Dawaj brachola! Ale nie tego!

Sito Riera (ur. 1987), nowy zawodnik Śląska, zaliczył wczoraj dla swojej drużyny pudło z rzutu karnego w sensacyjnie przegranym pucharowym meczu z Bytovią Bytów (0:3). Sito to brat Alberta Riery (ur. 1982) – reprezentanta Hiszpanii (16-4), piłkarza Mallorki, Bordeaux, Espanyolu, Manchesteru City, Liverpoolu, Olympiakosu, Galatasaray, Watford czy Udinese (od początku 2016 roku A.Riera gra w słoweńskim FC Koper). Ciekawe tekstu o Sito tutaj i tutaj.

sitoriera_543689

Sytuacja ta przypomniała mi, że w przypadku zagranicznych piłkarzy ściąganie mniej znanego brata rzadko okazuje się dobrym pomysłem. Polska liga zna bowiem kilka takich przypadków.

Marciano Bruma (Arka Gdynia i Lech Poznań w latach 2010-2011) (ur. 1984) to brat Jeffreya Brumy (ur. 1991) – reprezentanta Holandii (21-1), przywdziewającego takie uznane barwy Chelsea, Leicester, HSV, PSV czy Wolfsburg.

IMG_5036

O wiele słabszym zawodnikiem od swojego brata był także Nikola Kolarov (ur. 1983). Serbski obrońca występował jesienią 2010 roku w I-ligowym KSZO Ostrowiec Świętokrzyski (dorobek: 2 czerwone kartki i jeden samobój). Zaś Aleksander Kolarov (ur. 1985) w tym czasie zamieniał Lazio Rzym na Manchester City. W kadrze zaś występuje do dzisiaj (aktualny bilans: 64-8; w tym. m.in. występ na MŚ 2010).

Michal Hubnik (ur. 1983) miał być asem napadu Legii Warszawa, ale zupełnie mu się nie udał podbój naszej ligi (13 meczów i 2 gole w latach 2011-2012). Jego mniej efektowny, ale bardziej efektywny brat, Roman Hubnik (ur. 1984) ma zaś w dorobku piękną karierę reprezentacyjną (29-3; w tym występy na EURO 2012) oraz klubową m.in. w Sparcie Praga czy Hercie Berlin. Krótki tekst o zmierzchu kariery Michala tutaj.

Ciekawostką jest czeska familia Liczków. Wszyscy pamiętamy Wernera Liczkę – szkoleniowca, który prowadził m.in. Polonię, Górnika, Wisłą czy Dyskobolię, a od niedawna Radomika Radom. To on namówił swojego Marcela Liczkę (ur. 1977), żeby spróbował szczęścia w Zabrzu i Grodzisku Wielkopolskim. Polska prasa wzdychała wtedy, że o wiele smakowitszym kąskiem byłby młodszy syn – Mario (ur. 1982).

1102948865_ctkexport

Mario był wówczas młodzieżowym reprezentantem Czech i graczem, który wkrótce zamienił Banik Ostrawa na włoskie Livorno. Minęło jednak 11 lat i Mario również trafił do naszej ekstraklasy. Jesienią 2015 roku występował w Termalice.

Wreszcie jeszcze jedna, nieco już bardziej skomplikowana koligacja/ Występujący epizodycznie w Legii wiosną 2011 roku Felix Ogbuke (ur. 1985)

z9290700Q,19--kolejka--GKS---Legia-2-0

to przyrodni brat Chinedu Obasiego (ur. 1986) – reprezentanta Nigerii (grał na MŚ 2010) oraz gracza takich zespołów jak Hoffenheim czy Schalke. Wywiad z Feliksem tutaj.

To najbardziej znane ilustracje, kiedy do Polski trafiał brat znanego reprezentanta innego kraju. Przychodzą Wam do głowy inne przypadki?

P.

