Tylko ławka (przykro mi)

Pisałem wczoraj na facebookowym profilu bloga o Piotrze Mosórze i o tym, że jest jednym z tych zawodników, którzy zasiadali na ławce rezerwowych reprezentacji Polski, ale nigdy w niej nie wystąpili. Gdy zauważyłem, że zestawienie ławkowiczów powstało już niemal osiem lat temu, to postanowiłem je zaktualizować.

Poniżej więc lista zawodników, którzy w spotkaniach kadry (od IX 2009 do III 2017) byli rezerwowymi, ale nie dane było im nigdy wybiec na murawę z orzełkiem na piersi.

Bartosz Kaniecki – [XII 2010] POL – BiH 2:2

Wojciech Kaczmarek – [III 2011] LIT – POL 2:0, GRE – POL 0:0; [V 2014] GER – POL 0:0

Tomasz Hołota – [XI 2013] POL – SŁO 0:2 i POL – IRL 0:0

z14965088QTomaszHolotaprzedmeczemreprezentacjiPolskize

Dariusz Trela – [I 2014] POL – NOR 3:0 i POL – MOL 1:0

Radosław Janukiewicz – [V 2014] GER – POL 0:0

Rafał Janicki – [XI 2014] POL – SZW 2:2; [III 2015, el.EURO] IRL – POL 1:1; [VI 2015] POL – GRE 0:0

11348314_1410041065991083_997591209_n1

Tomasz Kędziora – [VI 2015, el.EURO] PL – GRU 4:0

tomasz-k%C4%99dziora-393x393

Patryk Tuszyński – [VI 2015] POL – GRE 0:0

107cec612712e3a79102a15295da4991

Kilka wniosków nasuwa się po przejrzeniu powyższych nazwisk. Po pierwsze, jest ich niewiele. Oznacza to, że jeśli jakiś zawodnik jest w kręgu zainteresowań selekcjonera, to zwykle prędzej czy później doczeka się debiutu (przy okazji – analizując składy reprezentacji przypomniałem sobie o kilku „zaskakujących” reprezentantach w stylu Rafał Leszczyński, I-ligowy wówczas Maciej Wilusz albo Sebastian Małkowski czy Jakub Słowik). Po drugie, połowa towarzystwa (4 z 8) to bramkarze. Nie szło ich już upchnąć na boisku. Po trzecie, nie przed wszystkimi drzwi są już zamknięte. Jestem spokojny, że Tomasz Kędziora jeszcze zagra w kadrze. Po czwarte wreszcie, przykro musiało być Wojciechowi Kaczmarkowi i Rafałowi Janickiemu, którzy aż trzykrotnie obserwowali zawody z ławki.

To jeszcze czyniąc zadość kompletności aktualizacji zestawienie zawodników, którzy jako rezerwowi obejrzeli dwie ostatnie imprezy.

EURO 2012: Grzegorz Sandomierski, Marcin Kamiński, Artur Sobiech, Jakub Wawrzyniak, Grzegorz Wojtkowiak, Rafał Wolski

EURO 2016: Artur Boruc, Jakub Wawrzyniak, Bartosz Salamon, Karol Linetty, Mariusz Stępiński

Ciekawostka – Jakub Wawrzyniak pojechał na EURO 2012 i 2016, ale w żadnej z imprez nie zagrał ani minuty. Eurowiczem jednak może się mianować, ponieważ… wystąpił w jednym meczu EURO 2008 :)

P.

Evensen i Karslen, norwescy pionierzy

Harmeet Singh został właśnie piłkarzem Wisły Płock. To czwarty w historii zawodnik z Norwegii goszczący w naszej ekstraklasie, ale pierwszy seniorski reprezentant tego skandynawskiego kraju. Singh uzbierał trzy mecze, z czego jeden – a jakże – z Polską. Działo się to w styczniu 2014 roku, a biało-czerwoni wygrali 3:0.

2632224710

Przy okazji transferu Singha z rozrzewnieniem cofnąłem się do czasów, gdy norwescy pionierzy dopiero dokonali futbolowego rozdziewiczenia naszej ekstraklasy. Działo się to późną jesienią 2000 roku, a skandynawskimi przybyszami byli Vidar Evensen (ur. 1971) oraz Kenneth Karlsen (ur. 1973). Obaj zameldowali się w Widzewie Łódź. Trochę od czapy i zupełnie niespodziewanie.

Evensen był obrońcą, związanym pozostawał przede wszystkim z Strindheim (awans i spadek z ekstraklasy) oraz Kongsvinger IL (cztery sezony w ekstraklasie i spadek). Silny fizycznie, doświadczony i solidny zawodnik, rozpoznawalny w ojczyźnie, ale balansujący między najwyższym szczeblem rozgrywek a jego zapleczem (w Tippeligaen rozegrał prawie 150 meczów).

38BANENS_BESTE_954314a

Karlsen także był obrońcą, ale grał także na pozycji defensywnego pomocnika. Był mniej rozpoznawalny od Evensena. Występował w Strømsgodset IF, w ekstraklasie, ale przede wszystkim na jej zapleczu, będąc przez wiele lat kapitanem zespołu.

karlsen

Okoliczności ich przybycia do Łodzi nie są do końca jasne. Trudno dziś bowiem określić, kto wpadł na pomysł ich ściągnięcia, ale pamiętać należy, że Widzew prowadził wówczas dość szaloną politykę transferową. Panowie mieli być krótkoterminowym (z góry założono kilkumiesięczny pobyt) wzmocnieniem linii defensywnej wobec plagi kontuzji, kartek i innych niedyspozycji dostępnych w kadrze obrońców (swoją drogą akurat obrona łodzian była wówczas dość solidna – grali w niej m.in. Bogusz, Michalczuk, Stasiak, Stolarczyk, Urbaniak). Dodatkowe dziwactwo stanowił fakt, że Norwegowie dotarli do Polski już w głębokim środku rundy jesiennej.

Chłopaki jednak były i trzeba było coś z tym fantem zrobić. Obaj zadebiutowali 28.10.2000 w meczu z Polonią Warszawa (1:3), a potem zaliczyli jeszcze dwa (Evensen) i trzy (Karlsen) mecze. Runda się skończyła, Skandynawowie spakowali się i wrócili do domu. Kropka.

W ojczyźnie jeszcze trochę pograli w piłkę, najpierw w Strømsgodset IF, a po spadku zespołu – w drużynach z niższych lig. Solidarnie w 2007 roku zakończyli swoje profesjonalne kariery i wzięli się za trenerkę. Karlesn objął trzecioligowy Mjondalen (później został jego dyrektorem sportowym), a  Evensen zasiadł na ławce FK Ørn Horten.

Jaki wpływ na ich kariery miał pobyt w Polsce? Najpewniej żaden. Czy kibice zapamiętali ich występy w Widzewie? Raczej nie. Ale do historii naszej ekstraklasy i tak przeszli – jako pierwsi Norwegowie. Evensen i Karlsen. Na zawsze w naszych sercach :)

P.

Świt Kuchego

Wczoraj Michał Kucharczyk strzelił dwa – dające Legii zwycięstwo – gole w meczu z Lechią Gdańsk (2:1). Dzisiaj z kolei świętuje swoje 26. urodziny. Niezła passa.

z15935795Q,Michal-Kucharczyk

Przy tej okazji przypomniały mi się czasy, gdy Kuchy występował w – najpierw III-, a potem II-ligowym – Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Co on tam wyprawiał!? Wydawało się, że to gość, który w przyszłości zniszczy wszechświat, a w kadrze Polski przelicytuje Michała Żewłakowa.

Kucharczyk był świeżo po 17. urodzinach, gdy zdobył swe premierowe (od razu dwa) gole w III lidze (3:0 z UKS SMS Łódź). Jeden z nich poniżej.

Wiosnę 2008 zakończył z 12 meczami i 3 bramkami. Sezon 2008/2009 to już miazga. 24 mecze i 24 bramki. W wygranym spotkaniu UKS SMS Łódź – Świt NDM (0:6) Kucharczyk strzela pięć goli! Fani widzą w nim nowego Maradonę. Do poczytania tutaj i tutaj, a do obejrzenia tutaj. Wtedy mówi o nim już pół Polski. Sezon 2009/2010 w jego wykonaniu nie prezentował się już może tak okazale, ale wciąż robił wrażenie: 25 meczów i 13 goli dla 19-latka to i tak rewelacja.

