Archiwum kategorii: piłka nożna na igrzyskach olimpijskich

Dariusz Koseła, Marek Bajor i Mirosław Waligóra. Nie wszyscy zmieniają szyld i jadą dalej…

Barcelona 1992 - piłkarska reprezentacja Polski na igrzyska

Kolejne Igrzyska za pasem a wraz z nimi kolejny olimpijski turniej piłkarski. Choć nie sposób opędzić mi się od wrażenia, że dla niektórych dyscyplin (piłka nożna, tenis) Olimpiada to kula u nogi i chętnie by się z całej imprezy wypisały, to jednak zmagania piłkarskie wciąż są atrakcyjne dla kibiców. Obserwując dzieje ostatnich zwycięzców widać, że często występ na IO to forpoczta międzynarodowej kariery. Świetne pokolenie Nigeryjczyków, zdolni Kameruńczycy i wreszcie miażdżący rywali Argentyńczycy z 2004 roku – większość z nich po turnieju wypłynęło na szerokie wody. Ale są też i tacy co nie wypłynęli…
Polska chlubi się swym wicemistrzostwem z 1992 roku. „Zmieniamy szyld, jedziemy dalej”, motywator Wójcik, team Kowalczyk, Juskowiak, Świerczewski – wszyscy to znają. Losy zawodników srebrnej drużyny potoczyły się bardziej lub mniej kolorowo, jednak jak na nasze warunki większość odnosiła sukcesy w seniorskiej piłce. Dość powiedzieć, że na 20 osobowy skład, 17 zawodników wystąpiło w I reprezentacji. 3 nie wystąpiło – podsumowałby krótką arytmetykę jeden z bohaterów „Vabanku II”. Trójka zawodników nigdy nie dostąpiła honoru rozegrania spotkania w kadrze A.

Dariusz Koseła

Dariusz Koseła to Ślązak pełną gębą – z wyjatkiem krótkiego epizodu niemieckiego, całą swoją karierę spędził w śląskich klubach. Przez długi czas konkretnie w jednym – Górniku Zabrze. Grał tam przez 11 lat, sprawiając jednocześnie, że wydawało mi się, że w niedługim czasie stanie się „polskim Maldinim” (o Tottim jeszcze wtedy było cicho) – całą wieczność na jednym stadionie. Dopiero w wieku 30 lat nabrał apetytu na przeprowadzki, choć podejrzewam, że dotyczyły one koncetrycznych obrotów wokół własnego domu – Radzionków, krótki wyskoko do Niemiec, Zdzieszowice, Łabędy, Wielowieś:) Słowo oddające najlepiej jego grę (podobnie zresztą jak i kolejnej opisanej postaci) to „solidny”. Solidny zawodnik, dobry wyrobnik, potrzebny chyba każdemu trenerowi. Aż tyle i tylko tyle. Praktycznie nigdy nawet się nie ocierał się o I reprezentacje. Ale ja i tak go zapamiętam z jednego spotkania. Rok 1996, Wielka Sobota. Górnik prowadzi z Legią 2-0, Leszek Pisz dwa razy uderza z wolnego i jest 2-2. Koniec meczu, 90 minuta i karny. Koseła i… sensacyjne 3-2 dla Ślązaków.

Marek Bajor

Marek Bajor to typ bardzo podobny. Dorosła piłka w trzech klubach – Iglopol, Widzew i Amica. Te dwa ostatnie dały mu kilka ładnych wkładek do domowych gablotek – 2 mistrzostwa i superpuchar z Widzewem, 3 puchary i 2 superpuchary z Amicą. W pierwszej lidze 325 występów i.. trudno jakikolwiek zapamiętać. W epoce silnego klubu z Łodzi był praktycznie najsłabszym z zawodników pierwszego składu. W Amice stały element zarówno bezbarwnego (Siara, Wódkiewicz, Motyka) jak i później dobrego (Bieniuk, Bosacki) bloku defensywnego. Obecnie asystent Franza Smudy, często paraduje w stylowych okularach i robi dziwne miny.

Mirosław Waligóra

Mirek Waligóra to zupełnie inne historia.

Napastnik Hutnika miał wielką smykałkę do bramek – najpierw korona króla strzelców w Hutniku i 61 bramek w 131 meczach w ektraklasie, potem seriami zdobywane bramki najpierw dla Lommel SK (9 lat!) a potem dla KVSK United. Na mistrzostwa pojechał właśnie jako najlepszy snajper ligi, lecz na Igrzyskach zagrał tylko w jednym meczu – przestrzelony karny w ostatniej minucie meczu z Kuwejtem, był jego finalnym podgrygiem na hiszpańskich boiskach. Faktem jest, że w połowie lat 90-tych Polska miała niezłych snajperów (Juskowiak, Kowalczyk), ale brak jakiejkolwiek szansy dla Waligóry, szczególnie w okresie miernej gry kadry a świetnej polskiego snajpera (początek lat 90-tych!) może dziwić. Zbawcą może by się nie stał, ale cennym uzupełnieniem z pewnością. W Belgii od wielu lat otaczany jest szacunkiem, a mieszkancy Lommel wybrali go nawet na radnego. Trochę szkoda, że reprezentacja reprezentacja A nie miała z niego pożytku.

Trójka zawodników, którzy nigdy w kadrze nie zagrali. Można się zastanawiać, czy przy dzisiejszej liczbie meczów zostaliby wypróbowani. A nuż Bajor okazał by się zbawcą bloku defensywnego na długie lata…?:)
Tematem na inną opowieść są losy zawodników kadry Wójcika, którzy się na Igrzyska nie załapali – G. Lewandowski, A. Grad, R. Dymkowski…

P.