani gola Andrzeja Pałasza – trzeciego strzelca turnieju za Argentyńczykami Ramonem Diazem i Diego Maradoną – ani pełnej serii rzutów karnych. Tylko ostatni, zwycięski dla Urugwajczyków strzał z 11 metrów.

Polska – Urugwaj 1:1 i rzut karny Krzysztofa Barana

Jedenastki zaczynali Urugwajczycy, prowadzenie objęli po golu bramkarza i kapitana, Fernando Alveza. Wśród Polaków, tak jak podczas zwycięskiego konkursu z Hiszpanią w ćwierćfinale, pierwszy był Marek Chojnacki, trafił. – Zawsze strzelałem tak samo, w lewy róg bramkarza – wspomina. Trenerzy Henryk Apostel i Mieczysław Broniszewski (na stronie FIFA jako coach wpisany jest Marian Bednarczyk, ale on był tylko kierownikiem wyjazdu, nieobecnym w szatni) nie zdecydowali się jednak na tę samą piątkę (Marek Chojnacki, Andrzej Buncol, Krzysztof Jarosz, Andrzej Pałasz i Piotr Skrobowski), co z Hiszpanią. Po Chojnackim i Pałaszu, do piłki podszedł Krzysztof Baran. I nie pokonał Alveza. Mirosław Pękala przedłużył jeszcze nadzieje Polaków, ale Jacek Kazimierski, choć w całym turnieju bronił bardzo dobrze, nie zatrzymał żadnego strzału. Urugwajczycy stanęli na trzecim stopniu podium, obok Argentyńczyków, którzy w finale pokonali 3:1 ZSRR.

Urugwaj na młodzieżowych mistrzostwach świata Japonia 1979

– Czuliśmy wielkie rozgoryczenie, że do kraju wracamy z niczym, bez medali i bez nagród. Albo inaczej: wróciliśmy z tym sprzętem, który sami w Japonii sobie kupiliśmy. Radiomagnetofon Hitachi, który przywiozłem, na tle tych polskich, to była zupełnie inna technologia. Mówimy o 1979 roku, Japonia była jakieś 50 lat w rozwoju przed Polską. Gdy jechaliśmy shinkansenem do Kobe, ponad 500 km pokonaliśmy w jakieś 2,5 godziny. Pociąg był punktualnie co do sekundy! To był inny, wielki świat – przekonuje Marek Chojnacki.

Polska – ZSRR 0:1 – nieudany rewanż za Euro w Polsce

– Zanim jeszcze wróciliśmy do Polski, polecieliśmy na Filipiny, rozegrać mecze pokazowe. Chcieli tam zrobić mini-mundial i zapraszali najlepszą czwórkę turnieju, ale polecieliśmy tylko my i ZSRR. Z Rosjanami mieliśmy na pieńku, bo przegraliśmy i półfinał w Japonii, i rok wcześniej na mistrzostwach Europy w Polsce, które były kwalifikacją do Japonii. Ale na tych Filipinach, to już było czysto rekreacyjne granie, dwa mecze. Kluby w kraju burzyły się, że nasz powrót się opóźnił, ale PZPN jakoś je uspokoił – dodaje.

Diego Maradona – bohater Youth World Cup 1979

Mistrzostwa świata do lat 20 w Japonii w 1979 roku miały jednego bohatera. Rok po dorosłym mundialu, na którym go zabrakło, Diego Maradona został najlepszym piłkarzem Youth World Cup 1979. Marek Chojnacki: – Argentyna była z nami w grupie, mieszkaliśmy w tym samym hotelu Prince w Tokio. Samą swoją obecnością wywoływał wielkie zamieszanie. A na boisku był nie do zatrzymania. W meczu z nami miał go pilnować Piotrek Skrobowski, ale zwyczajnie nie był stanie. Strzelił nam pierwszego gola, skończyło się 4:1. A drugą gwiazdą Argentyny i całego turnieju był Menotti, który oprócz pierwszej reprezentacji, był też selekcjonerem młodzieżówki (Może, gdyby z Polakami był Andrzej Iwan, półfinalista z ME, a wtedy już reprezentant seniorów, on byłby gwiazdą numer 3?). Gol Maradony z Polską był zjawiskowy.

Diego Maradona w autobiografii El Diego: „Jeszcze w listopadzie 1978 roku wygraliśmy z Cosmosem Nowy Jork 2:0, a ja wymieniłem się koszulkami z Franzem Beckenbauerem. W Japonii wyszliśmy z grupy na piechotę albo lepiej mówiąc, tańcząc z piłką – ależ myśmy tańczyli! Byłem kapitanem i bardzo mi się to podobało. To była zdecydowanie najlepsza drużyna, w jakiej udało mi się grać w czasie mojej kariery; nigdy nie bawiłem się tak bardzo na boisku! Wtedy określałem ją jako największą radość w moim życiu i prawdę powiedziawszy, jeśli pominąć moje córki, trudno mi znaleźć coś podobnego… Jak pięknie graliśmy! I wszyscy nam kibicowali, nie? Wystarczy zapytać jakiegokolwiek Argentyńczyka o to, co pamięta z tej drużyny: – To było szaleństwo. Wstawaliśmy o czwartej rano, żeby oglądać mecze – odpowie na pewno. Tak było, przez dwa tygodnie budziliśmy kraj o czwartej nad ranem”.

Buncol, Pałasz i Kazimierski – od mundialu 1979 do mundialu 1982

Dokument FIFA po japońskich mistrzostwach, analizując grę Polaków, nazywa ich mecz z Urugwajem, najlepszym na turnieju od pierwszego spotkania z Jugosławią (Polacy wygrali 2:0, co przy obecności w grupie Argentyny i słabiutkiej Indonezji, de facto dawało im awans). Siłę ofensywną zespół Apostela opierał na trójce Pałasz-Baran-Buncol. Mocnym punktem w bramce był Jacek Kazimierski, a gra obronna Piotra Skrobowskiego i Krzysztofa Frankowskiego została określona jako „silna, ale fair” – biało-czerwoni wygrali zresztą klasyfikację fair-play całego turnieju.

Urugwaj - Polska - młodzieżowe mistrzostwa świata Japonia 1979
Urugwaj – Polska – młodzieżowe mistrzostwa świata Japonia 1979

Do Japonii, w styczniu 1981 roku, zespół w prawie identycznym składzie jak młodzieżówka Apostela (wzmocniony m.in. Mirosławem Okońskim), poleciał na towarzyskie mecze z miejscowymi. W kraju długo było utrzymywane, że te cztery spotkania (wygrane kolejno 2:0, 4:2, 4:1 i 3:0) rozegrała właśnie tylko młodzieżówka, a nie reprezentacja A. Fakty są jednak takie, że – zgodnie z podpisanymi z Japończykami dokumentami – komplet tych czterech meczów trzeba liczyć za oficjalne gry pierwszej drużyny narodowej. Dzięki temu miano reprezentanta Polski zyskali m.in. wspominani Marek Chojnacki i Krzysztof Frankowski. Z kadry na japoński mundial, na seniorskie mistrzostwa świata, pojechali Andrzej Buncol, Andrzej Pałasz i Jacek Kazimierski (1982 i 1986) oraz Piotr Skrobowski (1982). Krzysztofowi Baranowi pozostało strzelenie dwóch goli Urugwajowi w meczu towarzyskim w Montevideo w 1986 roku. Satysfakcję mógł mieć tym większą, że w bramce stał Fernando Alvez.

B.

