Poznań 2000 – USA 2018. Ian Russell, Jimmy Conrad, Wojtek Krakowiak

Fajna to historia i większość kibiców, a przynajmniej kibiców Lecha Poznań, ją zna. Jesienią 2000 roku do grającego na zapleczu ekstraklasy Kolejorza przybywa trójka Amerykanów z zespołu San Jose Earthquake: Wojtek Krakowiak (pochodzący z Kielc i znający się z ówczesnym trenerem Adamem Topolskim), Jimmy Conrad i Ian Russell. Zadebiutowali we wrześniu, pożegnali się z kibicami w listopadzie. Mecze z ich udziałem do znalezienia tutaj. Wiedza o ich po-poznańskich dokonaniach jest jednak bardzo zróżnicowana. Dodatkowo, z wymienionej trójki ten ostatni jegomość – Ian Russell – ma dzisiaj urodziny (ur. 30.08.1975).

Jimmy Conrad – Jimmy Super Star

O Jimmy’m Conradzie napisano sporo. Z San Jose Earthquake wywalczył mistrzostwo USA 2001, szybko został czołowym defensorem w MLS, przebił się do reprezentacji USA i wystąpił z nią na Gold Cup 2005, mundialu 2006 (mecze z Włochami i Ghaną) oraz Copa America 2007. Teraz jest celebrytą, prowadzi własny, niezwykle popularny kanał futbolowy na youtubie. Kariera w USA – tutaj. Do poczytania – tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Po angielsku choćby tutaj, a do posłuchania – tutaj i tutaj. No i filmik z golami.

A jak chcecie sprawdzić czy Jimmy jest sympatyczny, to polecam ten krótki filmik.

Wojtek Krakowiak – uniwersyteckie ławki

Choć o Wojtku Krakowiaku w Polsce wiadomo niewiele, to w Stanach jest on cenionym fachowcem od szkolenia młodzieży akademickiej (tu dla kontrastu – angielska wikipedia nawet nie odnotowuje jego pobytu w Poznaniu (!)). Po powrocie pograł dwa sezony w MLS (w San Jose Earthquake i Tampa Bay Mutiny), a potem kopał już wyłącznie w niższych, i coraz niższych ligach. Po zakończeniu kariery trenował kobiece drużyny uniwersyteckie – Ruttgers-Newark i Montana State Billings. Polecam ten fajny materiał o nim.

W 2016 roku zrezygnował z pracy w Montanie i został dyrektorem technicznym w United Hurricane’s w Howard (Wisconsin). Obecnie w kobiecej Green Bay Phoenix. Biogram do doczytania tutaj i tutaj.

Ian Russell – niestrzelający napastnik, dobry trener

Ian Russell to z kolei piłkarsko ciekawy przypadek. Był on bowiem napastnikiem, który nie strzelał zbyt wielu goli, choć często asystował. Po zakończeniu wielkopolskiego epizodziku Russell wrócił do San Jose Earthquake. Grał tam przez pięć lat (2001-2005), wywalczył mistrzostwo MLS 2001 i 2003, ale choć był popularnym zawodnikiem (w 2001 roku został wybrany do MLS All-Stars Game), to w przeciwieństwie do Conrada nie wypłynął na reprezentacyjne wody. Być może blokowała go właśnie skuteczność. Na osłodę jednak – dwa jego trafienia.

W 2007 roku rozegrał jeszcze kilka meczów dla LA Galaxy i zawiesił buty na kołku. Po zakończeniu kariery wziął się za trenowanie. Pełnił rolę asystenta, a przez moment również epizodycznego trenera, w San Jose Earthquake. W listopadzie 2016 roku objął zespół mający zadebiutować w USL (II liga) – Reno 1868 FC. Russell świetnie poradził sobie z trudnym zadaniem. Jego podopieczni zakończyli sezon na 3. pozycji w Western Conference. Sezon 2018 zakończył na 6. miejscu. Pozostaje trzymać kciuki, szczególnie w jego urodziny, za dalsze sukcesy.

P.

W ekstraklasie państwa się kończą

W marcu 2017 roku zaktualizowaliśmy listę nacji z całego świata, które nie miały swoich przedstawicieli w naszej ekstraklasie. Minęło 1,5 roku, trochę się pozmieniało w personaliach, warto zestawienie odświeżyć.

Andora, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar

W międzyczasie wykreśliliśmy Islandię (Bodvarsson z Jagiellonii) i Luksemburg (Chris Phillips z Legii), a była nawet szansa, że wyleci Irlandia Północna, choć ostatecznie do tego nie doszło. Sami zobaczcie, zostało już niewiele europejskich państw.

Ekwador, Boliwia

Witamy w ekstraklasowych szeregach pierwszego w historii Ekwadorczyka – Joela Valencię z Piasta Gliwice. Wciąż za to czekamy na Boliwijczyka.

Meksyk, Belize, Nikaragua, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Jamajka, Kajmany, Kuba, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

W CONCACAF mały zastój, ale mamy jednego rodzynka – Enrique Esqueda z Arki Gdynia wyprowadza z zestawienia Meksyk (w którego reprezentacji zresztą występował).

A od teraz wymieniamy z kolei państwa z pozostałych trzech kontynentów, które miały swoich przedstawicieli (w tę stronę łatwiej liczyć).

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

W Afryce w porównaniu do poprzedniego zestawienia nic się nie zmieniło w tym temacie.

Australia, Chiny, Indonezja, Iran, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Stosunkowo dużo wydarzyło się w kontekście Azji. W Śląsku błyszczy już bowiem Farshad Ahmadzadeh z Iranu, a głośnym transferem Lechii był Egy Maulana Vikri (choć jeszcze nie zdążył zadebiutować).

