Archiwum kategorii: multikulti

Moshtagh Yaghoubi, Afgańczyk w Finlandii

Ciekawy piłkarz świętuje dzisiaj urodziny, dostarczając swoją osobą kolejnych dowodów, że świat się dziś kurczy, tożsamość narodowa to rzecz płynna, warto pomagać, a wiele dróg i tak prowadzi do Finlandii. Bohater tym jest Moshtagh Yaghoubi (ur. 8.11.1994).

600px-AUT_U-21_vs._FIN_U-21_2015-11-13_%28180%29

Piłkarz ten urodził się w Kabulu w rodzinie Hazarów, czyli ludu częściowo pochodzenia mongolskiego, istotnej, bo liczącej ok. 5 mln osób (2011) i ok. 18% ogółu ludności, grupy etnicznej Afganistanu. Hazarowie są zwykle szyitami, co czyni z nich ofiary prześladowań ze strony Talibów. To właśnie ten fakt odcisnął krwawe piętno na rodzinie Moshtagha. Gdy chłopak miał bowiem 5 lat, to na podwórku przed domem Talibowie zabili jego ojca (piłkarz nosi na ręce tatuaż z jego imieniem i nazwiskiem). Po tym zajściu rodzina natychmiast zdecydowała się na ucieczkę z ojczyzny. Najpierw udała się do Teheranu, a po siedmiu latach życia tam poprosiła o azyl w Finlandii.

Gdy familia osiadła już w Helsinkach, to Moshtagh wziął się na poważnie za kopanie piłki. Od 2007 roku terminował jako junior w różnych klubach ze stolicy oraz jej okolic, a w 2011 roku podpisał profesjonalny kontrakt z FC Honka. W barwach tej drużyny wyrobił sobie solidną marką, a zagrał w niej w LE, w dwumeczu… z Lechem Poznań w 2013 roku [1:3, 1:2]. Później były kolejne kluby: Pallohonka, łotewski Spartaks Jurmala, nieudane wypożyczenie do Dynamo Moskwa, powrót do fińskiego RoPS, znowu łotewski Spartaks Jurmala, wypożyczenie do kazachskiego Szachtiora Karaganda i w 2017 roku zameldowanie w HJK Helsinki.

Właśnie lata 2017-2018 spędzone w HJK to najlepszy na razie czas w jego karierze. Ze stołecznym zespołem regularnie gra w europejskich pucharach, a w tegorocznych eliminacjach LM strzelił nawet dwa gole – z Vikingurem i BATE Borysow. Silny jak tur i ostro dopakowany pomocnik zwraca uwagę walecznością i dobrym uderzeniem.

Yaghoubi jako przysposobiony Fin zaliczył również juniorskie reprezentacje kraju (U-15, U-19, U-20, U-21, w tej ostatniej był wieloletnim kapitanem), aż wreszcie w 2017 roku zadebiutował w dorosłej kadrze. Zanim to się stało zaliczył jednak ciekawy falstart, bo pierwszy jego występ z seniorami przypadł na mecz, który… ostatecznie okazał się nieoficjalny (wyjazdowe spotkanie z Meksykiem w 2013 roku [2:4]). Jednak, co się odwlecze, to nie uciecze – prawdziwy debiut przyszedł w marcu 2017 w meczu el. EURO 2018 z Turcją (0:2). Od tego czasu Yaghoubi uzbierał sześć spotkań, a w ostatnim, czerwcowej potyczce z Białorusią (2:0), strzelił debiutanckiego gola.

Krzepiący to obrazek, gdy uciekając z domowego piekła można napotkać na pomocną dłoń wyciągniętą przez państwo z drugiej części świata. Moshtagh futbolowo się rozwija, to jasne. Ale co najważniejsze – żyje.

P.

Czytaj także:

Nikolai Alho – pierwszy ciemnoskóry reprezentant Finlandii

Alphonso Davies – uchodźcza gwiazda reprezentacji Kanady

Tartan Iceland

Sympatyczna jest historia Hilmara McShane’a (ur. 9.08.1999, dziś wchodzi w pełnoletność!). Jego ojciec, Ian Paul McShane (ur. 1978) to szkocki piłkarz, który jednak nie okazał się na tyle dobry, aby znaleźć zatrudnienie w ojczyźnie. W poszukiwaniu piłkarskiego chleba trafił na Islandię. W 1998 roku został piłkarzem UMF Grindavik.

Chyba nie spodziewał się wówczas, że jego życie radykalnie się zmieni. Krótko potem bowiem poznał lokalną dziewczynę, a rok później, właśnie w sierpniu 1999 na świat przyszedł Hilmar McShane.

paulmcshane500hilmar_andrew_mcshane_grindavik_fotbolti-(4-of-8)

McShane senior zadomowił się w Islandii. W Grindaviku występował łącznie przez dekadę, grał również w kilku innych klubach. Na wyspie jest znaną postacią – tekst-wywiad tutaj.

W swoim przedostatnim zespole minął się z… własnym synem. Ian Paul pożegnał się z Keflavik IF w lipcu 2014, a w październiku swój pierwszy występ dla tej drużyny zaliczył Hilmar. Mając nieco ponad 15 lat!