Historyczny rzut karny: bramkarz kontra bramkarz wieńczy 1:8 Legii w Poznaniu

Marian Fontowicz podczas meczu Warta Poznań - Legia Warszawa 4:3 / fot. Ilustracja Poznańska
Marian Fontowicz podczas meczu Warta Poznań – Legia Warszawa 4:3 / fot. Ilustracja Poznańska

7 sierpnia 1927 roku, w pierwszym sezonie istnienia piłkarskiej ligi w Polsce, pierwszy raz doszło do sytuacji, w której bramkarz strzelał rzut karny. Historia zdarzyła się w Poznaniu: Marian Fontowicz obronił strzał z 11 metrów Wacława Adamowicza z Legii Warszawa, a Warta wygrała aż 8:1!

Jonathan Wilson o bramkarzach jak o wyrzutkach

Jonathan Wilson w książce „Bramkarz, czyli outsider” o znaczeniu i specyfice golkiperów pisał tak: „W drugiej połowie XIX wieku bramkarza oddzielono od reszty drużyny, powierzając mu specjalną rolę, specjalne obowiązki oraz specjalną koszulkę. Był wyrzutkiem, odstającym od pozostałej dziesiątki. (…) Wszystkie najbardziej wpływowe postacie miały swoje kozły ofiarne: Marks winił kapitalizm, Freud winił seks, Dawkins winił religię, Larkin obwiniał swoich rodziców, a doktor Atkins – ziemniaki. Piłkarze mieli skłonność do obwiniania bramkarza”.

Nie wiemy, czy 90 lat temu piłkarze Legii Warszawa obwiniali o sromotną porażkę 1:8 w Poznaniu swojego bramkarza, Wacława Adamowicza. Prasa potraktowała go nadzwyczaj wręcz łagodnie, można więc sądzić, że między słupkami, mimo rekordowej wówczas jak na ligę porażki, spisywał się przyzwoicie. O jedno koledzy z wojskowej drużyny mogli jednak mieć do Wacława Adamowicza pretensje: że wziął na siebie odpowiedzialność za strzelanie rzutu karnego i tej odpowiedzialności nie udźwignął. A presja była spora, bo naprzeciw niego, w bramce Warty Poznań, stał prawdziwy fachowiec od bronienia strzałów z 11 metrów – Marian Fontowicz.

Z relacji prasowych wynika, że to było spotkanie pełne paradoksów. „Dziennik Poznański” w zapowiedzi wymieniał wygrane Legii (4:3 z Pogonią Lwów, 3:2 z 1.FC Katowice, 2:0 z Czarnymi Lwów, 3:1 z Wartą w Warszawie oraz 6:1 i 5:2 z Turystami Łódź) i grzmiał: „Na Warcie leży obowiązek zrehabilitowania się w oczach społeczeństwa poznańskiego, spodziewamy się też silnej woli zwycięstwa”. Poznaniacy krótko wcześniej doznali bowiem kilku wysokich porażek: 3:6 z Toruńskim KS, 5:7 z Hasmoneą Lwów czy 2:6 z Pogonią Lwów.

Przebieg niedzielnego meczu na boisku przy ul. Rolnej, jak zgodnie podkreślały gazety, był więc niespodziewany. Warta prowadziła 1:0 w 7. minucie, Legia wyrównała na 1:1 w 11., ale dwie kolejne minuty to dwa gole dla poznaniaków. Między 53. a 79. minutą Warta dołożyła pięć goli.

„Dziennik Poznański”: „Zieloni nie kombinowali długo przed bramką przeciwnika, lecz strzelali jak najwcześniej, powiększając w ten sposób szanse punktowe. (…) Legia, która poraz pierwszy gościła w mieście naszem, wywarła na ogół dobre wrażenie. (…)

„Kurier Poznański” – „Każdy z widzów wie, że zwycięstwo Zielonych było za wysokie i to nie wymaga specjalnego dowodzenia, jednak nie było na pewno nikogo, któryby nie uznał tym razem wyższości Warty nad jej przeciwnikiem. Warta jest prawdziwą drużyną niespodzianek. Po szeregu słabych gier i porażek stanęła nagle u szczytu formy.

Wacław Adamowicz w bramce Legii Warszawa

Wacław Adamowicz przed meczem Legii Warszawa z Wisłą w Krakowie (1932 rok), obok Wacław Przeździecki i Henryk Martyna / fot. Ilustrowany Kurier Codzienny
Wacław Adamowicz przed meczem Legii Warszawa z Wisłą w Krakowie (1932 rok), obok Wacław Przeździecki i Henryk Martyna / fot. Ilustrowany Kurier Codzienny

Wacław Adamowicz przed meczem Legii Warszawa z Wisłą w Krakowie (1932 rok), obok Wacław Przeździecki i Henryk Martyna / fot. Ilustrowany Kurier Codzienny

Mimo wpuszczenia ośmiu goli w spotkaniu z Wartą, Kurier Poznański nazywa Wacława Adamowicza bramkarzem „dobrym”, a Dziennik Poznański nawet „doskonałym”!

Co ciekawe, niecały miesiąc później, Wacław Adamowicz wpuścił aż… 11 goli. I tu znów spotykamy się z relacją – przytaczaną przez stronę legionisci.com – której autor staje na wstępie w obronie młodego bramkarza: „(…) Nasz młody bramkarz Adamowicz, który świetnie bronił w wygranym 1-0 z twardą, niemiecką drużyną IFC w Katowicach meczu – otóż ten bramkarz puścił nam w następnym tygodniu we Lwowie z Pogonią jedenaście goli (2-11). Po meczu, w szatni była grobowa cisza. Nikt nie skorzystał z autobusu, który miał odwieźć nas na stację, nikt nie wsiadł do wspólnych zarezerwowanych przedziałów, każdy wolał zaszyć się gdzieś w kącie nawet na stojąco w zatłoczonych wagonach” – wspominał Marian Łańko, uczestnik meczu Legii z Pogonią Lwów.

Warta Poznań – Legia Warszawa i pierwszy taki rzut karny

Marian Fontowicz (pierwszy z prawej) podczas meczu Warty Poznań / fot. Ilustracja Poznańska
Marian Fontowicz (pierwszy z prawej) podczas meczu Warty Poznań / fot. Ilustracja Poznańska

Jak to się stało, że Wacław Adamowicz oraz Marian Fontowicz wzięli udział w historycznym dla polskiej ligi rzucie karnym? To była 81., może 82. minuta, już przy stanie 8:1. Jak pisał „Stadjon”, „naskutek mimowolnej ale wyraźnej ręki Śmiglaka, dyktuje sędzia karnego”. „Przegląd Sportowy” uzupełnia: „Legia ma możność zmniejszenia swej porażki. Sędzia dyktuje strzał karny. Po naradach strzela Adamowicz. Ostro, lecz w ręce bramkarza. Legia przegrywa więc 8:1, ponosząc największą porażkę w mistrzostwach Ligi (…) Adamowicz w bramce, pomimo ośmiu goli, zasłużył na pochwałę, gdyż obronił moc strzałów. Wynik – rzecz jasna – jest za wysoki – ale zwycięstwo gospodarzy różnicą kilku bramek było zasłużone”. „Stadjon” interwencję Mariana Fontowicza nazywa „świetną obroną”.

Marian Fontowicz – legendarny bramkarz Warty Poznań uratowany przez Fryderyka Scherfke

Marian Fontowicz

„Waleczny, odważny, jeden z najlepszych w dziejach polskiego futbolu w obronie dolnych strzałów, opuszczał posterunek tylko przez kontuzje” – opisuje Mariana Fontowicza Andrzej Gowarzewski w tomie „Mistrzostwa Polski” i podaje statystyki. Legenda Warty, grając w czternastu kolejnych sezonach o mistrzostwo Polski, był przedwojennym rekordzistą wśród piłkarzy pod względem ligowego stażu. Co kluczowe dla tej historii – w rozgrywkach ligowych przed 1939 r. obronił najwięcej, bo aż 16 strzałów z rzutów karnych (z 42 prób). Jednym z tych obronionych był strzał podczas meczu Warta – Legia.