Bonini do kadry (już był)

Natchniony mecz w wykonaniu Grzegorza Bonina (Górnik Łęczna – Korona Kielce 4:0) i zdobyte przez niego dwie fenomenalne bramki (do obejrzenia tutaj i tutaj) wywołały u niektórych fanów znane – choć tym razem okraszone uśmiechem – hasło: „Do kadry go!”. Bonin jednak w kadrze… już był!

Bonin_LIT

„Boniniego” do reprezentacji powołał już bowiem Paweł Janas ponad dekadę temu. Rosły zawodnik w barwach Korony Kielce rozgrywał wówczas swój debiutancki sezon (2005/2006) w ekstraklasie. Radził sobie na tyle dobrze, że selekcjoner postanowił go spróbować w koszulce z orzełkiem. Raczej nie myślał o nim w kontekście zbliżających się MŚ 2006, bardziej chyba planował zobaczyć jak 23-letni piłkarz wypadnie w konfrontacji z bardziej utytułowanymi kolegami.

indeks2

Debiut wypadł na towarzyski mecz z Litwą. Nieoczekiwanie Polacy go przegrali (0:1). Bonin rozegrał całą pierwszą połowę, a po przerwie został zmieniony przez Radosława Sobolewskiego.

Pierwszy mecz okazał się jednak zarazem ostatnim i Bonin nigdy więcej nie zagrał już w reprezentacji. Nie oznacza to jednak, że nie był do niej powoływany. W 2007 roku trafił na grudniowe zgrupowanie w Turcji, ale w towarzyskim meczu z reprezentacją Bośni i Hercegowiny (1:0) nie zagrał. Natomiast we wrześniu 2010 roku został powołany przez selekcjonera Franciszka Smudę na mecze towarzyskie z USA (2:2) i Ekwadorem (2:2), ale też nie pojawił się na murawie.

Bonin to przykład niezwykle solidnego ligowca. Stosunkowo późno trafił do ekstraklasy (22 lata), ale gdy już to zrobił, to mocno się w niej zakorzenił. Zwykle występuje w średnich drużynach z aspiracjami (Korona, Górnik Zabrze, ŁKS, Pogoń, Łęczna), a próby zawojowania świata w barwach Polonii Warszawa do dziś jeszcze wspomina ze ściśniętym żołądkiem.

Kto wie, jeśli Bonin dalej będzie strzelał takie bramki, to jeszcze go zobaczymy w kadrze? :)

P.

(Nie)boski Hermes z mistrzostwem

Urodziny obchodzi dzisiaj Hermes (42.) – jeden z tych brazylijskich piłkarzy, którzy przybyli do Polski na chwilę, a osiedli na stałe. Z tej okazji mała kartka z odległej historii. Obecnie mało kto bowiem kojarzy, że ten były już zawodnik w przeszłości wywalczył z reprezentacją Canarinhos U-20 mistrzostwo świata 1993. Wygrzebałem właśnie pamiątkową fotkę.

527224_big-lnd

Jeśli się dobrze przyjrzycie, to spostrzeżecie młodego Hermesa na środku podium, z kwiatami, z widocznym nr 5 na spodenkach (choć pełen numer to 15). W finale młodzieżowego mundialu Brazylijczycy pokonali kadrę Ghany 2:1.

Przebieg mistrzostw możecie prześledzić sobie tutaj albo tutaj.

Co ciekawe niewielu zawodników tamtej drużyny zrobiło większą karierę. Najbardziej znane twarze to Dida (na zdjęciu akurat ustawił się tyłem) oraz Mario Jardel. Zupełnie przepadły gwiazdy tamtego turnieju jak wybrany na najlepszego gracza Adriano czy jeden z siedmiu królów strzelców – Gian.

I tutaj jeszcze jedna ciekawostka. Adriano, wówczas zawodnik Neuchatel Xamax, po latach próbował również szczęścia w… Pogoni Szczecin. Oczywiście go tam nie znalazł, ale ślad w statystykach po nim pozostał. Notki przy okazji jego transferu można przeczytać tutaj i tutaj.

