Archiwum kategorii: obcokrajowcy w polsce

Miki w chorwacką kratkę

Przy okazji świetnych występów Damiana Kądziora w Dinamie Zagrzeb przypomniała mi się przygoda innej gwiazdy polskiej ekstraklasy w tym chorwackim klubie. Ta przygoda rozpoczęła się dwadzieścia lat temu, choć trudno dzisiaj wskazać dzienną datę. Oto bowiem w lutym 1999 roku zawodnikiem ówczesnej Croatii Zagrzeb został Grażvydas Mikulenas. I nie podbił serc kibiców tego klubu :)

miku__dinamo

W obecnym składzie Dinama znajdziemy cały zastęp twarzy znanych z polskiej ligi: wspomniany już Kądzior, Dilaver, Situm, Bjelica na ławce. Wówczas jednak kierunek obrany przez Litwina był bardzo zaskakujący. Bardzo! Croatia była chorwacką potęgą, ale z polskiej perspektywy potęgą dość egzotyczną. Nigdy nie dotarł tam żaden piłkarz z naszej ligi, żaden futbolista tego klubu nigdy nie grał też nad Wisłą. Czyli zaskoczenie, a jego skala była tym większa, że Croatia była częstym bywalcem Ligi Mistrzów i ekipą o wiele silniejszą niż nasze najlepsze drużyny.

Mikulenas trafił tam po dwóch dobrych latach (wiosna 1997 – jesień 1998) spędzonych w Polonii Warszawa, podczas których uzbierał 62 mecze i 22 gole. Litwin był czołowym napastnikiem polskiej ligi, choć raczej nie jej topową gwiazdą. A tu nagle transfer do uczestnika LM (jesienią Chorwaci toczyli boje z FC Porto, Ajaksem i Olympiakosem). I to podobno za 750 tysięcy euro! Jednak zaskoczenie, jednak mały szok, jednak dobry menedżer :)

Do jakiej drużyny przybył popularny Miki? Oto kadra Croatii wiosną 1999:

Bramkarze: Tomislav Butina, Dražen Ladić, Ivan Turina, Vladimir Vasilj
Obrońcy: Mario Cvitanović, Goran Jurić, Damir Krznar, Tomislav Rukavina, Daniel Šarić, Danijel Štefulj, Mario Tokić, Stjepan Tomas, Goce Sedloski (Macedonia)
Pomocnicy: Mario Bazina, Igor Bišćan, Joško Jeličić, Krunoslav Jurčić, Mihael Mikić, Robert Prosinečki, Edin Mujčin (Bośnia i Herzegowina), Nermin Šabić (Bośnia i Herzegowina)
Napastnicy: Domagoj Abramović, Ardian Kozniku, Josip Šimić, Tomo Šokota, Gražvydas Mikulėnas (Litwa), Kazuyoshi Miura (Japonia)

Czytelnicy, którzy pamiętający drugą połowę lat 90-tych dojrzą w składzie wielkie asy chorwackiej piłki takie jak Prosinecki, Simic czy Ladic, a w ich tle przyszłe gwiazdki, jak Sokota, Saric, Tomas czy Biscan. Dodatkowo Ladic, Juric, Prosinecki, Kozniku, Vasilj, Simic i Jurcic byli brązowymi medalistami MŚ 1998. Mocna ekipa, bez dwóch zdań.

Nigdzie nie udało mi się wyszperać kiedy Mikulenas zadebiutował w nowym zespole, ale najpewniej było to w jeszcze w lutym (być może było to premierowe spotkanie rundy wiosennej z NK Mladost 127. Suhopolje [3:0]). Tym niemniej całościowy dorobek Mikiego wygląda tak:

Wiosna 1999: 11 meczów i 3 gole (mistrzostwo 1999)
Jesień 1999: 4 mecze i 1 gol (mistrzostwo 2000)

Sami widzicie, że szału nie było. Litwin był rezerwowym i nigdy nie miał szans podskoczyć wyżej. W ataku prym wiedli Simic i Sokota. O ile jednak wiosną wchodził w miarę regularnie na boisko i nawet trafiał do siatki, o tyle jesienią, gdy trenerem był słynny Osvaldo Ardilles już rzadko podnosił się z ławki. Jego największym osiągnięciem z pierwszej rundy sezonu 1999/2000 był jedyny w życiu kontakt z fazą grupową Ligi Mistrzów. Litwin siedział na ławce rezerwowych w przegranym domowym meczu Croatii z Olympique Marsylia (1:2).

Wobec braku sukcesów Mikulenas na początku 2000 roku wrócił do Polonii Warszawa i nawet pomógł jej wywalczyć mistrzostwo, choć już tylko w roli jokera.

Mikulenas nie podbił Zagrzebia, bo zwyczajnie chyba nie był w stanie tego zrobić. Piłkarsko odstawał od bardziej utytułowanych kolegów. Zaliczył jednak fajną przygodą i na pewno nie ma na co narzekać.

Pewnym pocieszeniem dla niego może być fakt, że jego kompanem i zarazem rywalem do występów w chorwackim ataku był legendarny Japończyk Kazuyoshi Miura (dzisiaj ma urodziny!).

miku__miura

I tenże Miura wiosną 1999 zaliczył 12 meczów bez żadnego gola! Obaj panowie – w dowód „zasług” – figurują w zestawieniach fatalnych transferów Croatii z tamtego okresu. Chyba nie o takie zapisanie się w historii Dinama chodziło, ale życie nie zawsze układa się tak jak się planuje. Koniec końców pozostają tylko dobre wspomnienia, a i miłe życie w Chorwacji i solidne pieniądze z tego pobytu na pewno do takich należą.

P.