Nowa Zelandia

W federacji OFC bez zmian i tak pewnie jeszcze przez chwilę pozostanie.

Wniosek z tej geograficznej układanki jest taki, że osiągnęliśmy chyba jakiś punkt nasycenia i kolejne luki na mapie będą pokrywane już w wolniejszym tempie.

P.

Zakochani w Iberii

W zagranicznych transferach do ekstraklasy można dostrzec pewne trendy. Swego czasu popularni byli piłkarze z Bałkanów, potem z Brazylii, niedawno oglądaliśmy mocne zaciągi z Czech i Słowacji. Teraz natomiast przeżywamy modę na futbolistów z Półwyspu Iberyjskiego – Hiszpanów i Portugalczyków.

O uczuciu do tych nacji zawodników niech świadczy fakt, że z ich usług w ekstraklasie nie korzystają tylko trzy drużyny: Arka, Jagiellonia i Zagłębie Lubin. Pozostałe ekipy czerpią z iberyjskich zasobów bardziej lub mniej obficie.

Cracovia: Javi Hernandez, Gerard Oliva (Hiszpania) [a przed kilkunastoma dniami dość zaskakująco z klubem pożegnał się ściągnięty latem Elady]

Górnik Zabrze: Dani Suarez, Jesus Jimenez, Igor Angulo (Hiszpania)

Korona Kielce: Ivan Marquez (Hiszpania)

Lech Poznań: Pedro Tiba, Joao Amaral (Portugalia), Dioni (Hiszpania)

Lechia Gdańsk: Joao Nunes, Flavio Paixao (Portugalia)

Legia Warszawa: Inaki Astiz, Carlitos (Hiszpania), Cafu (Portugalia)

Miedź Legnica: Fran Cruz, Jonathan de Amo, Marquitos, Omar Santana, Borja Fernandez, Juan Camara (Hiszpania)

Piast Gliwice: Gerard Badia, Jorge Felix (Hiszpania)

Pogoń Szczecin: Iker Guarrotxena (Hiszpania), Tomas Podstawski (Portugalia)

Śląsk Wrocław: Augusto (Portugalia)

Wisła Kraków: Jesus Imaz (Hiszpania)

Wisła Płock: Carlitos (Portugalia)

Zagłębie Sosnowiec: Nuno Malheiro (Portugalia)

A gdzieś w przypisie warto pamiętać o ściąganych na pniu zawodnikach różnych nacji, ale grających właśnie w niższych ligach hiszpańskich (najświeższy bodaj przykład to Słoweniec Matej Pucko z Korony) oraz o piłkarzach, którzy w zasadzie są Hiszpanami/ Portugalczykami, ale z różnych względów posługują się częściej inną narodową afiliacją (np. Hiszpan-Gwinejczyk Jose Kante z Legii albo Brazylijczyk-Portugalczyk Guilherme z Jagielloni).

Obecnie zatem najbardziej iberyjską (a w zasadzie najbardziej hiszpańską) drużyną w ekstraklasie jest zdecydowanie Miedź Legnica, która ma w swojej kadrze aż sześciu przybyszów z zachodniego krańca kontynentu. Do zeszłorocznego rekordu Białej Gwiazdy jeszcze jej jednak brakuje zasobów personalnych.

Warto przypomnieć, że Wisła Kraków w sezonie 2017/2018 była najbardziej iberyjską ekipą w historii naszego futbolu! W jej kadrze na początku rozgrywek figurowało aż siedmiu Hiszpanów i jeden Portugalczyk! Byli to Julian Cuesta, Ivan Gonzalez, Fran Velez, Paul Llonch, Victor Perez, Jesus Imaz i Carlitos oraz Ze Manuel. Dodatkowo, Hiszpanem był również trener zespołu – najpierw Kiko Ramirez, a później Joan Carillo – oraz dyrektor sportowy (Manuel Junco). Co ciekawe, po iberyjskim eksperymencie przy Reymonta już prawie nie ma śladu. W składzie Białej Gwiazdy ostał się tylko Jesus Imaz. Pozostałe towarzystwo wróciło do ojczyzn albo rozpierzchło się po świecie.

Tak więc mamy teraz modę na Hiszpanów i Portugalczyków. Jaki kierunek będzie kolejny? Włochy? Grecja? Niemcy?

P.

Komentarze z numer10.blox.pl

2018/08/28 11:42:02
trochę to smutne, że do ekstraklasy przyjeżdża zaciąg z trzecich lig iberyjskich i od razu rządzi ligą.
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/28 14:31:59
Smutne, nie smutne. To nie jest raczej „moda na Hiszpana”, bo nie byłaby możliwa moda na Anglików czy Belgów, tylko korzystamy z ekonomii. W ligach poniżej Segunda Division zarabia się grosze. Dla piłkarza, który nie ma już za bardzo perspektyw zaistnienia wyżej wyjazd do Polski to szansa pokazanie się i na intratny kontrakt na Bliskim Wschodzie czy w Azji (patrz Dani Quintana). Carlitos w Legii też zarabia pewnie na poziomie słabszych drużyn Primera Division. A skoro kluby Serie A lekką ręką płacą miliony euro za naszych przeciętniaków ligowych jak Marcjanik czy Reca to naszych ligowców stać już tylko na wyciąganie anonimów z I ligi licząc na powtórkę z Kądziora. No i na anonimowych Hiszpanów, którzy mają tę przewagę, że przy przyjęciu piłka nie odskakuje im na 5 metrów.
Gość: Numer10, *.icpnet.pl
2018/08/28 15:07:19
W tym zjawisku jest chyba kilka rzeczy wartych odnotowania.
Po pierwsze – różnica klas między ligą hiszpańską a polską. Przyjeżdża gość z trzeciej ligi i u nas goli wszystkich równo, przykładów na pęczki.
Po drugie – jak pisze extremadura – kwestia pieniędzy. W Hiszpanii płacą w niższych klasach przeciętnie, a nasza liga cieszy się sławą najbardziej przepłaconej w Europie Środkowo-Wschodniej.
Po trzecie jednak – nie działoby się to chyba, gdyby nie kilku obrotnych menedżerów, którzy preferują akurat taki kierunek. Byłaby inna moda, to ciągnęlibyśmy z Włoch albo Grecji (też słabo płacą na zapleczu i zapleczu zaplecza).
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/28 20:26:35
No to wymień te „pęczki”, bo z Hiszpanów, którzy przyjechali i „ogolili” Ekstraklasę to ja kojarzę Quintanę, Carlitosa i może Cabrerę w Koronie. Trochę mały ten pęczek. :)

A grało ich tu przecież całe mnóstwo w ostatnich latach. Co ciekawe, ci, którzy przyjechali z Primera Division jak Descarga czy Arruabarrena czy Victor Perez okazali się u nas wybitnie słabi.

No wiesz chyba jednak z III lidze greckiej poziom jest niższy niż w Segunda Division B. Chociaż z Włochami ciekawy temat, ale obecnie to exodus trwa w drugą stronę, tj. z E-klapy do Serie B.

Gość: Numer10, *.icpnet.pl
2018/08/28 22:28:03
Igor Angulo, Jesus Imaz, Pol Llonch, nawet Palanca. Pomijam takich gości jak Badia, Jurado czy Dani Suarez, którzy okazali się „tylko” równie dobrzy co czołowi zawodnicy z ich polskich drużyn. Kilku się jednak zbierze, ot, taki średni pęczuch :)
Gość: extremadura, *.dynamic-ra-02.vectranet.pl
2018/08/29 09:00:01
No ok, Angulo, ale serio uważasz, że Llonch i Palanca roznosili ligę? :/ ja bym ich dał, podobnie jak trzech kolejnych przez Ciebie wymienionych, do kategorii solidniaków, którzy po prostu grali dobrze, nie zawiedli.
2018/08/29 09:39:34
Ja użyłem określenia „goli wszystkich równo” :) To kwestia do dyskusji, na pewno nie byli gwiazdami ligi, ale Palanca był najlepszy w Koronie, a Llonch był w ogóle jednym z najlepszych pomocników ligi. Nie przerastali innych o dwie głowy, ale byli w topie.

Jesteś legendą! Bogdan Straton

Wielu kibiców Widzewa dzisiaj się zaduma, część zatopi się we wspomnieniach. Jest ku temu powód. Urodziny bowiem świętuje legenda ich klubu – Bogdan Straton (ur. 1983). Tak, TEN Bogdan Straton.

Choć zagranicznymi cudakami nasza ekstraklasa stała (i stoi) to jednak w tym całym zaciągu Straton jest figurą szczególną. Do Łodzi trafił w styczniu 2011 (razem z Finem Riku Riskim). Ówczesny trener Widzewa, Czesław Michniewicz, zapytany o Rumuna odparł, że nie widział go nigdy w akcji, ale oglądał DVD z jego występami. Tak naprawdę Stratona wtulił mu na siłę właściciel klubu, okraszając manewr pięknym bon motem: „Gdyby zawsze trener zawsze miał decydujący wpływ na to, kto do nas przyjdzie, do drużyny nigdy nie trafiliby Panka i Sernas„.

W kwestii samego DVD mam pewne podejrzenia, że chodzi o to nagranie. Jeśli macie silne nerwy i mocną kawę pod ręką – to odpalajcie.

Swoją drogą Straton, a raczej jego menedżer, musi być pasjonatem montażu, bo o Rumunie powstało więcej filmików niż o Włodzimierzu Lubańskim – do wglądu np. tutaj, tutaj i tutaj.

Sylwester Cacek jednak emanował spokojem odnośnie tego transferu:

Wierzymy w szybką aklimatyzację Bogdana w zespole. Ten zawodnik na pewno podniesie rywalizację na pozycji środkowego obrońcy, na której już w tej chwili mogą występować Jarek Bieniuk, Sebastian Madera, Ugo Ukah oraz Wojtek Szymanek.

Z namaszczeniem właściciela Stratona klepnięto i to w sposób dość zaskakujący. Niemłodego, bo 27-letniego, faceta, który w poprzednim klubie, drugoligowym FC Botosani, był tylko rezerwowym, zakontraktowano od razu na 2,5 roku! A plotki mówią, że Rumunowi płacono 20 tys. miesięcznie. Ale cóż, kto bogatemu zabroni.

Oczywiście Straton okazał się kompletnym niewypałem. Nie zagrał w żadnym meczu, nigdy nie usiadł nawet na ławce rezerwowych, występował tylko w czwartoligowych rezerwach. Po pół roku go pogoniono (za porozumieniem stron, hehe). Nie zmienia to faktu, że pobyt w Łodzi musiał być dla Rumuna przygodą życia, na dodatek bardzo lukratywną.

Na koniec jednak warto obalić pewien mit. Choć Straton okazał się tragicznie słaby, to w kwestii samego CV nie był kompletnym przybłędą. Zarówno przed przyjściem do Widzewa (Politehnica Iasi – 2007/2008, wiosna 2008/2009, 2009/2010), jak i po jego opuszczeniu (CSMS Iasi – 2012/2013) występował w rumuńskiej ekstraklasie (Liga 1) – niewiele, ale występował. Do wglądu tutaj i tutaj. Jesień 2012 to chyba najpiękniejszy czas w jego karierze (poza etapem łódzkim), bo nie tylko grał, ale i strzelał gole (trzy!). Nie wierzycie? Proszę bardzo.

Ostatnio widziano go jesienią 2014 w drugoligowym Farulu Constanca.

Ktoś zatem ciągle dawał się na niego nabierać i, zaprawdę, nie jest winą Rumuna, że znajdywali się chętni na jego niepewne usługi. W zasadzie to on powinien się śmiać ze swoich kolejnych pracodawców, a nie oni z niego.

O dzisiaj powinien się śmiać podwójnie, bo przecież ma urodziny.

P.

Treneiros mają się dobrze cz. 2. Reszta świata

3679-Inflatable-GlobePora na drugą część naszych trenerskich stranieri!

Dragomir Okuka (Legia 2001-2003, mistrzostwo 2002) widziany był niedawno na stadionie Legii, ale – to już wiemy – drużyny nie poprowadzi. Po zakończeniu przygody z Wojskowymi, serbską młodzieżówką U-21 (1/2 MME 2006) i Wisłą, wiodło mu się raz lepiej, raz gorzej. Prowadził bułgarski Lokomotiw Sofia (5. miejsce, w kolejnym sezonie zwolniony, zostawił zespół na 3. miejscu), grecką Kavalę (niezłe wyniki, ale i tak zwolnienie po 4,5 miesiąca, w listopadzie 2010), chińskie Jiangsu Shuntian (w drugim sezonie wicemistrzostwo 2012 i najlepszego trenera w Chinach i w Serbii), Changchun Yatai (słabe wyniki i zwolnienie po 7 miesiącach) oraz Tianjin Teda (słabe wyniki i zwolnienie w sierpniu 2016). Spekulowano nawet, że Drago może zostać selekcjonerem reprezentacji Chin, ale zamiast tego od dwóch lat nie prowadzi żadnej drużyny.

Inny były coach Legii ma nieco mniej barwne życie. Henning Berg zaliczył jednak rozczarowujący sezon 2016/2017 z węgierskim Videotonem – nie udało mu się obronić mistrzostwa i kibice musieli się zadowolić drugim miejscem. Od lipca kieruje już rodzimym Stabaek (3 mecze – 1 remis i 2 porażki).

Pod Wawelem natomiast wciąż wzdychają do Dana Petrescu. Gdy Rumun urzędował w Krakowie, to część zawodników przechodziła załamanie nerwowe związane z szokiem treningowym, a kibice oraz władze kręcili nosem na mało efektowny styl drużyny (1:0, 2:1 itd.). We wrześniu 2009, po niecałym roku, Petrescu podziękowano za pracę (średnia punktów DP – 2,09 na mecz) i do dziś chyba sobie plują w brodę.

Po tygodniu od zwolnienia z Białej Gwiazdy Rumun dostał pracę w skromnej Unirei Urzinei. Co działo się dalej większość z nas pamięta. Dwa i pół roku później zdobył z nim pierwsze w historii mistrzostwo kraju, a następnie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów (wygrywał tam m.in. z Rangersami (4:1) i Sevillą (1:0), a w niej klub zajął trzecie miejsce, premiowane grą w Lidze Europy. Piękna historia.

Jednak w grudniu 2009 dość zaskakująco rozwiązał kontrakt i przeniósł się do Kubania Krasnodar. Z zespołem awansował do rosyjskiej ekstraklasy i świetnie sobie w niej radził. I znowu – niespodziewanie rozwiązał kontrakt w sierpniu 2012, tłumacząc się potrzebą nowych wyzwań. Za grube pieniądze został szkoleniowcem Dynama Moskwa. W pierwszym sezonie (2012/2013) do końca bił się o europejskie puchary (7. miejsce), a w kolejnym ostatecznie wywalczył awans do nich, ale wcześniej… pożegnano się z nim po porażce 0:4 z Anży.

Co dalej? Kontrakt z katarskim Al Arabi – największa wtopa Petrescu. Potem tylko jeden mecz w Tirgu Mures (ale o Superpuchar!) – dzień po sukcesie w Superpucharze rozwiązał kontrakt, bo dostał lukratywną ofertę z Chin. W  Jiangsu Suning spędził lata 2015-2016 (9 m. i Puchar Chin, potem wicemistrzostwo). Potem kiepskie cztery miesiące w Kubaniu Krasnodar (średnia – 1 punkt na mecz), wypad do Al-Nasr z Dubaju. Wreszcie sezon 2017/2018 spędzony w Cluj i okraszony mistrzostwem Rumunii! Efekt? W czerwcu 2018 podpisał kontrakt z chińskim Guizhou Hengfeng. Myślę też, że prędzej czy później Petrescu będzie selekcjonerem rumuńskiej reprezentacji. Szalone życie!

Ciekawie toczyło się też życie innego asa spod Wawelu. Po tym jak Robert Maaskant w niezbyt miłych okolicznościach rozszedł się z Wisłą, to potem prowadził FC Groningen (2012/2013), Dinamo Mińsk (drugie półrocze 2013; 4 miejsce i zwolnienie), był asystentem trenera w Columbus Crew w MLS, potem pierwszym szkoleniowcem NAC Breda (baraże i spadek) i Go Ahead Eagles (tylko osiem meczów, ale aż siedem przegranych, w tym 0:8 z Feyenoord), a ostatnio dyrektorem sportowym Almere City.

Mamy również silną frakcję trenerów z Hiszpanii. Pacheta (Korona, 2013/2014) po sezonie spędzonym w Kielcach odszedł (zaskakująco!) do hiszpańskiego spadkowicza z Segunda Division Herculesa Alicante. Po pół roku został jednak zwolniony, szybko jednak objął posadę trenera w tajlandzkim Ratchaburi FC. Tam spędził dwa lata (dwa razy szóste miejsce), a od lutego b.r. prowadzi hiszpańskie Elche CF, z którym awansował do Segunda Division. Natomiast niezapomniany Angel Perez Garcia (Piast, 2014-2015) w poprzednim sezonie bez sukcesów prowadził boliwijski Nacional Potosi. No i Jose Maria Bakero – największy szarlatan w XXI-wiecznej historii naszej ekstraklasy :) Po Lechu udało mu się naciągnąć jeszcze włodarzy peruwiańskiego Juan Aurich (trener w latach 2012-2013, średnia punktów na mecz – 1,00) i wenezuelskiego Deportivo La Guaira (dyrektor sportowy). Od roku JMB pracuje w FC Barcelonie – odpowiada tam za szkolenie zawodników, którzy występują w drugiej drużynie, a także dwóch zespołach młodzieżowych.

Byli Hiszpanie, to teraz Portugalczycy. Quim Machado (Lechia, 2014) po polskiej przygodzie bawił w zaskakująco dobrych klubach – Tondela (II liga), Vitoria Setubal (15 m.), Belenenses (14 m.), Al-Batin z Arabii Saudyjskiej oraz Academikę Coimbrę (II liga) w końcówce sezonu 2017/2018. Jorge Paixao (Zawisza, 2014) prowadził zaś portugalskie Olhanense, Farense i Mafra oraz aktualnie chińskie Shenzhen FC Reserves.

A skoro już wspomniana została Lechia, to ciekawie układa się trenerski życiorys Ricardo Moniza. Holender wykonał dobrą robotę w Gdański i… ulotnił się, zasłaniając się kwestiami rodzinnymi. Chwilę później odnalazł się w 2. Bundeslidze, ale jego pobyt w TSV 1860 Monachium to kompromitacja. Sezon 2015/206 spędził w angielskim League Two i Notts County (17 m.), kolejny w drugoligowym FC Eindhoven (11 m.), a potem na krótko duńskie Randers (dwa miesiące). I wreszcie słowacki AS Trenczyn. A tam jak na razie szał. Słowacy w LE wyeliminowali Buducnost Podgoricę, Górnika Zabrze i Feyenoord Rotterdam (4:0 i 1:1).

W kolejnej rundzie czeka na niego cypryjski AEK Larnaka. Będzie faza grupowa?

Drażen Besek (Zagłębie Lubin 2003-2005) po zwiedzeniu zespołów słoweńskich (Drava Ptuj), chorwackich (Varteks, NK Zagrzeb, NK Osijek) i chińskich (trzy ekipy, był też asystentem Blazevica w kadrze U-23), postanowił zakotwiczyć na Malcie, gdzie w 2016 roku prowadził Birkirkarę.

Najnowsze historie Nenada Bjelicy (Dinamo Zagrzeb), Stanisława Czerczesowa (reprezentacja Rosji), Romeo Jozaka (dyrektor reprezentacji Kuwejtu) i Besnika Hasiego (po Legii objął Olympiakos Pireus, awansował z nim do LM, potem ekipa się posypała; Hasi dostał niedawno pracę w Al-Raed z Arabii Saudyjskiej) są natomiast dobrze znane, więc nie ma co ich przytaczać.

Wniosek z tego przeglądu? Dobrzy sobie poradzą, słabych menedżer i tak gdzieś tam upchnie :)

P.

Treneiros mają się dobrze cz. 1. Czecho-Słowacy

Przy okazji poprzedniego wpisu sprawdziłem przy okazji co słychać u naszych starych znajomych obcokrajowców, którzy kiedyś zasiadali na trenerskich ławkach w ekstraklasie. A dzieją się często historie niezwykłe. Zebrało się tego trochę, więc idzie w dwóch częściach. Dzisiaj najsilniej reprezentowana u nas zagraniczna myśl szkoleniowa – treneiros z Czech i Słowacji.

Ciekawie sobie radzi sekcja czeska. Libor Pala, po zaliczeniu na różnych stanowiskach połowy klubów w polskiej lidze, dostał w 2012 roku robotę w… Libanie.

APE51d642_IMG_0283

Prowadził tam klub Racing Beirut, w 15 meczach zdobył 30 punktów, wywalczył trzecie miejsce i pożegnał się z klubem. W Libanie go jednak docenili, bo obecnie trenuje tam zespół Al Shabab.

Równie dobrze, a nawet jeszcze lepiej radzi sobie pozostający długo w cieniu Pali jego wieloletni asystent – Bohumil Panik. Po pożegnaniu z Polską odpowiadał przez niemal cztery lata za FC Zlin. Wykonał tam fantastyczną robotę – najpierw awansował z nim do ekstraklasy (14/15), potem utrzymał się w niej (15/16, 13. miejsce), a później nawet próbował włączyć się do walki o puchary (16/17 – 6 m.; 17/18 – 10 m.). Niejako w nagrodę został szkoleniowcem Banika Ostrawa! Choć zespół ten w obecnych rozgrywkach spisuje się poniżej oczekiwań (13 miejsce), to i tak wielkie uznanie dla pana BP.

Kto pamięta Pavla Malurę (2004)? Kiedyś w dwóch meczach (40 dni!) prowadził Pogoń Szczecin, potem wiele ekip w Czechach i na Słowacji (m.in. Slovacko, Banik, Karvina), a ostatnio jest selekcjonerem reprezentacji Czech U-19.

Doświadczenie z czeskimi młodzieżowcami ma także Josef Csaplar (Puchar Polski 2006 z Wisłą Płock). Prowadził drużynę U-17 i U-19. Potem był asystentem w Slovanie Liberec, trenerem w ZEA (Ittihad Kalba), a obecnie w FK Pribram.

Z kolei słowacką kadrę U-21 prowadził jeszcze niedawno Pavel Hapal. Były trener Zagłębia Lubin po rozstaniu z Miedziowymi szkolił słowacki FK Senica, właśnie młodzieżówkę oraz zupełnie niedawno Spartę Pragę (zwolniono go po czterech miesiącach 28.07.2018).

Radoslav Latal (Piast Gliwice) zanotował półroczną przygodę z białoruskim Dinamem Brześć, a od lipca br prowadzi słowacki Spartak Trnawa. Kibice Legii przekonali się właśnie czy dobrze to robi.

Niezwykle bujne życie trenerskie prowadzi były selekcjoner seniorskiej kadry Czech i zarazem eks-szkoleniowiec Arki Gdynia – Frantisek Straka. Po rozejściu z naszą ekstraklasą prowadził Slavię Praga, FK Pribram, Slovana Bratysława, egipskie Ismaily SC oraz Smouha SC, a obecnie libański Al-Ansar (co oni z tym Libanem?).

Stanislav Levy (Śląsk Wrocław) prowadził w ostatnim czasie albański Flamurtari Flore oraz czeski 1.FC Slovacko – najpierw jako trener, teraz jako kierownik. Poszedł w dyrektory i pewnie na ławce go już raczej nie obejrzymy.

I jeszcze Martin Pulpit, na wspomnienie którego w Odrze Wodzisław wciąż się pocą. Po zabawie w Polsce (2009 rok) prowadził on – o zgrozo! – Viktorię Żiżkov, Banik Ostrawa, FC Żlin, Al-Watani z Arabii Saudyjskiej, FK Pribram, Vitkowice i MFK Frydek-Mistek. Zuch treneiro!

Bez pracy jest obecnie Jan Kocian, który po pożegnaniu z Podbeskidziem jesienią 2017 (przedtem był w Ruchu i Pogoni Szczecin) nie może znaleźć sobie kolejnego pracodawcy. Od ponad roku, tj. od czasu rozstania z Radomiakiem, zatrudnienia nie ma także Werner Liczka. Z trenerką dał za to już chyba sobie spokój 67-letni Dusan Radolsky.

Na zakończenie, w ramach ciekawostki, taka zauważka. Choć tak wielu trenerów z Czech i Słowacji bawiło w naszej ekstraklasie, to z tego grona w najwyższych klasach rozgrywkowych naszych południowych sąsiadów znajdziemy obecnie tylko trzy nazwiska: Csaplar (FK Pribram), Panik (Banik Ostrawa) oraz Latal (Spartak Trnawa). Wymowne :)

P.

Komentarze z numer10.blox.pl

kpdwiejak
2018/08/16 11:47:26
Levy i Latal… aj, zrobiło się nostalgicznie :)
badzi
2018/08/16 12:25:20
Szczególnie przy Levym :)
Gość: vdvaart, *.wtvk.pl
2018/08/17 18:07:43
Mister Banik dostał się nawet do Europy, ponieważ w 2017 roku wygrał MOL Cup (Puchar Czech) i zagrał w fazie grupowej Ligi Europy bez eliminacji ;) a z kolei przy Csaplarze kojarzę, że miał coś wspólnego ze skautingiem w jakimś solidnym europejskim klubie ;)

Sa Pinto, Rocha, Bjelica, Hasi i ich reprezentacje

Przybycie do Legii Ricardo Sa Pinto przypomniało mi, że warto zaktualizować wydłużającą się cały czas wyliczankę zagranicznych trenerów, którzy w przeszłości byli reprezentantami swojego kraju. Poprzednie zestawienie z tej serii znajdziecie tutaj.

Besnik Hasi (Legia Warszawa)

hasi2

Albania: 47A-2

Historia Hasiego w Legii to coś niezwykłego. Z jednej strony awans do Ligi Mistrzów, z drugiej – kompromitacja za kompromitacją. W tej intensywnej przygodzie ginie to, że w przeszłości Hasi był naprawdę dobrym piłkarzem, który z Anderlechtem przez cztery lata grał w Lidze Mistrzów, a z własną reprezentacją zaliczył eliminacje do wszystkich imprez w latach 2002-2008. W meczu towarzyskim zagrał nawet przeciwko Polsce, co widać na załączonym obrazku.

Nenad Bjelica (Lech Poznań)

bjelicaChorwacja: 9A-0

O Bjelicy napisaliśmy kiedyś elaborat – to wglądu tutaj. Choć Bjelica był z pewnością bardzo dobrym zawodnikiem, to jednak w ówczesnej reprezentacji Chorwacji występowali zawodnicy, którzy przewyższali go o głowę. Eks-trener Lecha zebrał łącznie 9 meczów w kadrze, ale i tak powinien się cieszyć, bo dwa z nich przypadły na EURO 2004.

Juan Ramon Rocha (Ruch Chorzów)

Juan_Ramon_Rocha_37959-5aec5491a60ecArgentyna: 3A/12A-0

Najbardziej chyba zaskakujący i zarazem niezauważony, bo odbywający się na zapleczu ekstraklasy, trenerski transfer dekady. Chylącemu się ku katastrofie Ruchowi Chorzów, za namową Krzysztofa Warzychy, z odsieczą przybywa Juan Ramon Rocha – legendarny trener Panathinaikosu Ateny (min. dwa mistrzostwa Grecji, półfinalista Ligi Mistrzów 1996). Poza tym wszystkim Rocha to także reprezentant Argentyny, choć są rozbieżności w tym, ile meczów rozegrał dla Albicelestes – jedne źródła mówią, że trzy, inne, że dwanaście (w latach 1973-1977). Był również uczestnikiem niezwykłej historii, o której przeczytacie tutaj.

