Rzut monetą na wagę awansu w Afryce

moneta_afryka

Kiedy już wydawało się, że faza grupowa Pucharu Narodów Afryki w Gwinei Równikowej nie przyniesie nam niesamowitych historii jakich po tej imprezie można się spodziewać, na sam koniec, w ostatniej kolejce ostatniej grupy, piłkarze Mali i Gwinea uraczyli nas skompletowaniem trójpaka remisów 1:1. O tym, która z kapel zagra w ćwierćfinale, zdecyduje losowanie. W końcu do głosu dojdą więc szamani, o których tyle się mówi i pisze podczas turniejów na Czarnym Lądzie. Przy okazji: zawsze mnie dziwiło, że nie są oni wpisywani przy kadrach afrykańskich zespołów – w rubryce gdzieś między trenerem a kapitanem.

Podsumowanie całej pierwszej rundy obiecuję przed ćwierćfinałami, a teraz – na szybko – mały wgląd do historii Pucharu Narodów Afryki. Nie jest bowiem tak, że to pierwszy tego typu figiel na tym kontynencie. W annałach znalazłem trzy przypadki losowań, a konkretnie – rzutów monetą. Problem w tym, że w przypadku starszych turniejów, relacje są sprzeczne, o dowody wprost trudno (autor „Afryka gola!”, red. Michał Zichlarz przekonuje, że losowanie było tylko w 1988 roku).

Nie ma na przykład takiego wideo jak to z grudnia 2013 roku, gdy też w Afryce, rzut monetą rozstrzygnął o tym, że grupę w Pucharze CECAFA (turniej dla krajów ze wschodu i środka kontynentu) wygrała Kenia, a nie Etiopia.

Przyznaję, że szukałem trochę po omacku, bo nie mam akurat pod ręką encyklopedii PNA autorstwa Rumuna Romeo Ionescu (którą spokojnie można porównać do encyklopedii piłkarskiej Fuji, a którą szwagier sprawił mi na poprzednie święta). Pewnie jak się do niej dorwę, wątpliwości znikną.

ionescu

Takie mini-zestawienie zawsze jednak jest lepsze niż nieustanne odnoszenie się do „Polska! Górnik! Brawo!”, czyli rzutu monetą z półfinału z AS Roma w 1970 roku.

Nie ma materiałów wideo z sędziowskimi rzutami ani takich cudnych zdjęć jak to z Historii Mundiali, przedstawiające 14-letniego syna pracownika w Rzymie, który z zasłoniętymi oczami wyjmując karteczkę z napisem „Turcja” wyeliminował Hiszpanów. Ale jest trochę monet, trochę danych i trochę źródeł (przy okazji – jeśli ktoś przy okazji losowania Gwinea/Mali z tego materiału skorzysta, fajnie jeśli się powoła, chwyt „jak na jakimś blogu, to nie trzeba podawać źródła” jest zwyczajnie nie w porządku).

 

Puchar Narodów Afryki 1988 (gospodarz – Maroko)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 1 dirham 

1_dirham_maroko

Sytuacja w grupie:
Maroko pierwsze z 5 pkt, Zair ostatni z 2 pkt, Algieria i Wybrzeże Kości Słoniowej po 4 pkt i bramki 2:2
Wybrzeże Kości Słoniowej – Algieria 1:1
Wybrzeże Kości Słoniowej – Zair 1:1
Wybrzeże Kości Słoniowej – Maroko 0:0
Algieria – Maroko 0:1
Algieria – Zair 1:0

O co rzucano: o drugie miejsce i awans do półfinału

Zwycięzca losowania: Algieria

Jak skończył: porażka w półfinale po karnych z Nigerią, wygrana w karnych w meczu o trzecie miejsce z Marokiem

Źródła: http://www.maxifoot.fr/football/article-24253.htm ; http://directinfo.webmanagercenter.com/2015/01/28/can-2015-tirage-au-sort-comme-en-1988/ ; http://fr.wikipedia.org/wiki/Coupe_d%27Afrique_des_nations_de_football_1988 ; http://www.rsssf.com/tables/88a.html ; http://ghanasoccernet.com/facts-figures-africa-cup-nations/

Bonus: jeden z piłkarzy Wybrzeża Kości Słoniowej opowiada, jak smutno mu było po przegranym losowaniu

 

Puchar Narodów Afryki 1972 (gospodarz – Kamerun)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 100 franków CFA