Latem 2010 Kucharczyk został piłkarzem Legii i właśnie leci jego siódmy sezon przy Łazienkowskiej. Na pewno można było się po nim spodziewać większych sukcesów, ale… i liczyć się z mniejszymi (śladem tabunów superzdolnych juniorów, którzy przepadli w dorosłej piłce albo nawet do niej nie dotarli). Kuchy jest na pewno zawodnikiem ambitnym, który zawsze wkłada serce i płuca w rozgrywane mecze. Choć nigdy nie stał się gwiazdą pierwszego formatu, to kilka jego trafień przeszło już do historii Legii (np. gole ze Spartakiem i Dundalk). Kibice go szanują, a jemu samemu również dobrze w stolicy. Pachnie to być może stagnacją, ale MK zapowiada, że jego czas jeszcze nadejdzie.

P.

Edson wali lewą

To najlepsza lewa noga pierwszej dekady XXI wieku w polskiej ekstraklasie. EDSON (ur. 15.03.1977) świętuje dzisiaj okrągłe czterdzieste urodziny.

14kol_autografy1_f9

Brazylijczyk nie jest piłkarzem anonimowym i nie większego sensu streszczać tutaj jego ciekawego życiorysu. Żeby jednak godnie uczcić jego święto serwujemy kilka smakołyków.

1. Część z kibiców pewnie pamięta, że kilka lat przed przybyciem do Legii Edson próbował swych sił w Olympique Marsylia (skład z Blankiem, Piresem i Ravanellim). Jego dorobek z tamtego okresu to 9 meczów i 1 gol. Niby żadne odkrycie, ale… Ja dokopałem się do tego jednego gola. Piękny!

Tutaj fotka Edsona w koszulce OM, a tutaj sekwencja filmików z jego pobytu we Francji.

2. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem – rozgrywki 2004/2005 – zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu.

3. Tak w ogóle to poza Polską Edson znany jest raczej jako Edson Canhao (we Francji i Portugalii) albo Edson Miolo (w Brazylii). Żeby było jeszcze śmieszniej, to w OM na koszulce miał napisane „Da Silva”. Oryginalnie!

4. Warto też wspomnieć, że przed przybyciem do Legii zaliczył nieudany epizod w Sportingu Lizbona (jeden mecz w lidze i jeden w pucharach), ale przedtem – rozgrywki 2004/2005 – zaliczył kapitalny sezon w barwach Uniao Leiria. Strzelił pięć goli i w kilku plebiscytach został wybrany do drużyny sezonu. Jego popisy z tego okresu do wglądu tutaj.

5. A co obecnie robi Edson? Otóż obecnie jest on odpowiedzialny za… piłkarski projekt społeczny skierowany do dzieci ulicy. Poczytajcie o tym tutaj. Szacunek!

6. Kilka ciekawych tekstów i wywiadów z nim znajdziecie tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

7. No dobrze – na zakończenie najpiękniejsze bramki Edsona z polskich boisk.

P.

Wiatr rozrzuca po świecie (naszych byłych ligowców)

Wiosenne okienko transferowe można uznać za zamknięte, warto więc zwrócić uwagę na kilka transferów piłkarzy (nie)znanych i lubianych z występów w naszej ekstraklasie.

Zdecydowanym królem zimy 2017 został Prejuce Nakoulma. Jego dobre występy w Turcji oraz świetna dyspozycja podczas Pucharu Narodów Afryki zaowocowały przenosinami do FC Nantes!

fcnanteslespremierspasprometteursdenakoulma

Bohaterem innych ciekawych przenosin był Roger Canas (Jagiellonia). On z kolei zamienił Kazachstan na silny cypryjski APOEL Nikozja. Thomas Phibel z kolei (Widzew) przeniósł się ze Crveny Zvezdy Belgrad do rosyjskiego Anży Machaczkała. Wreszcie młody golkiper Marko Maric (Lechia Gdańsk) dość niespodziewanie został zawodnikiem Hannoveru. Czego go jednak wiele pracy, bo na razie jest tam trzecim bramkarzem.

Spektakularny zaciąg byłych zawodników z naszej ekstraklasy odnotowano w Kazachstanie. Tam bowiem trafili właśnie Saidi Ntibazonkiza (z Caen do Kajzaru Kyzyłorda),

big_1489057936_ntibazonkiza

Cwetan Genkow (Okżetpes Kokczetaw), Iwan Majewskij (FK Astana) i Władimer Dwaliszwili (z Dinama Tbilisi do FK Atyrau). Mocny ruch z polską ligą w tle pojawił się także w rosyjskim FK Orenburg. Tam wiosną przybył z Wisły Denis Popovic oraz Michaił Siwakow, a na miejscu rezyduje już jakiś czas Ivica Zunic (kiedyś GKS Tychy).

Piłkarzem Dinama Bukareszt znowu został Vytautas Cerniauskas (Korona), a Helio Pinto (Legia) po nieudanym podboju Kataru, Cypru i Norwegii spróbuje swojego szczęścia w greckim AO Trikala. Wreszcie nasz ulubieniec – Haris „Brudny Harry” Handzic! Bośniak po lepszym czasie w FK Ufa zanotował gorszy moment w HNK Rijeka. Efekt? Transfer na Węgry, do Debreceni VSC.

Ciekawostką jest to, że zespół Red Bull Brasil, funkcjonujący na zapleczu wielkiej piłki w Brazylii, wzmocnił się wracającym z Japonii eks-legionistą Eltonem.

To jak się już udaliśmy za Ocean, to tam zostańmy. Romel Quioto (Wisła) dobrą grą w ojczyźnie zapracował na transfer do MLS – do zespołu Houston Dynamo.Tam już w debiucie Honduranin sieknął piękną bramkę.

Na drugą stronę globu, bo do Korei Południowej udali się natomiast Alex Bruno (Widzew) i Gordan Bunoza (Wisła). Ten pierwszy przeniósł się z Zimbru Kiszyniów do Gyeongnam FC; ten drugi z Pandurii Targu Jiu do Incheon United.

C1Zki55UcAIRgoD

Na koniec dział „Michałki ze świata”. Diego, były gracz „brazylijskiej” Pogoni, zwiedza świat niemal równie intensywnie jak Łukasz Gikiewicz. Po opuszczeniu Polski występował długo w Iranie, a potem w Meksyku, Turcji… na Vanuatu, a teraz trafił na Fidżi. Liban z kolei postanowił pozwiedzać Beto (Wisła). Maycon (Jagiellonia, Piast) obrał kurs na Kambodżę (przedtem bawił w Tajlandii i Indonezji). Polecam jego insta.

15875884_1190153131038452_3511013233358012416_n

I na koniec – nasz ulubieniec. Joel Tshibamba, na niego zawsze można liczyć. Zawodnik z DR Konga od czasu opuszczenia Lech, tj. stycznia 2011 (minęło właśnie 6 lat), zaliczył już 10 przeprowadzek (sic!): Lech –> Larissa –> Krylja –> Larissa –> Henan Jianye –> FC Vestsaelland –> Ulisses Erewań –> Larissa –> Botew Płowdiw –> FC Koper –> Dogan Turk Birligi SK. Ten ostatni transfer wydarzył się właśnie teraz, a jego nowy klub występuje w lidze… Cypru Północnego.

Kolejne ruchy już latem. Jestem spokojny, że Tshibamba nas znowu zaskoczy :)

P.

Niedoszły Urbaniak

Można zaryzykować tezę, że to jeden z najbardziej pechowych… niedoszłych reprezentantów Polski. Choć zagrał w kadrze, to… w niej nie zagrał. Pech nie opuszczał go także w Lechu Poznań. Tam przez wiele lat piastował funkcję kapitana, ale działo się to w trudnym dla drużyny czasie. Gdyby występował w Kolejorzu dekadę wcześniej albo dekadę później, to być może zajmowałby inne miejsce w historii klubu. Tak się jednak złożyło, że dzisiaj kojarzy go niewielu kibiców. To PRZEMYSŁAW URBANIAK (ur. 9.03.1975).

trenerUrbaniakPrzemysaw

Mieszko, Mieszko, mój koleżko

Urbaniak to wychowanek Mieszka Gniezno. Urodził się jednak za późno, żeby załapać się na największy sukces swojego klubu, jakim był ćwierćfinał Pucharu Polski 1989/19990 (słynny dwumecz z Legią Warszawa). Młody zawodnik miał wówczas raptem 14 lat, choć już rok później zaczął terminować w drużynie seniorów gnieźnieńskiej ekipy. Występował w niej przez 3,5 roku (1990-1993), po czym przeniósł się do Kolejorza. Była wiosna 1994, a Urbaniak miał na karku 19 wiosen.