Ricardo Sa Pinto (Legia)

saPortugalia: 45A-9

Tego pana nieco starsi kibice na pewno pamiętają jeszcze z boiska, przede wszystkim z występów w Sportingu Lizbona, ale też z kadry Portugalii. W reprezentacji grał przez siedem lat, zaliczył występy na EURO 1996 i EURO 2000 (na MŚ 1998 Portugalia nie awansowała, a z udziału w MŚ 2002 Sa Pinto wyeliminowała kontuzja). Ja osobiście zapamiętałem go przede wszystkim z gola strzelonego Danii na EURO 1996 (1:1; możecie ją znaleźć tutaj na [3:18]). Problem z nim był taki, że często mylił się z Joao Pinto – ze względu na nazwisko, fryzurę i pozycję na boisku :) Swoją drogą to bramka z Danią to jedyne ważne trafienie, jakie Sa Pinto zanotował w kadrze. Pozostałe gole to drobnica w nic nieznaczących meczach towarzyskich.

P.

Tartan Iceland

Sympatyczna jest historia Hilmara McShane’a (ur. 9.08.1999, dziś wchodzi w pełnoletność!). Jego ojciec, Ian Paul McShane (ur. 1978) to szkocki piłkarz, który jednak nie okazał się na tyle dobry, aby znaleźć zatrudnienie w ojczyźnie. W poszukiwaniu piłkarskiego chleba trafił na Islandię. W 1998 roku został piłkarzem UMF Grindavik.

Chyba nie spodziewał się wówczas, że jego życie radykalnie się zmieni. Krótko potem bowiem poznał lokalną dziewczynę, a rok później, właśnie w sierpniu 1999 na świat przyszedł Hilmar McShane.

paulmcshane500hilmar_andrew_mcshane_grindavik_fotbolti-(4-of-8)

McShane senior zadomowił się w Islandii. W Grindaviku występował łącznie przez dekadę, grał również w kilku innych klubach. Na wyspie jest znaną postacią – tekst-wywiad tutaj.

W swoim przedostatnim zespole minął się z… własnym synem. Ian Paul pożegnał się z Keflavik IF w lipcu 2014, a w październiku swój pierwszy występ dla tej drużyny zaliczył Hilmar. Mając nieco ponad 15 lat!

Hilmar McShane postrzegany jest jako wielki talent. W latach 2016-2017 z młodzieżowym zespołem Breidablik występował w UEFA Youth League (zgadnijcie z kim tam zagrał – odpowiedź tutaj). Obecnie kopie razem z seniorami UMF Grindavik.

Występuje też w juniorskich reprezentacjach Islandii. Z kadrą U-15 zagrał m.in. na Nanjing 2014 Youth Olympic Games.

Dorastając rozmawiałem z ojcem po angielsku, a on mówi z silnym akcentem. Dlatego ludzie tutaj myślą, że jestem Szkotem. Ojciec nauczył mnie także być fanem Rangersów. Mój ulubiony zawodnik to Nicky Law. Czuję się bardzo związany zarówno z Islandią, jak i Szkocją.

Ciekawe teksty o Hilmarze – tutaj i tutaj. I na zakończenie – film promocyjny. Trochę islandzki :)

Sami oceńcie jak daleko mu jeszcze do seniorskiej reprezentacji. Tylko pytanie do której.

P.

Łukasz Jarosiewicz – znikający Jaro

Przy Konwiktorskiej myśleli, że złapali Pana Boga za nogi. Łukasz Jarosiewicz (ur. 1981), dzisiejszy jubilat,

jaro

miał raptem 21 lat, gdy zaczął pobłyskiwać w solidnej ekipie Czarnych Koszul. Najpierw dobra wiosna 2003 roku (13 meczów – 1 gol), zaraz po transferze z Gwardii Koszalin. A potem solidny sezon 2003/2004 (21-1) i rewelacyjna jesień 2004 (8 meczów i 2 gole w lidze + 6 meczów i 5 goli w PP [w tym hat-trick z Koroną]). Trzeba mu oddać, że kibicom zaprezentował się pięknie, bo nie każdy strzela takie gole w derbach Warszawy (1:4), nominowane później przez C+ do tytułu „Bramki Roku”

i nie każdy potrafi tak dać zwycięstwo swojej drużynie w ostatnich minutach spotkania.

Diamencik, cudowne dziecko, bez dwóch zdań. W kalendarzu kończył się 2004 rok i wszystko wskazywało na to, że przed Jarosiewiczem świetlana przyszłość. Starać się o niego miały „kluby z dolnej półki Premiership, Holandii albo z dołu tabeli Bundesligi oraz Turcji”. Transfer proponował również Sheriff Tyraspol.

Niestety nie było transferów, ani „nie było niczego”. Piłkarz zaczął… znikać. Nie pojawiał się na treningach, miał zachorować na depresję. W tym sezonie już nie zagrał, w kolejnym zaliczył wiosną cztery ogony i… pożegnał się z poważną piłką. Pojawił się na chwilę w Anglii, na chwilę w Grecji, potem niższe ligi w Polsce, na moment zaplecze ekstraklasy w Kolejarzu Stróże (15-4), potem wyjazd do Szkocji, stamtąd do Anglii, następnie znowu niższe ligi Pomorza i okolic, a ostatnio regionalna liga w Niemczech. Sporo tych przeprowadzek, prawda?