Marian Fontowicz był opoką zespołu, który w 1929 roku zdobył mistrzostwo Polski. Miał w swojej karierze również przypadki mniej przyjemne – w październiku 1932 roku Warta wygrała 1:0 na boisku Cracovii, w meczu na szczycie ligi. Po spotkaniu na boisko wtargnęło ok. tysiąca kibiców, którzy rzucili się na sędziego. W jego obronie stanęli piłkarze, spośród których najbardziej ucierpiał właśnie Marian Fontowicz. Pobity stracił przytomność, a odzyskał ją dopiero zniesiony do szatni.

Wacław Adamowicz nie przeżył drugiej wojny światowej. Jak podaje księga stulecia Legii (książki wydawnictwa GiA zresztą też), zginął podczas kończącej kampanię wrześniową bitwy pod Kockiem, 2 października 1939 r. (choć niektóre źródła podają, że zginął dopiero po łapance w 1942 r.). Marian Fontowicz miał więcej szczęścia. Gdy razem z innymi polskimi jeńcami jechał pociągiem w stronę Rzeszy, na stacji w Poznaniu drzwi się otworzyły i stanął w nich człowiek w szarym mundurze Wehrmachtu. Odszukał Mariana Fontowicza. – Jesteś w Posen. Nie chcesz iść do domu? – zapytał i bramkarz wysiadł. Człowiekiem w mundurze był jego kolega z boiska, z Warty i z reprezentacji Polski – Fryderyk Scherfke. Więcej o tej historii przeczytać w książce „Czarny orzeł, biały orzeł” Thomasa Urbana.

Co ciekawe, Marian Fontowicz miał tuż po wojnie do czynienia z dwoma wybitnymi postaciami polskiego sportu. Jak pisał Mariusz Rabenda w Gazecie Wyborczej Szczecin, to właśnie Fontowiczowi być może swój pierwszy dziennikarski tekst w życiu poświęcił śp. Bohdan Tomaszewski (działo się to przy okazji meczu w Koszalinie):

– Ja tam przyjechałem w dziurawych portkach po tej strasznej zawierusze powstańczej, znalazłem się w zupełnie nowym świecie. Może i dobrze. Ale nie miałem nic i nagle pozwolono mi robić sport w Koszalinie. I wychodziła tam gazeta. „Wiadomości Koszalińskie”, taka skromna. Redaktor naczelny powiedział mi, jak już ten sport robisz, to napisz o nim też coś – wspominał Bohdan Tomaszewski.

Wiadomości Koszalińskie z piątku 14 września 1945 r. i w tekście podpisanym „B. Tomaszewski” możemy przeczytać: „Jeszcze o świecie – ciekawostki z za * kulis”. Pisze o swej rozmowie z Fontowiczem, bramkarzem z Poznania, dawnym „asem naszej reprezentacji państwowej”. „Bardzo oryginalny zwyczaj wprowadzono na zawodach w Koszalinie. Spotkałem to po raz pierwszy, mimo że byłem na nie jednym* meczu – mówił Fontowicz Tomaszewskiemu. – Otóż po każdej strzelonej bramce orkiestra, znajdująca się na trybunie, wita to wydarzenie gorącym tuszem: trzeba przyznać, że kapelmistrz zdobył się na objektywność*, gdyż również i bramki strzelone drużynom wojskowym i reprezentacji Koszalina jednakowo były podkreślane przez sympatyczną orkiestrę”..

W 1949 r. Marian Fontowicz trenował zespół z podpoznańskiej Mosiny. Piłkę kopał w nim chłopak, który po dwóch rozegranych meczach usłyszał od Mariana Fontowicza: – Chłopcze, jesteś szybki, idź do lekkoatletyki, bo w piłce nożnej się zmarnujesz.

Zajął się więc lekkoatletyką, najpierw sam ją trenował, potem wziął się za szkolenie innych. Czesław Cybulski, bo o nim mowa, wychował Szymona Ziółkowskiego i Anitę Włodarczyk, mistrzów olimpijskich w rzucie młotem.

Ostatnie wykorzystane rzuty karne strzelane przez bramkarzy w ekstraklasie

Marian Kelemen strzela gola w meczu Śląsk Wrocław – Arka Gdynia 5:0 (2011 rok),

Artur Boruc strzela gola w meczu Legia Warszawa – Widzew Łódź 6:0 (2004 rok),

Józef Młynarczyk strzela gola swojemu przyszłemu pracodawcy w spotkaniu Odra Opole – Widzew Łódź (1977) – na zdjęciu Panini / fragment relacji z Dziennika Łódzkiego (wtedy Dziennika Popularnego),

Józef Młynarczyk z golem dla Odry Opole
Józef Młynarczyk z golem dla Odry Opole

Jan Tomaszewski strzela gola krótko przed Wembley, w spotkaniu ŁKS – Odra Opole (1973) – wg Dziennika Łódzkiego chytrym zwodem nie dał szans bramkarzowi rywali.

Jan Tomaszewski z golem dla ŁKS

 

Sensacje XXI wieku: 10 polskich goli w pucharach w ostatniej minucie

Gol w ostatniej minucie, gol w doliczonym czasie – sól futbolu. W przypadku Arki Gdynia i Rafała Siemaszki musi smakować szczególnie, przecież – podobnie jak w finale Pucharu Polski z Lechem Poznań, który miałem wątpliwą przyjemność oglądać na Stadionie Narodowym – w meczu z Duńczykami mieli nie mieć szans.

Przez lata skojarzenie było jedno: to polskie drużyny tracą gola 90. minucie albo w doliczonym czasie gry, same strzelają może raz na dekadę. Faktem jest, że gol Roberta Lewandowskiego na 2:2 w wyjazdowym meczu ze Szkocją w eliminacjach Euro 2016 był bodaj pierwszym tego rodzaju (że w doliczonym, i że zmienił on wynik) w historii (!) występów Polaków o punkty, a naszym to albo jakiś Szwed, albo Odonkor do spółki z Neuvillem, albo inny Vastić wcisnął.

Ale w meczach klubowych tak źle nie było, czego dowodem niech będzie tych 10 goli z XXI wieku. Każdy z tych goli w 90. minucie (lub w doliczonym czasie gry) dał polskiemu klubowi wygraną lub awans, ewentualnie remis. Jest nawet jeden gol… zagranicznego klubu – jeden z moich ulubionych, zresztą, m.in. za sprawą komentarza Przemysława Pełki. Po prostu: przeżyjmy to jeszcze raz.

Rafał Siemaszko – Arka Gdynia – FC Midtjylland – gol na 3:2 i na wagę zwycięstwa w 90.+2 – 27.07.2017

Michał Kucharczyk – Legia Warszawa – Dundalk – gol na 1:1 i utrzymanie awansu w 90.+4 – 23.08.2016

Łukasz Surma – Esbjerg – Ruch Chorzów – gol na 2:2 i na wagę awansu w 90.+5 (I mecz 0:0) – 7.08.2014

Miroslav Radović – Legia Warszawa – St. Patrick’s – gol na 1:1 i na wagę remisu w I meczu – 16.07.2014

Baye Djibi Fall – Fulham – Odense – gol na 2:2 i na wagę awansu Wisły Kraków z grupy w 90.+3 – 14.12.2011

(wersja dłuższa, z akcją Orlando Sa po drugiej stronie boiska w 90.+3)


Baye Djibi Fall – Fulham – Odense 2:2 + Wisła… przez numer10

(wersja krótka)

(radość Wisły Kraków po meczu z Twente Enschede)

Janusz Gol – Spartak Moskwa – Legia Warszawa – gol na 2:3 i na wagę awansu w 90.+2 – 25.08.2011

Artjoms Rudnevs – Juventus – Lech Poznań – gol na 3:3 i na wagę remisu w 90.+2 – 16.09.2010

Sławomir Peszko – Lech Poznań – Club Brugge – gol na 1:0 i na wagę zwycięstwa w I meczu w 90.+3 – 20.08.2009

Rafał Murawski – Lech Poznań – Austria Wiedeń – gol na 4:2 i na wagę awansu w 120.+1 – 2.10.2008

Nikola Mijailović – Iraklis Saloniki – Wisła Kraków – gol na 0:1 i na wagę dogrywki w 90.+3 – 28.09.2006

B.