Za kogo tutaj wskoczyć?

Warto pamiętać, że Kolejorz, pomimo dość średnich wyników, dysponował wówczas bardzo silnym składem. Defensywę tworzyli tacy zawodnicy jak Waldemar Kryger, Jacek Bąk, Marek Rzepka czy Przemysław Bereszyński. O miejsce w wyjściowej jedenastce było bardzo trudno. Ten fakt tłumaczy dlaczego całą wiosnę 1994 Urbaniak spędził na ławce rezerwowych. W sezonie 1994/1995 także zagrał tylko w czterech spotkaniach. Dopiero po personalnych rewolucjach latem 1995 roku stał się pewnym punktem defensywy.

Pięć lat, w górę i w dół

To właśnie w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych (1995-2000) Urbaniak był ważną postacią Kolejorza. W tym czasie zaliczył zarówno wspaniałe, jak i bardzo trudne chwile.

Do tych pierwszych z pewnością należy wywalczenie sobie przepustki do gry w Pucharze UEFA (4. pozycja w świetnym sezonie 1998/1999) oraz późniejsze mecze w tymże Pucharze (mecze z Metalurgsem Lipawa i IFK Goeteborg). Miłym wspomnieniem są również występy z kapitańską opaską na ramieniu. Urbaniak został liderem drużyny po tym, jak z klubem pożegnali się bardziej utytułowani koledzy – Piotr Reiss i Waldemar Kryger. Do bolesnych wspomnień zaliczyć zaś trzeba tragiczne w skutkach rozgrywki 1999/2000 i gorycz spadku z ekstraklasy. Urbaniak jako kapitan wyprowadzał zatem drużynę w międzynarodowych rozgrywkach, ale on też zgasił światło w lidze odprowadzając kolegów do szatni po ostatnim – zremisowanym 0:0 z Dyskobolią – meczu sezonu zakończonego degradacją.

Życie po Lechu

Po spadku Kolejorza Urbaniak pożegnał się z Poznaniem. Trafił do Widzewa Łódź (2 lata), później na pół roku do Grecji (AO Panserraikos), ale szybko wrócił do Widzewa (na rok). Wiosną 2004 roku rozegrał jeszcze 2 mecze w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki i to był koniec jego przygody z ekstraklasą. Łącznie wystąpił w 191 meczach (124 dla Lecha) i strzelił jednego gola (w meczu z ŁKS w 1997 roku).

Potem przez pół roku występował jeszcze w Widzewie, po czym wiosną 2005 roku wrócił w rodzinne strony – do Mieszka Gniezno. Grał tam przez 7 lat, wieszając buty na kołku dopiero w 2012 roku. Obecnie jest on trenerem Mieszka Gniezno, a do niedawna zawodnikiem tego klubu był jego syn – Dariusz (ur. 1994).

(Prawie) biało-czerwony

Z Urbaniakiem wiąże się także bardzo ciekawa reprezentacyjna historia. Otóż gracz Kolejorza otrzymał w czerwcu 1999 roku powołanie do kadry. Prowadzona przez Janusza Wójcika drużyna sposobiła się do wyjazdu do Tajlandii na Puchar Króla. Termin eskapady był bardzo nieszczęśliwy i większość podstawowych zawodników odmówiła udziału w zgrupowaniu. Urbaniak do Azji jednak poleciał. Kadra najpierw miała się tam zmierzyć z reprezentacją Brazylii, a później – jak się okazało na miejscu – z Nową Zelandią.

Obrońca Lecha wystąpił w tym pierwszym spotkaniu z Brazylijczykami (0:2). Otrzymał w nim jednak czerwoną kartkę, która zdyskwalifikowała go z udziału w kolejnym meczu. Do debiutu jednak doszło, dobre i to.

Wkrótce jednak ustalono, że „kadra Canarinhos” to wyłącznie czwartorzędna reprezentacja jednego z brazylijskich stanów i nie ma ona nic wspólnego z pierwszą reprezentacją Kraju Kawy. Mecz z Polakami uznano więc za nieoficjalny i jedynie spotkanie biało-czerwonych z Nowozelandczykami trafiło do kronik. Tym samym jedyny występ Urbaniaka z orzełkiem na piersi został „anulowany”! Lechita zatem nie jest reprezentantem Polski, mimo że zagrał w meczu reprezentacji.

Na blogu o Urbaniaku wspominaliśmy kiedyś również tutaj.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego

Lecha Poznań

P.

Przybywają ze wszystkich stron świata

globe1

Nieco ponad pięć lat temu popełniłem wyliczankę dotyczącą listy państw, z których nie gościliśmy jeszcze piłkarskich reprezentantów w ekstraklasie. Cały tekst znajdziecie tutaj. Po intensywnych ruchach transferowych, drenujących już niemal każdy zakamarek Europy, a także wiele kryjówek porozrzucanych po innych częściach świata, wypada listę tę zaktualizować. Zatem:

Andora, Belgia, Cypr, Grecja, Irlandia, Irlandia Północna, Islandia, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, San Marino, Szkocja, Szwajcaria, Walia i Wyspy Owcze oraz Gibraltar, Kosowo

Pierwszym Belgiem, który dotarł do naszej ligi był Arnaud Djoum, który z czasem jednak okazał się – hihi – Kameruńczykiem (z tą reprezentacją triumfował na PNA 2017). Wakat się jednak nie pojawił, bo „jego miejsce” zajął Odjidja-Ofoe. Cypr uosabiał Dossa Junior. Grecję rozsiany po różnych klubach tercet: Anestis Argyriou (Zawisza Bydgoszcz), Mavroudis Bougaidis (Lechia Gdańsk) i Giannis Papadopoulos (Cracovia). Irlandia to – największa świeżynka – Cillian Sheridan, Szkocja – Barry Douglas (a od niedawna także Ziggy Gordon), zaś flagę Szwajcarii w tym pochodzie trzymali Darko Jevtic i Aleksandar Prijovic. Nowi członkowie UEFA pojawili się połowicznie – Kosowo swojego reprezentanta miała już dawno (Munishi – czytajcie tutaj), ale także zupełnie niedawno (Hasani w Łęcznej). Z Gibraltaru na razie brak ochotników. Na Starym Kontynencie mamy zatem 10 białych plam.

Nic się nie zmieniło w sprawie CONMEBOL –

Argentyna, Brazylia, Chile, Urugwaj, Kolumbia, Paragwaj, Peru, Wenezuela, Ekwador, Boliwia

wciąż nie dotarł nikt z Ekwadoru (tę sprawę zmieniłby niedoszły transfer Felipe Caiedo) ani Boliwii.

Warto się jednak zmierzyć – po raz pierwszy! – w całości z CONCACAF.

Kanada, Meksyk, USA, Belize, Gwatemala, Honduras, Kostaryka, Nikaragua, Panama, Salwador oraz Karaiby: Anguilla, Antigua i Barbuda, Aruba, Bahamy, Barbados, Bermudy, Bonaire, Brytyjskie Wyspy Dziewicze, Curaçao, Dominika, Dominikana, Grenada, Gujana, Gujana Francuska, Gwadelupa, Haiti, Jamajka, Kajmany, Kuba, Martynika, Montserrat, Portoryko, Saint Kitts i Nevis, Saint Lucia, Saint Vincent i Grenadyny, Saint-Martin, Sint Maarten, Surinam, Trynidad i Tobago, Turks i Caicos, Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

Kanada to Trafford, Vitoria i Borjan (a wcześniej ławkowy Bellote, na zapleczu zaś Sing i kilku Polako-Kanadyjczyków). Meksyk wciąż problematyczny – pisałem o tym w tekście sprzed 5 lat. Gwatemala – Swisher. Honduras – Costly, Chavez i Quioto. USA – Apple, Evans, Hlavaty, White (osobną kwestią są Amerykanie w niższych ligach – np. Lech Poznań). Kostaryka – Junior Diaz. Panama – Luiz Henriquez. Curacao – van Kessel. Gwadelupa – Fleurival, Phibel. Haiti – Guerrier, Lafrance, Sarki. Martynika – Buval i Langil. Co ciekawe, Trynidad i Tobago miał swoich – utytułowanych! – reprezentantów, ale tylko na zapleczu ekstraklasy (Daniel, Williams).