Czytaj także:

Donatas Vencevicius – inny znany i lubiany Litwin w Polsce

Elvir Koljic. W Lechu nie wyszło, więc został gwiazdą w Rumunii

To jedna z najbardziej spektakularnych historii ostatnich miesięcy. Elvir Koljic, były zawodnik Lecha Poznań, w ciągu trzech miesięcy stał się megagwiazdą ligi rumuńskiej!

koljic

Wielu kibiców, nawet tych poznańskich, mogło w ogóle nie odnotować pobytu Elvira Koljica w Kolejorzu. Bośniacki napastnik przybył do stolicy Wielkopolski na początku lutego 2018 roku. Reklamowano go jako młodego (23 lata), wysokiego (191 cm) i bramkostrzelnego (jego bilans dla klubu FK Krupa za lata 2016-2017 to 52 mecze i 30 goli) atakującego. Na dodatek manewr nie był obarczony specjalnym ryzykiem, bo Lech tylko wypożyczył go na 5 miesięcy, zastrzegając jednak opcję transferu definitywnego.

W tym samym czasie na Bułgarską ściągnięto także Oleksija Choblenkę i obaj zawodnicy mieli podkręcić rywalizację w pierwszej linii. O ile jednak Ukrainiec mógł się pochwalić kilkoma udanymi występami, o tyle Koljicowi nie udało się pokazać kibicom nic ciekawego. Najpierw zaliczył dwa 20-minutowe występy jako rezerwowy, a gdy w meczu ze Śląskiem pojawił się w pierwszym składzie, to po niecałym kwadransie opuścił boisko z zerwanym więzadłem. Prognozy mówiły, że to już koniec sezonu dla Bośniaka. Udało mu się jednak szybko wrócić do zdrowia i jeszcze zdążył zaliczyć dwa epizody w ekstraklasie (oraz trzy mecze w rezerwach). Jego wiosenny dorobek jednak nie powalał – 5 meczów, 67 minut, zero goli. W czerwcu władze klubu przez moment jeszcze zastanawiały się nad wykupieniem Koljica, ale ostatecznie zaniechano tego pomysłu. Bośniak wrócił skąd przybył, czyli do klubu FK Krupa. Wydawało się, że wrota kariery właśnie się dla niego zamknęły.

I wtedy zaczęły dziać się futbolowe cuda. W pierwszych siedmiu kolejkach ligi bośniackiej Koljic strzelił siedem goli. Wieści o jego formie szybko się rozeszły i 31 sierpnia 2018, ostatniego dnia letniego okienka transferowego, wysoki napastnik parafował kontrakt z znajdującym się wówczas na szóstym miejscu w rumuńskiej ekstraklasy zespołem CS Universitatea Craiova.

 Eks-lechita w nowej drużynie zadebiutował już dzień później. Zagrał od pierwszej minuty i tuż przed przerwą strzelił pięknego gola głową, a jego zespół pewnie pokonał znane Dinamo Bukareszt (3:0). W kolejnym meczu z Gas Metan Medias – również gol (z karnego, 2:3). W następnym, z Vitorulem Constanca, dwie bramki (2:0)! Później zaliczył jedno spotkanie bez gola (z CFR Cluj, 0:0), ale szybko powetował sobie przestój. Trafiał bowiem w każdej z czterech kolejnych kolejek – z FC Hermannstadt (1:1), Steauą Bukareszt (2:1, choć tutaj też spudłował karnego), Astrą Giurgiu (3:0) oraz Politehniką Iasi (1:2). Potem mecze bez gola (FC Botosani 1:2, FC Dunarea Calarasi 1:0) i powrót na listę strzelców we wczorajszym mikołajkowym spotkaniu z zespołem Concordia Chiajna (3:1). Polecam szczególnej uwadze dwa trafienia z Vitorulem.

Przyznajcie sami – prawdziwy szał. To w dużej mierze dzięki jego golom Universitatea jest niepokonana w lidze od połowy września i zajmuje czwarte (pucharowe) miejsce w tabeli. Sam Elvir Koljic zaś robi natomiast w Rumunii prawdziwą furorę. Branżowy portal Transfermarkt szacuje, że jego wartość rynkową w ciągu trzech ostatnich miesięcy podwoiła się – z 350 tys. na 700 tys. euro (to wycena z września 2018, obecnie na pewno jest wyższa). Jeśli zaś wierzyć rumuńskim mediom, to piłkarza obserwują najlepsze kluby Ligue 1 (Steaua, Cluj) oraz liczne zespoły z mocniejszych lig. Kwestią czasu wydaje się także jego powrót do narodowej reprezentacji, w której nie grał od lutego bieżącego roku.

W takich sytuacjach pojawia się zwykle pytanie o to, dlaczego podczas pobytu Koljica w Poznaniu nie dostrzeżono jego potencjału. Trudno dzisiaj o jednoznaczną odpowiedź. Z jednej strony, klub widział w nim jakąś iskrę, skoro dość długo zastanawiano się nad możliwością jego wykupienia (o wiele spokojniej pożegnano się z Choblenką). Z drugiej, Bośniak miał w Lechu naprawdę sporego pecha. Szybko złapał uraz i w zasadzie nie miał większej szansy pokazania na co go stać. A po powrocie do zdrowia trafił na nerwową końcówkę sezonu 2017/2018. Poza tym pamiętajmy też, że w lidze rumuńskiej regularnie trafiał choćby Kamil Biliński, który po powrocie do ekstraklasy nie potrafił już powtórzyć tych wyczynów.

Pozostaje zatem życzyć Koljicowi powodzenia w dalszej karierze. I dopisać go do listy piłkarzy, którzy sparzyli się przy Bułgarskiej, ale wypłynęli po jej opuszczeniu.

P.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego Lecha Poznań

Litwin jak swój – Donatas Vencevicius

To jeden z tych niezbyt licznych obcokrajowców w historii naszej ekstraklasy, którzy po zakończeniu piłkarskiej kariery także trenowali polskiej kluby. Donatas Vencevicius (ur. 1973), bo o nim mowa, obchodzi dziś 45. urodziny.

vence

Spędzając w tym roku wakacje na Suwalszczyźnie kilkukrotnie mijałem wielki billboard na którym Donatas Vencevicius (!) reklamował piwo (bodaj Browar Północny) po litewsku (!!). Pomyślałem wówczas, że musi to być jednak postać dość znacząca z obu stron granicy, skoro tapetują nim przyuliczne powierzchnie reklamowe. I chyba faktycznie tak jest.

Ciekawie prezentuje się jego kariera piłkarska. Najpierw wygrał co mógł wygrać w ojczyźnie, w barwach Żalgirisu Wilno (dwa mistrzostwa, cztery puchary). Przed sezonem 1997/1998 silną już wówczas Polonię Warszawę (wicemistrzostwo) i był jej pewnym punktem (26 meczów i 1 gol).

polonia_1998

W kolejnych rozgrywkach było już jednak gorzej, do tego stopnia, że po kiepskiej jesieni (6-1) wypożyczono go do Górnika Łęczna. Po powrocie z wypożyczenia zaliczył jeszcze jeden mecz w pierwszej kolejce sezonu 1999/2000 (dzięki niemu może się tytułować Mistrzem Polski 2000!) i wyjechał do Danii. Tam spędził świetne 2,5 roku w FC Kopenhaga (1999-2001; mistrzostwo Danii 2001), zdecydowanie najlepsze w swojej karierze.

A potem już podróże – rok w Norwegii (IK Start), pół roku na Litwie (Sviesa Wilno), rok na Malcie (Marsaxlokk FC, wicemistrzostwo), znowu pół roku na Litwie (FC Vilnus), rok w Szwecji (GIF Sundsvall) i znowu ojczyzna (Vetra WIlno). W międzyczasie występował w reprezentacji Litwy. W latach 1995-2005 zaliczył 33 mecze i 2 gole (jednego strzelił Wyspom Owczym w el. EURO 2004, jednego w towarzyskim meczu z Portugalią w 2004 roku).

Vetra Wilno była jego ostatnim profesjonalnym klubem. Właśnie tam w 2007 roku zawiesił buty na kołku… Zaraz jednak wziął się za jej trenowanie (2007-2008; on też prowadził Vetrę podczas pamiętnego meczu z Legią Warszawa). Potem szybki powrót do Polski i trwająca trzy dni (24 – 27 kwietnia 2009 roku) robota trenera Stomilu Olsztyn. Po tej przygodzie była posada asystenta trenera reprezentacji Litwy, a później Sūduva Mariampol (2010-2011). Wreszcie po Venceviciusa sięgnęły Wigry Suwałki. I tak zaczęła się historia pięknej przyjaźni.

Litwin z przerwami trenuje suwalską ekipę przez pięć lat. Dwukrotnie był pierwszym trenerem (05/2011-04/2014 oraz 09/2015-03/2016) i dwukrotnie asystentem pierwszego trenera (04/2014-09/2015 przy Zbigniewie Kaczmarku oraz od 5 listopada 2018 przy Arielu Jakubowskim). W międzyczasie zaś prowadził także litewskie FK Jonava (01/2017-08/2017) i Dainava Alytaus (01/2018 – 11/2018). Pewnie kwestią czasu jest to, kiedy znowu zostanie pierwszym trenerem Wigier.

No miłość, po prostu prawdziwa miłość do Suwałk!

Z okazji urodzin pozostaje zatem życzyć Venceviciusowi wielu wspaniałych lat w stolicy polskiego mrozu!

P.

O Wigrach czytaj też na blogu: Willer, barwne wspomnienie z Wigier

Komentarze z numer10.blox.pl
Gość: Karol
2018/11/30 18:12:24
Nie znałem tej postaci zupełnie. Zaskoczyłeś mnie tym wpisem. Gdyby nie ty pewnie nigdy bym o nim nie usłyszał. A wygląda na ciekawą postać polskiej historii futbolowej :)
kuternoga85
2018/12/03 11:14:56
bardzo ciekawa postać

Poznań 2000 – USA 2018. Ian Russell, Jimmy Conrad, Wojtek Krakowiak

Fajna to historia i większość kibiców, a przynajmniej kibiców Lecha Poznań, ją zna. Jesienią 2000 roku do grającego na zapleczu ekstraklasy Kolejorza przybywa trójka Amerykanów z zespołu San Jose Earthquake: Wojtek Krakowiak (pochodzący z Kielc i znający się z ówczesnym trenerem Adamem Topolskim), Jimmy Conrad i Ian Russell. Zadebiutowali we wrześniu, pożegnali się z kibicami w listopadzie. Mecze z ich udziałem do znalezienia tutaj. Wiedza o ich po-poznańskich dokonaniach jest jednak bardzo zróżnicowana. Dodatkowo, z wymienionej trójki ten ostatni jegomość – Ian Russell – ma dzisiaj urodziny (ur. 30.08.1975).

Jimmy Conrad – Jimmy Super Star

O Jimmy’m Conradzie napisano sporo. Z San Jose Earthquake wywalczył mistrzostwo USA 2001, szybko został czołowym defensorem w MLS, przebił się do reprezentacji USA i wystąpił z nią na Gold Cup 2005, mundialu 2006 (mecze z Włochami i Ghaną) oraz Copa America 2007. Teraz jest celebrytą, prowadzi własny, niezwykle popularny kanał futbolowy na youtubie. Kariera w USA – tutaj. Do poczytania – tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Po angielsku choćby tutaj, a do posłuchania – tutaj i tutaj. No i filmik z golami.

A jak chcecie sprawdzić czy Jimmy jest sympatyczny, to polecam ten krótki filmik.

Wojtek Krakowiak – uniwersyteckie ławki

Choć o Wojtku Krakowiaku w Polsce wiadomo niewiele, to w Stanach jest on cenionym fachowcem od szkolenia młodzieży akademickiej (tu dla kontrastu – angielska wikipedia nawet nie odnotowuje jego pobytu w Poznaniu (!)). Po powrocie pograł dwa sezony w MLS (w San Jose Earthquake i Tampa Bay Mutiny), a potem kopał już wyłącznie w niższych, i coraz niższych ligach. Po zakończeniu kariery trenował kobiece drużyny uniwersyteckie – Ruttgers-Newark i Montana State Billings. Polecam ten fajny materiał o nim.

W 2016 roku zrezygnował z pracy w Montanie i został dyrektorem technicznym w United Hurricane’s w Howard (Wisconsin). Obecnie w kobiecej Green Bay Phoenix. Biogram do doczytania tutaj i tutaj.

Ian Russell – niestrzelający napastnik, dobry trener

Ian Russell to z kolei piłkarsko ciekawy przypadek. Był on bowiem napastnikiem, który nie strzelał zbyt wielu goli, choć często asystował. Po zakończeniu wielkopolskiego epizodziku Russell wrócił do San Jose Earthquake. Grał tam przez pięć lat (2001-2005), wywalczył mistrzostwo MLS 2001 i 2003, ale choć był popularnym zawodnikiem (w 2001 roku został wybrany do MLS All-Stars Game), to w przeciwieństwie do Conrada nie wypłynął na reprezentacyjne wody. Być może blokowała go właśnie skuteczność. Na osłodę jednak – dwa jego trafienia.

W 2007 roku rozegrał jeszcze kilka meczów dla LA Galaxy i zawiesił buty na kołku. Po zakończeniu kariery wziął się za trenowanie. Pełnił rolę asystenta, a przez moment również epizodycznego trenera, w San Jose Earthquake. W listopadzie 2016 roku objął zespół mający zadebiutować w USL (II liga) – Reno 1868 FC. Russell świetnie poradził sobie z trudnym zadaniem. Jego podopieczni zakończyli sezon na 3. pozycji w Western Conference. Sezon 2018 zakończył na 6. miejscu. Pozostaje trzymać kciuki, szczególnie w jego urodziny, za dalsze sukcesy.

P.

W ekstraklasie państwa się kończą

W marcu 2017 roku zaktualizowaliśmy listę nacji z całego świata, które nie miały swoich przedstawicieli w naszej ekstraklasie. Minęło 1,5 roku, trochę się pozmieniało w personaliach, warto zestawienie odświeżyć.

Andora, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar

W międzyczasie wykreśliliśmy Islandię (Bodvarsson z Jagiellonii) i Luksemburg (Chris Phillips z Legii), a była nawet szansa, że wyleci Irlandia Północna, choć ostatecznie do tego nie doszło. Sami zobaczcie, zostało już niewiele europejskich państw.

Ekwador, Boliwia

Witamy w ekstraklasowych szeregach pierwszego w historii Ekwadorczyka – Joela Valencię z Piasta Gliwice. Wciąż za to czekamy na Boliwijczyka.

Meksyk, Belize, Nikaragua, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Jamajka, Kajmany, Kuba, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

W CONCACAF mały zastój, ale mamy jednego rodzynka – Enrique Esqueda z Arki Gdynia wyprowadza z zestawienia Meksyk (w którego reprezentacji zresztą występował).

A od teraz wymieniamy z kolei państwa z pozostałych trzech kontynentów, które miały swoich przedstawicieli (w tę stronę łatwiej liczyć).

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

W Afryce w porównaniu do poprzedniego zestawienia nic się nie zmieniło w tym temacie.

Australia, Chiny, Indonezja, Iran, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Stosunkowo dużo wydarzyło się w kontekście Azji. W Śląsku błyszczy już bowiem Farshad Ahmadzadeh z Iranu, a głośnym transferem Lechii był Egy Maulana Vikri (choć jeszcze nie zdążył zadebiutować).

Nowa Zelandia

W federacji OFC bez zmian i tak pewnie jeszcze przez chwilę pozostanie.

Wniosek z tej geograficznej układanki jest taki, że osiągnęliśmy chyba jakiś punkt nasycenia i kolejne luki na mapie będą pokrywane już w wolniejszym tempie.

P.

Jesteś legendą! Bogdan Straton

Wielu kibiców Widzewa dzisiaj się zaduma, część zatopi się we wspomnieniach. Jest ku temu powód. Urodziny bowiem świętuje legenda ich klubu – Bogdan Straton (ur. 1983). Tak, TEN Bogdan Straton.

Choć zagranicznymi cudakami nasza ekstraklasa stała (i stoi) to jednak w tym całym zaciągu Straton jest figurą szczególną. Do Łodzi trafił w styczniu 2011 (razem z Finem Riku Riskim). Ówczesny trener Widzewa, Czesław Michniewicz, zapytany o Rumuna odparł, że nie widział go nigdy w akcji, ale oglądał DVD z jego występami. Tak naprawdę Stratona wtulił mu na siłę właściciel klubu, okraszając manewr pięknym bon motem: „Gdyby zawsze trener zawsze miał decydujący wpływ na to, kto do nas przyjdzie, do drużyny nigdy nie trafiliby Panka i Sernas„.

W kwestii samego DVD mam pewne podejrzenia, że chodzi o to nagranie. Jeśli macie silne nerwy i mocną kawę pod ręką – to odpalajcie.

Swoją drogą Straton, a raczej jego menedżer, musi być pasjonatem montażu, bo o Rumunie powstało więcej filmików niż o Włodzimierzu Lubańskim – do wglądu np. tutaj, tutaj i tutaj.

Sylwester Cacek jednak emanował spokojem odnośnie tego transferu:

Wierzymy w szybką aklimatyzację Bogdana w zespole. Ten zawodnik na pewno podniesie rywalizację na pozycji środkowego obrońcy, na której już w tej chwili mogą występować Jarek Bieniuk, Sebastian Madera, Ugo Ukah oraz Wojtek Szymanek.

Z namaszczeniem właściciela Stratona klepnięto i to w sposób dość zaskakujący. Niemłodego, bo 27-letniego, faceta, który w poprzednim klubie, drugoligowym FC Botosani, był tylko rezerwowym, zakontraktowano od razu na 2,5 roku! A plotki mówią, że Rumunowi płacono 20 tys. miesięcznie. Ale cóż, kto bogatemu zabroni.

Oczywiście Straton okazał się kompletnym niewypałem. Nie zagrał w żadnym meczu, nigdy nie usiadł nawet na ławce rezerwowych, występował tylko w czwartoligowych rezerwach. Po pół roku go pogoniono (za porozumieniem stron, hehe). Nie zmienia to faktu, że pobyt w Łodzi musiał być dla Rumuna przygodą życia, na dodatek bardzo lukratywną.