Zobacz też: Sprawdź, jaki był mecz, gdy się urodziłeś (lub w dowolnej innej dacie)

1991: Egipt – Polska i Kuwejt – Polska. Jacek Bobrowicz, Zdzisław Janik i Marek Rzepka – postaci dziwnego wyjazdu kadry

egipt_19921

Egzotyczne wyjazdy reprezentacji Polski, często organizowane w grudniu, to zawsze wdzięczny temat. A już eskapada, którą ćwierć wieku temu odbyła ekipa pod wodzą Lesława Ćmikiewicza, to nie lada heca z wielu względów.

Mamy tu do czynienia z odwrotnością pamiętnego wyjazdu kadry Janusza Wójcika do Tajlandii, latem 1999 roku. Wtedy banda przebierańców z jednej z prowincji brazylijskich udawała reprezentację kraju. Oto miejsce na jeden z ulubionych cytatów z Encyklopedii Piłkarskiej Fuji:

W czerwcu 1999 reprezentacja Polski udała się do Tajlandii na turniej z okazji „urodzin króla”, bodaj 72. Wyprawę finansowała firma UFA, handlująca prawami, między innymi do transmisji telewizyjnych. Wobec towarzyszącej wyprawie niechęci ze strony klubów i piłkarzy [odmówił nawet ówczesny bramkarz Lecha, Michał Kokoszanek, który w tym samym czasie miał ślub – w kadrze potem już nie zagrał, ale co to też była za kadra – dop.] z najwyższym trudem udało się skompletować ekipę nazwaną „zapleczem kadry”, ale ponieważ błogosławieństwo ekipie dał PZPN – należało oczekiwać oficjalnych spotkań. Towarzyszący drużynie jedyny dziennikarz red. Roman Kołtoń z Przeglądu Sportowego opisał oba mecze w Bangkoku jako oficjalne gry biało-czerwonych. Selekcjoner Janusz Wójcik też zapewniał, że „zagrał oficjalnie z Brazylią”. Wszystkim zależało na tym, aby – mimo porażki – uznać potyczkę za oficjalną (…) W federacji brazylijskiej sekretarz generalny Mario Antonio Teixeira wyśmiał jednak zawarty w naszym pytaniu pomysł oficjalnego meczu Brazylii z Polską w Bangkoku, a sekretarz prasowy związku Roberto Salgado odmówił pisemnych deklaracji, bo – jak przekonywał – „równie dobrze mógłbym zapewniać, że nie byłem w kosmosie”.
Ostatecznie, za oficjalny uznany został tylko drugi mecz Polski na turnieju, z Nową Zelandią. Tym sposobem, były obrońca Lecha, Przemysław Urbaniak, który zagrał z „Brazylią” i obejrzał czerwoną kartkę – dyskwalifikującą z meczu o trzecie miejsce mini-turnieju – oficjalnego spotkania w kadrze nie ma.

Zestaw osobowy, który w grudniu 1991 roku poleciał na Bliski Wschód, miał dużo więcej wspólnego z reprezentacją Polski niż tamta „Brazylia” z prawdziwą kadrą Canarinhos. A jednak do Egiptu zespół Lesława Ćmikiewicza leciał pod szyldem „Polski B”, ewentualnie „kadry PZPN”. Z czasem wyszło jednak na jaw, że według podpisanych dokumentów, PZPN delegował pierwszą reprezentację. Taki był bowiem warunek rywali, płacących za cały wyjazd. Spotkania są więc na liście oficjalnych meczów, a Polacy zagrali w składach:

Kair, 3.12.1991, Egipt – Polska 4:0 (1:0)

Polska: Jacek Bobrowicz (67. Adam Matysek) – Marek Rzepka, Juliusz Kruszankin, Andrzej Lesiak, Krzysztof Maciejewski – Janusz Góra (60. Mirosław Trzeciak), Adam Fedoruk (70. Kazimierz Węgrzyn), Dariusz Skrzypczak, Zdzisław Janik (81. Ryszard Czerwiec), Leszek Pisz – Jerzy Podbrożny

Kair, 5.12.1991, Egipt – Polska 0:0

Polska: Adam Matysek – Marek Rzepka, Juliusz Kruszankin, Andrzej Lesiak, Kazimierz Węgrzyn – Janusz Góra, Ryszard Czerwiec (65. Leszek Pisz), Piotr Czachowski, Zdzisław Janik (73. Adam Fedoruk) – Jerzy Podbrożny, Maciej Śliwowski

Kuwejt, 9.12.1991, Kuwejt – Polska 0:2

Bramki: Zdzisław Janik (2. minuta), Marek Rzepka (67. minuta)

Polska: Adam Matysek – Marek Rzepka, Andrzej Lesiak, Piotr Czachowski, Janusz Góra – Adam Fedoruk, Dariusz Skrzypczak (55. Kazimierz Węgrzyn), Leszek Pisz, Zdzisław Janik – Maciej Śliwowski, Mirosław Trzeciak (46. Juliusz Kruszankin).

Wiceprezes PZPN Eugeniusz Kolator w Przeglądzie Sportowym po całym wyjeździe wyróżnił czterech graczy. Na jego pochwałę zasłużyli Marek Rzepka, Maciej Śliwowski, Adam Fedoruk i Jerzy Podbrożny. Zganiony przez gazetę został za to Mirosław Trzeciak.

fedoruk_podbrozny_trzeciak

Z perspektywy czasu eskapadę najbardziej powinien wspominać inny zestaw osób.

Dla Jacka Bobrowicza, bramkarza Wisły Kraków znanego z umiejętności bronienia rzutów karnych, ale i jednego z bohaterów cudownego 0:6 z Legią Warszawa w 1993 roku, był to jedyny występ w reprezentacji Polski. Trudno powiedzieć, czy wpuszczeniem dwóch goli w 67-minutowym występie w Egipcie specjalnie się szczyci.

Zdzisław Janik, jego kolega z Wisły Kraków, zaliczył wszystkie trzy mecze na Bliskim Wschodzie. Później w reprezentacji już nie zagrał, a o swoim niedosycie opowiada w ciekawym fragmencie wywiadu dla strony historiawisly.pl:

W kadrze rywalizowaliśmy z Leszkiem Piszem i z Brzęczkiem, kiedy jeszcze grał w Olimpii. Tak jak my z Tomkiem Dziubińskim tworzyliśmy ciekawy duet tak samo w Legii grała para Pisz-Kucharski, a w Olimpii Brzęczek-Mielcarski. Jeśli chodzi o reprezentację to miałem tam troszkę większe nadzieje. Podczas turnieju w Kuwejcie, w którym reprezentacja Polski wzięła udział, byłem chyba najlepszym zawodnikiem na boisku. Liczyłem, że będę powołania otrzymywał częściej niż tylko 3 razy. Usłyszałem nawet od trenera Strejlaua: „No to teraz czekaj na powołanie”. Z tego wyjazdu świetnie pamiętam sytuacje po jednym z meczów, w której podszedłem do trenera i wprost zapytałem, czy mogę zatrzymać sobie strój na pamiątkę, że jestem reprezentantem Polski. Odpowiedział: „Nie, nie. Ty Zdzisek jak pojedziesz na następny mecz to dostaniesz całą torbę z wyposażeniem od A do Z”. Pamiętam też, że mieliśmy otrzymać jakieś pieniądze za te mecze, bo wygraliśmy jeden mecz a drugi zremisowaliśmy. Ich także nigdy nie zobaczyliśmy, chociaż nie przykładaliśmy do tego wagi tak jak dzisiejsi piłkarze. (…) Na pewno czułem taki niedosyt. Każdy piłkarz wie na jakim poziomie gra i co może zaprezentować. Sam Leszek do tej pory wspomina: „Wiesz co, Ty to wtedy w formie byłeś”. On pojechał grać dalej, ja nie – takie życie.