Hilmar McShane postrzegany jest jako wielki talent. W latach 2016-2017 z młodzieżowym zespołem Breidablik występował w UEFA Youth League (zgadnijcie z kim tam zagrał – odpowiedź tutaj). Obecnie kopie razem z seniorami UMF Grindavik.

Występuje też w juniorskich reprezentacjach Islandii. Z kadrą U-15 zagrał m.in. na Nanjing 2014 Youth Olympic Games.

Dorastając rozmawiałem z ojcem po angielsku, a on mówi z silnym akcentem. Dlatego ludzie tutaj myślą, że jestem Szkotem. Ojciec nauczył mnie także być fanem Rangersów. Mój ulubiony zawodnik to Nicky Law. Czuję się bardzo związany zarówno z Islandią, jak i Szkocją.

Ciekawe teksty o Hilmarze – tutaj i tutaj. I na zakończenie – film promocyjny. Trochę islandzki :)

Sami oceńcie jak daleko mu jeszcze do seniorskiej reprezentacji. Tylko pytanie do której.

P.

Umiędzynarodowienie

Nudząc się wczoraj jak mops na pierwszej połowie meczu Lech – Śląsk doszedłem do wniosku, że, gdybym był selekcjonerem Nawałką, to takie spotkania mógłbym sobie w zasadzie podarować. Nie chodzi jednak o poziom zawodów, ale o fakt, że po boisku przemieszczali się głównie zawodnicy ściągnięci zza granicy. Na 22 zawodników aż 14 pochodziło spoza Polski.

Z racji tego, że piłkarze dozowali napięcie, to miałem chwilę, żeby zobaczyć jak to wygląda w innych klubach. Okazało się, że w wyjściowych jedenastkach klubów ekstraklasy meczów 25. kolejki wygląda to tak:

8 obcokrajowców – Lech Poznań (Buric z polskim obywatelstwem), Cracovia

7 obcokrajowców – Jagiellonia Białystok (Romańczuk z polskim obywatelstwem), Lechia Gdańsk, Termalika Bruk-Bet Nieciecza

6 obcokrajowców – Śląsk Wrocław, Legia Warszawa, Wisła Kraków, Korona Kielce

5 obcokrajowców – Sandecja Nowy Sącz, Piast Gliwice

4 obcokrajowców – Zagłębie Lubin, Arka Gdynia

3 obcokrajowców – Pogoń Szczecin, Wisła Płock

2 obcokrajowców – Górnik Zabrze

Nie są to pewnie jakieś super odkrywcze dane, ale potwierdzają tezę, że ponad połowa klubów ekstraklasy w zasadzie opiera się na obcokrajowcach. Na dodatek są kluby, które stawiają głównie na zagranicznych piłkarzy. Np. w poprzedniej kolejce, w spotkaniu Lechia – Termalika (2:2) w wyjściowych jedenastkach było aż 15 obcokrajowców.

Taka sytuacja jest naturalną konsekwencją szerszych przemian zachodzących w piłce/ polskiej piłce/ życiu społecznym, nie mam z nią żadnego problemu. Ale warto podkreślić, że wielu z tych zagranicznych zawodników to kompletne pomyłki, trafiające do nas tylko z racji sprawności swoich agentów. W Poznaniu niezwykła jest dla mnie atencja trenera do zwykle bezproduktywnego Mihaia Raduta. W Gdańsku niemal połowa składu myślami pozostaje chyba gdzieś daleko poza stadionem. W Niecieczy niektórzy piłkarze widzą się po raz pierwszy w życiu bodaj właśnie w wyjściowej jedenastce. I tak dalej, i tak dalej. Tyle grana już była ta piosenka (brazylijska Pogoń Szczecin!, bałkańska Wisła Płock, co kilka lat Widzew Łódź), ale jakoś nikt nie kwapi się, żeby wyciągać z tego wnioski.

P.

Paulo Vinicius – ugro-brazylijski Pal

Paulo Vinicius
Paulo Vinicius

Choć obchodzi dzisiaj swoje 28. urodziny, to po raz pierwszy robi to jako Węgier. Oto Paulo Vinicius (ur. 21.02.1990).

Jego losy układają się niebanalnie. Piłkarz ten urodził się w Sao Paulo, a jakże, tu na razie nie ma zdziwień. Jednak z tamtejszym futbolem nie miał zbyt wiele wspólnego. Już jako młodzieniaszek trafił bowiem do Urugwaju. Tam w CA River Plate z Montevideo terminował w drużynach rezerw, a od 2010 roku – w pierwszym zespole. Paulo Vinicius to rosły defensor, skoczny i gibki, świetnie radzący sobie w powietrzu. Jego dobre występy oraz sprawność menedżera sprawiły, że w lipcu 2011 roku został piłkarzem świeżo upieczonego mistrza Węgier – Videotonu FC.