To byłaby zwyczajna historia o tym, że kariera nie układa się tak jak powinna, gdyby nie to, że jest… kolejną historią o zmarnowanym na własną prośbę talencie. Według relacji dziennikarzy i byłych kolegów Jarosiewicza – przehulana, przepita i przegrana. O utracjuszowskim potencjale eks-polonisty z uznaniem wypowiadał się nawet Grzegorz Król, a to już musi budzić uznanie.

Trochę do poczytania o Jarosiewiczu:

Moja psychika nigdy nie była taka, jaka powinna być. Nadszedł czas, abym zmądrzał.

Wywiad – tutaj

Myślałem o samobójstwie, bo nie mogłem wytrzymać

Wywiad (zwróćcie uwagę na kontekst) – tutaj

Raz wziąłem udział w takim zdarzeniu (tj. handlu meczami). Ale wiem dużo. Mam w sumie spisanych sześć meczów, daty, nazwiska „naszych sędziów”. Jak będzie trzeba, to zostanę świadkiem. Sporo tego było, w tym czasie kiedy Polonia grała w pierwszej lidze i walczyła o utrzymanie.

Wywiad Marka Wawrzynowskiego – tutaj.

Po dobrych występach posypały się oferty z kilku klubów. Odbiło mi. Miałem spore pieniądze i nieodpowiednie towarzystwo. Najpierw było piwo, później wódeczka. Zabawy i beztroskie życie spowodowały braki treningowe.

Wywiad – tutaj.

Zostaliśmy bez pensji, bez odpowiedniej organizacji. Jakoś trzeba było odreagowywać frustracje, a Łukasz akurat lubił piwo.

Wywiad z Markiem Zubem – tutaj

Żeby jednak zakończyć jakoś pozytywnie, to warto wspomnieć, że Jarosiewicz z sukcesem się przebranżowił. Przerzucił się niedawno na trenerkę – prowadził Darłovię (do przeczytania – o początku pracy tutaj, o zakończeniu tutaj), a dobrze sobie radzi także w beach soccerze. Ba, gra nawet w reprezentacji Polski. Czyli jednak – sukces :)

P.

Genk po polsku. Krzysztof Bukalski i Ernest Konon

Grzebiąc w archiwach w kontekście dwumeczu Lech – Genk trafiłem na miłe oku materiały. W tym belgijskim klubie występowało dotychczas czterech Polaków. Jakub Piotrowski gra tam obecnie, a transfer Grzegorza Sandomierskiego okazał się kompletnym fiaskiem i nasz golkiper nie zaliczył w KRC ani minuty. Lepiej zatem skupić się na pozostałej dwójce.

Pionierem w KRC był Krzysztof Bukalski (ur. 1970).

Krzysztof Bukalski - RC Genk
Krzysztof Bukalski – RC Genk

Bukalski to przede wszystkim legendarna postać Hutnika Kraków (1986-1996). Występował w nim okrągłą dekadę, był kapitanem, strzelał masę goli. Dobrze grał także dla Wisły Kraków (1998-1999) oraz Górnika Zabrze (2003-2007), w międzyczasie zaliczając również kilka innych klubów. W latach 1995-1997 występował w reprezentacji Polski (17A-2), choć nigdy nie był w niej wiodącą postacią.

Do Genk trafił po fantastycznym sezonie 1995/1996, w którym Hutnik niespodziewanie wywalczył 3. miejsce w lidze i awansował do Pucharu UEFA, a sam Bukalski – pomocnik! – strzelił 11 goli. W Belgii od razu wskoczył do pierwszego składu, a pamiętajmy, że była to silna ekipa, z Bartem Goorem i Branko Struparem. W nowym otoczeniu radził sobie bardzo dobrze, a jedyny mecz w sezonie 1996/1997 opuścił ze względu na kartki. KRC Genk zajął ósmą pozycję w tabeli, a Bukalski dorzucił się do tego pięcioma golami – do wglądu poniżej:

gol z Germinal Ekeren (gol nr 3)

dublet z meczu z Cercle Brugge (gole Bukalskiego nr 1 i 4)

oraz Eendracht Aalst (gol nr 3 oraz asysta przy golu nr 2).

Jesień 1997 była również bardzo dobra w wykonaniu Polaka (dobra gra w Pucharze Belgii ukoronowana zdobyciem go w kolejnym roku), ale mimo to zimą zdecydował się na powrót do Polski – skusił się na ofertę budowanej właśnie wielkiej Wisły Kraków. Do poczytania o Bukalskim tutaj i tutaj.

Inaczej wygląda historia Ernesta Konona (ur. 1974). Ten piłkarz miał 21 lat, gdy wyjechał z kraju, by szukać szczęścia w Belgii. Najpierw grał w KVVO Overpelt-Fabriek, ale już po roku – dość zaskakująco – przeszedł do KRC Genk. W drużynie był tylko rezerwowym, ale i tak może pochwalić się tytułem wicemistrzowskim 1998 oraz dobrym bilansem: 10 meczów i 2 gole.

z Molenbeek (gol na 5:30)

i KAA Gent (gol nr 2, 1:33)

Konon potem występował m.in. w Cercle Brugge, KRC Harelbeke, KVK Tienen, na Cyprze, w polskiej ekstraklasie (Zagłębie Lubin, Jagiellonia, Korona Kielce) oraz na jej zapleczu (Jagiellonia, Śląsk, ŁKS). Swoją drogą to ciekawa postać, polecam ten i ten wywiad z nim.

P.