Archiwum kategorii: azja bliska i daleka

Multi-katar

Katar mistrzem Azji 2019 – to już wiemy.

Kto nie widział skrótu meczu, tego odsyłam tutaj. Wszystkie gole turnieju do wglądu tutaj. A best moments – tutaj.

Katar był najlepszy, grał najefektowniej, najwięcej strzelał, najlepiej bronił, miał najlepszych zawodników. Almoez Ali królem strzelców i najlepszym piłkarzem, Saad Al Sheeb najlepszym bramkarzem (choć moim zdaniem lepszy był choćby Matthew Ryan). To też już wiemy. Tutaj krótka analiza na temat najlepszych zawodników Kataru podczas imprezy.

Skoro już więc wszystko wiemy, to na marginesie jeszcze trzy historie, które uzupełniają opowieść o tym, jak wykuwało się katarskie złoto.

*

Jednym z najlepszych zawodników turnieju był przywoływany już tu kilkukrotnie Akram Afif. To jedno z ze złotych dzieci Aspire Academy, ale też przykład niezwykłego kolażu narodowościowego, który stał się wizytówką „nowego” Kataru. Afif zaliczył podczas PA 2019 aż 11 asyst (sic!!! – m.in. cztery z Koreą Północną, trzy z ZEA, dwie w finale), a jednego gola sam strzelił. Jest gibki jak liana i świetny technicznie.

Przyszedł na świat w katarskiej stolicy Dausze (ur. 1996), ale jego korzenie wykraczają daleko poza kraj, który reprezentuje. Jego ojciec Hassan Afif Al Yafei jest Somalijczykiem urodzonym w Tanzanii. Tam też grał długo w piłkę (w klubie Simba), potem wrócił do ojczyzny (występował w Horseed). Następnie wyjechał do Kataru, gdzie kopał dla Al Ittihad (obecnie Al Gharafa), a po zakończeniu kariery trenował tę drużynę (a także klub Al Markhiya). Prawdziwy obieżyświat. Jego żona, a matka Akrama, pochodzi natomiast z Jemenu. A żeby było jeszcze rodzinniej, to Akram ma brata, który również występuje regularnie w reprezentacji Kataru. To Ali Afif (ur. 1988), funkcjonujący obecnie zwykle jako Ali Hasan Yahya (żeby się nie myliło). Ali podczas PA2019 zagrał tylko 9 minut (z Koreą Północną), ale brata i tak na razie przelicytowuje, bo ma w dorobku też mecze na PA2007 i PA2011.

Akram Afif to przykład „trzeciej drogi” w katarskim kadrowym multi-kulti. Z jednej strony, nie jest Katarczykiem w tylu bramkarza Saada Al Sheeba – Katarczykiem od kilku pokoleń, przedstawicielem nacji mniejszościowej we własnym kraju. Z drugiej jednak strony na pewno nie jest też bezczelnym zaciągiem zakupionych obcokrajowców, o których głośno było niedawno przy okazji MŚ w piłce ręcznej. Jest on raczej naturalnym przykładem procesów globalizacyjnych i krążenia ludzi w poszukiwaniu pracy – zasiedziałym już w jednym miejscu potomkiem starszego pokolenia bliskowschodnich nomadów. Takich jak Afif jest już wielu, a będzie jeszcze więcej.

Jednocześnie nie można zapominać, że Katarczycy lubią czasem docisnąć pedał gazu i przyspieszyć pewne procesy. Kilka dni przed finałem wybuchła afera, w której ZEA oskarżyła Katar o to, że jego dwaj piłkarze nie powinni w grać w reprezentacji, ponieważ nie spełniają wymogu pięciu lat mieszkania w danym kraju przed otrzymaniem obywatelstwa. Chodziło o Almoeza Aliego (przybyły z Sudanu) i Basara Al-Rawiego (z Iraku). Sprawa nieco podymiła, po czym… AFC odrzuciła wniosek. Nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem :)

*

Afif swoje futbolowe rzemiosło szlifował również w Europie. Czynił to także w belgijskim KAS Eupen. To klub… zakupiony przez Katarczyków właśnie po to, aby gwiazdki Aspire Academy zażywały w nim starokontynentalnego futbolu. Eupen znajduje się w środku tabeli belgijskiej ekstraklasy (10. miejsce). Trenerem jest słynny Claude Makelele, a w chwili obecnej w kadrze pierwszego zespołu jest jeden Katarczyk.

Do poczytania o tym pomyśle tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. I jeszcze świetny tekst z „NY Timesa” – tutaj. No i jeszcze po polsku tutaj.

A tak w ogóle o kupowaniu innych, już nieco większych, klubów przez Katarczyków można poczytać tutaj i tutaj, a także tutaj.

Do poczytania o samym katarskim imperializmie tutaj i tutaj. A tutaj jeszcze o Xavim w Katarze :)

*

Wreszcie domykając wątek organizacyjno-logistyczny należy pamiętać o kwestii pracowników-obcokrajowców, którzy często w niewolniczych warunkach budują stadiony na katarski mundial. Najbardziej spektakularny tekst na ten temat pojawił się w listopadzie w „Guardianie”, można przeczytać go tutaj (BARDZO polecam!). Sprawa jest jednak ogólnie znana i dość szczegółowo opisana – do wglądu choćby tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Ostatnio pojawił się w niej jednak wątek… łódzki. Oto bowiem Riku Riski, były gracz Widzewa, w ramach protestu przeciwko łamaniu praw pracowniczych w Katarze odmówił wyjazdu na zgrupowanie kadry Finlandii w tym kraju.

Na marginesie – ciekawe czy doczekamy w reprezentacji Kataru dzieci Pakistańczyków i Sudańczyków budujących dzisiaj dla nich stadiony?

*

Hasłem mundialu w 2022 roku jest „expect amazing”. To chyba bardzo trafne hasło, bo faktycznie wszystko to, co na razie serwuje nam Katar jest zdecydowanie „amazing”.

P.

Projekt społeczny: Katar

 

Żeby w pełni uświadomić sobie jak niezwykłe są wyczyny Kataru podczas kończącego się powoli Pucharu Azji 2019, to musimy solidnie przewinąć taśmę do tyłu.

Katar gospodarzem MŚ 2022…

Nie zawracalibyśmy sobie głowy katarską piłką, gdyby 2 grudnia 2010 roku Sepp Blatter nie ogłosił, że Katar zostanie gospodarzem MŚ 2022. Najmniejszym w historii krajem, który otrzymał organizację największej piłkarskiej imprezy. Najsłabszym piłkarsko krajem, który otrzymał organizację największej piłkarskiej imprezy. Jego reprezentacja nigdy na MŚ nie grała, w dniu wyboru zajmowała 113. miejsce w rankingu FIFA.

… i ma problem

To nie jest tak, że w Katarze przedtem nie grano w piłkę. Grano, tylko że na kiepskim poziomie. Nawet w samej Azji Katar nie znaczył zbyt wiele. 

O awansach na mundial nie ma nawet co wspominać. Ba, Katarowi nawet nie zawsze udawało się dostać do rundy finałowej kwalifikacji (el. MŚ 1994 – nie; el. MŚ 1998 – tak; el. MŚ 2002 – tak; el. MŚ 2006 – nie; el. MŚ 2010 – tak). Częściej grał w Pucharze Azji. W latach 1980 i 1984 nie wyszedł z grupy. W 1988 roku był gospodarzem turnieju, ale nawet to mu nie pomogło w awansie do części pucharowej. W 1992 roku znowu ściana w fazie grupowej. W 1996 roku nawet nie udało im się awansować na turniej główny (sic!). W 2000 roku – awans do 1/4 finału. W 2004 i 2007 roku – koniec imprezy w grupie. Szału nie było.

No więc w grudniu 2010 roku zrobił się dramat, bo kwestie wizerunkowe, polityczne i w ogóle soft power, to jedno. Poziom piłkarski jednak nie sprzyjał dobrej prezencji na arenie międzynarodowej. A trzeba było zacząć myśleć szybko, bo już w styczniu 2011 roku Katar był gospodarzem Pucharu Azji 2011.

Naturalizacje

Katarczycy zaczęli więc na hejnał działać. Władzę sprawował francuski trener Bruno Metsu, autor senegalskiego cudu z MŚ 2002. W drużynie zaś pojawiło się stado naturalizowanych obcokrajowców. W inauguracyjnym meczu PA 2011 z Uzbekistanem wyjściowy skład wyglądał tak: Qasem Burhan (ur. Senegal), Hamid Ismail (Katar), Bilal Mohammed (Katar), Ibrahim Al-Ghanim (Katar), Ibrahim Majid (Kuwejt), Fabio Cesar Montezine (Brazylia), Lawrence Quaye (Ghana), Wesam Rizik (Kuwejt), Hussein Yasser (Katar), Jaralla Al Marri (Katar), Sebastian Soria (Urugwaj). Rozwiązaniem problemu miały być zatem szybkie naturalizacje, znane już z piłki ręcznej albo z lekkiej atletyki.

Naturalizowano więc na potęgę (do poczytania np. tutaj i tutaj). Przez katarską kadrę w latach 2010-2020 przewinęło się kilkunastu piłkarzy z Ameryki Południowej (głównie Brazylijczycy, ale też Urugwajczycy), kilkunastu graczy z Afryki. Do tego sporo zawodników z Kuwejtu, kilku Francuzów, jeszcze trochę innych nacji. W pierwszej dziesiątce piłkarzy z największą ilością meczów w kadrze znajdziemy czterech naturalizowanych obcokrajowców. Sprowadzano także zagranicznych trenerów. Po Metsu pojawiali się Milovan Rajevac, Brazylijczycy Sebastiao Lazaroni i Paulo Autuori, Algierczyk Djamel Belmadi oraz Urugwajczycy Jose Daniel Carreno i Jorge Fossati.

Na nic to się jednak wszystko zdało. Sukcesy, ku rozpaczy szejków, nie przychodziły.

W Pucharze Azji 2011 – 1/4 finału. W kolejnej edycji 2015 – kompromitacja, komplet porażek i ostatnie miejsce w grupie. Dramatycznie wyglądały również boje o mundial. W el. MŚ 2014 – przedostatnie miejsce w finałowej fazie kwalifikacji. Prawdziwym ciosem były jednak kwalifikacje do MŚ 2018 w Rosji. Katarczycy najpierw ładnie wygrali swoją wstępną grupę, by w grupowej fazie finałowej kompletnie się skompromitować – 7 porażek w 10 meczach i status czerwonej latarni.

Karuzela z piłkarzami się kręciła, a jak nie było wyników, tak nie było. W eliminacjach do rosyjskiego mundialu drużyna dotarła do ściany. Wreszcie coś pękło.

Koniec z obcokrajowcami

Pod koniec 2016 roku futbolowe władze zadecydowały o zakończeniu procederu szybkich naturalizacji. W reprezentacji mieli grać przede wszystkim zawodnicy urodzeni w Katarze, a także piłkarze, którzy dotarli tam za młody i zostali wychowani i ukształtowani przez Katarczyków, przede wszystkim przez słynną Aspire Academy. Słowem, Katar miał sam sobie wychowywać reprezentantów, a nie ich kupować. O debacie na ten temat przeczytacie tutaj i tutaj.

Gdy o tym pomyśle usłyszał urugwajski selekcjoner Jorge Fossati to zagroził, że zrezygnuje ze stanowiska, gdy federacja odetnie mu kurek z obcokrajowcami. Jak zapowiedział tak zrobił i w czerwcu 2017 pożegnał się z intratną posadą.

Nikt jednak za nim nie płakał. Choć żegnał się po ładnym zwycięstwie 3:2 z Koreą Południową w ramach el. MŚ 2018, to był pojedynczy wyskok prowadzonej przez niego kadry. Wyniki Kataru w ostatnim czasie były bowiem bardziej niż żałosne. Oto rezultaty z 2017 roku: 1:1 z Mołdawią, 1:2 z Azerbejdżanem, 0:1 z Iranem, 0:1 z Uzbekistanem, 2:2 z Koreą Północną.

Felix Sanchez nowym selekcjonerem

Nowym trenerem został szerzej nieznany Hiszpan Felix Sanchez, pracujący przedtem z kadrą U-20 i krótko z Al-Gharafa. Na początek wygrał łatwe mecze towarzyskie (1:0 z Andorą, 2:1 z Turkmenistanem), ale kwalifikacje do mundialu Katar zakończył równie kiepsko jak toczył je poprzedni selekcjoner (1:3 z Syrią i 1:2 z Chinami).

Po zakończeniu walki o MŚ Sanchez zaczął już w pełni po swojemu układać klocki. Odprawił kilku znanych zagranicznych reprezentantów (Rodrigo Tabata, Ibrahim Majid, Luiz Junior, Mohammed Kasola, później Oumar Barry), a legendarny Sebastian Soria sam zakończył karierę. W drużynie pojawili się za to młodzi – np. Almoez Ali czy Assim Madibo.

Warto jednak podkreślić, że Katarczycy nie zrezygnowali z naturalizacji. Jak ustaliliśmy w dyskusji na fejsbukowym profilu z kolegą Jackiem Dudą, w kadrze Kataru na PA 2019 jest pięciu piłkarzy urodzonych poza tym krajem: Ro-Ro (Portugalia), Abdelkarim Hassan (Sudan), Karim Boudiaf (Francja), Bassam al-Rawi (Irak), Boualem Khoukhi (Algieria), Almoez Ali (Sudan). Do tego kilku zawodników (np. Hamid Ismail albo Ahmed Alaaeldin) urodziło się w Katarze, ale ich rodzice pochodzą z innych państw (np. Sudanu albo Egiptu).

Nowa kadra, stare wyniki. Do czasu

Początkowo wyniki jednak nie przychodziły. Co prawda Katarczycy potrafili wygrać z Jemenem (4:0), ale też kompromitowali się przegrywając z Curacao (1:2) czy Liechtensteinem (1:2).