zdzislaw_janik

W końcu Marek Rzepka, który bardzo się zdziwił, że o ten wyjazd go pytam. Z meczów pamięta już niewiele, tyle, że gola zdobył strzałem głową, po dośrodkowaniu – chyba z rzutu rożnego. I że się cieszy, bo to jego jedyny gol w 15 grach w reprezentacji, że jest tym zapisany w kronikach. I że murawa w Kuwejcie była beznadziejna. Koszulek „Kuwait is free, thank you Mr Bush”, o których powiedział mi Kazimierz Węgrzyn, nie kojarzy.

marek_rzepka_1maly

Czy sami rywale – przez Przegląd Sportowy nazywani „reprezentacją olimpijską Kuwejtu” – faktycznie byli tym zespołem, który potem na igrzyskach w Barcelonie przegrał z Polską (zresztą też 0:2)? To już temat na zupełnie inne śledztwo, bo nie znalazłem źródła, które podaje kuwejcki skład.

B.

Fot. z kolekcji Karola Rogackiego (dzięki!) + AG

Miasta – największe piłkarskie pustynie w Polsce

michalski

Może i grał tu i strzelił gola młodziutki Zinedine Zidane (z tego meczu Polska – Francja pochodzi powyższy nagłówek), ale i tak piłkarska Sahara w Polsce jest jedna. To Piła, o której bardzo szeroko piszę w innym miejscu. Samo wycofanie się zespołu seniorów z rozgrywek, które nastąpiło 25 marca 2016 r., było o tyle zaskoczeniem, że Towarzystwo Piłkarskie Polonia Piła dopiero co wzięło pieniądze na szkolenie – z powiatu i miasta. Szok, że Polonia upadła, szok, że nie ma w mieście żadnego innego klubu.

Od ludzi z Piły usłyszałem, że w Polonii co jakiś czas zmieniały się władze, ale jakoś żadna nie miała pomysłu, jak ruszyć do przodu. – Wydawało się, że liga okręgowa to zdecydowanie za mało jak na 75-tysięczne miasto. A teraz nie ma nawet tego – przekazał mi kolega z Tygodnika Pilskiego.

dzialdowo

Drugim największym miastem bez klubu w lidze jest Działdowo. Start wycofał się – oczywiście z powodów finansowych – w roku jubileuszu 60-lecia, dokładnie 8 sierpnia 2016. Fragment tekstu ze strony zawkrzenskisport.pl:

Od momentu odejścia ze Startu Czesława Kozłowskiego, nie udało się pozyskać strategicznego sponsora. Dodatkowo od dwóch lat zarząd klubu nie potrafi rozliczyć się z pieniędzy otrzymywanych z budżetu miasta. To przelało czarę goryczy i w tym roku Start nie otrzymał nawet złotówki z miejskiej kasy. Bez tych środków klub nie był w stanie dalej funkcjonować. Drużyny młodzieżowe, które były dotychczas w Starcie mają zostać przejęte przez – Wkrę.

 czarni

Na podium nieudolności i marazmu mamy też Nakło nad Notecią, które z Piłą łączy nie tylko droga krajowa nr 10, ale i brak klubu w lidze. O Czarnych na blogu już było wspomniane w gościnnym występie, w tekście poświęconym przede wszystkim Zawiszy. Takie nazwisko jak Adam Kensy powinno coś mówić nie tylko kibicom Czarnych i Pogoni Szczecin. Byłem na nowym stadioniku w Nakle, imienia Klemensa Biniakowskiego (o patronie też miałem już okazję pisać, niesamowita historia). Żal, że nikt nie potrafi go odpowiednio zagospodarować. Oświadczenie związane prezesa Lechosława Dregera na temat wycofania zespołu z ligi brzmi dość kuriozalnie.

Wystąpiło zjawisko wyczerpania się formuły klubu w takim kształcie organizacyjnym i finansowym, jaki był proponowany społeczeństwu do tej pory. Bezpowrotnie wygasła również jego misja marketingowa – możemy przeczytać w oświadczeniu, jakie wystosował.

W przypadku Nakła, z tego co kojarzę, są pewne nadzieje na powrót Czarnych do gry w lidze, możliwe, że to tylko kwestia zmiany władz klubu. 

Trzy miasta bez ligi wśród 250 największych miast w Polsce. Oby to grono nie zostało zwiększone w najbliższym czasie.

