Co czytać o futbolu w Afryce?

Korzystając z przerwy w Pucharze Narodów Afryki warto sięgnąć po dwie – niemłode już – książki adresowane do każdego fana futbolu z Czarnego Lądu.

Pierwsza to „Feet of the Chameleon. The story of African Football” Iana Hawkeya.

51lPIvnTPdL._SX303_BO1,204,203,200_

We wnikliwy, ale i przystępny sposób autor opisuje w niej mechanizmy pojawiania się piłki nożnej w Afryce, jej rozwoju i stopniowej dominacji na płaszczyźnie innych sportów. Przywołując historię znanych, ale i nieco mniej popularnych postaci Hawkey zwraca uwagę na kluczowe fenomeny afrykańskiego futbolu – postkolonialną spuściznę, rytualizm, plemienność, dążenia emancypacyjne i uwikłanie polityczne. Skupia się także na afrykańskich występach w MŚ oraz na poszczególnych edycjach PNA (te fragmenty w moim odczuciu mają zdecydowanie najmniej polotu). To opowieść o wielu krajach i wielu imprezach, ale także o Afryce jako całości.

Tutaj można przeczytać recenzję książki z „The Independent”. Ja polecam, warto.

Druga zaś to „Africa United” Steve’a Bloomfielda.

i-africa-united-how-football-explains-africa-steve-bloomfield

O popularności tej książki niech świadczy fakt, że doczekała się kilku już wznowień. Być może jej siłą pozostaje prosty i czytelny klucz. W dziesięciu rozdziałach opisanych jest trzynaście krajów i ich futbolowych przypadków: Egipt, Sudan i Czad, Somalia, Kenia, Rwanda i DR Konga, Nigeria, Wybrzeże Kości Słoniowej, Sierra Leona i Liberia, Zimbabwe oraz RPA.

To zdecydowanie książka reporterska, trochę w sumie też podróżnicza. Autor odwiedza opisywane państwa, w każdym rozmawia z lokalsami o futbolu, przywołuje wydarzenia, które go spotkały. Taka konwencja nadaje tekstowi płynności i codziennego szelestu, ale zarazem pozbawia go nieco szerszej optyki oraz głębszego spojrzenia. To fajna (naprawdę interesująca!) podróżnicza gawęda, wzbogacona o historyczny kontekst i liczne anegdoty z przeszłości. Dobrze się to czyta i sporo można się dowiedzieć, bez pretensji jednak do socjologicznych, kulturoznawczych czy politologicznych wniosków. I tutaj też recenzja z „I” do wglądu.

To jeszcze przy okazji, jak już się zrobiło tak nostalgicznie, to na zakończenie polecamy przeglądy najpiękniejszych bramek z poprzednich Pucharów Narodów Afryki.

PNA 2015 – tutaj i tutaj (best moments)

PNA 2013 – tutaj

PNA 2012 – tutaj

PNA 2010 – tutaj

PNA 2008 – tutaj

PNA 2006 – tutaj

PNA 2000 – tutaj

Niektóre trafienia to prawdziwe perełki. Enjoy!

P.

Puchar Narodów Afryki 2017. Szamani w akcji: gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka

afcon

Ta myśl chodziła za mną od dawna, ale na Pucharze Narodów Afryki wybrzmiewa z siłą dęcia w wuwuzelę. Parafrazując znane stwierdzenie Jonathana Wilsona, że gole są przeceniane, będę się upierał: strzały w słupek i w poprzeczkę są niedoceniane. Pamięta się nieliczne z nich, jak – tam dośrodkowanie już na pole karne, wprost na głowy Brazylijczyków, tuż przed pole karne, Karaś, bomba i poprzeczka z czołówki magazynu Gol. A przecież mówimy o sytuacjach, gdy od gola dzielą centymetry. Historia futbolu, a już na pewno historia Pucharu Narodów Afryki 2017 mogła wyglądać zupełnie inaczej, gdyby piłka te kilka razy trafiła nie w aluminium, a do siatki.

O słynnych rzutach karnych (pozdrawiamy Sadio Mane za strzał w konkursie Senegal – Kamerun), Henryku Kasperczaku i znajomych półfinalistach z polskiej ligi (przy okazji: Burkina Faso też miała swoją poprzeczkę między golem Bance a Nakoulmy) innym razem. Teraz weźmy za motto słowa piosenki Kazika – Plamy na słońcu:

Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka

Gdyby się nie przewrócił, byłaby rzecz wielka

Gdyby – to najczęstsze słowo polskie.

Gdyby nie słupek, Demokratyczna Republika Konga już w siódmej minucie prowadziłaby w ćwierćfinale z Ghaną. Inaczej – gdyby w miejscu Mbokaniego był średnio rozgarnięty przedszkolak, byłoby 1:0. Kapitan reprezentacji DRK chybił haniebnie. Ale słowa Kazika przydają nam się też dalej, bo z sobie wiadomych powodów Lomalisa przewrócił – co prawda nie się, a Atsu. Ale że zrobił to w polu karnym, zwycięską jedenastkę wykorzystał Andre Ayew. Tu mamy braterski akcent, bo wcześniej trafił Jordan Ayew, a ten festiwal rodzeństwa przedzielił pięknym uderzeniem Mpoku i naszą ulubioną cieszynką bramkarz Matampi. A wszystko to w kwadrans!

Gdyby nie poprzeczka, Mbark Mboussoufa byłby bohaterem Maroka, bo jego strzał niechybnie dałby zwycięstwo nad średnim tego dnia Egiptem. A tak, na trzy minuty przed końcem meczu cieszono się pod piramidami.

Mboussoufa strzały w poprzeczkę wręcz kolekcjonuje, bo ma też jeden na koncie ze spotkania z Wybrzeżem Kości Słoniowej.