Dopiero w 2018 roku przyszły poważniejsze zwycięstwa (za worldfootball.net).

March 21/03/2018 16:00 A Iraq Iraq 3:2 (2:1)  
March 24/03/2018 16:00 N Syria Syria 2:2 (0:0)  
September 07/09/2018 17:00 H China China 1:0 (1:0)  
September 11/09/2018 17:00 H Palestine Palestine 3:0 (3:0)  
October 12/10/2018 16:30 H Ecuador Ecuador 4:3 (2:0)  
October 16/10/2018 15:00 A Uzbekistan Uzbekistan 0:2 (0:0)  
November 14/11/2018 18:00 A Switzerland Switzerland 1:0 (0:0)  
November 19/11/2018 18:30 N Iceland Iceland 2:2 (1:1)  
December 23/12/2018 17:00 H Jordan Jordan 2:0 (1:0)  
December 25/12/2018 17:00 H Kyrgyzstan Kyrgyzstan 1:0 (0:0)  
December 27/12/2018 12:05 H Algeria Algeria 0:1 (0:0)  
December 31/12/2018 17:00 H Iran Iran 1:2 (1:1)

Już tymi wynikami Katarczycy udowodnili, że potrafią więcej niż nam się wydaje. A trwający właśnie Puchar Azji pokazał wręcz, że mamy do czynienia z nową jakością w azjatyckim futbolu. Bez względu na wynik finału Katar już teraz pokazał, że w kontekście MŚ 2022 stać go na bardzo wiele.

Może nawet na wszystko.

P.

PS1. Nie zapominajmy w jakich okolicznościach powstaje katarski mundial. Do poczytania przede wszystkim tutaj i tutaj. O okolicznościach zdobycia prawa do organizacji MŚ – tutaj.

PS 2. Polecamy też świetny tekst o Katarze autorstwa Leszka Milewskiego – tutaj.

Wyczekali, zgnietli, awansowali

Wiemy już, że w wielkim finale Pucharu Azji 2019 rozgrywanym w piątek 1 lutego zmierzą się JAPONIA i KATAR. O ile obecność Samurajów nie powinna dziwić, o tyle forma Katarczyków jest jednak sporym zaskoczeniem. Ale po kolei.

Najpierw Japończycy pokonali Irańczyków. Ograli. Wypunktowali. Irańczycy mieli przewagę w strzałach, ale to Japończycy dłużej posiadali piłkę i kontrolowali sytuację. Ci pierwsi rzucili się do ataku i przez dwa kwadranse wściekle nacierali. Samuraje spokojnie dali im się wyszumieć, a później wzięli się za zdobywanie bramek. Pierwsze trafienie dość kuriozalne – Irańczycy domagali się żółtej kartki za symulkę, a Japończycy grali dalej, wrzutka, główka, gol. Drugie – pechowy rzut karny. Trzeci – cudowne przyspieszenie Haraguchiego. Sami zobaczcie.

Dwa razy piłkę w siatce umieścił chwalony już wcześniej Yuya Osako z Werderu Brema, raz Genki Haraguchi z Hannoveru, a dwie asysty dorzucił Takumi Minamino z RB Salzburg. Japończycy lubią obszar niemieckojęzyczny, ja wohl, naturlich.

Zaraz po porażce do dymisji podał się trener Iranu Carlos Queiroz. Selekcjonerem kadry był od kwietnia 2011. Choć dwukrotnie wprowadził drużynę na mundial (2014 i 2018), to w ostatnim czasie bardzo krytykowano go za brak jakichkolwiek większych sukcesów (nigdy nie wyszedł z grupy na MŚ, tylko ćwierćfinał Pucharu Azji 2015). Wiemy już, że ich nie odniesienie, nie z Iranem.

Japonia za to prezentuje się jak ekipa skrojona na potrzeby turnieju – z każdym meczem gra coraz lepiej, wciąż chyba jeszcze nie zaprezentowała wszystkich swoich atutów. W drużynie nie ma wielkich gwiazd, a – nieznany w Europie – trener Haijme Moriyasu sprawnie dowodzi całym przedsięwzięciem.

*

Reprezentacja Kraju Kwitnącej Wiśni będzie jednak miała trudnego rywala. Katar podczas tegorocznego Pucharu Azji po prostu wymiata. Jest najlepszy we wszystkim. Warto to sobie uświadomić, warto to głośno powiedzieć. Świadczą za nim wskaźniki obiektywne (zero straconych goli! najwięcej strzelonych! bilans 16-0! najlepszy strzelec imprezy), jak i subiektywne (najpiękniejszy futbol; najbardziej ofensywny futbol; najlepsza defensywa; najlepsza linia pomocy). I tak dalej, i tak dalej. Katarczycy po prostu przejechali się po ZEA. Alberto Zaccheroni nie tylko nie powtórzy sukcesu sprzed czterech lat, ale pewnie będzie musiał się też gęsto tłumaczyć swoim pracodawcom. Może i gospodarze turnieju więcej strzelali i nacierali, więcej posiadali piłkę, ale to wszystko na nic im się zdało. Fatalny błąd  przy pierwszej bramcegolkipera Khalida Eisy, bardzo niepewnego w fazie pucharowej, a potem już równia pochyła. Przy trzecim golu kapitan Hasan Al Haydos wręcz upokorzył rywali. Piękna metafora całego meczu, również w wymiarze politycznym.

Do siatki znowu trafił Almoez Ali (ósmy gol!), ale warto podkreślić, że gole strzelało czterech różnych zawodników. To też świadczy o tym, w jaki sposób gra zespół kierowany przez Portugalczyka Felixa Sancheza. Po raz kolejny w tle błyszczał Akram Afif – zaliczył trzy asysty! Mam nadzieję, że uda mi się jutro napisać jeszcze kilka słów o katarskim cudzie. Pamiętajmy wszak, że to drużyna, która jeszcze niedawno, bo w el. MŚ 2018 zajęła ostatnie miejsce w trzeciej rundzie grupowej, zbierając w niej baty niemal od wszystkich przeciwników.

Wielki finał będzie zatem starciem drużyny doświadczonej i wyrachowanej z ekipą napędzaną turniejowymi sukcesami. Kto górą?

P.

Azjatycka dieta eliminacyjna

iranjapantvasiancup600x461

Porażka Australii z ZEA (0:1) raczej nie powinna było nikogo zaskoczyć. Mistrzowie Azji 2015 podczas tego turnieju nie imponują. Występują w nowym zestawieniu, w składzie wiele nowych twarzy i sporo nieporadności. Pewnie z tej mąki będzie jeszcze kiedyś chleb, ale to na razie za mało na medalowe pozycje. Na dodatek najgorsze zagranie w karierze zaliczył Milos Degenek. Asysta ładna, ale, jakby to powiedzieć?, nie w tę stronę co trzeba. Niby po stracie bramki Aussie rzucili się do ataku, ale wszystko to było boleśnie nieporadne. Sporo jeszcze pracy przed Kangurami.

Specyficzne uznanie budzić jednak musi postawa ZEA. Lekko ociężali, bez fajerwerków, ale krok po kroczku do kolejnych faz. No i Ali Mabkhout – on zawsze znajdzie się tam, gdzie trzeba. Na koncie ma cztery trafienia, ale w zasadzie każde z nich okazywało się na wagę punktów/ awansu.

Podobną strategię obrali chyba Japończycy. Reprezentacja Kraju Wiśni ograła Wietnam (1:0), ale wciąż trudno doszukiwać się specjalnych doznań w występach Doana i spółki. Może zbierają siły na półfinał? A może od razu na finał?

Tym niemniej gloria victis, bo wynik Wietnamu, to jedna z największych niespodzianek turnieju. Może Wietnamczycy nawiążą do swoich pięknych futbolowych czasów, gdy dwukrotnie dobili do czwartego miejsca w Pucharze Azji (1956, 1960). Albo chociaż do turnieju z 2007 roku, gdzie jako gospodarze (jedni z czterech) dotarli do ¼ finału (choć grało wówczas 16 drużyn), po drodze pokonując ZEA (2:0).

Również zwycięstwo Kataru nad Koreą Południową (1:0) jest sporą sensacją. Koreańczycy, nawet jeśli jakoś szczególnie nie imponowali w trakcie turnieju, to i tak do bólu skutecznie czesali kolejnych przeciwników. Aż się maszynka zacięła. Katar bowiem imponuje organizacją gry, dyscypliny oraz świetnym przygotowaniem. Nie dał się zdominować przeciwnikowi i to on częściej nacierał na bramkę rywala (11 strzałów vs. 10 strzałów Korei; 4 celne vs 2 celne). Bohaterem meczu został strzelec jedynego gola Abdulaziz Hatem. Warto też zwrócić uwagę, że Katarczycy na tym turnieju nie stracili jeszcze gola (!!!). Co ciekawe, nie powiedziałbym, że to jakaś wielka zasługa bramkarza Saada Al Sheeba. To solidny golkiper, ale na turnieju jest wielu lepszych. Zasługi raczenależy przypisywać świetnie zorganizowanej defensywie, którą trzyma Bassam Al Rawi.

Najbardziej kuriozalnym spotkaniem ¼ finału okazał się mecz Chiny – Iran (0:3). Chińczycy biegali, Chińczycy się starali, Chińczycy walczyli. A Irańczycy ich ograli jak dzieci. 18 strzałów (7 celnych) Irańczyków kontra 5 (1) Chińczyków. No i te bramki… Sami sobie zobaczcie, co wyczyniała chińska defensywa. Na pewno nie był to chiński mur.

Półfinały już zaraz. Oba mecze to spotkania azjatyckich gigantów. O ile Iran – Japonia to uczta piłkarska, o tyle mecz ZEA – Katar obarczony jest dodatkowo smaczkiem politycznym. Oba państwa rywalizują (to ładne określenie) o prym w regionie, a dwa lata temu zerwały stosunki dyplomatyczne.

28.01: Iran – Japonia
29.01: ZEA – Katar

P.

Sajgonki i spółka

Choć emocji nie brakowało, to koniec końców rozstrzygnięcia meczów 1/8 finału nie zaskakują. No, prawie nie zaskakują.

VietnamKarteEN_Responsive_1080x608

Faworyci wygrali swoje spotkania, ale w większości przypadków kosztowało ich to sporo nerwów. Dogrywki potrzebowali gospodarze z ZEA, aby uporać się z dzielnymi Kirgizami (3:2) oraz Koreańczycy w starciu z Bahrajnem (2:1). Karne zaś decydowały o awansie Australii w konfrontacji z Uzbekistanem (0:0, k. 4:2). Swój mecz wygrali Chińczycy (2:1), ale aż do 67. minuty przegrywali z Tajlandią. Iran – z pozoru – spokojnie odprawił Oman (2:0), lecz historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej, gdyby Omańczycy wykorzystali podyktowany już w 2. minucie rzut karny. Niewysokie, ale za to względnie kontrolowane, zwycięstwa odniosły Japonia (1:0 z Arabią Saudyjską) i Katar (1:0 z Irakiem).

Ale nie zapominajmy o największej i jedynej w zasadzie niespodziance – reprezentacji Wietnamu! Mając na uwadze przeciętne występy w fazie grupowej (2:3 z Irakiem, 0:2 z Iranem i 2:0 z Jemenem) trudno było liczyć na coś szczególnego w jej wykonaniu. Tymczasem Wietnamczycy zagrali z Jordanią bardzo dobry mecz, potrafili odrobić straconą (piękną!) bramkę, a później dowieźć remis i zwyciężyć w rzutach karnych (1:1, k. 4:2).

Futbol w Wietnamie jest ewidentnie na fali wznoszącej. Teraz seniorzy świetnie sobie radzą w Pucharze Azji, a kilka miesięcy temu kadra U-23 sensacyjnie zdobyła srebrny medal na bardzo mocno obsadzonych młodzieżowych mistrzostwach Azji.

Ciekawostka – królem strzelców tego turnieju był… Katarczyk Almoez Ali.

Żal trochę odpadających, bo pokazali, że stać ich na dobry futbol i wielkie serce do walki. Szczególne brawa dla maluczkich – Kirgistanu i Tajlandia. Wyrazy uznania dla Jordanii – koniec końców wygrali bardzo trudną grupę. Tradycyjne kondolencje dla Uzbekistanu – orali jak zawsze, odpadli jak zawsze. Świetne wrażenie zostawiła, przynajmniej według mnie, Arabia Saudyjska. Miała wielkiego pecha, że trafiła na Japonię (choć sama jest sobie winna – mogła nie przegrywać z Katarem w ostatnim grupowym spotkaniu), ale nawet w tym meczu imponowała rozmachem ofensywnych akcji. Drużyna, która na MŚ 2018 snuła się jak własny duch, tutaj przeprowadzała misternie wypracowane dywanowe naloty. Kapitalnymi zawodnikami są Fahad Al Muwallad, Housain Al-Moqahwi oraz Hattan Babhir. Gdyby nie wygody w ojczystej lidze to spokojnie mogliby ruszać na podbój Europy.

W kwestiach personalnych warto podkreślić, że swoją klasę potwierdziła trójka najlepszych golkiperów na kontynencie: Alireza Beiranvand (Iran), Mathew Ryan (Australia) i Shuichi Gonda (Japonia). Ten pierwszy jest niesamowitym kocurem, a w meczu z Omanem dodatkowo pięknie wyciągnął jedenastkę.

Świetnie zagrali też dwaj boczni obrońcy: Koreańczyk Yong Lee oraz Katarczyk Abdelkarim Hassam (piłkarz roku 2018 w Azji; ciekawe zestawienie dotychczasowych laureatów tutaj). Pięknie z rzutu wolnego przycelowali Baha’a Abdel-Rahman (Jordania) i Bassam Al-Rawi (Katar), a zwycięstwo ZEA dał niezawodny Ali Mabkhout (gol i asysta).

Ciekawostka – na meczu gospodarzy w Abu Dhabi było tylko 17 tysięcy widzów. Dla porównania, na spotkaniu Iran – Oman ponad 30 tysięcy.

Prawdziwe granie zacznie się jednak dopiero teraz:

24.01, g. 14.00: Wietnam – Japonia
24.01, g. 17.00: Chiny – Iran
25.01, g. 14.00: Korea Południowa – Katar
25.01, g. 17.00: ZEA – Australia

P.

16 z 24, czyli wiemy już (trochę) co w Azji

Zakończyła się faza grupowa Asian Cup 2019 i jesteśmy już po niej trochę mądrzejsi. Trochę, bo nie weszliśmy nagle w posiadanie jakiejś sensacyjnej wiedzy, nie zmienił się futbolowy porządek tej części świata. Faworyci grają dalej, a maluczcy poodpadali.

W kategoriach niespodzianki traktować chyba należy jedynie odpadnięcie reprezentacji Syrii, która od kilku lat wydawała się rosnąć w siłę. Ciekawy teksty o niej znajdziecie tutaj, tutaj i tutaj.

Z ekip żegnających się z turniejem najbardziej żal mi Indii. Pięknie zaprezentowali się w pierwszym spotkaniu z Tajlandią (4:1), pechowo przegrali z ZEA, choć to oni atakowali (0:2) i na koniec w tragicznych okolicznościach przegrali w Bahrajnem po golu z rzutu karnego w doliczonym czasie gry… Tak – ja też. Też od razu pomyślałem, że jedenastka była ustawiona, ale tym razem karny był ewidentny. Żal Hindusów, żal ich zaangażowania, żal ich kapitana Sunila Cchetri, żal ich kibiców (byli naprawdę widoczni), żal ich trenera Stephena Constantine’a (już zrezygnował z posady). Może kiedyś Indie będą jeszcze wielkie?

Łezkę uronić można również za Libanem. Choć przegrał on dwa spotkania (0:2 z Arabią i Katarem), to wciąż miał szansę na awans do 1/8 finału. Dramat opisał na blogowym profilu na facebooku Gwidon Naskrent: „Niesamowity dramat Libanu. Musieli wygrać z Koreą co najmniej 4:1, żeby zrównać się bramkami z Wietnamem i gdyby nie dostali żółtych kartek awansowaliby za fair play. W 98. minucie strzelają gola na 4:1, co z tego skoro minutę później druga żółta kartka i spadają za Wietnamczyków… gdyby nie ona, byłoby losowanie”. Żółta kartka zadecydowała – o losie! Obejrzycie sobie skrót spotkania, padają piękne bramki.

Przy okazji – Korea Północna. Matko z córką! Przegrali (przerżnęli!) wszystkie mecze, żegnają się z ZEA z bilansem 1:14 (sic!). Czy ktoś kiedyś miał gorszy bilans? Czy jest jakiś statystyk na sali? :) Boję się myśleć co czeka na kadrę w ojczyźnie.

Inne odpadające drużyny zdecydowanie zasłużyły na to, nikt specjalnie nie będzie po nich płakał. Palestyna uzbierała dwa punkty, ale nie strzeliła żadnej bramki (sic!). Filipiny, Jemen i Turkmenistan były tylko tłem dla silniejszych rywali.

Reszta drużyn, czyli aż 16 z 24, cieszy się i gra dalej. Zaskoczeniem jest chyba świetna postawa Jordanii i fakt, że wygrała ona silną grupę B. Korea Południowa, Katar i Japonia zgarnęły komplet punktów. Wrażenie robi szczególnie dorobek Katarczyków – 10 goli strzelonych, 0 straconych! Nikt nie strzelił więcej, a gola nie straciła również Jordania, Korea Południowa i Iran! Szacunek! Siedem z dziesięciu trafień Katarczyków (a powinno być jedno więcej, bo sędzia z nieznanych powodów nie uznał jednej jego bramki w meczu z Arabią) jest dziełem opisywanego w poprzednim tekście Al Moeza Aliego. Okazuje się, że to snajper pełną gębą, ze świetnym instynktem.

A rzeczona Arabia Saudyjska natomiast nieoczekiwanie nieźle sobie nabruździła. Przegrywając z Katarem wpadła w objęcia Japonii. I nie wiadomo czy przetrwa ten taniec :)

Klasę też potwierdził inny napastnik. Do siatki trafił znowu Uzbek Eldor Shomurodov. Podoba mi się ten zawodnik. To taki lisek pola karnego, potrafi wykonać szybki drybling i oddać zaskakujący strzał nie-wiadomo-którą-częścią-stopy.

Dzień konia miał Vitalij Lux z Kirgistanu. Gracz SSV Ulm, choć jest napastnikiem, to stosunkowo rzadko trafia do bramki (w 48 meczach w trakcie trzech ostatnich sezonów strzelił raptem pięć goli). Tym razem jednak, co strzelił, to zaraz lądowało w siatce. Jego hat-trick dał Kirgizom awans do 1/8 finału.

I na koniec słowo o frekwencji. Oczywiście tłoczno jest na meczach gospodarzy (kolejno 33, 43 i 13 tys.), natomiast w pozostałych spotkaniach publika liczy od 2 do 10 tysięcy. Generalnie nie najgorzej jest w tym temacie, choć na meczach widać, że wielkie stadiony raczej zioną pustkami. Choć bywają i zaskoczenia. W obie strony. Mecz Jordania – Palestyna śledziło 20 tys. widzów. Natomiast rywalizację Kataru z Koreą Północną aż… 452 kibiców.

Oto zestaw par 1/8 finału.

20/01/2019     
Jordan – Vietnam          
Thailand – China         
Iran – Oman   
21/01/2019     
Japan – Saudi Arabia          
Australia – Uzbekistan          
UA Emirates – Kyrgyzstan      
22/01/2019     
South Korea – Bahrain          
Qatar – Iraq

Jakie typy na ćwiećfinały?

P.

Wielcy górą, ale wszyscy mogą grać dalej

1876682draw.jpg

W przeciwieństwie do pierwszej serii druga kolejka spotkań Pucharu Azji była niemal w 100% przewidywalna. Faworyci po prostu wzięli swoje łupy i spokojnie mogą już myśleć o fazie pucharowej.

Swoje mecze wygrali wszyscy giganci azjatyckiej piłki: ZEA (2:0 z Indiami), Australia (3:0 z Palestyną), Chiny (3:0 z Filipinami), Korea Południowa (1:0 z Kirgistanem), Iran (2:0 z Wietnamem), Irak (3:0 z Jemenem), Arabia Saudyjska (2:0 z Libanem), Katar (6:0 z Koreą Północną), Japonia (1:0 z Omanem), Uzbekistan (4:0 z Turkmenistanem). Trudno też oprzeć się wrażeniu, że dwaj mocarze, czyli Korea Południowa i Japonia na razie oszczędzają siły (a może się meczą?). Choć w przypadku Korei Płd. bawi fakt, że w konfrontacji z Kirgistanem zaliczyła aż trzy strzały w słupki i poprzeczki.

W kategoriach małej niespodzianki traktować natomiast należy natomiast zwycięstwa Tajlandii nad Bahrajnem (1:0) i Jordanii nad Syrią (2:0).