100_frankow_cfa

Sytuacja w grupie:
Zair pierwszy z 4 pkt, Sudan ostatni z 2 pkt, Kongo 3 pkt i bilans 5-5, Maroko 3 pkt i bilans 3-3
Kongo – Maroko 1:1
Maroko – Sudan 1:1
Kongo – Zair 0:2
Kongo – Sudan 4:2
Maroko – Zair 1:1

O co rzucano: o drugie miejsce i awans do półfinału

Zwycięzca losowania: Kongo

Jak skończył: zwycięstwo w całym turnieju po 1:0 z Kamerunem w półfinale i 3:2 z Mali w finale

Źródła: http://www1.rfi.fr/actufr/articles/073/article_41052.asp ; http://fr.wikipedia.org/wiki/Coupe_d%27Afrique_des_nations_de_football_1972 ; http://www.rsssf.com/tables/72a.html ; http://directinfo.webmanagercenter.com/2015/01/28/can-2015-tirage-au-sort-comme-en-1988/

 

Puchar Narodów Afryki 1965 (gospodarz – Tunezja)

Moneta prawdopodobnie rzucana: 1 milim

1_milim_tunezja

Sytuacja w grupie:
Tunezja – Etiopia 4:0
Tunezja – Senegal 0:0
Senegal – Etiopia 5:1
Tunezja bramki 4:0, Senegal bramki 5:1 – przepis o większej liczbie strzelonej goli nie był stosowany

O co rzucano: o grę w finale

Zwycięzca losowania: Tunezja

Jak skończył: przegrana po dogrywce 2:3 finał z Ghaną

Źródła: http://www.rsssf.com/tables/65a.html ; http://ghanasoccernet.com/facts-figures-africa-cup-nations/ ; http://en.wikipedia.org/wiki/Penalty_shoot-out_%28association_football%29#Alternatives

Źródło, które twierdzi, że było całkowicie inaczej (Tunezja miała grać dalej decyzją afrykańskiej federacji):

http://www1.rfi.fr/actufr/articles/073/article_41049.asp

 

B.

Afryka na blogu:

Biały i Bafana Bafana

Guy Armand Feutchine i afrykańsko-poznańskie mrozy

Znajomi z Polski na Pucharze Narodów Afryki

PS To jak stawiacie – Mali czy Gwinea?

Biały i Bafana Bafana

Dla piłkarzy reprezentacji Republiki Południowej Afryki dziś mecz ostatniej szansy na PNA 2015. Na murawę boiska w meczu z Ghaną wyprowadzi swoich kolegów najpewniej Dean Furman – jeden z dwóch białych piłkarzy zespołu. Drugim białoskórym zawodnikiem w kadrze RPA jest rezerwowy bramkarz Darren Keet. On jednak nie pojawił się jeszcze ani razu na boisku.

f9b8dbaabbe535b482993482e6d31e1dFurman (ur. 1988) urodził się w Cape Town, ale niemal całą swoją karierę spędził w Anglii (juniorzy Chelsea, Bradford, Oldham, Doncaster). W Bafana Bafana występuję w zasadzie od niedawna, bo od 2012 roku. Zaliczył w tym czasie raptem 25 meczów, ale szybko został kapitanem drużyny.

Furman liderując swoim czarnoskórym kolegom i stając się filarem kadry podąża drogą, którą szli jego poprzednicy. O ile bowiem społeczeństwo RPA wciąż toczone jest przez raka rasowych podziałów, o tyle biali zawodnicy piłkarskiej kadry niemal zawsze byli pupilami publiczności.

Kapitanem słynnej ekipy RPA, która zdobyła mistrzostwo Afryki w 1996 roku był obrońca Neil Tovey (52-0 w latach 1992-1997). Jego partnerem w linii pomocy był Eric Tinkler (48-1 w latach 1994 – 2002).

default

Osobną zaś historią pozostaje bożyszcze kibiców – Mark Fish (62 – 2 w latach 1993 – 2004). „Feeeesh” – grzmiały trybuny oddając honory swojemu ulubieńcowi. Dość powiedzieć, że piłkarz ten grał w reprezentacji przez 11 lat, zaliczając przy tym trzy turnieje PNA oraz występ na MŚ 1998. Fish (zawodnik m.in. Lazio, Boltonu i Charltonu) był zjawiskiem wykraczającym poza ramy sportu. Stanowił on jedną z pierwszych południowoafrykańskich ikon kulturowych. Kiedyś nawet grzebiąc w zagranicznych artykułach socjologicznych trafiłem na tekst dotyczący społecznej analizy jego fenomenu (b.dobry!). Tekstów „niesocjologicznych” o Fishu jest wiele. Ja polecam ten, ten, ten i ten. Swego czasu rodzina Fisha przeżyła napad, a sam piłkarz dwa miesiące temu miał atak serca. On osobiście wini za to duchy i siły paranormalne. Na osłodę wybrano go także drugim najlepszym piłkarzem w historii RPA. Po prostu „Feeeesh”.

south-africa-mark-fish-21-panini-france-98-football-trading-card-25650-p

Nie tak dawno zaś pohukiwanie się powtórzyło, a jego bohaterem był inny białoskóry defensor – Matthew Booth (37-1 w latach 1999-2010). Niektórzy kibice może pamiętają jego występy na Pucharze Konfederacji 2009 i właśnie towarzyszące jego kontaktom z piłką „boooooooth”. Booth przez ponad 7 grał w Rosji, ale to w ogóle ciekawy człowiek – po zakończeniu kariery pracował w telewizji i pisał felietony do lokalnej gazety. „Booooth”! Polecam dobre teksty o nim tutaj, tutaj i tutaj.

matthew-booth

Warto także pamiętać, że piłkarska reprezentacja RPA, to jest ta drużyna, która tradycyjnie zdominowana była przez czarnoskórych. Biali osadnicy nie znajdowali bowiem uciechy w takiej brudnej grze i zdecydowanie chętniej oddawali się innej sportowej pasji – krykietowi. Dla przykładu – zdjęcie kadry RPA na MŚ 2015 w krykiecie.

Oczywiście w historii reprezentacji RPA jest o wiele więcej białych zawodników, którzy się jej dobrze przysłużyli. Odsyłam do tego interesującego zestawienia (10 najlepszych białych piłkarzy z RPA) oraz bardzo ciekawych tekstów o kwestiach rasowych w piłce w RPA: tego, tego, tego, tego i tego. Tutaj jeszcze o rasizmie w rugby w RPA, a tutaj o rozwoju piłki tamże. W ogóle w kwestii RPA, a także całej Afryki, odsyłam także do Michała Zichlarza i jego bloga.

P.

Brzeszcze znowu w centrum kraju

z16296783Q,Kopalnia--Brzeszcze-

Miasto Brzeszcze, które z racji górniczych protestów od wielu dni nie schodzi z pierwszych stron gazet, w przeszłości miało już swoje głośne dni. A wszystko, a jakże, za sprawą sportu.

Najwięcej mówiono o małopolskim miasteczku latem 1992 roku. Wtedy to pięcioboista Arkadiusz Skrzypaszek zdobył dwa złote medale Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie – indywidualnie i drużynowo.

arkadiusz_skrzypaszek_1992Skrzypaszek co prawda urodził się w Oświęcimiu, ale całą młodość, aż do czasów liceum, spędził w właśnie w Brzeszcach. Swoje pierwsze sukcesy juniorskie odnosił właśnie jako zawodnik Górnika Brzeszcze. Po jego sukcesie w stolicy Katalonii hucznie świętowało całe miasteczko. Do poczytania o Skrzypaszku – tutaj, tutaj i tutaj, do pooglądania – tutaj.

Po raz kolejny oczy fanów – dość nieoczekiwanie – skierowały się na Brzeszcze niecały rok później. Oto bowiem 31 marca 1993 roku towarzyski mecz rozegrała prowadzona przez Andrzeja Strejlaua reprezentacja Polski. Rywalem była Litwa, a spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Gola dla dla nas strzelił Piotr Świerczewski, a dla rywali – Eimantas Poderis.

Lokalizacja spotkania w mieście bez większych tradycji piłkarskich (Górnik Brzeszcze występował co najwyżej w III lidze) może dziwić. Jednocześnie należy pamiętać, że biało-czerwoni intensywnie wówczas zwiedzali mniejsze ośrodki – Radom, Gdynię, Jastrzębie-Zdrój czy Iławę. Dodatkowo w Brzeszczach dopisała frekwencja i na „trybunach” obiektu zebrało się 7000 widzów.