D.R. Congo 1 – 0 Morocco Goal and Short… przez GoalReplay

Równie mocno musi sobie pluć w brodę Denis Bouanga z Gabonu – o ile strzał w poprzeczkę przy 0:0 z Burkina Faso (skończyło się 1:1) to temat, który można było jeszcze nadrobić…


Denis Bouanga hits the crossbar for Gabon vs… przez GoalReplay

to przecież ten sam gość obił słupek w 94. minucie ostatniego meczu gospodarzy z Kamerunem. Strzał, który zamiast euforii dał Gabończykom rozpacz.

Gdyby nie słupek najpiękniejszego gola turnieju miałby na koncie Khama Billiat z Zimbabwe (przy 0:0 z Algierią),

a gdyby nie poprzeczka – do kącika rzutów wolnych trafiłby Marokańczyk Fajr (przy 0:0 z Wybrzeżem Kości Słoniowej)


Morocco 1 – 0 Ivory Coast All Goals and Short… przez GoalReplay

zaś Senegalczycy wspominaliby strzał, który oddał Ismailla Sarr (przy 2:0 Senegalu z Tunezją).

Zresztą, we wspominanym meczu z Zimbabwe tę samą poprzeczkę obił Algierczyk Bensebaini, a krótko potem obrońca Muroiwa. Byłby to pierwszy jaki kojarzę samobój strzelony kolanem, po przelobowaniu bramkarza.


Algeria 2 – 2 Zimbabwe All Goals and Highlights… przez GoalReplay

Podobnego fuksa miał też Kara Mbodji w tymże meczu Senegal – Tunezja (przy 2:0).


Tunisia 0 – 2 Senegal All Goals and Highlights… przez GoalReplay

a kolejny raz słupek stanął na drodze Tunezyjczykom (konkretnie – Khenissiemu) wtedy, gdy chcieli do pięciu wyśrubować rekordową jak na ten turniej liczbę goli w meczu z Zimbabwe.

Wszystko wskazuje na to, że szamani na Pucharze Narodów Afryki 2017 walkę na czary i amulety broniące bramek przenieśli na mistrzowski poziom. Czekamy więc już tylko na podobny kunszt u piłkarzy.

B.

Puchar Narodów Afryki 2017. 10 mgnień finału fazy grupowej

Gwiazda: Junior Kabananga

kabanangaJunior Kabananga i jego fryzura nie pozwalają o sobie zapomnieć. Atakujący DR Konga w każdym meczu fazy grupowej strzelał gola, a jeśli zastanawiacie się, gdzie już widzieliście tego gościa, to – niektórym może być trudno uwierzyć – była to Liga Mistrzów 2015/2016 i Liga Europejska 2016/2017. W dwunastu meczach obu tych rozgrywek dla FK Astana zdobył jednego, mocno absurdalnego gola przeciw Olympiakosowi Pireus. Syn starego Kabanangi do Kazachstanu trafił przez Turcję (Karabukspor) i przede wszystkim Belgię. Zaczynał w Anderlechcie (jeden gol w pięciu ligowych meczach), potem był Germinal Beerschot, Roeselare i Cercle Brugge.

Mistrzowie Afryki od ściany do ściany

Brak zwycięstwa, brak awansu do ćwierćfinału i tylko dwa punkty to żałosny dorobek Wybrzeża Kości Słoniowej na Pucharze Narodów Afryki 2017. Jeśli spojrzymy na mistrzostwa Czarnego Lądu z XXI wieku, to okaże się, że bardzo często mistrzowie Afryki na kolejnym turnieju albo prezentowali się wybornie i bronili tytułu (Egipt i Kamerun), albo kończyli tak żałośnie jak WKS (a w skrajnych przypadkach do turnieju w ogóle nie wchodzili!). Tylko w dwóch na dziewięć ostatnich turniejów obrońca tytułu dobrze zaprezentował się w grupie, by polec w fazie pucharowej. Dwa razy były to porażki w ćwierćfinale, ani razu w półfinale i w finale.

Wybrzeże Kości Słoniowej – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2015 -> 2 pkt i brak awansu do ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki 2017

Nigeria – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2013 -> bez awansu do Pucharu Narodów Afryki 2015 (w grupie lepsze RPA i Kongo)

Zambia – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2012 -> 3 pkt po trzech remisach i brak awansu do ćwierćfinału Pucharu Narodów Afryki

Egipt – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2010 -> bez awansu do Pucharu Narodów Afryki 2012 (ostatnie miejsce w grupie eliminacyjnej za Nigrem, RPA i Sierra Leone!)

Egipt – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2008 -> zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2010

Egipt – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2006 -> zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2008

Tunezja – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2004 -> 6 pkt, awans z grupy i odpadnięcie w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki 2006 po rzutach karnych z Nigerią

Kamerun – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2002 -> 5 pkt i odpadnięcie w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki 2004 z Nigerią

Kamerun – zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2000 -> zdobywca Pucharu Narodów Afryki 2002

Rachid Alioui wyrzuca Wybrzeże Kości Słoniowej

Wybrzeże nie pokazało niczego, by było żal jego odpadnięcia. A pogrążył je ten oto piękny strzał Marokańczyka grającego w Nimes, wcześniej miotającego się między pierwszą drużyną a rezerwami Guingamp. Proszę Państwa, Rachid Alioui!

Powrót Afryki Północnej do gry o medale Pucharu Narodów Afryki

Przed nami dopiero ćwierćfinały, ale już wiadomo, że w półfinale, pierwszy raz od Pucharu Narodów Afryki 2010, znajdzie się przedstawiciel Afryki Północnej. Maroko zagra bowiem w 1/4 finału z Egiptem. Mało tego, zwycięzca tego meczu gra z lepszym w parze Burkina Faso – Tunezja, więc jeśli awans wywalczy ekipa Henryka Kasperczaka, to Afryka Północna będzie miała swoich ludzi w finale.

Msakni, Msakni, Msakni!

Youssef Msakni był przez nas opiewany i na tym blogu, i na Zczuba.pl już pięć lat temu, ale na tym turnieju znów daje powodu do bicia braw. Ot, choćby taka krotochwila.