I właśnie Jordania dość sensacyjnie została pierwszym zwycięzcą grupy, pewnym zarazem awansu do fazy pucharowej. Swoją drogą formuła turniej na 24 drużyny jest właśnie podczas Pucharu Azji dość mocno ośmieszona. Oto bowiem po dwóch seriach spotkań mamy aż w czterech grupach sytuację (C, D, E, F), że dwie drużyny mają komplet punktów, a dwie ekipy mają okrągłe zero, na dodatek ze sporym debetem bramkowym. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż mogą one awansować do fazy pucharowej z trzeciej pozycji, co – moim skromnym zdaniem – sprawi, że w 1/8 finału dalej będzie wiele bardzo słabych drużyn.

Nawet jednak taki zaskakujący awans może nie zaleczyć niektórych ran. Korea Północna dwa razy dostała takim sierpem, że trudno jej będzie się pozbierać nawet w obliczu, bardzo możliwego skądinąd, awansu. Najpierw 0:4 z Arabią Saudyjską, a teraz aż 0:6 z Katarem – boleć musi strasznie, ale Koreańczycy jeszcze nie zwolnili szkoleniowca.

W tym drugim spotkaniu aż cztery gole strzelił Al Moez Ali dzięki czemu został samodzielnym liderem klasyfikacji strzelców. Co ciekawe, Ali przedtem próbował szczęścia w europejskich drugich ligach: belgijskiej, austriackiej i hiszpańskiej. Nigdzie mu się nie udało. Taki to snajper.

Baczne oko podczas meczu Katar – Korea Północna (nawet w ramach powyższego skrótu) dostrzegło jednak jeszcze innego, obok Alego, bohatera spotkania. Akram Afif, wyszkolony w Hiszpanii, zaliczył bowiem aż cztery asysty.

Nos nie mylił mnie, gdy w poprzednim wpisie wspominałem o Uzbeku Eldorze Shomurodovie. Tym razem napastnik FK Rostow zagrał już od początku i popisał się dwoma golami, zdobytymi w chytry sposób. Rasowy snajper. Dwa gole dorzucił też jego kolega z ligi rosyjskiej – Sardar Azmoun, gwiazda irańskiej piłki z Rubina Kazań.

Świetnym liderem reprezentacji Iraku jest Mohanad Ali. Na profilu facebookowym z kolei pisałem o tajskim Messim – Chanatipie Songkrasinie. Bardzo ciekawy zawodnik, szybki, świetny technicznie. Obserwować! A propos Tajlandii – doczytałem w międzyczasie o interesujących relacjach rodzinnych Mika Chunuonsee, urodzonego w Walii dziecka Tajlandczyka i Walijki – do poczytania tutaj.

I jeszcze słówko o bramkarzach. Ze świetnej strony pokazali się Khalid Eisa (ZEA) oraz Siwarak Tedsungnoen (Tajlandia). Choć czas na to, żeby wykazali się ci faktycznie najlepsi golkiperzy przyjdzie pewnie w fazie pucharowej.

Czuwaj!

P.

Fatum i furia w Pucharze Azji

200px2019_afc_asian_cup_logo

Otwierająca kolejka Pucharu Azji okazała się żywą reklamą tych rozgrywek. Czego tam nie było!? Grad bramek, piękne gole, cudowne akcje, autodestrukcyjne zagrania w defensywie i fatalne wpadki bramkarzy. Do tego sensacyjne rozstrzygnięcia, ale i pogromy w wykonaniu faworytów. No, po prostu wszystko.

Dwa pierwsze dni turnieju były naprawdę szokujące. Najpierw gospodarze w ostatniej chwili wyszarpali remis w meczu z Bahrajnem (1:1), po bardzo kontrowersyjnym rzucie karnym. Potem Indie, jednak zaskakująco, rozbiły w pył Tajlandię (4:1), a ceną za tę porażkę było błyskawiczne zwolnienie selekcjonera Tajów Milana Rajevaca. Następnie, jeszcze bardziej sensacyjnie, odmłodzona Australia przegrała z Jordanią (0:1). Na zamknięcie tego dwudniowego szokowania Syria tylko zremisowała z Jordanią (0:0). Uczta dla złaknionych wrażeń kibiców, rwanie włosów z głów przez osoby obstawiające :)

Później jednak sytuacja się unormowała i triumfowali faworyci: Chiny (2:1 z Kirgistanem), Korea Południowa (1:0 z Filipinami), Iran (5:0 z Jemenem), Irak (3:2 z Wietnamem), Arabia Saudyjska (4:0 z Koreą Północną), Katar (2:0 z Libanem), Japonia (3:2 z Turkmenistanem) oraz Uzbekistan (2:1 z Omanem).

Najlepsze wrażenie pozostawił po sobie Iran, ale też on miał zdecydowanie najsłabszego przeciwnika. Kapitalnie z Koreańczykami z Północy rozprawiła się Arabia Saudyjska (szybkość, polot, technika) i mam tylko nadzieję, że trener z Ludowej Republiki znowu nie trafi do obozu pracy. Sporo padło pięknych goli (polecam skróty), ale zaskoczyły mnie aż trzy bramki z rzutów wolnych: Bassam Al Rawi (Katar), Ali Adan (Irak), Ahmedow (Uzbekistan)

Pamiętajmy jednak, że zawsze najważniejsi są ludzi. Kapitalny mecz zaliczył Irańczyk Mehdi Taremi (Al Gharafa).

Pięknie współpracował japoński duet Yuya Osako (Werder Brema)

i Ritsu Doan (FC Groningen). Porywający spektakl dał cały blok ofensywny Arabii Saudyjskiej z Hattanem Babhirem na czele. Dobrym jokerem okazał się Eldor Shomurodov (Uzbekistan, FK Rostow). Łza w oku na pewno zakręciła się też dwóm trafiającym do siatki i triumfującym weteranom: Odil Ahmedow (ur. 1987, Uzbekistan, Piłkarz Roku 2009, 2011, 2014, 2015, 2016) i Sunilowi Cchetriemu (ur. 1984, Indie, Piłkarz Roku 2007, 2011, 2013, 2014 – do czytania tutaj, tutaj i tutaj).

Na zakończenie jeszcze kilka przykładów dość niezwykłych reprezentantów, dowodzących, że Ziemia się kurczy, narodowości się zmieniają, a do kadry swojego kraju czasem łatwiej trafić z drugiego końca świata.

Reprezentacja zgnębionego wojną Libanu w dużej mierze składa się z piłkarzy urodzonych poza krajem: Mehdi Khalil (Sierra Leone), bracia Alexander i Felix Michel (urodzeni w Szwecji), Walid Ismail, Hilal El Helwe i Joan Oumari (Niemcy), Bassel Jradi (Dania).