Sam Hermes natomiast odnalazł nad Wisłą to, czego szukał. Jak sam mówi – Polska jest obecnie jego drugim domem, również ze względu na przyznane w 2014 roku obywatelstwo. W naszym kraju występował w Widzewie, Koronie, Jagiellonii, Polonii Bytom i Zawiszy Bydgoszcz. Do dziś jednak ciągnie się za nim wątek korupcyjny. Od kwietnia 2016 jest drugim trenerem Chojniczanki. Na boisku rzadko popisywał się brazylijską fantazją, raczej stawiał na solidność i precyzję. Co ciekawe jednak, pierwszą i jedną z niewielu bramek, które strzelił w ekstraklasie, zdobył w stylu Roberto Carlosa.

P.

Wyjechałem i zobaczcie!

Wczoraj pisząc o łotewsko-litewskich królach strzelców zagalopowałem się trochę w poszukiwaniach i w efekcie trafiłem na inny ciekawy wątek. Otóż wyłapałem grono zagranicznych zawodników, którzy dopiero po opuszczeniu polskiej ligi zdobywali tytuły króla strzelców mniej lub bardziej uznanych lig. Z przywołanych wczoraj piłkarzy do tej kategorii zaliczają się Radzinevicius i po trochu Matulevicius. EDIT: do tego grona dołączył także Valskis, który po nieudanej przygodzie w Suwałkach został znowu królem strzelców 2016 w barwach FK Trakai.

Pionierami w zakresie sukcesów po opuszczeniu Polski są dwaj zawodnicy z lat 90-tych. Białorusin Andriej Chlebosołow w roku 1992 zagrał dla Wisły Kraków 12 razy, ani razu nie strzelając jednak gola. Po powrocie do ojczyzny był jednak dwukrotnie najlepszym strzelcem ligi – w latach 1996 oraz 1997 dla Biełszyny Bobrujsk zdobył kolejno 34 oraz 19 goli.

Natomiast Cornelius Udebuluzor przybył do Górnika Zabrze z Nigerii. W ekipie z ul. Roosevelta zaprezentował niezłą formę jesienią ’96 – uwieńczoną 4 golami w 17 meczach. Później grał w Grecji, ale widać ciągnęło go do bardziej egzotycznych stron (choć dla niego i Polska i Europa musiały być egzotyczne) i tym sposobem wylądował w Hongkongu, gdzie strzelając dla Buler Rangers FC 12 goli w sezonie 2001/02, sięgnął po tytuł króla strzelców.

Najpoważniejszą koronę wywalczył jednak chyba Bułgar Dimityr Makrijew. Pamiętacie go? To były zawodnik Górnika Zabrze, występował w nim w sezonie 2003/2004. Kiedyś pisaliśmy o nim tutaj. Po wyjeździe z Polski sporo podróżował i – co ważne – raczej nie schodził poniżej pewnego poziomu. Grał w Szwajcarii, Francji, Słowenii, Izraelu (tam był prawdziwą gwiazdą), w Rosji, na Ukrainie, w Hongkongu, na Węgrzech i ostatnio na Cyprze. W koszulce drużyny Nea Salamina Famagusta strzelił w sezonie 2015/2016 aż 19 goli i zdobył tytuł najlepszego snajpera Wyspy Afrodyty.

Świeżym triumfatorem analogicznej klasyfikacji w Azerbejdżanie jest znany i lubiany Dani Quintana. Były as Jagiellonii w sezonie 2015/2016 z Qarabag Agdam zgarnął całą pulę – został mistrzem kraju, wywalczył puchar, a indywidualnie – koronę króla strzelców (15 goli).

Świetnie poradził sobie również Ricardinho. Brazylijczyk pokazał już niezłe umiejętności w Łęcznej (2011), w Wiśle Płock (2011/2012) i w Lechii Gdańsk (2012/2013). Znad polskiego może przeniósł się do Sheriffa Tyraspol. W pierwszym sezonie zdobył mistrzostwo, w kolejnym z 20 golami na koncie został królem strzelców 2015. W Tyraspolu czuje się świetnie i choć przez pół roku próbował szczęścia w ZEA, to szybko wrócił nad Dniestr. EDIT – w 2017 roku znowu został tamtejszym królem strzelców.

A pamiętacie Filipa Ivanovskiego? Czczony jako wielki talent, Dyskobolia wyłożyła za niego grube pieniądze, ale nie sądzę, żeby się zwróciły. Po wyjeździe z Polski (bawił tutaj 2007-2010) grał na Cyprze i w Kazachstanie, ale najlepiej idzie mu w ojczyźnie. Z Vardarem Skopje zdobył trzy razy tytuł mistrzowski, a w sezonie 2011/2012 strzelił najwięcej goli w macedońskiej ekstraklasie.

W 2011 roku Pavol Masaryk przychodził już do Cracovii jako król strzelców słowackiej ekstraklasy sezonu 2009/2010 w barwach Slovana Bratysława. W Krakowie jednak furory nie zrobił, wrócił do domu i już rok później, jako zawodnik Rużomberoka, został najlepszym snajperem rozgrywek 2011/2012.

Macedończyk Borce Manevski przez 1,5 roku występował w Górnik Łęczna (2006-2007). Przez ten czas rozegrał 25 meczów i ani razu nie trafił do siatki. Wrócił więc do ojczyzny, po drodze zahaczając o Serbię. W sezonie 2010/2011 reprezentując drużynę Rabotnicki Skopje zdobył 19 bramek, co wystarczyło do (współdzielonego) tytułu króla strzelców. Fakt ten stał się trampoliną do prób podbicia… Tajlandii i Malty.

I na koniec najbardziej egzotyczna historia. Czy jest tutaj jakiś fan Jagiellonii? Wiosną 2005 roku kilka meczów w II-ligowej wówczas Jadze zaliczył Brazylijczyk Tales Schutz. Nie przedłużono z nim jednak umowy i chłopak musiał szukać szczęścia gdzie indziej. Na chwilę wrócił do Kraju Kawy, ale szybko stamtąd przeniósł się do Hongkongu. Właśnie tam, w sezonie 2006/2007 uzbierał 17 goli, co dało mu tytuł króla strzelców. W Hongkongu Tales był prawdziwą gwiazdą, strzelał cudowne gole, a liczba filmików opiewających je filmików na YT jest imponująca. Grał też w Portugalii i Azerbejdżanie.

Życie pokazuje, że niespełnione w Polsce strzeleckie ambicje ziszczają się w innych krajach, choć umówmy się, że piłkarsko nie bijących naszej ligi na głowę.

P.

Skąd wracają królowie?

Przy okazji wpisu o Torresie przejrzałem sobie jeszcze klasyfikację królów strzelców lig bałtyckich z ostatnich lat. Oto zestawienia dotyczące Łotwy i Litwy (za worldfootball.net).

Łotwa – Virsliga

Season Top scorer Team goals
2015 Latvia Dāvis Ikaunieks FK Liepāja FK Liepāja 15
2014 Latvia Vladislavs Gutkovskis Skonto FC Skonto FC 28
2013 Latvia Artūrs Karašausks Skonto FC Skonto FC 16
  Latvia Andrejs Kovaļovs FC Daugava FC Daugava 16
2012 Georgia Mamuka Ghonghadze FC Daugava FC Daugava 18
2011 Brazil Nathan Junior Skonto FC Skonto FC 22
2010 Brazil Nathan Júnior Skonto FC Skonto FC 18
  Latvia Deniss Rakels FK Liepājas Metalurgs FK Liepājas Metalurgs 18

Litwa – A Lyga

Season Top scorer Team goals
2015 Lithuania Tomas Radzinevičius FK Sūduva FK Sūduva 28
2014 Croatia Niko Tokić FK Šiauliai FK Šiauliai 19
2013 Lithuania Nerijus Valskis FK Sūduva FK Sūduva 27
2012 Lithuania Artūras Rimkevičius FK Šiauliai FK Šiauliai 35
2011 Lithuania Deivydas Matulevičius FK Žalgiris FK Žalgiris 19
2010 Lithuania Povilas Luksys FK Sūduva FK Sūduva 16

Czujne oko na pewno wychwyciło, że w powyższych tabelach pogrubioną czcionką zaznaczeni zostali zawodnicy mający na koncie występy w polskiej lidze.

Vladislavs Gutkovskis – 2016- ; Termalika Bruk-Bet Nieciecza; 14-4

Arturs Karasausks – 2016, Piast Gliwice, 2-0

Deniss Rakels – 2011-2015; Zagłębie Lubin, GKS Katowice, Cracovia; 70-26

Tomas Radzinevicius – 2009; Odra Wodzisław; 14-2

Nerijus Valskis – 2015; Wigry Suwałki (I liga); 4-0

Deivydas Matulevicius – 2009-2012, Odra Wodzisław, Cracovia; 24-2

Povilas Luksys – 2009, 2013, 2014; Polonia Bytom, Wigry Suwałki; 2-0

Wszyscy Łotysze trafiali do Polski już z tytułami królów strzelców, podobnie Valskis. Matulevicius zdobył go między jedną a drugą próbą podboju ekstraklasy, a Radzinevicius wiele lat po pobycie nad Wisłą. Ciekawy jest natomiast przypadek Luksysa. W swoim kraju najlepszym strzelcem zostawał aż trzykrotnie. Po koronę sięgał w 2004 i 2007 roku, jesienią 2009 skusił się na ofertę Polonii Bytom, ale już wiosną 2010 był z powrotem w ojczyźnie, po to, by rok 2010 znów zakończyć jako król strzelców ligi litewskiej.

Jakie wnioski płyną z tego zestawienia? Ano takie, że miano najlepszego goleadora Łotwy czy Litwy nie gwarantuje jakości piłkarskiej niezbędnej do podboju polskiej ligi. Najlepiej z całej ekipy zaprezentował się w Polsce Rakels, ale pamiętajmy, że potrzebował kilku dobrych lat, żeby zaskoczyć. Ostatnio natomiast nieźle prezentuje się Gutkovskis i pozostaje mieć nadzieję, że nie pójdzie w ślady Karauskasa czy Luksysa.

P.

Torres(auskas)

Kilka dni temu zadebiutował w reprezentacji (2.09.2016) w towarzyskim meczu z Luksemburgiem (3:1). Wczoraj (tj. 6.09) po raz pierwszy zagrał w meczu eliminacyjnym – z Andorą (0:1). Oto Cristian Damian Torres (ur. 1985) – nowy reprezentant Łotwy.

valters_pelns_foto22

Piszemy o tym, bo wiecie, że lubimy takie historie. Poza tym kraje nadbałtyckie stosunkowo rzadko naturalizują zagranicznych zawodników. Jak sami możecie sprawdzić, Litwa, Łotwa i Estonia nie pojawiają się w sadze dotyczącej czarnoskórych reprezentantów. Dlatego też Torres jest pewnym zaskoczeniem. Zatem któż to taki?

To Argentyńczyk urodzony w mieście Vicente Lopez. W ojczyźnie jednak tułał się po niższych ligach i w wieku 19 lat postanowił spróbować szczęścia w Europie. Wybór padł na Łotwę. Latynoskiego pomocnika ściągnęła do siebie FK Jurmala (dziś FK Daugava). Tam występował w latach 2004-2006. Potem był FK Liepajas Metalurgs (2007) i znowu FK Jurmala (2008-2009). W tym czasie wyrobił sobie na Łotwie dobrą markę, a równo ze stuknięciem pięcioletniego pobytu z przyjemnością odebrał łotewski paszport (paszport UE!).