Na koniec jednak warto obalić pewien mit. Choć Straton okazał się tragicznie słaby, to w kwestii samego CV nie był kompletnym przybłędą. Zarówno przed przyjściem do Widzewa (Politehnica Iasi – 2007/2008, wiosna 2008/2009, 2009/2010), jak i po jego opuszczeniu (CSMS Iasi – 2012/2013) występował w rumuńskiej ekstraklasie (Liga 1) – niewiele, ale występował. Do wglądu tutaj i tutaj. Jesień 2012 to chyba najpiękniejszy czas w jego karierze (poza etapem łódzkim), bo nie tylko grał, ale i strzelał gole (trzy!). Nie wierzycie? Proszę bardzo.

Ostatnio widziano go jesienią 2014 w drugoligowym Farulu Constanca.

Ktoś zatem ciągle dawał się na niego nabierać i, zaprawdę, nie jest winą Rumuna, że znajdywali się chętni na jego niepewne usługi. W zasadzie to on powinien się śmiać ze swoich kolejnych pracodawców, a nie oni z niego.

O dzisiaj powinien się śmiać podwójnie, bo przecież ma urodziny.

P.

Treneiros mają się dobrze cz. 2. Reszta świata

3679-Inflatable-GlobePora na drugą część naszych trenerskich stranieri!

Dragomir Okuka (Legia 2001-2003, mistrzostwo 2002) widziany był niedawno na stadionie Legii, ale – to już wiemy – drużyny nie poprowadzi. Po zakończeniu przygody z Wojskowymi, serbską młodzieżówką U-21 (1/2 MME 2006) i Wisłą, wiodło mu się raz lepiej, raz gorzej. Prowadził bułgarski Lokomotiw Sofia (5. miejsce, w kolejnym sezonie zwolniony, zostawił zespół na 3. miejscu), grecką Kavalę (niezłe wyniki, ale i tak zwolnienie po 4,5 miesiąca, w listopadzie 2010), chińskie Jiangsu Shuntian (w drugim sezonie wicemistrzostwo 2012 i najlepszego trenera w Chinach i w Serbii), Changchun Yatai (słabe wyniki i zwolnienie po 7 miesiącach) oraz Tianjin Teda (słabe wyniki i zwolnienie w sierpniu 2016). Spekulowano nawet, że Drago może zostać selekcjonerem reprezentacji Chin, ale zamiast tego od dwóch lat nie prowadzi żadnej drużyny.

Inny były coach Legii ma nieco mniej barwne życie. Henning Berg zaliczył jednak rozczarowujący sezon 2016/2017 z węgierskim Videotonem – nie udało mu się obronić mistrzostwa i kibice musieli się zadowolić drugim miejscem. Od lipca kieruje już rodzimym Stabaek (3 mecze – 1 remis i 2 porażki).

Pod Wawelem natomiast wciąż wzdychają do Dana Petrescu. Gdy Rumun urzędował w Krakowie, to część zawodników przechodziła załamanie nerwowe związane z szokiem treningowym, a kibice oraz władze kręcili nosem na mało efektowny styl drużyny (1:0, 2:1 itd.). We wrześniu 2009, po niecałym roku, Petrescu podziękowano za pracę (średnia punktów DP – 2,09 na mecz) i do dziś chyba sobie plują w brodę.

Po tygodniu od zwolnienia z Białej Gwiazdy Rumun dostał pracę w skromnej Unirei Urzinei. Co działo się dalej większość z nas pamięta. Dwa i pół roku później zdobył z nim pierwsze w historii mistrzostwo kraju, a następnie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów (wygrywał tam m.in. z Rangersami (4:1) i Sevillą (1:0), a w niej klub zajął trzecie miejsce, premiowane grą w Lidze Europy. Piękna historia.

Jednak w grudniu 2009 dość zaskakująco rozwiązał kontrakt i przeniósł się do Kubania Krasnodar. Z zespołem awansował do rosyjskiej ekstraklasy i świetnie sobie w niej radził. I znowu – niespodziewanie rozwiązał kontrakt w sierpniu 2012, tłumacząc się potrzebą nowych wyzwań. Za grube pieniądze został szkoleniowcem Dynama Moskwa. W pierwszym sezonie (2012/2013) do końca bił się o europejskie puchary (7. miejsce), a w kolejnym ostatecznie wywalczył awans do nich, ale wcześniej… pożegnano się z nim po porażce 0:4 z Anży.

Co dalej? Kontrakt z katarskim Al Arabi – największa wtopa Petrescu. Potem tylko jeden mecz w Tirgu Mures (ale o Superpuchar!) – dzień po sukcesie w Superpucharze rozwiązał kontrakt, bo dostał lukratywną ofertę z Chin. W  Jiangsu Suning spędził lata 2015-2016 (9 m. i Puchar Chin, potem wicemistrzostwo). Potem kiepskie cztery miesiące w Kubaniu Krasnodar (średnia – 1 punkt na mecz), wypad do Al-Nasr z Dubaju. Wreszcie sezon 2017/2018 spędzony w Cluj i okraszony mistrzostwem Rumunii! Efekt? W czerwcu 2018 podpisał kontrakt z chińskim Guizhou Hengfeng. Myślę też, że prędzej czy później Petrescu będzie selekcjonerem rumuńskiej reprezentacji. Szalone życie!

Ciekawie toczyło się też życie innego asa spod Wawelu. Po tym jak Robert Maaskant w niezbyt miłych okolicznościach rozszedł się z Wisłą, to potem prowadził FC Groningen (2012/2013), Dinamo Mińsk (drugie półrocze 2013; 4 miejsce i zwolnienie), był asystentem trenera w Columbus Crew w MLS, potem pierwszym szkoleniowcem NAC Breda (baraże i spadek) i Go Ahead Eagles (tylko osiem meczów, ale aż siedem przegranych, w tym 0:8 z Feyenoord), a ostatnio dyrektorem sportowym Almere City.