Brazylijczyk z miejsca został czołowym graczem drużyny. Sięgał z nią później po mistrzostwo 2015, wicemistrzostwa – 2012, 2013, 2016 i 2017 oraz Puchar Węgier 2015. Występował w eliminacjach do Ligi Mistrzów oraz eliminacjach i fazie grupowej Ligi Europy. Stał się gwiazdą zespołu i jej kapitanem, strzelał sporo bramek (można je znaleźć na YT), a klub przedłużył szybko z nim kontrakt do 2020 roku. W sierpniu 2015 w dwumeczu z Lechem Poznań (0:3 i 0:1) oglądać go mogli także polscy kibice (kilka fotek – tutaj, tutaj i tutaj). Jego klubowymi kolegami byli natomiast w tym czasie m.in. Nemanja Nikolic czy Adam Gyurcso.

W marcu 2017 roku Paulo Vinicius, po 5,5 roku pobytu, otrzymał węgierskie obywatelstwo i od razu również powołanie do tamtejszej reprezentacji. Przy tej okazji bohater udzielił kilku wywiadów – np. tutaj.

Jak na razie jednak występy dla nowego kraju są dla niego głównie źródłem frustracji. Zadebiutował bowiem w przegranym meczu eMŚ 2018 z Portugalią (0:3), potem towarzyska porażka z Rosją (0:3), następnie eliminacyjna katastrofa z Andorą (0:1) i na koniec – na osłodę! – towarzyskie zwycięstwo z Kostaryką (1:0). Choć z tą osłodą nie ma co przesadzać – w tym ostatnim meczu PV opuścił boisko już w… 10.minucie. Cóż, może być tylko lepiej, tym bardziej, że belgijski selekcjoner Georges Leekens chce na niego stawiać.

Przy okazji tej „naturalizacji” poczesałem trochę węgierskich stron i trafiłem na ciekawe przeglądy innych „zagranicznych” zawodników w reprezentacji Węgier. Oczywiście tymi najnowszymi przypadkami byli Thomas Sowunmi i Leandro de Almeida, o którym pisałem tutaj. Ale w zestawieniach pojawiali się również inni piłkarze, urodzeni na terytorium przed-trianońskich Wielkich Węgier albo w jego okolicach, a reprezentujący Węgry w ostatnich dwóch dekadach. To ciekawa załoga: Vasile Miriuta i Csaba Csizmadia (urodzeni w dzisiejszej Rumunii), Predrag Bosnjak i Zsombor Kerekes (urodzeni na terenie dzisiejszej Jugosławii), Tamas Priskin (Słowacja) czy Vladimir Koman i Sandor György  (Ukraina).

Można zatem spokojnie stwierdzić, że Węgry kultywują swoje wielokulturowe tradycje.

P.

Hong World

Hongkong – flaga

Taka ciekawostka z dalekiego świata. Oto skład Hong Kongu z niedawnego meczu z Libanem (0:1). W nawiasie miejsce urodzenia zawodnika. Fotka drużyny – tutaj.

Hung Fai Yapp (Hong Kong) – Andy Russell (Anglia), Fernando Recio (Hiszpania), Helio (Brazylia), Dani Cancela (Hiszpania), Deshuai Xu (Chiny), Wai Wong (Hong Kong), Jordi Tarres (Hiszpania), Chun Lok Tan (Hong Kong), Huang Yang (Chiny), Jaimes McKee (Anglia). Zmiany: Sandro (Brazylia), Ka Wai Lam (Hong Kong), James Ha (Anglia)

Wszyscy drżeli (w sumie wciąż drżą), co to Katar wymyśli na MŚ 2022. Tymczasem Katar, proszę bardzo – w ostatnim towarzyskim meczu z Islandią (1:1) w jego wyjściowym składzie znalazł się jeden zawodnik urodzony poza Katarem (choć trzech kolejnych weszło z ławki).

Wniosek (mało odkrywczy) jest taki, że im mniej świateł reflektorów, tym reprezentacyjne transfery intensywniejsze :)

 P.

Luksemburg i Polska, Jan Ostrowski i Youn Czekanowicz

Luksemburska Federacja Piłkarska – logo

Jedno z największych osiągnięć w historii reprezentacji Luksemburga, a więc niedawny remis tej drużyny z Francją (0:0) z ławki rezerwowych obserwowało dwóch piłkarzy o swojsko brzmiących nazwiskach – Jan Ostrowski i Youn Czekanowicz. Obaj są jeszcze młodzieniaszkami, urodzonymi w Luksemburgu odpowiednio w 1999 i 2000 roku. Chłopaki, przedstawcie się!

Jan Ostrowski, z ziemi polskiej do luksemburskiej

Jan Ostrowski w barwach Eintrachtu Frankfurt
Jan Ostrowski w barwach Eintrachtu Frankfurt

Ojciec Jana Ostrowskiego jest Polakiem, który wyemigrował z kraju w latach dziewięćdziesiątych. Z czasem osiadł w najmniejszym z państw Beneluksu. Jan Ostrowski to defensywny pomocnik, który szlify piłkarskie pobiera jednak w Niemczech. Dwa lata terminował w młodzieżowych drużynach Mainz, obecnie zaś znajduje się w młodej kadrze Eintrachtu Frankfurt. Pomimo raptem 17 lat na karku udało już mu się zadebiutować w dorosłej kadrze Luksemburga (w czerwcu 2017 podczas towarzyskiego meczu z Albanią [2:1]). Była to o tyle świadoma decyzja, że przedtem brał udział w konsultacji reprezentacji Polski U-17. Jak sam jednak twierdzi – nie odnalazł się wśród biało-czerwonych. Problemem miała być przede wszystkim bariera komunikacyjna. Ciekawy wywiad z nim (po francusku) – tutaj i tutaj.

Youn Czekanowicz, syn Mike’a (też trochę z Polski)

youn-czekanowicz

Youn (Janie!) Czekanowicz przyszedł na świat w luksemburskim Wiltz. Jest synem Mike’a Czekanowicza – w przeszłości piłkarza luksemburskiej ekstraklasy. Youn, oprócz polskiego nazwiska ma także polskie obywatelstwo, odziedziczone po dziadkach i ojcu (ojciec urodził się już w Luksemburgu). Youn jest bramkarzem. Fachu uczył się w młodzieżowych drużynach Alemanii Aachen i Bayeru Leverkusen oraz drużyn belgijskich – Club Brugge i KAA Gent. Dość niespodziewanie został właśnie drugim bramkarze seniorskiej drużyny z Gandawy. A stąd już bliska droga do występów w lidze belgijskiej i dorosłej kadrze Luksemburga. Wywiad z nim tutaj.

P.

Torres(auskas)

Kilka dni temu zadebiutował w reprezentacji (2.09.2016) w towarzyskim meczu z Luksemburgiem (3:1). Wczoraj (tj. 6.09) po raz pierwszy zagrał w meczu eliminacyjnym – z Andorą (0:1). Oto Cristian Damian Torres (ur. 1985) – nowy reprezentant Łotwy.

valters_pelns_foto22

Piszemy o tym, bo wiecie, że lubimy takie historie. Poza tym kraje nadbałtyckie stosunkowo rzadko naturalizują zagranicznych zawodników. Jak sami możecie sprawdzić, Litwa, Łotwa i Estonia nie pojawiają się w sadze dotyczącej czarnoskórych reprezentantów. Dlatego też Torres jest pewnym zaskoczeniem. Zatem któż to taki?

To Argentyńczyk urodzony w mieście Vicente Lopez. W ojczyźnie jednak tułał się po niższych ligach i w wieku 19 lat postanowił spróbować szczęścia w Europie. Wybór padł na Łotwę. Latynoskiego pomocnika ściągnęła do siebie FK Jurmala (dziś FK Daugava). Tam występował w latach 2004-2006. Potem był FK Liepajas Metalurgs (2007) i znowu FK Jurmala (2008-2009). W tym czasie wyrobił sobie na Łotwie dobrą markę, a równo ze stuknięciem pięcioletniego pobytu z przyjemnością odebrał łotewski paszport (paszport UE!).

Mając już go w garści Torres… przeniósł się do Azerbejdżanu. Grał w FK Gabala (2009-2011), Ravan Baku (2011-2012) i FK Qarabag (2013). W czerwcu 2013 roku wrócił do Łotwy. W czerwcu wziął ślub ze swoją łotewską sympatią (zdjęcia do wglądu na profilu fcbk zawodnika), a w styczniu 2014 roku podpisał kontrakt z FK Liepaja. Przez te trzy lata (2014-2016) stał się jednym z najlepszych zawodników Virsligi i poprowadził swój zespół do mistrzostwa 2015. Filmik promocyjny do wglądu tutaj.

Czy nowy zawodnik poprowadzi Łotwę do awansu do MŚ 2018? Byłaby to szalona teza, ale należy zauważyć, że z Torresem w składzie reprezentacja… zawsze wygrywa :)

P.

Obsesja miejsca na mapie – ConIFA 2016. Abchazja, Laponia i Kurdystan wygrywają do zera

mapa_conifa2

Pewnie pamiętacie to z podstawówki. Na geografii przychodzi czas na kartkówkę z europejskich stolic albo odpytywanie przy mapie i nagle wszystko się odwraca. Klasowe zakały, największe zgrywusy i naukowe olewusy, takie co to zamiast siedzieć przy książkach i atlasach, dzień w dzień ganiają za piłką, a wieczorami oglądają ją na ekranie, stają się prymusami.

– Stolica Liechtensteinu? No przecież, że Vaduz! Amica ich sprała. Ale tu profesor podchwytliwie zagrała, bo oni przecież w lidze szwajcarskiej grają.

– Wyspy Owcze? Między Islandią a Wielką Brytanią. To było niezłe jak ostatnio pyknęli Greków. A Gattuso jak się zdziwił, że policjant z lotniska zagrał przeciw niemu. Serio, nie czytała pani „81:1”?!

– Reykjavik? Proszę mnie nie rozśmieszać. A może pokazać Gardabaer albo Hafnarfjoerdur? Ale te nasze kluby narobiły wstydu…

– Gibraltar? To łatwe, Hiszpania im długo blokowała granie, a jak już nie była w stanie, to Lewandowski z resztą chłopaków sprawili, że się teraz zastanawiają, czy to aby był dobry pomysł.

– A wie pani, gdzie jest Nieciecza?

Tak te szkolne odpowiedzi uczniów-fanów mogą wyglądać. Nie ma nic z przesady w tym, co powtarzają kibice i działacze z krajów na aucie międzynarodowego futbolu: to piłka nożna pozwala zaistnieć na mapie.

„Futbol daje miejsce na mapie” – dokładnie tak mówił też m.in. Nathan Chichon, lekarz reprezentantów Gibraltaru, nim doznali oni od Polaków ciężkich razów. Mówił tak na filmie, który był elementem dużej kampanii PR-owej na rzecz włączenia do – tu ulubiony zwrot działaczy ze wszystkich zakątków świata – tzw. piłkarskiej rodziny. Umizgi trwały kilkanaście lat – ciągle kij w szprychy wsadzali Hiszpanie (ich muchom w nosie dziwić się nie można, im przyjęcie Gibraltaru nie mogło być na rękę, bo mają na głowie Kraj Basków i Katalonię). W końcu stało się: Gibraltarczycy są już i w UEFA (dzięki czemu grali z Polską w eliminacjach Euro 2016), i w FIFA też.

A ich nowy status to tylko paliwo dla kolejnych walczących o oficjalne zaistnienie w futbolu terytoriów.

ConIFA. Nowi bohaterowie nie zawsze mogą przyjechać

Co tam Euro z Polakami na pokładzie, niech się schowa turniej olimpijski w Rio, a Copa America Centenario może spać w nogach, dla prawdziwego piłkarskiego hipstera turniejem numerem 1 w 2016 roku jest właśnie rozpoczęty puchar świata ConIFA (Confederation of Independent Football Associations). Tego typu imprezy odbywały się już wcześniej (FIFI Wild Cup, ELF Cup, Viva World Cup), ale dopiero teraz można mówić o rozmachu i regularności. Konfederacja Niezależnych Związków Piłki Nożnej brzmi nieźle, choć – bądźmy szczerzy – odpowiedniejsza byłaby Konfederacja Nieprzyjętych (do FIFA).

Gdy dla Polski losowano rywali w eliminacjach mundialu w Rosji, furorę na Twitterze zrobiło zestawienie z groźnym Mordorem w pierwszym koszyku, Narnią, Laponią, Krainą Oz i Atlantydą w drugim, Gondorem i Zamundą w czwartym, Nibylandią w piątym i Doliną Muminków w szóstym. O ile w istnienie Św. Mikołaja niektórzy powątpiewają, o tyle Laponia istnieje nie tylko teoretycznie, ale ma też ma swoją reprezentację.

Sapmi – bo tak określa się Laponię i Lapończyków – zbiera tzw. solidnych ligowców z Norwegii, Szwecji i Finlandii, ale zdarza się też nakłonić graczy z wyższego szczebla. Dla Lapończyków zagrali m.in. reprezentanci Norwegii Trond Olsen i Tom Høgli.

Podczas pierwszej edycji pucharu świata „niezależnych” (ConIFA 2014), Laponia była gospodarzem, bukmacher NordicBet sponsorem, a jednym z ambasadorów – Thomas Myhre, wieloletni bramkarz Norwegów. Turniej w szwedzkim Östersund odbywał się pod hasłem, pardon, hashtagiem #NewHeroes, a kanał na YouTube pękał w szwach od porządnie nakręconych materiałów. Opakowanie było ładne, ale w środku nie wszystko grało – a raczej nie wszyscy.

Wśród „nowych bohaterów” zabrakło Quebecu, który wycofał się tuż przed imprezą, licząc na to, że jednak dostanie się do CONCACAF. Darfur ostatecznie przyjechał, ale – nie można tego niestety wykluczyć – jego zawodnicy piłkę mogli widzieć dopiero pierwszy raz w życiu. Tamilowie pokonali ich 10:0, Górski Karabach 12:0, Południowa Osetia 19:0, a Padania – z bratem Mario Balotelliego w składzie (Enochem Barwuahem) – aż 20:0.

Darfur był jedynym przedstawicielem Afryki w turnieju, bo całej ekipie Zanzibaru odmówiono wiz do Szwecji. Problem z wizami mieli też Abchazowie (dostała je tylko połowa składu), ale z nimi dużo większa heca była rok później, w 2015, podczas pierwszego europejskiego turnieju ConIFA w Debreczynie. Zbigniew Rokita z „Nowej Europy Wschodniej” cytuje na swoim blogu znajomego dziennikarza z Abchazji: „Zaprotestowały Gruzja i Turcja, a węgierski premier pod groźbą odwołania turnieju zabronił organizatorom zapraszać reprezentacji Abchazji, Osetii Południowej i Cypru Północnego. Straciliśmy tylko pieniądze na wizy, bilety i przygotowanie reprezentacji”.

Abchazja w ramach wyrównania krzywd dostała do organizacji tegoroczny puchar świata ConIFA. Jeśli przy okazji kolejnych turniejów piłkarskich część społeczeństwa narzeka na budowanie obiektów ponad stan (Brazylia, Ukraina, RPA, nawet Polska), to co powiedzieć o inwestycji w nowy stadion w Suchumi?