Tunezja z rozmachem

Tunezja Henryka Kasperczaka w meczu z Zimbabwe zagrała z rozmachem niespotykanym do tej pory na Pucharze Narodów Afryki 2017. Do przerwy było 4:1 (najlepsza akcja z golem na 2:0, oczywiście, Msakniego), skończyło się 4:2, a to oznacza mecz z największą liczbą goli na turnieju.


Tunisia 4-2 Zimbabwe All Goals and Highlights… przez algNoket

Uwaga na DR Konga

Najrówniej i najśmielej w całym turnieju poczyna sobie chyba jednak Demokratyczna Republika Konga. Nasz, hm, europejski (?) punkt widzenia, patrzący na ekipy z Afryki mocno z perspektywy ostatnich mistrzostw świata, zawsze z pewną rezerwą odnosi się do tych ekip, które na mundialowych salonach nie goszczą. Na DRK patrzy się jednak z przyjemnością i coraz śmielej zaczyna się do tej ekipy pchać określenie faworyt turnieju. O awans na mundial w Rosji bije się z Tunezją. Obie ekipy wygrały do tej pory z Gwineą i Libią, więc o wszystkim zadecydują bezpośrednie starcia.

Mo Salah w kąciku rzutów wolnych

Mocno i wystarczająco precyzyjnie strzelił z rzutu wolnego Mo Salah, by zapewnić Egiptowi minimalną wygraną z Ghaną i pierwsze miejsce w grupie. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że dobry fachowiec w bramce dałby radę. Ale też takich w Afryce zdecydowanie brakuje.

Gyan i ćwierćfinały ze znakiem zapytania

Asamoah Gyan kuśtykając opuścił boisko w meczu z Egiptem i jego dalsza gra w turnieju jest niewiadomą, a jak świetnie wiemy, Gyan równa się Ghana, tak jak Alan Alborn równa się Anchorage, Alaska i Ameryka. Według bukmacherów Ghana jest faworytem w ćwierćfinale z DRK, Senegal z Kamerunem, Egipt z Marokiem, a Tunezja z Burkiną Faso.

I pewnie właśnie dlatego należy obstawiać dokładnie na odwrót.

Algieria kolejnym mundialowiczem, który zawiódł

Jeszcze jeden mały – ok, tak naprawdę duży – przegląd: nawet jeśli afrykańskie ekipy na ostatnich mundialach grały żałośnie, to na dwóch kolejnych Pucharach Narodów Afryki najczęściej trzymały fason. Tym większy zawód sprawiła Algieria, która przecież na brazylijskim czempionacie wrażenie zrobiła świetne, kibicowały jej nawet znajome jeże pigmejskie. Mahrez pobłyszczał z Zimbabwe, ale dwa kolejne mecze może wpisać do Księgi Wielkich przykrości.

Algieria

MŚ 2014: 4 pkt i awans (1:2 z Niemcami w 1/8 finału)

PNA 2015: 6 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2017: grupa, 2 pkt

***

MŚ 2010: 1 pkt, grupa

PNA 2012: poza turniejem

PNA 2013: 1 pkt, grupa

Nigeria

MŚ 2014: 4 pkt i awans (0:2 z Francją w 1/8 finału)

PNA 2015: poza turniejem

PNA 2017: poza turniejem

***

MŚ 2010: 1 pkt, grupa

PNA 2012: poza turniejem

PNA 2013: 5 pkt i awans, mistrz

***

MŚ 2002: 1 pkt, grupa

PNA 2004: 6 pkt i awans, półfinał

PNA 2006: 9 pkt i awans, półfinał

Wybrzeże Kości Słoniowej

MŚ 2014: 3 pkt, grupa

PNA 2015: mistrz

PNA 2017: grupa, 2 pkt

***

MŚ 2010: 4 pkt, grupa

PNA 2012: 9 pkt i finał

PNA 2013: 7 pkt i awans, ćwierćfinał

***

MŚ 2006: 3 pkt, grupa

PNA 2008: 9 pkt i awans, półfinał

PNA 2010: 4 pkt i awans, ćwierćfinał

Ghana

MŚ 2014: 1 pkt (ale za to z Niemcami!)

PNA 2015: 6 pkt i awans, finał

PNA 2017: 6 pkt, i awans

***

MŚ 2010: 4 pkt (ćwierćfinał!)

PNA 2012: 7 pkt, półfinał

PNA 2013: 7 pkt i awans, półfinał

***

MŚ 2006: 6 pkt awans (1/8 finału z Brazylią)

PNA 2008: 9 pkt i awans, półfinał

PNA 2010: 3 pkt i awans, finał

Kamerun

MŚ 2014: 0 pkt, grupa

PNA 2015: 2 pkt, grupa

PNA 2017: 5 pkt, awans

***

MŚ 2010: 0 pkt

PNA 2012: poza turniejem

PNA 2013: poza turniejem

***

MŚ 2002: 4 pkt, grupa

PNA 2004: 5 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2006: 9 pkt i awans, ćwierćfinał

***

RPA

MŚ 2010: 4 pkt, grupa

PNA 2012: 4 pkt, grupa

PNA 2013: 5 pkt i awans, ćwierćfinał

***

MŚ 2002: 4 pkt bez awansu

PNA 2004: 4 pkt, grupa

PNA 2006: 0 pkt, grupa

Angola

MŚ 2006: 2 pkt, grupa

PNA 2008:5 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2010: 5 pkt i awans, ćwierćfinał

Tunezja

MŚ 2006: 1 pkt, grupa

PNA 2008:5 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2010: 3 pkt, grupa

***

MŚ 2002: 1 pkt, grupa

PNA 2004: 7 pkt i awans, mistrz

PNA 2006: 6 pkt i awans, ćwierćfinał

Togo

MŚ 2006: 0 pkt, grupa

PNA 2008: poza turniejem

PNA 2010: wycofało się

Senegal

MŚ 2002: 5 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2004: 5 pkt i awans, ćwierćfinał

PNA 2006: 3 pkt i awans, półfinał

B.

Puchar Narodów Afryki 2017. Mgnienia drugiej kolejki i 1/4 trzeciej

Łzy

Gabon, 2012 rok, Puchar Narodów Afryki. Gospodarze (wraz z Gwineą Równikową) bardzo szybko zaczęli realizować oczekiwania własnych kibiców. Gabończycy z gracją opukiwali kolejnych rywali (2:0 z Nigrem, 3:2 z Maroko, 1:0 z Tunezją), a popisy reprezentacji oklaskiwała prezydencka para.

Gabon, 2017 rok, Puchar Narodów Afryki. W pierwszej kolejce wiktoria uciekła w ostatniej minucie (1:1 z Gwineą Bissau), potem nie pojawiła się mimo ostrzału tunezyjskiej bramki (1:1), a w ostatniej kolejce nie udało się wyszarpać zwycięstwa Kamerunowi (0:0). A gdyby Aubameyang trafił do pustej bramki, gdyby świetnie między słupkami nie spisywał się Joseph Ondoa z trzecioligowego hiszpańskiego Pobla de Mafumet…

Gdyby… Gabon odpada, koniec marzeń, zostały tylko łzy.

aubameyang

Spoceni wielcy

Zresztą niepewna na razie jest sytuacja również innych afrykańskich gigantów. Gdyby teraz rozstrzygać o awansie, to poza burtą znalazłby się nie tylko Gabon, ale też Algieria i Wybrzeże Kości Słoniowej.

(Nieposkromione) Lwy Terangi i ich treser

Żadna z ekip nie wywarła tak dobrego wrażenia jak drużyna Senegalu. Po pięknych MŚ 2002 i srebrnym medalu PNA 2002 wydawało się, że Lwy Terangi na lata umoszczą się na szczycie afrykańskiej piłki. Tymczasem balonik pękł zanim kibice zdążyli się obejrzeć. Na kolejny awans na mundial fani Senegalu cały czas czekają (!). A urobek na PNA? Oto on: 2004 – 1/4 finału, 2006 – 4. miejsce, 2008 – faza grupowa, 2010 – brak awansu (!), 2012 – faza grupowa, 2013 – brak awansu (!), 2015 – faza grupowa. Podsumowując – żenada.

Teraz wygląda to wszystko bardzo sensownie. Aliou Cisse, były reprezentant Senegalu, jakoś dogadał się ze swoimi podopiecznymi i tworzą oni naprawdę zgraną szajkę. W ofensywie prym wiedzie rewelacyjny Sadio Mane z Liverpoolu, a wspierają go Diao Keita z Lazio i Mame Diouf ze Stoke City. Do tego mocny środek pola, zwarta defensywa i dobrze broniący Abdoulaye Diallo. Moim zdaniem chłopaki mają szansę na medal.

Dzik

W reprezentacji Burkina Faso błysnął „nasz” Prezes. W spotkaniu Gabonu z Burkina Faso (1:1) Nakoulma  poszedł jak dzik w gęstwinę do piłki wybitej z własnego pola karnego. Biegł przez pół boiska, po drodze sprytnie oszukał obrońcę, później nie dał się przepchnąć przez deptających mu po piętach pozostałych defensorów i wepchnął piłkę do bramki.

Z kolei w decydującym meczu z Gwineą Bissau (2:0) najpierw dobił piłkę, która jak później się okazało i tak już przekroczyła linię bramki, a później asystował przy trafieniu kolegi.

W ogóle w drugiej kolejce padło kilka goli po rajdach przez pół boiska (Piquetti z Gwinei Bissau) oraz wykopach i dzikich pościgach przez pół boiska (gol dla Togo, karny dla Gabonu i Tunezji).

D-Minimalizm

1:0 i 1:0 – oto wyniki Ghany. 0:0 i 1:0 – oto wyniki Egiptu. Łączny urobek grupy D to cztery mecze i trzy gole. Pycha.

Swoją drogą patrząc na mecze Ghany nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to obecnie zdecydowanie najstabilniejsza, najbardziej wyrachowana i najbardziej europejska z afrykańskich reprezentacji. Z wyjątkiem trzeciego bramkarza, Avram Grant zabrał na PNA 2017 wyłącznie „zagranicznych graczy”, a aż 17 z nich gra w Europie.

Ręka Renarda

Znowu daje o sobie znać trenerska ręka Herve’a Renarda. Przypomnijmy – ten Francuz w 2012 roku triumfował z reprezentacją Zambii, a trzy lata później z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Już wtedy został pierwszym w historii szkoleniowcem, który sięgał po złoto PNA z dwiema różnymi ekipami. Na toczącym się turnieju Renard prowadzi Maroko. Choć w pierwszym spotkaniu poniósł porażkę z DR Konga, to w drugim meczu efektownie ograł Togo 3:1.

Gdzie numer 10?

Swoją drogą – zauważyliście, że w kadrze Maroko żaden zawodnik nie ma numeru 10? To efekt wypadnięcia ze składu Younesa Belhandy. Zastępujący go Fyacal Rherras nie dostał dziesiątki, ale nr 24 (choć w niektórych zestawieniach to właśnie on figuruje z „10”).

Kabanaga!

Jeśli miałbym wskazać jednego afrykańskiego no-name’a, który objawił się na tym turnieju to jest to zdecydowanie Junior Kabanaga z DR Konga. To ruchliwy, szybki i skuteczny zawodnik, który w przeszłości występował w belgijskiej ekstraklasie, a ostatnio eksploruje futbolowe rubieże występując w FK Astana. Kongijczyk w obu spotkaniach trafiał do siatki i pokazał się z bardzo dobrej strony. Na razie bodaj największa kariera turnieju.

Tradycyjny wolny

Dobra tradycja pięknych goli z wolnego została podtrzymana. Tym razem pięknie przymierzył Henri Saivet z Senegalu.

P.

