Jedyne takie Tahiti

Dzięki koledze WW miałem wielką przyjemność uczestniczyć w wiekopomnym wydarzeniu jakim był mecz Polska – Tahiti (5:0) w ramach MŚ U-20.Wszystko, co wydarzyło się podczas spotkania jest już powszechnie znane, więc nawet nie ma sensu się nad tym pochylać. Więc ograniczę się tylko do kilku przemyśleń.

  1. Jeszcze nigdy nie widziałem na własne oczy na stadionie tak słabej drużyny jak Tahiti (nie licząc meczów, w których sam grałem). ALE, uważam za genialne to, że przy stole znalazło się dla nich miejsce. Dla tych chłopaków to pewnie przygoda życia. No i jak miło zostali przyjęci przez publikę – przeczytajcie tutaj.
  2. Ja wiem, że udział Tahiti to ochłap, które korporacyjne modern football spod znaku FIFA rzuca co jakiś czas, żeby zamknąć usta osobom jodłującym, że w piłce zabijana jest różnorodność, a bogaci międlą się we własnym sosie. Wiem, wiem, ale co zrobić, i tak fajnie, że zagrali.
  3. Przypominam też, że dzięki migracji Australii do federacji azjatyckiej reprezentacja Tahiti czasami łapie się na różne imprezy (kosztem Nowej Zelandii albo w parze z nią). Kadra grała np. w Pucharze Konfederacji 2013. Być może też zobaczymy ją kiedyś nawet na dorosłych mistrzostwach, bo droga na nie nie jest aż tak wyboista.
  4. Tak sobie myślę, że jeśli jest jakieś wytchnienie od ciągłego oglądania Barcelony, Realu i Manchesteru i Juventusu to może są to właśnie młodzieżowe imprezy. Może mundial musiał wydarzyć się w Polsce, żeby to sobie uświadomić? :)
  5. Za nieco wstydliwe chyba jednak należy traktować fakt, że Polacy na tle Tahiti wcale nie prezentowali się jakoś wyjątkowo. Nie wiem jak to wyglądało w telewizji, ale ja naocznie nie odnotowałem przepaści w kulturze gry. Raczej to było spotkanie silniejszej drużyny ze słabszą, ale wciąż dwóch ekip funkcjonujących w tej samej futbolowej galaktyce. Chyba trochę smuteczek.
  6. Na trybunach panował prawdziwy piknikowy karnawał, ale w tym sympatycznym sensie. Dużo dzieci (również krzyczących „Tahiti! Tahiti!”), tańce, meksykańskie fale, szaliki, szacunek dla rywali. Naprawdę świetna reklama rodzinnego kibicowania.

P.

2 komentarze do “Jedyne takie Tahiti”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *