Fioletowe tup-tup i bam! Niesprawiedliwa pamięć

Wyraźniej pamiętamy eksplozje, wybuchy i wojny; nie pamiętamy czasu pokoju, codzienności i ładu. Większe emocje odczuwamy w kontekście wydarzeń krótkich, ale intensywnych, niż monotonnie rozłożonych w czasie. Widać w przełożeniu na praktykę futbolową widać to na przykładzie… Fiorentiny.

Jednym z symboli tego klubu jest Angelo Di Livio. Pamiętacie tego zawodnika?

17279_angelo_di_livio_1

Niepozorny, niewysoki, niespecjalnie efektowny. Za to mrówczo pracowity, wybiegany jak koń i harujący jak wół na prawej stronie boiska. Mały żołnierzyk. Zamiast strzelać wolał podawać (w reprezentacji Włoch – 40 meczów i 0 goli). W 1999 roku przeszedł on do Fiorentiny i występował w niej przez sześć kolejnych lat, aż do zakończenia kariery w 2005 roku. Nie przeszkadzało mu, że w 2002 roku zespół z Florencji z powodu problemów finansowych został zdegradowany do Serie C2. Di Livio pokazał jednak czym jest lojalność wobec klubowych barw i tak długo tłukł się po niższych ligach Angelo aż doprowadził „Violę” do Serie A w 2004 roku. Gdy podczas jego ostatniego meczu (Fiorentina – Brescia) Di Livio w 88. minucie opuszczał boisko to kibice płakali.

Gdyby jednak zapytać ich o jeden szczególny mecz, o popis dzięki któremu Di Livio przeszedłby do wieczności, to większość z nich pewnie bezradnie rozłożyłaby ręce. Ich idol zawsze był super solidny, precyzyjny, ale nigdy nie rozbłysnął z mocą astralnej eksplozji. To nie ten typ.

Tymczasem większość sympatyków Violi nie miałoby problemów, żeby w tym kontekście wspominać zawodnika, który zbyt wiele dla Fiorentiny nie ugrał. To Mauro Bressan. Pomocnik błyskotliwy, ale chimeryczny, bardzo nierówny i na pewno niewybitny. Przez całą swoją karierę nie zagrzał nigdzie zbyt długo, w żadnym swoim klubie nie występował dłużej niż dwa lata. Koszulkę Fiorentiny przywdziewał w okresie 1999-2001. Rozegrał w niej łącznie 94 mecze i strzelił cztery bramki. Tak się jednak składa, że jedno z tych trafień jest jednym z najpiękniejszych goli w historii futbolu. Oto 14. minuta spotkania Ligi Mistrzów między Fiorentiną a FC Barceloną (3:3).

Gol Bressana to coś irracjonalnego, kosmicznego, teoretycznie niewykonalnego (przewrotka spoza pola karnego? w samo okienko?). Nieprawdopodobne trafienie, niepowtarzalne. Każdy kibic Violi to pamięta, ba, pamięta to każdy kibic, który interesował się piłką na przełomie XX i XXI wieku.To konstrukt trudny do zapamiętania, a jego demiurg z pewnością wzbił się na wyżyny piłkarskiego kunsztu.

Jak długo jednak Bressan pracował na swoją wieczną chwałę, na swoje eksponowane miejsce w historii florenckiego (i światowego) futbolu? Ułamek sekundy.

Różne są ścieżki do serc i pamięci fanów. Wydeptanie jednych zajmuje lata, inne powstają z prędkością światła.

P.

Arsenal w dobrym kryminale

Jednym z hitów zaczynającej się dziś kolejki Ligi Mistrzów jest niewątpliwie spotkanie Arsenalu Londyn z Bayernem Monachium. Tak się składa, że w pewnym nietypowym miejscu wpadłem właśnie na ciekawy wątek związany z „The Gunners”.

Odsłuchuję bowiem w wersji audiobooka książkę „Jedwabnik” autorstwa Roberta Galbraitha (vel JK Rowling) w rewelacyjnej interpretacji Macieja Stuhra. To wciągający kryminał, ale czytujący ją Stuhr junior podnosi ją swoimi wokalno-narracyjnymi stylizacjami do poziomu dzieła sztuki.

2-1403045709

Bohaterem „Jedwabnika” (a także poprzedniej książki pt. „Wołanie kukułki”) jest prywatny detektyw Cormoran Strike. Postać to zaiste interesująca, a dodatkowo, poza całym arsenałem ciekawych przeżyć i cech charakteru jest on także… kibicem Arsenalu!

W jednym z fragmentów książki Strike cieszy się na wielkie derby Londynu – Arsenal kontra Tottenham. Ledwie detektyw usadowił się na fotelu jego ukochany klub już wygrywał 2:0. Potem bohater coś podjadł, coś popił i sędzia odgwizdał przerwę. W przerwie zaś pojawiły się nowe wątki dotyczące prowadzonej przez niego sprawy. Musiał wykonać kilka telefonów, sprawdzić jakieś nazwisko. Do oglądania meczu wrócił więc dopiero dłuższą chwilę po gwizdku arbitra wznawiającym spotkanie. Z wielką trwogą wówczas skonstatował, że… jest już remis 2:2. Jakby tego było mało na kilka minut przed zakończeniu Arsenal traci gola po strzale głową i przegrywa na własnym boisku. Jedynym zawodnikiem wymienionym z nazwiska jest pokonywany w szybkim tempie golkiper „The Gunners” – Łukasz Fabiański!

Scenariusz spotkania iście literacki, ale od razu wydał mi się zbyt prawdziwy. Choć świat w książce jest zmyślony, to mecz okazał się oczywiście zupełnie namacalny. 20 listopada 2010 roku Arsenal przegrał na Emirates Stadium z Tottenhamem (2:3). Gole strzelali Nasri i Chamakh oraz Bale, Van Der Vart i Kaboul. Bramki gospodarzy strzegł – a jakże! – Fabiański.

Podsumowując, polecam książki Galbraith i mecze Arsenalu – dobre kryminały zawsze w cenie :)

P.

Czerczesow i reszta. Zagraniczni trenerzy w swoich reprezentacjach – cz. 2

Cztery lata temu popełniłem (fajny!) tekst o reprezentantach swoich krajów, którzy w polskiej lidze zasiadali na ławce trenerskiej. Przybycie do Legii Stanisława Czerczesowa każe zaktualizować tamten artykuł. Ale po kolei.

Najpierw errata. W poprzedniej publikacji umknęło mi jedno nazwisko.

Petr Nemec (Śląsk Wrocław, Widzew Łódź, KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, Miedź Legnica, Flota Świnoujście, Arka Gdynia, Odra Opole).

933_001899283-Petr-Nemec__kr

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Czechosłowacja: 5 meczów – 0 goli

Wielkim moim niedopatrzeniem jest, że w poprzednim zestawieniu pominąłem Nemeca. Choć ma on na swoim koncie tylko pięć meczów w reprezentacji Czechosłowacji, to jest bardzo utytułowanym kadrowiczem. Ma bowiem na koncie złoty medal IO 1980 (trzy mecze – tutaj można zobaczyć skład reprezentacji Czech, a tutaj zapoznać się z wynikami turnieju), był także w kadrze na „brązowe” dla Czechosłowacji EURO 1980 (ale nie zagrał w żadnym meczu). Nemec był bardzo solidnym ligowym zawodnikiem, ale o miejsce w bardzo silnej wówczas kadrze naszych sąsiadów było mu bardzo trudno. W Polsce solidny średniak bez większych sukcesów. Znany raczej jako trener ratownik, który najdłużej zabawił we Flocie Świnoujście. Tutaj wywiad z nim, a tutaj urobek na stronie FIFA.

Po załatwieniu zaległości pora przejść do teraźniejszości.

Stanislav Levy (Śląsk Wrocław)

Levy-BlauWeissBerlin_1995-96z15451030Q,Trener-Stanislav-Levy

Czechosłowacja: 25A – 0

Trzeba naprawdę mieć serce z kamienia, żeby nie docenić stylówy młodego Levy’ego! Wyrywny eks-trener Śląska w młodości był bardzo solidnym defensorem. W ojczyźnie związany z Bohemians 1905, po jej opuszczeniu występował w Niemczech. W reprezentacji grał głównie w meczach towarzyskich, ale zdarzyło mu się także zaistnieć w eliminacjach MŚ 1986.

Henning Berg (Legia Warszawa)

BERG_HENNING_jpgz16354091Q,Henning-Berg

Norwegia: 100A – 9

Berg to chyba najsłynniejszy zagraniczny zawodnik, który trenował polski klub. Obok wspaniałych statystyk z Manchersteru, Blackburn i Rangers widnieją równie wspaniałe osiągnięcia z reprezentacji Norwegii. W swojej ojczystej kadrze rozegrał równo setkę spotkań, a w większości z nich przywdziewał opaskę kapitana. Występował na MŚ 1994 i 1998 oraz na EURO 2000.

Jan Kocian (Ruch Chorzów, Pogoń Szczecin)

 

jan-kocian-trener-ruchu-chorzow

 

 

 

 

 

 

 

Czechosłowacja: 26A – 0

Kociana pamiętam jeszcze z kart z piłkarzami-uczestnikami MŚ 1990. Na tym turnieju rozegrał cztery spotkania i był pewnym punktem robiącej furorę w Italii kadry. Słowak występował przez wiele lat w Niemczech (1. FC Sankt Pauli), a jako trener prowadził m.in. reprezentację Słowacji oraz kluby z Chin i Hongkongu.

Radoslav Latal (Piast Gliwice)

1998_Latalz18810610Q,Radoslav-Latal

 Czechosłowacja: 11A – 2

Czechy: 47A – 1

Szkoleniowiec robiącego furorę Piasta to zawodnik nie tylko z fantastycznym dorobkiem klubowym (Schalke), ale również reprezentacyjnym. Jeszcze w koszulce Czechosłowacji występował w eliminacjach do MŚ 1994, a już w barwach Czech wystąpił na EURO 1996 i 2000. Na tej pierwszej imprezie został nawet wybrany do jedenastki turnieju!

 Stanisław Czerczesow (Legia Warszawa)

$_57z18980155Q,Stanislaw-Czerczesow-na-pierwszej-konferencji-prasZSRR: 8A

WNP: 2A

Rosja: 39A

Nowy szkoleniowiec Legii wyśmiewany jest ze względu na swoje zamiłowanie do wąsa, ale jeśli wziąć na wagę jego zawodnicze osiągnięcia, to mało który szkoleniowiec może się z nim równać. Wieloletnia podpora Spartaka Moskwa i Tirolu Innsbruck. Do tego – nie zmieniając paszportu – miał okazję występować w aż trzech reprezentacjach: ZSRR, WNP i Rosji. Zagrał na MŚ 1994 (słynny mecz Rosja – Kamerun 6:1) i EURO 1996 (mecze z Włochami i Czechami). Był także w kadrze na MŚ 2002.

Na zakończenie warto jeszcze wspomnieć o kilku innych trenerach, którzy co prawda nigdy nie wystąpili w seniorskich reprezentacjach swoich krajów, ale w juniorskich już tak. Angel Perez Garcia (Piast), były gracz Realu Madryt występował w kadrze U-21 Hiszpanii. Jorge Paixao (Zawisza Bydgoszcz) w portugalskich reprezentacjach U-16 i U-18. Natomiast Thomas von Heseen w latach 1981–1985 reprezentował RFN U-21.

Obserwując trendy w zakresie zatrudniania szkoleniowców w naszej ekstraklasie nie zaryzykuję zbyt wiele twierdząc, że za kilka lat znów będzie trzeba uaktualnić tę listę.

P.