Puchar Narodów Afryki 2017. 10 mgnień pierwszej kolejki

hadary

Essam El Hadary

Jak przypomniał ostatnio kolega Radek Nawrot, kiedy Adam Mickiewicz został zapytany, o co mu chodziło z tym czterdzieści i cztery w „Dziadach”, odrzekł: – Gdy pisałem, to wiedziałem. Teraz pojęcia nie mam.

Wieszcz mógł po prostu przewidzieć rekord egipskiego bramkarza.

Essam El Hadary wszedł do bramki Egiptu w związku z urazem El Shenawy. W meczu z Mali gola nie wpuścił. Dla niego to siódmy Puchar Narodów Afryki, przy czym w 1998 roku (gdy Egipt triumfował) i w 2000 roku był rezerwowym Nadera El-Sayeda i na boisku nie spędził ani minuty. Ten siódmy turniej rekordem jednak nie jest, podobnie jak 23 występy na PNA – na ośmiu turniejach byli Rigobert Song i Ahmed Hassan, przy czym ten pierwszy zaliczył aż 36 gier. Essam El Hadary został najstarszym piłkarzem w historii Pucharu Narodów Afryki: 44 lata i dwa dni to więcej niż miał na liczniku najstarszy uczestnik w historii mistrzostw świata (kolumbijski bramkarz Faryd Mondragon miał 43 lata i 3 dni) oraz najstarszy uczestnik mistrzostw Europy (Gabor Kiraly na Euro w meczu z Belgią w 1/8 finału miał 40 lat i 86 dni, o ile dobrze policzyłem)

El Hadary dla wielu kibiców w Europie może być anonimowy, bo na Starym Kontynencie był tylko przez moment w szwajcarskim FC Sion, a przede wszystkim – nigdy nie zagrał na mistrzostwach świata, bo Egiptu nie było na nich od 1990 roku. A gdy już grał na Pucharze Konfederacji, tracił mnóstwo goli: po dwa z Boliwią i Meksykiem oraz pięć (!) z Arabią Saudyjską w 1999 roku, a także cztery z Brazylią i trzy z USA w 2009 roku. Jedyne zwycięstwo i jedyne czyste konto w tych rozgrywkach musiało więc smakować wybornie, bo pokonani zostali włoscy mistrzowie świata. A El Hadary miał w tym wielki udział.

Algieria – Zimbabwe 2:2 – widowisko i wielki Riyad Mahrez

Najlepszy mecz pierwszej kolejki Pucharu Narodów Afryki 2017. Odwracanie rozstrzygnięcia z 0:1 na 2:1, w końcu 2:2, mnóstwo sytuacji, w strzałach było chyba 21:11 (w tym 11:8 w celnych). Plus Mahrez, który udowadnia, że zasługuje na tytuł najlepszego piłkarza Afryki. Costa Nhamoinesu był jednym z tych obrońców, którzy uznali, że mistrzowi Anglii z Leicester jakoś tak głupio przeszkadzać w pracy. Gol na 2:2 padł chwilę po tym, jak Zimbabwe mogło, a nawet powinno podwyższyć na 3:1.

Prejuce Nakoulma z szansą, Abdul Razack Traore bez szału

nakoulma_razackPrejuce Nakoulma zagrał przeciętnie przeciw Kamerunowi, do niego należało pierwsze słowo w meczu (dosłownie: pierwsze kopnięcie) i przedostatnie w pierwszej połowie, gdy po niezłej akcji jego strzał został obroniony (zaraz potem Kameruńczycy zrobili kontrę zakończoną niesamowitym wyjściem bramkarza BF). Beznadziejnie były zawodnik ekstraklasy spisywał się w powietrzu (0/6), nie udała mu się też żadna z dwóch prób dryblingu. Z taką grą, gdyby to było Zabrze, kogut by nie usłyszał „będę go zjadł”.

nakoulma_goradol


Prejuce Nakoulma: Burkina Faso – Kamerun… przez numer10

Razack miał wysoki procent celnych podań, ale tylko jedno z nich było podaniem kluczowym.

 razackgoradol

Moukandjo z rzutu wolnego

Kameruńczyk Benjamin Moukandjo strzelił jedynego, do tej pory, gola z rzutu wolnego. To się zawsze ceni.

Hymny a capella

O tej hecy bym nie wiedział, gdyby nie Michał Zichlarz (afrykagola.pl polecam zawsze, ale podczas Pucharu Narodów Afryki to jest absolutny oblig!). Najpierw był najazd kamery na kolejnych graczy Burkina Faso, którzy czekali na hymn. Potem kolejne chwile zniecierpliwienia. I w końcu decyzja: śpiewamy sami, taśmy nie dowieźli. BF słychać nie było, ale Kameruńczycy już się zdrowo wydzierali.


Hymny/ Anthems a capella: Burkina Faso… przez numer10

Asamoah Gyan z numerem 3

Jeśli ma być w życiu coś pewnego oprócz śmierci i podatków, to niech to będzie Asamoah Gyan, latający w ataku Ghany z numerem 3 na plecach i ratujący skórę kolegom z reprezentacji. Tym razem wywalczył karnego, po którym padł jedyny gol w meczu z Ugandą. Rywale, wracający na turniej po wielu latach (ostatni występ w 1978 roku), zaprezentowali się lepiej niż można było się spodziewać. W przeciwieństwie do Ghany. Twitt-analiza turnieju należy do Szymona Urbaniaka, którego śledzenie (tak jak Michała Zichlarza) jest obowiązkiem każdego szanującego się fana PNA.

 

Wybrzeże Kości Słoniowej też zawiodło, bezbramkowo remisując z Togo.

Rudinilson kontra Gabon i Aubameyang

rudigoradol1

Rudinilson (przypomnijmy: pięć meczów w ekstraklasie dla Lechii Gdańsk, do tego jeden w Pucharze Polski z Puszczą Niepołomice i do tego prawie 40 w trzecioligowych rezerwach) chyba po prostu za sukces może uznać fakt, że Gabon i Aubameyang skończyli mecz z jego Gwineą Bissau z jednym golem na koncie. To nie był dobry mecz. To był mecz otwarcia.