Jeszcze większym patchworkiem jest reprezentacja Filipin, kraju znanego z ogromnej diaspory. W niej nie znajdziemy żadnego (żadnego!) gracza urodzonego w tym kraju. Oto skład z potyczki z Koreą Południową: Michael Falkesgaard (ur. w Danii), Alvaro Silva (Hiszpania), Daisuke Sato (Japonia), Stephan Palla (Austria), John-Patrick Strauß (Niemcy), Luke Woodland (ZEA-Anglia), Manuel Ott (Niemcy), Kevin Ingreso (Niemcy), Stephan Schröck (Niemcy), Patrick Reichelt (Niemcy), Javier Patino (Hiszpania), Iain Ramsay (Australia), Adam Reed (Anglia), Phil Younghusband (Anglia).

Filipiny

Moje niewprawne oko podpowiada mi, że więzi części zawodników z Filipinami mogą być bardzo (bardzo) luźne, ale może się mylę :)

Uchodźcą jest napastnik reprezentacji Australii Awil Mabil. Jego rodzina uchodziła z Sudanu Południowego, a piłkarz urodził się w obozie dla uchodźców w kenijskiej Kakumie. Potem cała familia wyemigrowała do Australii. Mabil postrzegany jest jako wielki talent. Obecnie występuje w  duńskim Midtjylland. Do poczytania tutaj i tutaj.

Zakręcony życiorys ma reprezentant Tajlandii Tristan Do. Jego ojciec jest Tajem, matka Francuzką, dziadkowie Wietnamczykiem (Do mógł grać dla Wietnamu), część rodziny pochodzi z Singapuru. Do urodził się w Paryżu, ale już jako młody chłopak wrócił do kraju swego ojca.

W młodzieżowej kadrze Danii występował natomiast urodzony tam, a obecnie grający dla Iraku Frans Dhia Putros. Rezerwowym bramkarzem reprezentacji Japonii jest zaś Daniel Schmidt – urodzony w USA syn japońsko-amerykańskiej pary.

Ciekawe są również historie reprezentantów globalnych podróżników: Chilijczyków Pablo Tamburriniego i Jonathana Cantillana w reprezentacji Palestyny, Ghanijczyka Daniela Tagoe w reprezentacji Kirgistanu czy Portugalczyka Pedro Miguela Carvalho Deus Correia „Ro-Ro” w barwach Kataru.

P.

Walki w Azji (o medal)

Już jutro rozpocznie się Puchar Azji 2019, czyli walka o piłkarski prymat na tym kontynencie.

Te zawody cieszą się w Polsce o wiele mniejszą popularnością niż Copa America czy Puchar Narodów Afryki. Ba, nawet Gold Cup zwykle spotyka się z większym zainteresowaniem. Wielka szkoda, bo piłkarsko AFC Asian Cup to rozgrywki z edycji na edycję coraz lepsze, na dodatek występujący na nich piłkarze rzadziej są wymęczeni trudami sezonu na Starym Kontynencie (vide PNA). Jak jednak wiecie, na tym blogu Puchar Azji jest ceniony. O PNA 2015 pisaliśmy przed turniejem (tutaj także odesłanie do relacji z PNA 2011), w trakcie i po nim. W ogóle polecamy zakładkę azja bliska i daleka.

Po raz pierwszy zagrają na nim 24 zespoły podzielone na sześć grup.

Group A
Pos Team
A1  United Arab Emirates
A2  Thailand
A3  India
A4  Bahrain
Group B
Pos Team
B1  Australia
B2  Syria
B3  Palestine
B4  Jordan
Group C
Pos Team
C1  South Korea
C2  China PR
C3  Kyrgyzstan
C4  Philippines

Group D
Pos Team
D1  Iran
D2  Iraq
D3  Vietnam
D4  Yemen
Group E
Pos Team
E1  Saudi Arabia
E2  Qatar
E3  Lebanon
E4  North Korea
Group F
Pos Team
F1  Japan
F2  Uzbekistan
F3  Oman
F4  Turkmenistan

Jeszcze w 2000 roku było ich 12, potem 16, a teraz już 24. Zgodnie z gigantomańskim trendem piłkarskich mega eventów wkrótce pewnie będzie ich 32 (choć jeszcze nie w 2023 roku).

Gospodarzem turnieju są Zjednoczone Emiraty Arabskie (w meczu otwarcia zagrają z Bahrajnem) i to właśnie ta ekipa ostrzy sobie zęby na złoty medal. Cztery lata temu musiała zadowolić się brązem. Prowadzona przez Alberto Zaccheroniego drużyna zaprezentuje swoje trzy największe asy: kapitana Ismaila Matara, króla strzelców poprzedniej imprezy Aliego Mabkhouta oraz wicekróla Ahmeda Khalila.

Tytułu będą bronić Australijczycy trenowani przez Grahama Arnolda. Do boju będzie ich wiódł m.in. Massimo Luongo, najlepszy piłkarz PA 2015. Poza tym wiele znanych twarzy – Matthew Ryan, Robbie Kruse, Matthew Leckie, Mark Milligan, choć już bez Mile’a Jedinaka. W walce o medale na pewno liczyć się będzie Korea Południowa (z największymi gwiazdami na pokładzie, szkoleniowcem Paulo Bento), Iran (dowodzona przez Carlosa Queiroza) i Japonia (bez swoich największych ofensywnych asów). Zagadką jest postawa Chin (jak zawsze) i Arabii Saudyjskiej (trenerem wciąż Juan Antonio Pizzi).

W tegorocznej edycji debiutują aż trzy drużyny – Kirgistan (w składzie Egdar Bernhardt z GKS Tychy, jedyny przedstawiciel polskiej ligi),

kyrgyzstan_vs_siriia_segodnia_sostoitsia_tovarishcheskii_match_po_futbolu.730x0

Filipiny i Jemen. Tę ostatnią reprezentacji prowadzi z kolei świetnie znany nad Wisłą Słowak Jan Kocian (wcześniej m.in. Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin i Podbeskidzie Bielsko-Biała, w Jemenie od 25.10.2018). A żeby domknąć wątek znajomków, to czujne oko wychwyci w składzie Palestyny Alexisa Norambuenę (kiedyś Jagiellonia i GKS Bełchatów).

Z innych mniej oczywistych ekip wymienić warto m.in. Palestynę, Liban, Turkmenistan, Indie czy Wietnam.

W ogóle na ławkach trenerskich więcej znanych twarzy. Chiny – Marcello Lippi. Filipiny – Sven-Göran Eriksson. Uzbekistan – Héctor Cúper. Irak – Srečko Katanec. Oman – Pim Verbeek. Tajlandia – Milovan Rajevac. Jordania – Vital Borkelmans. Nieźle prawda?

Sześć drużyn wysłało do ZEA kadry składające się wyłącznie z piłkarzy grających w krajowych ligach (ZEA, Indie, Chiny, Wietnam, Arabia, Katar), a jedna drużyna ma jednego stranieri (Tajlandia), jedna trzech (Bahrajn) i dwie czterech (Jordania, Turkmenistan). Co ciekawe, poza klubami azjatyckimi i europejskimi, swoich zawodników dały również kluby z Chile i Egiptu (po dwóch) oraz Argentyny, Maroko, Tunezji i USA (po jednym).

Zapowiada się naprawdę interesująco, pozostaje więc śledzić to, co wydarzy się w ZEA między 5 stycznia a 1 lutego.