   miasto  województwo  l. mieszkańców  klub na najw. szczeblu szczebel
1. Warszawa mazowieckie 1 735 442 Legia 1
2. Kraków małopolskie 761 873 Cracovia, Wisła 1
3. Łódź łódzkie 706 004 ŁKS, Widzew 4
4. Wrocław dolnośląskie 634 487 Śląsk 1
5. Poznań wielkopolskie 545 680 Lech 1
6. Gdańsk pomorskie 461 489 Lechia 1
7. Szczecin zachodniopomorskie 407 180 Pogoń 1
8. Bydgoszcz kujawsko-pomorskie 357 652 Chemik 4
9. Lublin lubelskie 341 722 Motor 4
10. Katowice śląskie 301 834 GKS 2
11. Białystok podlaskie 295 459 Jagiellonia 1
12. Gdynia pomorskie 247 820 Arka 1
13. Częstochowa śląskie 230 123 Raków 3
14. Radom mazowieckie 217 201 Radomiak 3
15. Sosnowiec śląskie 209 274 Zagłębie 2
16. Toruń kujawsko-pomorskie 203 158 Elana 4
17. Kielce świętokrzyskie 198 857 Korona 1
18. Rzeszów podkarpackie 185 123 Stal, Resovia 4
19. Gliwice śląskie 184 415 Piast 1
20. Zabrze śląskie 177 188 Górnik 2
21. Olsztyn warmińsko-mazurskie 173 831 Stomil 2
22. Bielsko-Biała śląskie 173 013 Podbeskidzie 2
23. Bytom śląskie 172 306 Polonia 3
24. Ruda Śląska śląskie 140 669 Slavia 5
25. Rybnik śląskie 140 052 ROW 1964 3
26. Zielona Góra lubuskie 138 512 Falubaz 4
27. Tychy śląskie 128 621 GKS 2
28. Gorzów Wielkopolski lubuskie 124 145 Stilon, Piast Karnin 5
29. Dąbrowa Górnicza śląskie 123 376 Unia, Tęcza Błędów 6
30. Elbląg warmińsko-mazurskie 122 368 Olimpia 3
31. Płock mazowieckie 122 224 Wisła 1
32. Opole opolskie 119 574 Odra 3
33. Wałbrzych dolnośląskie 116 691 Górnik 4
34. Włocławek kujawsko-pomorskie 113 939 Lider, Włocłavia 6
35. Tarnów małopolskie 111 376 Unia 4
36. Chorzów śląskie 110 337 Ruch 1
37. Koszalin zachodniopomorskie 108 605 Gwardia 4
38. Kalisz wielkopolskie 103 373 KKS 1925 4
39. Legnica dolnośląskie 101 343 Miedź 2
40. Grudziądz kujawsko-pomorskie 97 176 Olimpia 2
41. Jaworzno śląskie 93 331 Szczakowianka 5
42. Słupsk pomorskie 93 206 Gryf 5
43. Jastrzębie-Zdrój śląskie 90 794 GKS 1962 4
44. Nowy Sącz małopolskie 83 853 Sandecja 2
45. Jelenia Góra dolnośląskie 81 408 Karkonosze 5
46. Siedlce mazowieckie 76 603 Pogoń 2
47. Konin wielkopolskie 76 547 Górnik 4
48. Piotrków Trybunalski łódzkie 75 608 Polonia 5
49. Mysłowice śląskie 75 037 Unia Kosztowy 6
50. Inowrocław kujawsko-pomorskie 74 564 Cuiavia 5
51. Piła wielkopolskie 74 333
52. Lubin dolnośląskie 73 658 Zagłębie 1
53. Ostrów Wielkopolski wielkopolskie 72 754 Centra, Ostrovia 5
54. Ostrowiec Świętokrzyski świętokrzyskie 71 728 KSZO 4
55. Gniezno wielkopolskie 69 686 Mieszko 6
56. Suwałki podlaskie 69 316 Wigry 2
57. Stargard zachodniopomorskie 68 922 Błękitni 3
58. Głogów dolnośląskie 68 836 Chrobry 2
59. Siemianowice Śląskie śląskie 68 634 Siemianowiczanka 6
60. Pabianice łódzkie 67 207 PTC, Włókniarz 6
61. Zamość lubelskie 65 055 Hetman 5
62. Chełm lubelskie 64 855 Chełmianka, Kłos 5
63. Leszno wielkopolskie 64 616 Polonia 5
64. Tomaszów Mazowiecki łódzkie 64 513 Lechia 4
65. Przemyśl podkarpackie 63 441 Polonia 5
66. Stalowa Wola podkarpackie 63 291 Stal 3
67. Kędzierzyn-Koźle opolskie 62 840 Chemik 5
68. Łomża podlaskie 62 779 ŁKS 1926 4
69. Żory śląskie 62 051 MKS, LKS Baranowice 7
70. Tarnowskie Góry śląskie 60 879 Gwarek 5
71. Mielec podkarpackie 60 827 Stal 2
72. Tczew pomorskie 60 573 Wisła 7
73. Ełk warmińsko-mazurskie 60 103 MKS 4
74. Pruszków mazowieckie 60 068 Znicz 2
75. Bełchatów łódzkie 59 305 GKS 3
76. Świdnica dolnośląskie 58 802 Polonia-Stal 5
77. Będzin śląskie 58 205 Sarmacja, Grodziec 5
78. Biała Podlaska lubelskie 57 471 Podlasie 4
79. Zgierz łódzkie 57 390 Boruta 6
80. Piekary Śląskie śląskie 56 755 Andaluzja Brzozowice-Kamień, Czarni Kozłowa Góra, KS, Orzeł Biały Brzeziny Śląskie 6
81. Racibórz śląskie 55 710 Unia 5
82. Legionowo mazowieckie 54 272 Legionovia 3
83. Ostrołęka mazowieckie 52 611 Korona 6
84. Świętochłowice śląskie 51 494 Śląsk, Naprzód Lipiny 6
85. Zawiercie śląskie 50 990 Warta 5
86. Starachowice świętokrzyskie 50 679 Star 6
87. Wejherowo pomorskie 50 292 Gryf 3
88. Puławy lubelskie 48 864 Wisła 2
89. Wodzisław Śląski śląskie 48 864 Naprzód Zawada, Odra, Odra Centrum 6
90. Skierniewice łódzkie 48 660 Unia 5
91. Starogard Gdański pomorskie 48 327 KP 5
92. Tarnobrzeg podkarpackie 48 000 Siarka 3
93. Rumia pomorskie 47 602 Orkan 5
94. Radomsko łódzkie 47 399 Mechanik 5
95. Skarżysko-Kamienna świętokrzyskie 47 212 Granat 6
96. Krosno podkarpackie 46 934 Karpaty 4
97. Kołobrzeg zachodniopomorskie 46 720 Kotwica 3
98. Dębica podkarpackie 46 568 Igloopol 5
99. Piaseczno mazowieckie 45 567 MKS 5
100. Kutno łódzkie 45 371 KS 5
101. Otwock mazowieckie 45 025 Start 5
102. Nysa opolskie 44 775 Polonia 5
103. Ciechanów mazowieckie 44 585 MKS 5
104. Zduńska Wola łódzkie 43 310 Pogoń-Ekolog, MKS MOS 6
105. Sieradz łódzkie 43 071 Warta 5
106. Świnoujście zachodniopomorskie 41 276 Flota 6
107. Żyrardów mazowieckie 41 003 Żyrardowianka 6
108. Szczecinek zachodniopomorskie 40 535 MKP 5
109. Mińsk Mazowiecki mazowieckie 40 211 Mazovia 5
110. Świdnik lubelskie 40 078 Avia 4
111. Chojnice pomorskie 40 056 Chojniczanka 2
112. Mikołów śląskie 39 795 Orzeł Mokre 5
113. Nowa Sól lubuskie 39 571 Arka 5
114. Bolesławiec dolnośląskie 39 464 BKS Bobrzenie 7
115. Oświęcim małopolskie 39 444 Soła 4
116. Malbork pomorskie 38 950 Pomezania 6
117. Knurów śląskie 38 859 Concordia 5
118. Sanok podkarpackie 38 818 Ekoball 6
119. Jarosław podkarpackie 38 796 JKS 4
120. Kwidzyn pomorskie 38 757 Rodło 5
121. Żary lubuskie 38 527 Promień, Unia Kunice 6
122. Chrzanów małopolskie 37 898 Fablok 6
123. Sopot pomorskie 37 654 Potok Kamionka, KP 7