Z ciekawostek piłkarskich związanych ze spotkaniem należy zwrócić uwagę, że to pierwszy w historii spotkanie obu reprezentacji. Kapitanem naszej kadry po raz pierwszy był Jerzy Brzęczek, zadebiutował w niej Jacek Bednarz, a ostatnie występy zaliczyli wówczas Dariusz Grzesik i Maciej Śliwowski. Interesujący jest również fakt, że dla Litwinów był drugi mecz w ciągu.. doby. Dzień wcześniej zagrali ze Słowacją (2:2). Wszystkie te informację przytaczam za Encyklopedią FUJI, a więcej o meczach Polski z Litwą można poczytać tutaj.

Miejmy zatem nadzieję, że o Brzeszczach wkrótce znów będzie można usłyszeć w sympatyczniejszym kontekście niż problemy polskiego górnictwa.

P.

Faworyci i jeden chory

Zakończyła się właśnie pierwsza kolejka Pucharu Azji (dokładniej – zaczęła się właśnie druga kolejka) i na chwilę obecną można stwierdzić, że to raj dla bukmacherów, bo swoje mecze niemal w komplecie wygrali faworyci – Australia (4:1 z Kuwejtem), Korea Południowa (1:0 z Omanem), Iran (2:0 z Bahrajnem), Japonia (4:0 z Palestyną) i Irak (1:0 z Jordanią). W szalenie wyrównanej grupie B łupy wzięły Uzbekistan (1:0 z Koreą Północną) i Chiny (1:0 z Arabią Saudyjską).

Od razu powiedzmy sobie także, że w meczach tych padały ładne gole. Strzelali je choćby Sergeev (dla Uzbekistanu), Hajsafi i Shojaei (dla Iranu, polecam szczególnie tego pierwszego, to może być gol turnieju!), Yaser Kasim (dla Iraku) oraz Endo (dla Japonii).

Czy brakuje nam jakiegoś meczu? Oczywiście spotkania Kataru z ZEA (1:4). Katarczycy wciąż są w szoku po batach od szejków. Do turnieju przystępowali z myślami o medalu. Mieli ku temu podstawy – w 2014 roku rozegrali 18 meczów, z czego 9 wygrali (np. 1:0 z Australią), 8 zremisowali i tylko 1 przegrali. W spotkaniu z ZEA przez długi czas wszystko układało się tak, jak zaplanował selekcjoner Djamel Belmadi. W 23. minucie sprytnego gola zdobyło złote dziecko katarskiej piłki – Khalfan Ibrahim. Potem jednak defensywa Kataru zaczęła wyczyniać cuda, a głównym magiem został bramkarz – Qasem Burhan. Skończyło się na 1:4, a spokojnie mogły być większe baty. Polecam poniższy skrót:

Skądinąd w ekipie ZEA zwróćcie uwagę na Omara Abdulrahmana z „10” na plecach – ciekawy grajek. W Australii błysnął Massimo Luongo (Swindon Town, kiedyś w Tottenhamie), a w reprezentacji Chin świetnie zaprezentował się golkiper – Wang Dalei.

Szkoda tylko, że tak pusto na stadionach. Inauguracyjny mecz gospodarzy śledziło 25000 widzów, ale już spotkanie ZEA – Katar tylko 5500 kibiców.

Najciekawsze mecze 2. kolejki to Chiny – Uzbekistan, Katar – Iran i Japonia – Irak.

P.

Wrzący Puchar Azji

Już zaraz, bo 9 stycznia o godz. 20 UTC+11, czyli godz. 10 naszego czasu, spotkaniem Australijczyków (gospodarzy) z Kuwejtem rozpocznie się Puchar Azji 2015. Nieraz już wzdychałem, że azjatycki czempionat to chyba te kontynentalne mistrzostwa, które cieszą się wśród europejskich kibiców najmniejszym zainteresowaniem. Wielu fanów elektryzuje Copa America, sporo ludzi śledzi również Puchar Narodów Afryki, swoich fanów ma Gold Cup, a Asian Cup jakoś tak nie bardzo nam podchodzi. Szkoda, bo to świetna impreza. Dodatkowo w tym roku zapowiada się naprawdę ciekawie.

z8989840Q,Puchar-Azji

Zęby na tytuł ostrzą sobie przede wszystkim Australijczycy – pomni porażki w finale sprzed czterech lat (0:1 z Japonią) i poturbowani po fatalnych MŚ 2014. Nie zmienił się jednak trener (wciąż jest nim Ange Postecoglou), nie doszło także do wielkich roszad w składzie. W kadrze wciąż brylują Cahill, Bresciano i Jedinak, poza nimi wciąż trwają poszukiwania następców złotej generacji socceroos. Optymizmem nie napawają ostatnie wyniki reprezentacji. Australijczycy z 11 meczów rozegranych w 2014 jeden wygrali, dwa zremisowali i osiem razy dostali w torbę! Potrzeba tutaj – jak pisze tamtejsza prasa – prawdziwego tchnienia alchemika.