Afryka to już nieco bardziej skomplikowana sprawa. Do CAF należy 56 federacji. Ja doliczyłem się przedstawicieli 24 z nich. To niecała połowa:

Algieria, Angola, Burkina Faso, Burundi, DR Konga, Egipt, Gabon, Gambia, Ghana, Gwinea, Gwinea-Bissau, Kamerun, Maroko, Niger, Nigeria, RPA, Republika Zielonego Przylądka, Senegal, Togo, Tunezja, WKS, Zambia, Zimbabwe.

Najmizerniej wygląda jednak sprawa z Azją. Tutaj z 47 federacji gościliśmy w ekstraklasie piłkarzy z takich tylko państw jak:

Australia, Chiny, Japonia, Kirgistan, Korea Południowa oraz Palestyna.

Grajków można wymienić ciurkiem: Burns, Haliti, Thwaite, Rozic; Dong Fangzhou; Japonia do oczytania tutaj; Nikitin i Bernhardt; Kim Min-kyun (choć Koreańczyków przewinęło się więcej, to tylko on zaliczył występ w lidze); Alexis Norambuena (na zapleczu długo występował Omar Jarun).

Z rewiru Oceanii (16 federacji) zajrzał zaś do nas tylko delegat Nowej Zelandii (Aaran Lines).

Podsumowując zatem, Europa nie ma nam już zbyt wiele do zaoferowania. Ameryka Południowa – wyłącznie ludzi z państw na wysokościach. Z Afryki – nie dobiliśmy jeszcze do półmetka, zaś pozostałe federacje ledwie piłkarsko napoczęliśmy.

P.

Generał to mniej świrnięty Świr

Podobno był zdolniejszy, (prawie) na pewno rozsądniejszy. Podobno bardziej utalentowany, na pewno na boisku godniejszy. Pomimo to zdecydowanie bardziej pamiętamy obecnie jego młodszego brata – Piotra. To jednak MAREK ŚWIERCZEWSKI dzisiaj świętuje swoje pięćdziesiąte urodziny.

wir

Miał ksywkę „Generał” i coś było na rzeczy. Jego grę cechowała elegancja i rozwaga. Rzadko zbierał żółte kartki, czerwone – prawie nigdy. Świetnie wyprowadzał piłkę i celnie podawał. Większość kibiców może nie pamiętać, że swoją karierę zaczynał jako utalentowany napastnik. Później zresztą, już grając na obronie, również często trafiał do bramki przeciwnika. Świetnie grał głową, pewnie wykonywał rzuty karne.

W Polsce związany był przede wszystkim z dwoma klubami – Wisłą Kraków i GKS Katowice (a na samym początku – krótko z Hutnikiem Kraków). W tym pierwszym załapał się na kapitalny skład, z którym… spadł z ligi. W tym drugim był wieloletnim kapitanem i już żywą legendą. Kto wie czy jednak jeszcze bardziej ceniony nie był w Austrii, gdzie święcił triumfy w Sturmie Graz (dwa razy krajowy puchar),

indeks

notował dobre występy w Austrii Wiedeń i Admirze Wacker (w pewnym momencie była ich tutaj piątka – obok Świra także Iwan, Ledwoń, Szamo i Olszar), a potem przez wiele lat występował w klubach z niższych lig. Nigdy nie schodził poniżej pewnego poziomu, zawsze był liderem drużyny, w której występował.

Nie powiodło mu się natomiast w reprezentacji Polski. Choć ma na koncie sześć spotkań w kadrze prowadzonej przez Henryka Apostela, a część z nich w ramach el. EURO 1996 (z Francją, Rumunią, Izraelem i Azerbejdżanem), to nigdy nie był w niej podstawowym graczem. To dość interesujące, bo defensywa nie była wówczas mocną stroną biało-czerwonych, choć w jej środku występowali zwykle Łapiński, Zieliński i Wałdoch.

Przy tej okazji bardzo polecam ten wywiad, a w ramach wspominek również ten tekst o byłych graczach GKS z czasów Świra. Ciekawostką zaś jest to, że córka Świerczewskiego – Sandra – to austriacka gwiazda pływania.

P.