Mamy również silną frakcję trenerów z Hiszpanii. Pacheta (Korona, 2013/2014) po sezonie spędzonym w Kielcach odszedł (zaskakująco!) do hiszpańskiego spadkowicza z Segunda Division Herculesa Alicante. Po pół roku został jednak zwolniony, szybko jednak objął posadę trenera w tajlandzkim Ratchaburi FC. Tam spędził dwa lata (dwa razy szóste miejsce), a od lutego b.r. prowadzi hiszpańskie Elche CF, z którym awansował do Segunda Division. Natomiast niezapomniany Angel Perez Garcia (Piast, 2014-2015) w poprzednim sezonie bez sukcesów prowadził boliwijski Nacional Potosi. No i Jose Maria Bakero – największy szarlatan w XXI-wiecznej historii naszej ekstraklasy :) Po Lechu udało mu się naciągnąć jeszcze włodarzy peruwiańskiego Juan Aurich (trener w latach 2012-2013, średnia punktów na mecz – 1,00) i wenezuelskiego Deportivo La Guaira (dyrektor sportowy). Od roku JMB pracuje w FC Barcelonie – odpowiada tam za szkolenie zawodników, którzy występują w drugiej drużynie, a także dwóch zespołach młodzieżowych.

Byli Hiszpanie, to teraz Portugalczycy. Quim Machado (Lechia, 2014) po polskiej przygodzie bawił w zaskakująco dobrych klubach – Tondela (II liga), Vitoria Setubal (15 m.), Belenenses (14 m.), Al-Batin z Arabii Saudyjskiej oraz Academikę Coimbrę (II liga) w końcówce sezonu 2017/2018. Jorge Paixao (Zawisza, 2014) prowadził zaś portugalskie Olhanense, Farense i Mafra oraz aktualnie chińskie Shenzhen FC Reserves.

A skoro już wspomniana została Lechia, to ciekawie układa się trenerski życiorys Ricardo Moniza. Holender wykonał dobrą robotę w Gdański i… ulotnił się, zasłaniając się kwestiami rodzinnymi. Chwilę później odnalazł się w 2. Bundeslidze, ale jego pobyt w TSV 1860 Monachium to kompromitacja. Sezon 2015/206 spędził w angielskim League Two i Notts County (17 m.), kolejny w drugoligowym FC Eindhoven (11 m.), a potem na krótko duńskie Randers (dwa miesiące). I wreszcie słowacki AS Trenczyn. A tam jak na razie szał. Słowacy w LE wyeliminowali Buducnost Podgoricę, Górnika Zabrze i Feyenoord Rotterdam (4:0 i 1:1).

W kolejnej rundzie czeka na niego cypryjski AEK Larnaka. Będzie faza grupowa?

Drażen Besek (Zagłębie Lubin 2003-2005) po zwiedzeniu zespołów słoweńskich (Drava Ptuj), chorwackich (Varteks, NK Zagrzeb, NK Osijek) i chińskich (trzy ekipy, był też asystentem Blazevica w kadrze U-23), postanowił zakotwiczyć na Malcie, gdzie w 2016 roku prowadził Birkirkarę.

Najnowsze historie Nenada Bjelicy (Dinamo Zagrzeb), Stanisława Czerczesowa (reprezentacja Rosji), Romeo Jozaka (dyrektor reprezentacji Kuwejtu) i Besnika Hasiego (po Legii objął Olympiakos Pireus, awansował z nim do LM, potem ekipa się posypała; Hasi dostał niedawno pracę w Al-Raed z Arabii Saudyjskiej) są natomiast dobrze znane, więc nie ma co ich przytaczać.

Wniosek z tego przeglądu? Dobrzy sobie poradzą, słabych menedżer i tak gdzieś tam upchnie :)

P.

Treneiros mają się dobrze cz. 1. Czecho-Słowacy

Przy okazji poprzedniego wpisu sprawdziłem przy okazji co słychać u naszych starych znajomych obcokrajowców, którzy kiedyś zasiadali na trenerskich ławkach w ekstraklasie. A dzieją się często historie niezwykłe. Zebrało się tego trochę, więc idzie w dwóch częściach. Dzisiaj najsilniej reprezentowana u nas zagraniczna myśl szkoleniowa – treneiros z Czech i Słowacji.

Ciekawie sobie radzi sekcja czeska. Libor Pala, po zaliczeniu na różnych stanowiskach połowy klubów w polskiej lidze, dostał w 2012 roku robotę w… Libanie.

APE51d642_IMG_0283

Prowadził tam klub Racing Beirut, w 15 meczach zdobył 30 punktów, wywalczył trzecie miejsce i pożegnał się z klubem. W Libanie go jednak docenili, bo obecnie trenuje tam zespół Al Shabab.

Równie dobrze, a nawet jeszcze lepiej radzi sobie pozostający długo w cieniu Pali jego wieloletni asystent – Bohumil Panik. Po pożegnaniu z Polską odpowiadał przez niemal cztery lata za FC Zlin. Wykonał tam fantastyczną robotę – najpierw awansował z nim do ekstraklasy (14/15), potem utrzymał się w niej (15/16, 13. miejsce), a później nawet próbował włączyć się do walki o puchary (16/17 – 6 m.; 17/18 – 10 m.). Niejako w nagrodę został szkoleniowcem Banika Ostrawa! Choć zespół ten w obecnych rozgrywkach spisuje się poniżej oczekiwań (13 miejsce), to i tak wielkie uznanie dla pana BP.

Kto pamięta Pavla Malurę (2004)? Kiedyś w dwóch meczach (40 dni!) prowadził Pogoń Szczecin, potem wiele ekip w Czechach i na Słowacji (m.in. Slovacko, Banik, Karvina), a ostatnio jest selekcjonerem reprezentacji Czech U-19.

Doświadczenie z czeskimi młodzieżowcami ma także Josef Csaplar (Puchar Polski 2006 z Wisłą Płock). Prowadził drużynę U-17 i U-19. Potem był asystentem w Slovanie Liberec, trenerem w ZEA (Ittihad Kalba), a obecnie w FK Pribram.

Z kolei słowacką kadrę U-21 prowadził jeszcze niedawno Pavel Hapal. Były trener Zagłębia Lubin po rozstaniu z Miedziowymi szkolił słowacki FK Senica, właśnie młodzieżówkę oraz zupełnie niedawno Spartę Pragę (zwolniono go po czterech miesiącach 28.07.2018).

Radoslav Latal (Piast Gliwice) zanotował półroczną przygodę z białoruskim Dinamem Brześć, a od lipca br prowadzi słowacki Spartak Trnawa. Kibice Legii przekonali się właśnie czy dobrze to robi.