Abchazja z bramkarką i najstarszymi góralami

W Abchazji na drogach straszą leje po bombach, a spora część budynków jest zrujnowana, z gmachem dawnej Rady Ministrów na czele. Odrestaurowany został niewielki kawałek Suchumi, jest nadmorska promenada, no i teraz też stadion. Co prawda starsi tubylcy od piłki wolą domino i szachy, ale nikt tu ich przecież o zdanie nie pytał.

Materiał wideo z lutego 2015: reporter w skórzanej kurtce i dżinsach z dumą przechadza się po murawie nowego stadionu w Suchumi: – Pole gry odpowiada wszelkim międzynarodowym wymogom zawodów piłkarskich! – zachwyca się, a w tym samym czasie dron unosi się nad murawą i z góry pokazuje biało-żółto-pomarańczowo-różowe trybuny na 4,5 tys. widzów.

Stadion trzeba było postawić na mokradłach, w podmokły grunt wbito 1200 pali wzmacniających. Że drogo? – Ale teraz możemy nie tylko zgłaszać się do organizacji różnych zawodów, ale też przyjmować drużyny, np. z Rosji! – przekonuje Biesłan Adżindżał, doradca prezydenta Abchazji ds. sportu. O kontaktach z Gruzją, na terenie której – teoretycznie – Abchazja wciąż się znajduje, mowy nie ma.

Za to z rosyjskimi i prorosyjskimi drużynami Abchazowie mierzą się chętnie. Wiosną 2015 roku w Suchumi podjęli ukraińskie republiki – Łużańską i Doniecką – więc i wizyta gości z Krymu wydaje się kwestią czasu.

Do Suchumi dotarły też najwyraźniej gender studies, bo w pierwszym meczu męskiej – podkreślmy – reprezentacji Abchazji, przeciwko Kubań Krasnodar, w ostatnich minutach bramki broniła Elvira Todua, wielokrotna reprezentantka Rosji.

Najbliżej wielkiego sportu Abchazja była podczas zimowych igrzysk w Soczi, ale tam pod swoją flagą wystartować nie mogła. Górskie obszary Abchazji są uznawane za tereny, na których ludzie żyją najdłużej na świecie, więc i może zamiany ConIFA na FIFA kiedyś się doczekają.

ConIFA 2016 – szacunek niechcianych

– Cieszymy się z tego, że Gibraltar jest w FIFA i UEFA, ale to tylko pokazuje niekonsekwencję tych organizacji. Wyspa Man, Jersey czy Guernsley cieszą się większą niezależnością od Gibraltaru, a jednak ich reprezentacje nie są uznawane – przekonuje Sascha Düerkop, sekretarz generalny ConIFA. Wyspa Man nie gra w Abchazji, bo władze brytyjskie tę wycieczkę odradziły. W ostatniej chwili wycofali się też Romowie, za których wskoczyła Seklerszczyzna, czyli region z mocnymi węgierskimi wpływami w Rumunii, obejmujący m.in. Braszow. W ConIFA 2016 gra 12 ekip:

Czagos, Kurdystan, Cypr Północny, Padania, Pendżab, Recja (Retoromanie), Seklerszczyzna (Szekely Land), Sapmi (Laponia), Somaliland, Koreańczycy z Japonii i Zachodnia Armenia.

które w ramach trollowania UEFA, robią sobie przedmeczowe zdjęcia z logiem ConIFA i hasłem UEFA – „respect”. Wszystkie mecze można oglądać na żywo w sieci – o ile oczywiście transmisja nie zerwie, bo jak cała organizacja turnieju wszystko trzyma się tu nie na solidnych podstawach, a na entuzjazmie.

Pierwsze zwycięstwo Abchazji 9:0 nad wyspami Czagos wywołało w Suchumi euforię równą chyba tylko przyjazdowi czarnoskórej ekipy Somalilandu (o wspólnym podróżowaniu taksówką z częścią tej drużyny pisze holender ze strony staantribune.nl). Wysoko do zera wygrały też na otwarcie prowadzona przez Mortena Pedersena (ex- Borussia Moenchengladbach) Laponia (5:0 ze wspomnianymi gośćmi z Afryki) i Kurdystan (3:0 z Seklerszczyzną), a minimalnie – Cypr Północny z Padanią (2:1).

Zwycięstwa są oczywiście przyjemne, ale każdy w tym turnieju tak naprawdę marzy o czym innym: by już więcej w pucharze niechcianych nie musiał grać.

Kosowo chce grać. I już może. UEFA się zgodziła, FIFA wkrótce

kosova

Mecz Serbia – Albania w Belgradzie, nad boiskiem pojawia się dron z flagą Wielkiej Albanii, a na boisku wybucha awantura. Jednym z pierwszych, który startuje z rękami do Serbów, jest Taulant Xhaka. Jego brata, Granita, rozpiera duma. Na swój profil na Instragramie od razu wrzuca zdjęcie Taulanta ruszającego na grupkę Serbów i komentuje: „Pokazujemy albańską siłę, pamiętamy spluwę Adema Jashariego”. („Showing the strength of the Albanian, remembering the gun of Adem Jashari!!! #love #my #bro #proud #of #you #taulantxhaka.”).