Oficjalna strona AFC Asian Cup 2019 – tutaj.

Dobra strona na wiki – tutaj.

Oficjalny kanał na YT – tutaj.

Przegląd poprzednich edycji PA – tutaj.

UWAGA, najpiękniejsze gole kilku poprzednich edycji: PA 1992  – tutaj, PA 1996 – tutaj, PA 2000 – tutaj, PA 2004 – tutaj, PA 2007 – tutaj, PA 2011 – tutaj, PA 2015 – faza grupowa + faza pucharowa.

P.

Saudyjski król. Sami Al-Jaber

Sami Al Jaber
Sami Al-Jaber / fot. Al riyadah CC 4.0

SAMI AL-JABER (ur. 11.12.1972) jest piłkarzem wyjątkowym.

Młodsi kibice pewnie go już nie kojarzą. Starsi, ci którzy chłonęli z dziecięcą pasją chłonęli mundiale w 1994 albo 1998 roku, na pewno pamiętają łysiejącego jegomościa, który był asem ofensywy reprezentacji Arabii Saudyjskiej. Pamiętam mecze Saudyjczyków podczas mundialu w USA. Najpierw były jedynie powiewem egzotyki o trudnych nazwiskach. Z każdą kolejną minutą ich występów zyskiwali sobie coraz większą sympatię. Do końca walczyli z Holandią (1:2), pokonali Maroko (2:1) i Belgię (1:0 po pamiętnym golu!). W 1/8 finału nikt już ich nie lekceważył, ale lepsza okazała się Szwecja (3:1). Nazwiska jednak pozostały. Drużynę prowadził Argentyńczyk Jorge Solarii, a na boisku prym wiedli: bramkarz Mohamed Al-Deayea – „Czarna Pantera”; niezmordowany Mohammed Al-Khilaiwi; autor legendarnego rajdu a la Maradona – Saeed Al-Owairan, i on – krępa, szybka szpica – Sami Al-Jaber, późniejsza legenda saudyjskiej piłki.

Co się na tę legendę zatem składa? Al-Jaber wystąpił na czterech mundialach – MŚ 1994, 1998, 2002 i 2006.

Fahad Mehalel i Sami-Al-Jaber na naklejce Panini z okazji mistrzostw świata 1994
Fahad Mehalel i Sami-Al-Jaber na naklejce Panini z okazji mistrzostw świata 1994
Fahad Mehalel i Sami-Al-Jaber na naklejce Panini z okazji mistrzostw świata 1998 i 2002
Sami-Al-Jaber na naklejkach Panini z okazji mistrzostw świata 1998 i 2002
Sami-Al-Jaber na naklejce Panini z okazji mistrzostw świata 2006
Sami-Al-Jaber na naklejce Panini z okazji mistrzostw świata 2006

Na pierwszym był rezerwowym, na drugim podstawowym zawodnikiem. Na trzecim rezerwowym, na tyle obrażonym, że po (fatalnym!) mundialu postanowił się pożegnać z kadrą. Dał się jednak namówić i wrócił do zespołu na mistrzostwa w Niemczech. Cztery mundiale – to stawia go w historii MŚ obok takich tuzów jak Pele, Jaszyn, Maradona, Maldini czy Ronaldo.

Dodatkowo na trzech mundialach Al-Jaber strzelał gole. Uczynił to w 1994 roku (z Marokiem, z karnego), w 1998 roku (z RPA, z karnego) i w 2006 roku (z Tunezją). Rekordziści zdobywali bramki na czterech mundialach – to Pele, Uwe Seeler i Miroslav Klose. Al-Jaber stawia się więc w zestawieniu zaraz za ich plecami.

Na rodzimym podwórku również Al-Jaber ma swoją tabliczkę w galerii sław. Jest on trzecim zawodnikiem z największą w historii ilością występów w kadrze (Mohamed Al-Deayea – 178, Mohammed Al-Khilaiwi – 163, Sami Al-Jaber – 156) i drugim w historii jej strzelcem Majed Abdullah – 71, Sami Al-Jaber – 46). To jednak na niego wskazuje się zwykle jako na piłkarza wszech czasów w Arabii. Imponujący jest również jego dorobek klubowy. W zespole Al-Hilal, w którym spędził prawie całą karierę, uzbierał 376 meczów i 173 goli.

No właśnie, warto zwrócić uwagę, że za każdym razem, gdy reprezentacja Arabii Saudyjskiej występowała na mundialu, to jej członkowie w komplecie pochodzili z klubów rodzimej ligi (choć mieli zwykle zagranicznego selekcjonera). To prawdziwa tradycja. Saudyjczycy przez wiele lat nie mogli bowiem wyjeżdżać grać w piłkę za granicę, ze względu na prawo „chroniące” ich przed takimi wyjazdami. Ofiarą tej regulacji padł choćby Al-Owairana, którego transfer do Europy skutecznie zablokowano (inna sprawa, że obecnie to prawo już nie obowiązuje, ale piłkarze wciąż nie kwapią się do wyjazdów).

Dla Al-Jabera zrobiono jednak wyjątek. W 2000 wyjechał on z rodzimej ligi do Anglii, na wypożyczenie do drugoligowego Wolverhampton Wanderers. Tym samym stał się pierwszym Saudyjczykiem w angielskiej lidze, ale – uwaga! – wcale nie pierwszym Saudyjczykiem występującym poza krajem. To często powielany błąd. Palma pierwszeństwa należy się bowiem innemu uczestnikowi MŚ 1994. Fahad Al-Ghesheyan, zdobywca pięknego gola w meczu ze Szwecją, już w 1998 roku został bowiem wypożyczony na sześć miesięcy do holenderskiego AZ Alkmaar (rozegrał tam 9 meczów i.. skończył karierę).

Al-Jaber również nie podbił Wysp. Od początku miał pod górkę. Najpierw komplikowały się prawne kwestie jego przyjazdu, a po rozegraniu kilku spotkań zaraz złapał kontuzję w meczu reprezentacji. Niby wrócił, ale trener już nie był nim zainteresowany. Podziękowano mu i zawinął do domu. W ekipie Wilków uzbierał raptem cztery spotkania (trzy ligowe i jedno pucharowe). Pobyt w Anglii wspominał jednak miło, do tego stopnia, że w 2008 roku w ramach jego pożegnalnego meczu Al-Hilal zmierzyło się z Manchesterem United.

https://www.youtube.com/watch?v=tPm7By1OQuc

Po zakończeniu kariery Al-Jaber był trenerem Al-Hilal, Al-Wahda (ZEA) i Al-Shabab. Jednak w każdym kolejnym klubie coraz szybciej go zwalniano. Ostatnio pełni funkcję dyrektora technicznego w Al-Arabi.

Jestem jednak spokojny, że przy okazji MŚ 2018 naród nie zapomni o swoim dawnym idolu i Sami podłapie jakąś ciepłą fuchę. Jak nie w telewizji, to w radiu. A może – transferując rodaków za granicę, żeby podnieść poziom saudyjskiej piłki?

P.