Niezwykle bujne życie trenerskie prowadzi były selekcjoner seniorskiej kadry Czech i zarazem eks-szkoleniowiec Arki Gdynia – Frantisek Straka. Po rozejściu z naszą ekstraklasą prowadził Slavię Praga, FK Pribram, Slovana Bratysława, egipskie Ismaily SC oraz Smouha SC, a obecnie libański Al-Ansar (co oni z tym Libanem?).

Stanislav Levy (Śląsk Wrocław) prowadził w ostatnim czasie albański Flamurtari Flore oraz czeski 1.FC Slovacko – najpierw jako trener, teraz jako kierownik. Poszedł w dyrektory i pewnie na ławce go już raczej nie obejrzymy.

I jeszcze Martin Pulpit, na wspomnienie którego w Odrze Wodzisław wciąż się pocą. Po zabawie w Polsce (2009 rok) prowadził on – o zgrozo! – Viktorię Żiżkov, Banik Ostrawa, FC Żlin, Al-Watani z Arabii Saudyjskiej, FK Pribram, Vitkowice i MFK Frydek-Mistek. Zuch treneiro!

Bez pracy jest obecnie Jan Kocian, który po pożegnaniu z Podbeskidziem jesienią 2017 (przedtem był w Ruchu i Pogoni Szczecin) nie może znaleźć sobie kolejnego pracodawcy. Od ponad roku, tj. od czasu rozstania z Radomiakiem, zatrudnienia nie ma także Werner Liczka. Z trenerką dał za to już chyba sobie spokój 67-letni Dusan Radolsky.

Na zakończenie, w ramach ciekawostki, taka zauważka. Choć tak wielu trenerów z Czech i Słowacji bawiło w naszej ekstraklasie, to z tego grona w najwyższych klasach rozgrywkowych naszych południowych sąsiadów znajdziemy obecnie tylko trzy nazwiska: Csaplar (FK Pribram), Panik (Banik Ostrawa) oraz Latal (Spartak Trnawa). Wymowne :)

P.

Komentarze z numer10.blox.pl

kpdwiejak
2018/08/16 11:47:26
Levy i Latal… aj, zrobiło się nostalgicznie :)
badzi
2018/08/16 12:25:20
Szczególnie przy Levym :)
Gość: vdvaart, *.wtvk.pl
2018/08/17 18:07:43
Mister Banik dostał się nawet do Europy, ponieważ w 2017 roku wygrał MOL Cup (Puchar Czech) i zagrał w fazie grupowej Ligi Europy bez eliminacji ;) a z kolei przy Csaplarze kojarzę, że miał coś wspólnego ze skautingiem w jakimś solidnym europejskim klubie ;)

Sa Pinto, Rocha, Bjelica, Hasi i ich reprezentacje

Przybycie do Legii Ricardo Sa Pinto przypomniało mi, że warto zaktualizować wydłużającą się cały czas wyliczankę zagranicznych trenerów, którzy w przeszłości byli reprezentantami swojego kraju. Poprzednie zestawienie z tej serii znajdziecie tutaj.

Besnik Hasi (Legia Warszawa)

hasi2

Albania: 47A-2

Historia Hasiego w Legii to coś niezwykłego. Z jednej strony awans do Ligi Mistrzów, z drugiej – kompromitacja za kompromitacją. W tej intensywnej przygodzie ginie to, że w przeszłości Hasi był naprawdę dobrym piłkarzem, który z Anderlechtem przez cztery lata grał w Lidze Mistrzów, a z własną reprezentacją zaliczył eliminacje do wszystkich imprez w latach 2002-2008. W meczu towarzyskim zagrał nawet przeciwko Polsce, co widać na załączonym obrazku.

Nenad Bjelica (Lech Poznań)

bjelicaChorwacja: 9A-0

O Bjelicy napisaliśmy kiedyś elaborat – to wglądu tutaj. Choć Bjelica był z pewnością bardzo dobrym zawodnikiem, to jednak w ówczesnej reprezentacji Chorwacji występowali zawodnicy, którzy przewyższali go o głowę. Eks-trener Lecha zebrał łącznie 9 meczów w kadrze, ale i tak powinien się cieszyć, bo dwa z nich przypadły na EURO 2004.

Juan Ramon Rocha (Ruch Chorzów)

Juan_Ramon_Rocha_37959-5aec5491a60ecArgentyna: 3A/12A-0

Najbardziej chyba zaskakujący i zarazem niezauważony, bo odbywający się na zapleczu ekstraklasy, trenerski transfer dekady. Chylącemu się ku katastrofie Ruchowi Chorzów, za namową Krzysztofa Warzychy, z odsieczą przybywa Juan Ramon Rocha – legendarny trener Panathinaikosu Ateny (min. dwa mistrzostwa Grecji, półfinalista Ligi Mistrzów 1996). Poza tym wszystkim Rocha to także reprezentant Argentyny, choć są rozbieżności w tym, ile meczów rozegrał dla Albicelestes – jedne źródła mówią, że trzy, inne, że dwanaście (w latach 1973-1977). Był również uczestnikiem niezwykłej historii, o której przeczytacie tutaj.

Ricardo Sa Pinto (Legia)

saPortugalia: 45A-9

Tego pana nieco starsi kibice na pewno pamiętają jeszcze z boiska, przede wszystkim z występów w Sportingu Lizbona, ale też z kadry Portugalii. W reprezentacji grał przez siedem lat, zaliczył występy na EURO 1996 i EURO 2000 (na MŚ 1998 Portugalia nie awansowała, a z udziału w MŚ 2002 Sa Pinto wyeliminowała kontuzja). Ja osobiście zapamiętałem go przede wszystkim z gola strzelonego Danii na EURO 1996 (1:1; możecie ją znaleźć tutaj na [3:18]). Problem z nim był taki, że często mylił się z Joao Pinto – ze względu na nazwisko, fryzurę i pozycję na boisku :) Swoją drogą to bramka z Danią to jedyne ważne trafienie, jakie Sa Pinto zanotował w kadrze. Pozostałe gole to drobnica w nic nieznaczących meczach towarzyskich.

P.