Sam ten krótki wpis (potem usunięty) świetnie pokazuje jak zagmatwane są tu sprawy: Granit Xhaka – reprezentant Szwajcarii – pisze o „albańskiej sile”, by w tym samym zdaniu przywołać Jashariego, bohatera walk o niepodległość Kosowa, którego imieniem nazwany jest stadion w Mitrowicy, lotnisko i teatr.

Rodzina Xhaka opuściła Kosowo w 1989 roku, lepszego życia poszukała w Bazylei. Tam też rodzice zapisali Taulanta i Granita do pierwszej szkółki piłkarskiej. O karierach dla nich nie myśleli, mieli po prostu się ruszać, tak jak ma to we krwi młodzież na Bałkanach. Seniorom Xhaka do głowy pewnie nie przyszło, że bracia będą grali w piłkę pod dwoma różnymi flagami (precedensu nie tworzą, przed nimi byli choćby bracia Boateng – Kevin-Prince i Jerome).

 

Granit w jednym z wywiadów dla specjalnego serwisu internetowego dla Albańczyków w Szwajcarii (albinfo.ch) opowiadał, że tak samo dobrze czuje się w Szwajcarii, jak i w Kosowie. Zaraz potem poprawiał jednak Wikipedię, która błędnie podawała jego miejsce urodzenia jako kosowskie Gnjilane zamiast Bazylei.

Bracia Xhaka kłócą się rzadko, najczęściej o to, który z nich jest lepszy: prześcigają się w uprzejmościach, pytani w wywiadach zawsze jeden wskazuje na drugiego. Przyjdzie jednak moment, gdy będą musieli pogadać serio: czy Kosowo jest tą drużyną, w której powinni grać razem?

To pytanie, na które już odpowiedział sobie Ardian Gashi (po 14 grach w reprezentacji Norwegii grzecznie podziękował za dalsze powołania), a z którym muszą się zmierzyć urodzeni w Kosowie reprezentanci Albanii (m.in. Berisha, Cana i Kukeli) i przede wszystkim Szwajcarii (z Behramim i Shaqirim na czele). Szwajcarzy się tych osłabień zwyczajnie boją.

Xherdan Shaqiri jakiej decyzji ostatecznie nie podejmie, i tak pewnie pozostanie w Kosowie bohaterem. Regularnie gra w butach przystrojonych trzema flagami (Szwajcarii, Albanii i Kosowa), a gdy na Wembley w finale Ligi Mistrzów Bayern pokonał Borussię, triumf celebrował z flagą Kosowa (na filmie od 4:47). Potem – oczywiście – były protesty Serbów, ale obrazek poszedł w świat: na szczycie jest piłkarz z Kosowa, który nie wstydzi się swoich korzeni. Kolejne sukcesy mają należeć już nie do jednostek, a do drużyny.

Do serbskich protestów i wywieszanego na wielu stadionach Europy hasła „Kosovo je Srbija” wszyscy są już przyzwyczajeni. Ale UEFA Kosowo już uznała, a za chwilę zrobi to też pewnie FIFA i ekspresowo dołączy do eliminacji mistrzostw świata w Rosji. Wtedy wystrzelą petardy i korki od szampana, jak w Polsce po przyznaniu organizacji mistrzostw Europy.

Gdy Albania awansowała na Euro 2016, Kosowo świętowało hucznie jej nieoczekiwany sukces, też w ruch poszły fajerwerki. Pytanie, czy sielanki nie zaburzy podebranie do nowej reprezentacji takiej albańskiej opoki jak kapitan Lorik Cana. Sami Kosowarzy w Albanii też nie zawsze czują się komfortowo. Noar – w tekście na stronie Kosovo 2.0 – tak opisał swoją wizytę na meczu Albania – Białoruś: „Mój kosowski akcent wyraźnie nie spodobał się nie tylko jednemu z kibiców w Tiranie, ale też policjantowi wezwanemu przeze mnie do pomocy. Może nam w Kosowie tylko się wydaje, że Albańczycy tak nas lubią?”.

Tenże serwis Kosovo 2.0 mocno wspiera akcję crowdfundingową „Kosowo chce grać”, która ma pomóc raczkującym federacjom sportowym i polepszyć kulejącą infrastrukturę. Na razie idzie powoli: przez rok wpłacono tylko 5 tys. dolarów, podczas gdy celem jest 30 tys. USD.

Zdaje się jednak, że gdy tylko Kosowo zostanie dopuszczone do gry o stawkę pod swoją flagą, wszystko inne kibice zniosą. Na razie muszą znosić mierną grę kształtującej się kadry.

W spotkaniu z Haiti, czyli w pierwszym meczu uznawanym przez FIFA (oficjalnym, ale wciąż bez hymnu i powiewającej na maszcie flagi Kosowa), nie było goli (można je obejrzeć w całości na YouTube, pytanie, czy ma to sens). O większy kontrast trudno – spięci doniosłością święta Kosowarzy, po tym jak uścisnęli dłoń prawdopodobnie wszystkim oficjelom w kraju, musieli powtarzać nawet pierwsze kopnięcie piłki (Albert Bunjaku podał do tyłu zamiast do przodu). Trema udzieliła się zresztą nie tylko piłkarzom: realizator z wrażenia aż cztery razy pokazał podstawowy skład Kosowa, a dzieci niosące flagi FIFA i Fair Play prawie je upuściły.

Haitańczycy przy nich byli wyluzowani i beztroscy jak dzieci w pierwszym dniu ferii. Kosowarzy pudłowali nawet do bramki bez bramkarza, podawali sobie piłkę w idealnych sytuacjach zamiast strzelać, jakby bali się ciężaru historycznego gola. Pewnie naoglądali się promocyjnego wideo, mówiącego, że 5 marca 2014 roku „historia pisana jest tylko raz”.

To nie do końca tak: bo jak nazwać inaczej niż historycznym dzień, w którym Kosowo pierwszy raz zagra o punkty?

B.

Pionier transu i inne potrójniaki

Rok temu podczas mistrzostw świata w piłce ręcznej wielu kibiców (w tym ja) i komentatorów zżymało się na Katar, że jego reprezentacja to zbieranina zawodników z całego globu. Że pozamieniali swoje kadry na lepiej płatne koszulki szejków.

Na startujących dziś europejskim czempionacie Katarczyków oczywiście nie dojrzymy, ale warto przypomnieć, że będziemy mieli okazję podziwiać jednego z protoplastów internacjonalizmu sportowego. Wspaniałego zawodnika, wielką gwiazdę szczypiorniaka. To Siarhiej Rutenka, as reprezentacji Białorusi.

z13841526Q,Siergiej-Rutenka-podczas-meczu-Vive-Targi-Kielce--

Rutenka urodził się w Mińsku, ale w wieku 19 lat (rok 2000) przeniósł się do Słowenii, aby grać w tamtejszych klubach. Szybko też dołączył do reprezentacji Słowenii (lata 2003-2008). Następnie przeniósł się do Hiszpanii (rok 2005), by występować dla Realu i wielkiej Barcelony. W krok za przeprowadzką klubową zrobił również „przeprowadzkę” sportowej narodowości – na hiszpańską (2008-2010). W 2011 roku postanowił jednak wrócić do korzeni i zadeklarował grę dla reprezentacji Białorusi! Występuje w niej do dzisiaj.

W kontekście ręcznej to wyjątek i światowy fenomen. Dwie reprezentacje – ok, trzy reprezentacje – tylko Rutenka.

W innych dyscyplinach sportu zdarzali się jednak tacy potrójni reprezentanci, choć nie było ich zbyt wielu. Ograniczając się już tylko do futbolu to oczywiście najbardziej znanym przykładem jest Alfredo Di Stefano, który na swoim koncie ma grę dla Argentyny, Kolumbii i Hiszpanii.

Pomijając jednak przykład legendy Realu należy dostrzec, że przemianowania kadry wiązały się zwykle z przemianami samych państw (np. połączenie NRD z RFN, rozpad Czechosłowacji czy ZSRR). Na wspaniałej liście przygotowanej przez RSSSF znaleźć można takich „potrójniaków”.

2)Yury Nikiforov           C.I.S. (1992)                  4    0        62
                           Ukraine (1992)                 3    0
                           Russia (1993-2002)            55    6
3) Josef Bican             Austria (1933-1936)           19   14        34
                           Czechoslovakia (1938-1949)    14   12
                           Moravia (1939)
4) Akhrik Tsveiba          Soviet Union/CIS (1990-1992)  25    2        34
                           Ukraine (1992)                 1    0
                           Russia (1997)                  8    0
5) Ladislav Kubala         Czechoslovakia (1946-1947)     6    4        28
Laszló Kubala              Hungary (1948)                 3    0
Ladislao Kubala            Spain (1953-1961)             19   11
6) Karel Burkert           Bulgaria (1934)                1    0         7
                           Czechoslovakia (1934-1938)     5    0
                           Bohemia & Moravia (1939)       1    0
7) Sergei Mandreko         C.I.S. (1992)                  4    0         6
                           Tajikistan (1992)              1    0
                           Russia (1994)                  1    0

Jak widać ze schematu „rozpadu państwa” obok Di Stefano wyłamuje się tylko Kubala.

Wracając na zakończenie do Rutenki. Od 2015 roku występuje on w katarskim zespole Lekhwiya SC. Stamtąd do kadry Kataru już tylko mały kroczek… Będzie pierwszy poczwórniak?

P.

PS Cała lista z RSSSF tutaj. Strona wikipedii z podwójnymi reprezentantami – tutaj. Lista transferów narodowych we wszystkich sportach – tutaj oraz dodatkowo tutaj. Tutaj wikipedia o Argentyńczykach grających dla innych kadr. O Brazylijczykach można zaś poczytać tutaj i tutaj. Wreszcie tutaj bardzo ciekawy tekst z „Pacific Standard”, a tutaj z „Daily Mail”.