Mając już go w garści Torres… przeniósł się do Azerbejdżanu. Grał w FK Gabala (2009-2011), Ravan Baku (2011-2012) i FK Qarabag (2013). W czerwcu 2013 roku wrócił do Łotwy. W czerwcu wziął ślub ze swoją łotewską sympatią (zdjęcia do wglądu na profilu fcbk zawodnika), a w styczniu 2014 roku podpisał kontrakt z FK Liepaja. Przez te trzy lata (2014-2016) stał się jednym z najlepszych zawodników Virsligi i poprowadził swój zespół do mistrzostwa 2015. Filmik promocyjny do wglądu tutaj.

Czy nowy zawodnik poprowadzi Łotwę do awansu do MŚ 2018? Byłaby to szalona teza, ale należy zauważyć, że z Torresem w składzie reprezentacja… zawsze wygrywa :)

P.

Boret z workiem medali

Gdyby brać pod uwagę wyłącznie liczbę zdobytych tytułów mistrzowskich przed przybyciem do polskiej ekstraklasy, to chyba nikt by go nie przebił. Chyba nie wpadniecie na to, o kim mowa. To dzisiejszy jubilat (czterdziestka!) – VADIM BORET.

thumb_20120518025207759

(tutaj i tutaj znajdziecie jego piękne zdjęcia z reprezentacji; a tutaj zdjęcie z… no właśnie, z kim, kto poznaje?)

Boret został zawodnikiem Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski wiosną 2004 roku. Kogo wówczas ściągnął wielkopolski klub? Otóż był to 28-letni as reprezentacji Mołdawii, który na swym koncie miał – uwaga! – dziewięć tytułów mistrza Mołdawii (sześć z Zimbru Kiszyniów i trzy z Sheriffem Tyraspol) oraz trzy krajowe puchary. Kilka miesięcy wcześniej Boret strzelił także fenomenalną (!!!) bramkę Holandii w meczu el. EURO 2004 (1:2).

Przybył więc mołdawski gwiazdor obwieszony medalami do Grodziska i… nic. W piekielnie silnej drużynie Dyskobolii za diabła nie był w stanie wywalczyć sobie miejsca. W efekcie najpierw wypożyczono go do Obry Kościan, a później dano raptem rozegrać dwa mecze w lidze (łącznie 36 minut) i dwa w Pucharze Polski (w 1/4 i w pierwszym meczu finałowym; dzięki temu Boret może mienić się tytułem zdobywcy Pucharu Polski). Po sezonie nakazano spakować walizkę i pożegnano.

Boret, pewnie trochę smutny, postanowił poszukać szczęścia w Azerbejdżanie. I faktycznie tam je znalazł. W lidze z naftowego państwa występował przez siedem lat – przez trzy lata w Neftci Baku i cztery w FK Baku. Zdobył tam mistrzostwo (2009) i krajowy puchar (2012), zdobywał gole w europejskich pucharach (kibice do dziś pamiętają mu gola, dzięki któremu Neftci pokonało 1:0 Anderlecht Bruksela w el. LM 2005/2006) i cieszył się uznaniem.

W 2012 roku Boret zakończył karierę i od razu zajął się trenowaniem. Prowadził mołdawskie reprezentacje U-15, U-16 i U-17. Później trenował druligowe zespoły FC Sfantul Gheorghe Suruceni oraz CF Ungheni. Od lipca 2016 prowadzi występujący w ekstraklasie zespół CS Moldova 03.

To jeden z tych zawodników, którzy pomimo ciekawych dokonań w polskiej lidze nawet nie zaistnieli. Tym bardziej więc życzymy mu wszystkiego dobrego z okazji urodzin.

A o innych ciekawych zagranicznych transferach Dyskobolii poczytajcie tutaj.

P.