124. Wołomin mazowieckie 37 389 Huragan 4
125. Oleśnica dolnośląskie 37 355 Pogoń 5
126. Sochaczew mazowieckie 37 201 Bzura Chodaków 5
127. Brzeg opolskie 36 675 Stal 4
128. Olkusz małopolskie 36 477 KS 6
129. Jasło podkarpackie 36 260 Czarni 1910 5
130. Cieszyn śląskie 35 685 Piast 8
131. Czechowice-Dziedzice śląskie 35 632 MRKS 6
132. Kraśnik lubelskie 35 508 Stal 5
133. Lębork pomorskie 35 443 Pogoń 4
134. Dzierżoniów dolnośląskie 34 168 Lechia 4
135. Ostróda warmińsko-mazurskie 33 790 Sokół 4
136. Nowy Targ małopolskie 33 598 Podhale 4
137. Police zachodniopomorskie 33 404 Chemik 5
138. Iława warmińsko-mazurskie 33 344 ITR Jeziorak 7
139. Ząbki mazowieckie 32 844 Dolcan 5
140. Czeladź śląskie 32 666 Górnik Piaski 5
141. Myszków śląskie 32 499 MKS 5
142. Oława dolnośląskie 32 356 KS 7
143. Żywiec śląskie 31 942 Czarni-Góral, Koszarawa 6
144. Zgorzelec dolnośląskie 31 532 Nysa 5
145. Swarzędz wielkopolskie 31 035 Unia 5
146. Bielawa dolnośląskie 30 987 Bielawianka 5
147. Mława mazowieckie 30 968 Mławianka 5
148. Luboń wielkopolskie 30 813 Luboński 5
149. Łuków lubelskie 30 557 Orlęta 6
150. Augustów podlaskie 30 482 Sparta 5
151. Grodzisk Mazowiecki mazowieckie 30 180 Pogoń 5
152. Bochnia małopolskie 30 104 Bocheński 5
153. Śrem wielkopolskie 30 036 Warta 6
154. Giżycko warmińsko-mazurskie 29 932 Mamry 5
155. Września wielkopolskie 29 735 Victoria 5
156. Marki mazowieckie 29 722 AP Marcovia 5
157. Krotoszyn wielkopolskie 29 284 Astra 6
158. Pruszcz Gdański pomorskie 29 226 Czarni 6
159. Łowicz łódzkie 29 169 Pelikan 4
160. Brodnica kujawsko-pomorskie 28 605 Sparta 5
161. Nowy Dwór Mazowiecki mazowieckie 28 364 Świt 4
162. Czerwionka-Leszczyny śląskie 28 348 MKS 7
163. Gorlice małopolskie 28 255 Glinik 5
164. Turek wielkopolskie 27 926 Tur 1921 6
165. Kętrzyn warmińsko-mazurskie 27 924 Granica 5
166. Kłodzko dolnośląskie 27 792 Nysa 6
167. Zakopane małopolskie 27 556 KS 6
168. Wyszków mazowieckie 27 173 Bug 5
169. Biłgoraj lubelskie 26 935 Łada 1945 5
170. Żagań lubuskie 26 426 Czarni 6
171. Jarocin wielkopolskie 26 394 Jarota 4
172. Świecie kujawsko-pomorskie 26 276 Wda 4
173. Bielsk Podlaski podlaskie 26 249 Tur 5
174. Wałcz zachodniopomorskie 26 033 Orzeł 6
175. Pszczyna śląskie 26 028 Iskra 5
176. Wągrowiec wielkopolskie 25 266 Nielba 5
177. Białogard zachodniopomorskie 24 571 Iskra 6
178. Bartoszyce warmińsko-mazurskie 24 432 Victoria 6
179. Kluczbork opolskie 24 410 MKS 2
180. Sandomierz świętokrzyskie 24 326 Wisła 5
181. Skawina małopolskie 24 203 Skawinka 5
182. Szczytno warmińsko-mazurskie 24 185 SKS 6
183. Lubliniec śląskie 24 182 Sparta 6
184. Kościan wielkopolskie 23 949 Obra 5
185. Jawor dolnośląskie 23 767 Kuźnia 6
186. Kościerzyna pomorskie 23 738 Kaszuba 5
187. Reda pomorskie 23 565 Orlęta 6
188. Wieluń łódzkie 23 300 WKS 6
189. Świebodzice dolnośląskie 23 197 Victoria 5
190. Nowa Ruda dolnośląskie 23 030 Piast 5
191. Piastów mazowieckie 22 870 Piast 6
192. Koło wielkopolskie 22 834 Olimpia 6
193. Ostrów Mazowiecka mazowieckie 22 792 Ostrovia 5
194. Goleniów zachodniopomorskie 22 747 Ina 5
195. Środa Wielkopolska wielkopolskie 22 661 Polonia 4
196. Polkowice dolnośląskie 22 558 KS 4
197. Lubartów lubelskie 22 463 Lewart 5
198. Łaziska Górne śląskie 22 419 Polonia 5
199. Płońsk mazowieckie 22 379 PAF 7
200. Zambrów podlaskie 22 262 Olimpia 3
201. Grajewo podlaskie 22 243 Warmia 5
202. Mrągowo warmińsko-mazurskie 22 135 Mrągowia 5
203. Świebodzin lubuskie 22 008 Santos 5
204. Opoczno łódzkie 21 965 Ceramika 5
205. Lubań dolnośląskie 21 785 Łużyce 6
206. Rydułtowy śląskie 21 763 Naprzód 6
207. Prudnik opolskie 21 676 Pogoń 5
208. Wieliczka małopolskie 21 676 Górnik, Wieliczanka 6
209. Gryfino zachodniopomorskie 21 565 Energetyk 5
210. Działdowo warmińsko-mazurskie 21 489  
211. Hajnówka podlaskie 21 422 Puszcza 5
212. Kobyłka mazowieckie 21 341 Wicher 7
213. Aleksandrów Łódzki łódzkie 21 224 Sokół 4
214. Andrychów małopolskie 20 993 Beskid 5
215. Rawicz wielkopolskie 20 779 Rawia 5
216. Chełmno kujawsko-pomorskie 20 434 Chełminianka 5
217. Gostyń wielkopolskie 20 237 Kania 5
218. Orzesze śląskie 20 194 Sokół 7
219. Józefów mazowieckie 20 137 Józefovia 6
220. Trzebinia małopolskie 20 127 MKS 4
221. Ozorków łódzkie 20 068 Bzura, Kotan 7
222. Końskie świętokrzyskie 20 059 Neptun 5
223. Kamienna Góra dolnośląskie 19 889 Olimpa 6
224. Tomaszów Lubelski lubelskie 19 824 Tomasovia 5
225. Łęczna lubelskie 19 690 Górnik 1
226. Bieruń śląskie 19 636 Piast 6
227. Pisz warmińsko-mazurskie 19 562 Mazur 6
228. Sulejówek mazowieckie 19 411 Victoria 5
229. Krasnystaw lubelskie 19 343 Start 6
230. Chodzież wielkopolskie 19 299 Polonia 6
231. Wadowice małopolskie 19 254 Skawa 7
232. Pułtusk mazowieckie 19 236 Nadnarwianka 6
233. Pionki mazowieckie 19 168 Proch 5
234. Nakło nad Notecią kujawsko-pomorskie 19 064
235. Kęty małopolskie 19 062 Hejnał 7
236. Gostynin mazowieckie 18 947 Mazur 6
237. Szamotuły wielkopolskie 18 831 Sparta 6
238. Sokołów Podlaski mazowieckie 18 743 Podlasie 5
239. Sokółka podlaskie 18 716 Sokół 1946 6
240. Pyskowice śląskie 18 563 Czarni 6
241. Złotów wielkopolskie 18 492 Sparta 6
242. Międzyrzecz lubuskie 18 459 Orzeł 6
243. Sierpc mazowieckie 18 453 Kasztelan 6
244. Hrubieszów lubelskie 18 450 Unia 5
245. Oborniki wielkopolskie 18 426 Sparta 5
246. Strzelce Opolskie opolskie 18 373 Piast 6
247. Myślenice małopolskie 18 346 Dalin 5
248. Bogatynia dolnośląskie 18 299 Granica 5
249. Kostrzyn nad Odrą lubuskie 18 155 Celuloza 6
250. Kozienice mazowieckie 18 064 Energia 5