Secu – chwała została w Mołdawii, nie przyszła do Śląska

Sergiu Secu
Sergiu Secu

Na pewno go nie pamiętacie, myślę, że nawet we Wrocławiu nikt go już dzisiaj nie pamięta. SERGIU SECU, obchodzący dziś 45. urodziny (ur. 28.11.1972), to przypadek zawodnika, który trafiając do Polski był bardzo znaną postacią we własnym kraju, ale nad Wisłą mało kto w zasadzie odnotował jego obecność. Pewnie dlatego, że Secu jest z Mołdawii.

Secu trafił do Polski jesienią 2000 roku. Zanim jednak do tego doszło wyrobił sobie w ojczyźnie markę świetnego defensora. Z Tiligul-Tiras Tiraspol czterokrotnie zostawał wicemistrzem kraju (1994, 1995, 1996, 1998) i dwukrotnie sięgał po puchar (1994, 1995). W reprezentacji Mołdawii występował od samego początku jej istnienia. W latach 1991-1997 zaliczył 27 meczów (część z nich jako kapitan) i strzelił jednego gola. To jedno trafienie jest jednak o tyle ważne, że stało się przyczynkiem do jednej z najwspanialszych wiktorii w historii mołdawskiej piłki. 12 października 1994 roku Mołdawia pokonała Walię 3:2, a na liście strzelców zapisał się również Secu.

Nasz bohater brał udział w kwalifikacjach do EURO 1996 i MŚ 1998. Mierzył się z Anglikami i wystąpił w meczu z Polską, wygranym w Katowicach przez podopiecznych Piechniczka 2:1 (legendarna wypowiedź p. Antoniego – tutaj).

Być może właśnie te występy zadecydowały, że jesienią 2000 Secu został piłkarzem Śląska Wrocław. Będąc jednak zupełnie szczerym nie udało mi się nigdzie wiarygodnie ustalić według jakiego klucza zasilił dolnośląski klub. „Nasze Miasto Wrocław” ręką Michała Karpińskiego pisało wtedy o nim:

Działacze WKS Śląska Wrocław wciąż nie zaprzestają poszukiwań zawodników mogących „wprowadzić wrocławian do wielkiej piłki”. Od początku września nowym zawodnikiem WKS-u jest Mołdawianin Sergiu Secu. Najpierw zadebiutował w meczu z Ruchem Chorzów, ale przez pewien czas jego sytuacja nie była pewna, ze względu na brak stosownych badań. Okazało się, że wszystko jest w porządku i podpisano z nim kontrakt.

Sergiu bardzo niemile wspomina półfinałowy mecz duńskich mistrzostw Europy juniorów w 1989 roku: – Graliśmy wtedy z NRD, a ja reprezentowałem barwy Związku Radzieckiego. Mecz był bardzo dramatyczny, o czym świadczy fakt, że przegraliśmy go po karnych. Byliśmy załamani, gdyż mecz rozgrywany był 9 maja, czyli w dniu zwycięstwa nad Niemcami w trakcie II wojny światowej.
Sergiu ma żonę o imieniu Diana. Małżeństwem są od 1,5 roku, a poznali się zwyczajnie, na ulicy. Nowy nabytek wrocławian marzy przede wszystkim o potomkach. Pytając o ich liczbę nasz rozmówca wspomniał, że chciałby mieć dwójkę dzieci, ale nie zdradził w jakiej konfiguracji.
– Obecnie moim największym sukcesem jest gra w Śląsku. Chciałbym, aby mój klub miał jak najlepsze rezultaty i osiągał same sukcesy. Marzę o powrocie do reprezentacji. Długo byłem kontuzjowany, później był konflikt z trenerem reprezentacji, ale w tej chwili mamy nowego selekcjonera. Obiecał, że jak będę grał w klubie, to otrzymam swą szansę. W 1997 roku zagrałem przeciwko Polsce – powiedział Secu.
Stoper Śląska przyjeżdżając do Polski co nieco wiedział o naszym kraju. Dużo opowiedział mu jego rodak, były gracz Widzewa, Aleksander Curtian. Sergiu dobrze kojarzy takie nazwiska jak Jaruzelski, Wałęsa, ale i Boniek czy Lato.
Mołdawianin bardzo lubi szybką jazdę samochodem. Obecnie nie posiada żadnego auta, gdyż tuż przed wyjazdem do Polski sprzedał swoją Mazdę 626. Jego ulubioną grupą muzyczną jest Bon Jovi zaś filmem, który najbardziej ceni jest słynny „Spartakus” z Kirkiem Douglasem.
– Najbardziej dumny jestem ze swego występu w Cardiff przeciwko reprezentacji Walii. Wygraliśmy wtedy 3:2. Równie dobrze grałem podczas meczu z Włochami, przegranego niestety 1:3. To były chyba moje najlepsze występy w karierze – stwierdził nasz bohater.

Faktem jednak jest to, że Secu w Śląsku się nie przebił. Władysław Łach stawiał na swoich – Sadzawickiego, Janusa, Jawnego, Wasilewskiego. Secu był tylko zastępstwem, rozegrał raptem trzy mecze (wszystkie we wrześniu i październiku) i pożegnał się z Polską. Nikt – niech ktoś mnie poprawi, jeśli ma dostęp do innych informacji – po nim nie płakał przy Oporowskiej.

Później Mołdawianin grał jeszcze trochę w Rosji, Kazachstanie i Armenii, ale nigdzie miejsca specjalnie nie zagrzał i najlepiej czuł się w ojczyźnie. Karierę piłkarską zakończył w 2008 roku w zespole CSCA-Steaua Kiszyniów. Krótki wywiad z nim z tego okresu – tutaj.

Trzy lata później, w tym samym miejscu, rozpoczął swoją przygodę trenerską. Wytrwał tylko pół roku, następne pół roku w FC Academia UTM. Od lipca 2017 jest natomiast szkoleniowcem FC Sfîntul Gheorghe. Zespół pod jego wodzą zajmuje 7. miejsce (na 10.) w tabeli.

No nic, pozostaje Secu życzyć wszystkiego dobrego!

P.

Czytaj także o innym Mołdawianinie:

Vadim Boret z workiem medali