Kabananga z golem i fryzurą

Jedyna rzecz warta zapamiętania z meczu DR Kongo – Maroko to fryzura i nazwisko strzelca jedynego gola. Kabananga. Kabananga wcześniej miał dredy i parę innych kiepskich fryzur. Fryzjerzy w Astanie (gdzie gra w klubie) chyba robią sobie z niego jaja.

Porażka Tunezji Henryka Kasperczaka

Północ kontynentu w ogóle kiepsko zaczęła Puchar Narodów Afryki 2017. Tunezja Henryka Kasperczaka przegrała z Senegalem 0:2 i choć trochę okazji do gola miała, to najbliżej i tak było po absurdalnym odbiciu piłki przez Senegalczyka z ok. 11 metrów, po którym uratował go słupek. Henri po takim meczu może być co najwyżej jeszcze bardziej siwy, o ile to w ogóle możliwe. Chyba on sam byłby w stanie wykończyć niektóre sytuacje lepiej od tunezyjskich napastników.

Pierwsze Puchary Narodów Afryki, które pamiętam, to były wielkie sukcesy drużyn Kasperczaka – WKS i Tunezji. Potem było wielkie Mali, za które można było trzymać kciuki prawie jak za polskie drużyny w europejskich pucharach. Druga kadencja w Tunezji, przy braku wyjścia z grupy, może być – niestety – dla Polaka ostatnią w reprezentacji z afrykańskiego topu. Epizody w Maroku, Senegalu i druga kadencja w Mali okazały się przecież porażkami.

Rasizm na Pucharze Narodów Afryki?

Na profilu Al.-Jazeera+ na Twitterze w czwartym dniu turnieju wrzucony został materiał o rasistowskich tekstach, jakimi w mediach społecznościowych raczą się wzajemnie mieszkańcy Afryki Północnej i tzw. Czarnej Afryki (połowa drużyny Zimbabwe ma HIV ; Arabowie w ogóle nie powinni grać w Pucharze Afryki, tego typu uwagi). Z daleka trudno osądzić, na ile oskarżenia o tym, że „na turnieju rasizm wygrywa” są wyolbrzymione. To pierwszy tego typu sygnał, na który się natknąłem, zobaczymy, co dalej.

 

I najważniejsze: oby żaden meleks już nikogo nie rozjechał.

B.

PS Obowiązkowe lektury na Weszło: Leszka Milewskiego o Ugandzie oraz o więzieniu Luzira.

Kraj Kwitnącej Wisły

springjapancherryblossomsnationalgeographics211

Choć Japończyków w polskiej ekstraklasie nie było zbyt wielu, to wszyscy zostawili po sobie jakiś ślad w pamięci kibiców. Choć nie zawsze był piłkarski ślad :)

Pierwszym Japończykiem w naszej lidze był Kimitoshi Nogawa (ur. 1984). Trafił on wiosną 2004 roku do Górnika Zabrze. Działo się to na fali zagranicznych transferów pilotowanych wówczas przez Marka Koźmińskiego. Stanowił on jednak raczej egzotyczną ciekawostkę niż wzmocnienie składu zabrzan. Bardziej pasowała mu rola turysty, który przed zawitaniem do Polski przebywał w Brazylii, a po pożegnaniu naszego kraju bawił (to właściwe określenie, bo nie grał zbyt wiele) w Kamerunie, Rumunii, Francji i Włoszech. Obecnie zarabia jako… model. O Nogawie pisaliśmy już kiedyś tutaj.

Prawdziwa inwazja samurajów rozpoczęła się jednak w 2011 roku. Wtedy zawodników z Kraju Kwitnącej Wiśni zaczął intensywnie sprowadzać menedżer piłkarski Tomasz Dranikowski. Bardzo ciekawy wywiad z nim do poczytania tutaj. Transferował głównie piłkarzy z tamtejszych rozgrywek uniwersyteckich, a później także z profesjonalnej ligi. Zwykle trafiali oni najpierw na Łotwę albo na Bałkany (głównie do ligi czarnogórskiej albo serbskiej), kiedy indziej do niższych polskich lig, a nieraz lądowali od razu w ekstraklasie.

Serię zapoczątkował Takafumi Akahoshi (ur. 1986). Popularny dziś „Aka” w 2011 roku najpierw oblał testy w Śląsku Wrocław, ale na jego usługi zdecydowała się, wówczas jeszcze I-ligowa, Pogoń Szczecin. Wkrótce okazało się, że „Duma Pomorza” stała się „najbardziej japońskim polskim klubem”, w ciągu pięciu lat zatrudniając czterech piłkarzy z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Sam Akahoshi szybko odpłacił pracodawcom za kredyt zaufania i z miejsca zaaklimatyzował się w nowym zespole. Najpierw wydatnie pomógł awansować mu do ekstraklasy, a później brylował w jego barwach na najwyższym szczeblu rozgrywkowym.

Grając w Szczecinie od 2011 roku (z krótką przerwą na wypad do rosyjskiego FK Ufa jesienią 2014 roku) stał się graczem z jednym z najdłuższych stażów w Pogoni. To także pierwszy Japończyk, który strzelił gola w polskiej ekstraklasie (Pogoń – Jagiellonia 1:1, wrzesień 2012). „Aka” jednak nie ma już w Szczecinie, bo przeniósł się do Tajlandii. Do poczytania o nim – tutaj i tutaj.

Dwa lata później, w 2013 roku do Akahoshiego dołączył rodak – Takuya Murayama (ur. 1989). Wiosną 2013 roku zamienił on Gwardię Koszalin na Pogoń Szczecin. On również – być może dzięki pomocy „Aki” – z miejsca stał się ważnym ogniwem drużyny. W ciągu trzech lat prezentował niezmiennie równy poziom. Japończyk był szybki, obunożny i dobry technicznie. Fajny tekst o nim tutaj. Dzisiaj zarabia na chleb w tajskim Ratchaburi FC, a jego klubowym kompanem od kilku dni znów jest Aka.

Tropem starszych kolegów w Pogoni nie poszedł z kolei Shohei Okuno (ur. 1990). Rozegrał raptem kilka (nijakich) meczów jesienią 2014 roku i bez żalu oddano go do Bytovii Bytów. Melodią przyszłości jest natomiast Seiya Kitano (ur. 1997). Ten młodzian brylujący dotychczas w drużynach młodzieżowych ma już za sobą mecze, a nawet gola, w ekstraklasie. Wciąż jednak musi walczyć o miejsce w kadrze pierwszego zespołu – nie tyle nawet w pierwszej jedenastce, co na ławce rezerwowych.

O ile Pogoń Szczecin można potraktować jako hurtownika, to inne zespoły sprowadzały Japończyków już raczej detalicznie.

Lechii Gdańsk udało się sięgnąć po prawdziwą gwiazdę. Sprowadzony jesienią 2013 roku Daisuke Matsui (ur. 1981) był etatowym reprezentantem Japonii, uczestnikiem MŚ 2010 oraz graczem, który niemal przez osiem lat występował we Francji. O jego transferze pisaliśmy tutaj. Doświadczony pomocnik faktycznie błyszczał w Gdańsku, ale już po pół roku pożegnał się z ekstraklasą. Jego małżonka spodziewała się bowiem dziecka i piłkarz uznał, że najwyższa pora wracać do ojczyzny. O Matsuim czytajcie też tutaj i tutaj.

Dość dobre wrażenie zostawił po sobie w Podbeskidziu Bielsku-Białej również Kohei Kato (ur. 1989). W sezonie 2015/2016 ten nieustępliwy zawodnik pokazał, że ma wielkie serce do gry i żelazne płuca. Zapisał się także w rankingu kolorowych kartek, bo w ciągu roku udało mu się uzbierać 9 żółtych i 1 czerwony kartonik. Obecnie Kato występuje w bułgarskim Beroje Stara Zagora.

Na tym tle Ryota Morioka (ur. 1991) wydaje się nie tylko potwierdzać tezę o dość wysokim poziomie ściąganych do nas Japończyków, ale nawet podwyższać nieco poprzeczkę. Do Wrocławia trafił wiosną 2016 roku jako reprezentant Japonii (dwa mecze, w tym z Brazylią), ale wejście do Śląska miał jednak dość trudne i dłuższą chwilę nie potrafił odnaleźć się w nowym klubie. Przełamanie przyszło dopiero w siódmym występie. Działo się podczas spotkania z Lechem na Bułgarskiej. Morioka zdobył wtedy jedyną bramkę meczu. Od tego czasu do końca sezonu strzelił 7 goli w 9 meczach. Jego popisem był mecz Śląsk – Górnik Łęczna (3:2). Zresztą kilka miesięcy później Japończyk znów pięknie skarcił łęcznian. W obecnych rozgrywkach zdecydowanie rzadziej umieszcza piłkę w siatce, ale nikt nie ma wątpliwości, że to najwartościowszy zawodnik Śląska.

Poniżej pełne zestawienie Japończyków w polskiej ekstraklasie.

Zawodnik

Klub

Sezon

Bilans w ekstraklasie

Kimitoshi Nogawa

Górnik Zabrze

Wiosna 2004

3 – 0

Takafumi Akahoshi

Pogoń Szczecin

2011-2014, 2015-2016

115 – 14

Takuya Murayama

Pogoń Szczecin

2013-2015

78 – 9

Daisuke Matsui

Lechia Gdańsk

Jesień 2013

16 – 4

Shohei Okuno

Pogoń Szczecin

Jesień 2014

5 – 0

Kohei Kato

Podbeskidzie Bielsko-Biała

2015/2016

35 – 1

Ryota Morioka

Śląsk Wrocław

Wiosna 2016 – wciąż

35-11

Seyia Kitano

Pogoń Szczecin

Jesień 2016 – wciąż

9 – 1

Na zakończenie można wspomnieć także, że wielu zawodników występowało również na zapleczu ekstraklasy albo w II lidze. Byli to np. Tsubasa Nishi (m.in. Widzew Łódź, Stomil Olsztyn), Toshikazu Irie (Bogdanka Łęczna), Nayo Shibamura (Stomil Olsztyn), Kosuke Ikegami (m.in. Chojniczanka Chojnice), Tomoki Fujikawa (m.in. Arka Gdynia), Shatoru Okada (m.in. Termalica Nieciecza), Takeru Okada (GKS Bełchatów) czy Kosuke Kimure (Widzew Łódź). Poza tym kilkunastu Japończyków grało w drużynach z niższych klas, przede wszystkim w Gwardii Koszalin, Energetyku Gryfino i Concordii Elbląg.

Tekst pochodzi z Programu Meczowego Lecha Poznań

P.

Jacka Magiery jedyny dublet w ekstraklasie: Raków – Lech 1996

magiera_rakow

Jacek Magiera w Nowy Rok obchodzi swoje urodziny, a gdy sylwestrowy zegar 2016/2017 wybił północ, mógł zaśpiewać „czterdzieści lat minęło…”. Trener Legii Warszawa jako piłkarz długo był kojarzony jako talent, który nigdy ostatecznie nie eksplodował na miarę oczekiwań – mówimy w końcu o mistrzu Europy do lat 16 z 1993 roku. Nikt nie odmawiał mu pracowitości (świetnie scharakteryzowali go w książce Wojciech Kowalczyk i Krzysztof Stanowski: „Ja bym mu płacił podwójnie, bo nikt nie spędza w klubie tyle czasu, co on – przychodzi rano i do wieczora ogląda wszystkie możliwe mecze”), a i bez solidnych umiejętności nie byłby w stanie przez tyle lat utrzymać się na poziomie ekstraklasy, i to w Legii.