 fot. biletów – https://twitter.com/RossoKolekcja

Euro 2016 dla Portugalii, czyli Oscar dla Scorsese

portugal1

Zżymają się niektórzy, że taki mistrz, to żaden mistrz. Bo styl nie ten, bo wyszedł z trzeciego miejsca, bo tylko raz wygrał w ciągu 90 minut. Jasne, po to są takie turnieje jak Euro 2016, by kibice godzinami mogli rozprawiać, czy lepszą drużynę od Portugalczyków mieli tylko Francuzi, czy Niemcy, czy jeszcze też Włosi, i co by było gdyby Kuba temu Ruiowi Patriciowi… Sam grą Portugalczyków jestem trochę rozczarowany, a i finał marzył mi się piękny, z odwróceniem rozstrzygnięcia, jak te, na których się wychowałem – w 1996 i 2000 roku. Ale gdy już wszyscy ochłoniemy – Francuzom może to zająć parę lat – zostaną nam wyniki i tabele, a w nich boldem jako triumfator będzie widniała Portugalia, czy nam się ekipa Fernando Santosa podoba, czy się na nią krzywimy jak podczas zerkania na kursy walut.

Za wiele z nauk na studiach ekonomicznych nie wziąłem sobie do serca, ale jedno zapamiętałem: by patrzeć na sprawy w długim okresie. A gdy cofniemy się pamięcią o parę lat, albo wrócimy do historycznych wspominek w „Skarbach Kibica” i programach z Jackiem Gmochem, to zobaczymy, że Portugalia na to mistrzostwo cholernie mocno pracowała. Tak naprawdę pozostawała ostatnim europejskim mocarzem bez ani jednego tytułu. W czołówce kontynentu rozsiadła się już jakiś czas temu, jeśli spojrzymy na lata zaczynające się od dwudziestki, to w półfinałach Euro i mundiali częściej byli tylko Niemcy.

Niemcy: 2002, 2006, 2008, 2010, 2012, 2014, 2016

Portugalia: 2000, 2004, 2006, 2012, 2016

Holandia: 2000, 2004, 2010, 2014

Hiszpania: 2008, 2010, 2012

Francja: 2000, 2006, 2016

Włochy: 2000, 2006, 2012

Turcja: 2002, 2008

Grecja: 2004

Czechy: 2004

Rosja: 2008

Walia: 2016.

I nawet jeśli to do najstarszej z tych portugalskich drużyn, tej z Euro 2000, wzdychamy najbardziej, a każda kolejna z medalowych ekip była mniej efektowna (dla uproszczenia można wręcz przyjąć: 2000 > 2004 > 2006 > 2012 > 2016), to dopiero Santos nauczył Portugalczyków grać, tzn. bronić. Porzekadło o tym, że turnieje wygrywa się defensywą, nie wzięło się znikąd (w przeciwieństwie do Edera), zresztą to właśnie w Lizbonie najboleśniej w historii futbolu zademonstrowali to Grecy Otto Rehhagela.

Zresztą, gdyby nie ci Grecy, być może Santos w ogóle nie byłby teraz selekcjonerem Portugalii. To u nich udoskonalił swój warsztat trenera nastawionego na efekty, to u tych dość zblazowanych z natury Greków robił ćwiczenia z dyscypliny. Przede wszystkim jednak zmiany na portugalskiej ławce by nie było, gdyby nie klęska na początku eliminacji Euro 2016.

Wcześniej, owszem, Portugalczycy trochę się ślizgali, w eliminacjach coraz częściej przytrafiały im się remisy z przeciętnymi ekipami (Izrael, Irlandia Północna…), co skutkowało koniecznością bicia się w barażach. W nich ostatecznie sobie radzili – raz z Bośnią i Hercegowiną, raz ze Szwecją – więc naród uznawał, że tragedii nie ma. Ta nastąpiła dopiero we wrześniu 2014. To było jak wstrząs – 0:1 u siebie z Albanią, po prostu szok. „Wielki wstyd na zawsze”, „Wstyd i białe chusteczki dla Paolo Bento”. „Miseria Total” tłumaczyć nie trzeba.

portugal_gazety_500

Akurat bawiliśmy wtedy w Portugalii (gdzie zobaczyliśmy m.in. Gibraltar – Polska w Faro) i oprócz krzyczących czołówek gazet mogliśmy obserwować jak przez wiele godzin gadające głowy rozprawiają w telewizji, że już starczy tego Paolo Bento. Nie wiem, czy było też o tym, że pora zmienić nawyki, bo wieczna chęć „Joga Bonito” bez oglądania się na dziury w obronie w dłuższej perspektywie skończy się jak w Brazylii. Ale Santos je zmienił.

Jeśli jeszcze tylko doprowadzi do sytuacji, że do stojącej piłki Cristiano dopuści np. Raphaela Guerreiro, który w jednej finałowej próbie był bliższy gola z rzutu wolnego niż Ronaldo w kilkunastu swoich, to najwyższy stopień podium może być portugalski nie tylko w walce o Złotą Piłkę, ale może i na mundialu w Rosji. Przy czym, powtórzę: Cristiano musi lepiej dostrzegać tych dziewięciu gości w takich samych koszulkach jak ta, którą sam nosi.

portugal_minions_500

Futbol w wydaniu wielkich klubów o narodowościach najczęściej każe nam zapominać, ale nie da się uciec od tego, że Portugalia od paru lat ma jednego z 2-3 najlepszych piłkarzy na świecie (Cristiano Ronaldo), wciąż jednego z 2-3 najbardziej charyzmatycznych trenerów (Jose Mourinho) i jednego z 2-3 najefektywniejszych agentów (Jorge Mendes). Do tego dodajmy wielką trójkę klubów, które potrafią świetnie szlifować piłkarskie diamenciki i połączyć zarabianie pieniędzy z dobrymi lub bardzo dobrymi wynikami w Europie.

Możliwe, że wytaczam te wszystkie argumenty, bo uważam, że kraj ludzi „brandes costumes” (łagodnych obyczajów) zasłużył na mistrzostwo już tym, jak bardzo w futbolu jest rozkochany, potrafi o nim rozprawiać godzinami (i pozwala się utrzymać trzem opasłym dziennikom sportowym, czego w Polsce trudno nie zazdrościć), a po odwiedzeniu którego zwyczajnie trudno mi nie życzyć Portugalczykom dobrze.

portugal2_500

Może po prostu jest ta Portugalia jak Martin Scorsese, który Oscara nie zgarnął za swoje najwspanialsze dzieła, a doczekał go po latach, gdy akurat okoliczności były sprzyjające, a konkurencja nie aż tak mocna. Kto powie, że na niego nie zasłużył?

B.

 

PS Przed Euro wrzuciłem tu 16 proroctw. Spójrzmy…

  1. Polska pierwszy raz na dużym turnieju będzie strzelała karne po dogrywce. TAK
  2. A Robert Lewandowski zostanie królem strzelców. NIE
  3. Te karne, oczywiście, wygramy. TAK
  4. Ćwierćfinał polskim meczem nad meczami, nowym Wembley, nowym Chorzowem z Portugalią, nowym-co-tam-chcecie. I TAK, I NIE
  5. Bartosz Salamon polskim odkryciem mistrzostw. NIE
  6. Hiszpania z tymi Gruzinami tylko żartowała. Swoją grupę rozniesie w pył, a przecież nie jest taka prosta. NIE
  7. Największymi przegranymi – kozacy z eliminacji: Turcja i Austria. TAK
  8. Bo już tacy Węgrzy biorą baty będąc świadomymi tego, że są zwyczajnie kiepscy. NIE
  9. Irlandia znowu będzie baranem w swojej grupie, a inni rzeźnikami. Żal rozśpiewanych kibiców. NIE
  10. A Belgowie ze Szwedami tylko dlatego nie zrobią Włochów w bambuko, bo wychodzą zespoły z trzecich miejsc. NIE
  11. Co, jak świetnie wiemy, jest najgorszym efektem rozszerzenia turnieju do 24 zespołów. Niestety niektóre mecze 1/8 finały to będą tzw. mecze cykorów. 0-0, jeden strzał, te sprawy. Smutne. (Największymi cykorami okazały się Chorwacja i Portugalia)
  12. W Rosji znowu się wszyscy pokłócą i Putin każe grać reprezentacji Rosji w lidze rosyjskiej. A innym zespołom z nią przegrywać. TAAAK!
  13. W czwórce będzie też Anglia. A co tam – nawet w finale. NIE!
  14. Albania nie strzeli gola, ale ten turniej i tak będzie wspominać z rozrzewnieniem, bo lada moment z połowy piłkarzy rozgrabi ją Kosowo. NIE
  15. Ogólnie, to będzie turniej do wspominania. Dobry, emocjonujący. Jak Euro 1984, jak mundial 1998. NO WŁAŚNIE
  16. I na szczęście, nikomu nic się nie stanie. Choć strach będzie. Amen. TAK, UFF!