Natomiast trudno wskazać jedną boiskową cechę Jacka Magiery, którą zdecydowanie się wyróżniał. Najwięcej goli w sezonie ligowym strzelił jeszcze dla Rakowa Częstochowa. To była jego ostatnia runda w tym klubie przed odejściem do Legii. Jesienią 1996 roku zdobył sześć bramek. Z tego dwie – w meczu Raków – Lech Poznań. I to obie dzięki uderzeniom piłki głową.

Jacek Magiera na swojej stronie internetowej ma skan zdjęcia, zrobionego akurat w momencie, gdy strzela „szczupakiem” na 1:0, ale jeszcze ciekawszy jest wywiad z Andrzejem Kawką z Gazety Częstochowskiej, którego udzielił akurat po meczu z Kolejorzem. Te kilka zdań pokazuje, jakim był piłkarzem, ale też jakim jest człowiekiem (jeśli komuś mało, jego szerszą charakterystykę ukazaną przez inne rozmowy w mediach skreślił Leszek Milewski): magiera_tajemnica3

– Stałeś się najskuteczniejszym zawodnikiem Rakowa, 6 zdobytych bramek daje ci miejsce w ścisłej czołówce ligowych snajperów. Skąd wzięła się ta dobra skuteczność?
– Może stąd, że dwa razy w tygodniu przychodzę na boisko i trenuję strzały.
– Sam trenujesz?
– No tak. Biorę jakiegoś bramkarza z drużyny juniorów, kilka piłke i przez godzinę, czasami półtorej godziny trenuję strzały na bramkę.
– W meczu z Lechem obie bramki zdobyłeś głową. Takie strzały samemu trudno trenować. Ktoś musi przecież dośrodkować.
– Oczywiście, że nie mógłbym samemu sobie centrować i jeszcze strzelać. Jak są pod ręką jacyś juniorzy, to proszę ich o pomoc i w ten sposób ćwiczę ten element.
– Zdobycie drugiego gola w spotkaniu z poznaniakami towarzyszyły dość osobliwe okoliczności. Tuż przed oddaniem celnego strzału przewróciłeś się w polu karnym.
– Przewróciłem się, bo jeden z piłkarzy Lecha podłożył mi nogę. Krzyknąłem do sędziego, że powinien być rzut karny, ale arbiter nie zareagował. Kiedy się podnosiłem, zauważyłem, że leci w moim kierunku piłka. Wyskoczyłem i uderzyłem ją głową w kierunku bramki. Wpadła w samo okienko, ale to już czysty przypadek.


Jacek Magiera – dwa gole w meczu Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:0

Co możemy powiedzieć o Lechu Poznań w tym meczu? Mimo niezłego składu, zwłaszcza mocnych nazwisk atakujących, to był obraz nędzy i rozpaczy. Fragmenty relacji Jacka Łuczaka w Gazecie Wyborczej Poznań, zatytułowanej „Wstrząśnięty Bocian” (Paweł Bocian musiał zejść z boiska ze wstrząśnieniem już w siódmej minucie):

Piłkarze Lecha już od 423 minut, czyli od meczu z Widzewem w Łodzi, nie strzelili gola w ekstraklasie. Lechici zagrali w Częstochowie beznadziejny mecz, a dwie najgroźniejsze sytuacje przez nich stworzone bardziej były wynikiem błędów obrońców Rakowa niż umiejętności poznaniaków. – Żałuję, że nie strzeliliśmy gola, to może nas podłamać. Tym bardziej, że w tym sezonie chyba nie zagramy już na własnym boisku [chodziło raczej o rok kalendarzowy i kary za burdy przy Bułgarskiej – przyp.] – mówił trener Ryszard Polak.

Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:0 (0:0)

Gole: Jacek Magiera (46. i 66. minuta)

Raków: Matuszek – Skrzypek, Wróblewski, Bodzioch Ż, Sieja, Wilk, Spychalski, Magiera (90. Synoradzki), Kugiel (65. Bański), Załęski, Skwara (85. Stępień).

Lech: Onyszko – Bosacki Ż, Bocian (7. Augustyniak), Zawadzki, Kryger, Drame, Majewski, Reiss, Prabucki (60. Bekas), Piskuła, Wichniarek (83. Drajer).

Widzów: 3 tys.

Wszystkie gole Jacka Magiery w ekstraklasie

Raków Częstochowa – Stal Mielec 2:0 (16.09.1995)
Górnik Zabrze – Raków Częstochowa 1:2 (22.05.1996)
Legia Warszawa – Raków Częstochowa 2:1 (3.08.1996)
GKS Bełchatów – Raków Częstochowa 1:1 (7.09.1996)
Raków Częstochowa – Hutnik Kraków 1:0 (15.09.1996)
Raków Częstochowa – Ruch Chorzów 1:0 (12.10.1996)
Raków Częstochowa – Lech Poznań 2:0 (23.10.1996 – dwa gole)
Ruch Chorzów – Legia Warszawa 3:2 (4.04.1998)
Dyskobolia Grodzisk Wlkp. – Legia Warszawa 2:1 (11.04.1998)
Amica Wronki – Legia Warszawa 0:1 (9.05.1998)
Legia Warszawa – Amica Wronki 3:1 (22.08.1998)
Legia Warszawa – GKS Bełchatów 3:0 (13.09.1998)
Odra Wodzisław – Legia Warszawa 1:2 (26.05.1998)
Petro Płock – Legia Warszawa 3:1 (29.08.1999)
Widzew Łódź – Petro Płock 4:3 (17.05.2000)
Legia Warszawa – Pogoń Szczecin 3:0 (7.09.2001)
Legia Warszawa – Amica Wronki 3:2 (1.03.2002)
Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:3 (23.08.2002)
Legia Warszawa – Wisła Kraków 4:1 (19.09.2003)
Legia Warszawa – Odra Wodzisław 2:1 (12.03.2004)
Legia Warszawa – Wisła Płock 2:0 (8.05.2004)
GKS Katowice – Legia Warszawa 2:4 (11.06.2004)
Legia Warszawa – Wisła Kraków 5:1 (22.05.2005)
Legia Warszawa – GKS Katowice 2:0 (9.06.2005)

B.