Kłopoty nie omijają także wciąż aktualnych mistrzów. Japończyków zelektryzowała bowiem wiadomość, że selekcjoner ich kadry Meksykanin Javier Aguirre jest podejrzany o ustawianie meczów w lidze hiszpańskiej. Zrobiło się nerwowo, ale koniec końców trener zachował posadę. Można jednak podejrzewać, że każdy inny wynik niż złoto będzie pretekstem do zwolnienia.

Wielkie ciśnienie daje się wyczuć w Korei Południowej. Jej kibice mają już dość niemocy, którą prezentuje ich drużyna. Na ostatnich czterech turniejach Koreańczycy trzykrotnie odpadali w półfinale (a potem na osłodę wygrywali mecz o brąz), a do tego należy dodać kiepski występ na MŚ 2014. Od października selekcjonerem jest „azjatycko” doświadczony Niemiec Uli Stielke. Na boisku zaś warto obserwować Heung-Min Son (Bayer) i Ja-Cheol Koo (Mainz, król strzelców PA 2011). Tylko czy Korea potrafi odnieść sukces bez pomocy sędziów? :)

Poważnym kandydatem do tytułu jest również Iran. Carlosowi Queirozowi udało się już chyba zgrać „importowanych” zawodników z resztą zespołu, a atak Karim Ansarifard – Reza Ghoochannejhad może być jednym z najciekawszych napadów turnieju.

Mocno odgrażają się Chiny. W swoich szeregach mają świetnego Zhi Zhenga – najlepszego piłkarza Azji 2013. Na ławce trenerskiej Państwa Środka zasiada natomiast świetnie wszystkim znany Francuz Alain Perrin (m.in. OM, OL). Chińczycy mają jednak ciężką grupę (Uzbekistan, Arabia Saudyjska, Korea Północna), więc to może być ich prawdziwy test.

Opadły już nieco emocje wokół Kataru, ale wypada wspomnieć, że w kadrze trenera Djamela Belmadiego (eks-reprezentant Algierii, gracz PSG i OM) znajduje się aż ośmiu zawodników urodzonych poza krajem (z: Senegal, Bahrajn, Sudan, Kuwejt, Algieria, DR Konga, Ghana, Francja).

Nic wielkiego raczej nie zwojuje od lat pogrążona w kryzysie futbolowym Arabia Saudyjska, nie przebudzą się chyba ZEA ani Kuwejt.

Ja osobiście po cichy liczę na Uzbekistan, który rewelacyjnie pokazał się podczas Pucharu Azji 2011, a w 2014 roku radził sobie wyśmienicie w kolejnych spotkaniach. Dzięki dobrej drabince niespodziankę może zrobić któraś z drużyn (poza Japonią) z grupy D – Jordania albo Irak.

A teraz dział ciekawostki!

W kadrze Palestyny znajdziemy Alexisa Norrambuenę z GKS Bełchatów. Wydaje mi się, że to pierwszy w historii przedstawiciel polskiego klubu na Pucharze Azji.

Na ławce Omanu zasiada Paul Le Guen (m.in. OL, PSG, Kamerun), a bramki strzeże tam golkiper Wigan – Ali Al Habsi. Trenerem Jordanii jest Ray Wilkins – reprezentant Anglii (MŚ 1982, 1986; EURO 1980), gracz MU i Milanu. W Bahrajnie chętnie znów będę obserwował szalonego Faouziego Aaisha.

Arabia Saudyjska, Chiny, ZEA i Katar puszczają na turniej w bój kadry oparte wyłącznie na zawodnikach z krajowej ligi. „Aż” trzech „zagranicznych” ma Korea Północna, a w kadrze Iraku znajduje się nawet zawodnik występujący w… USA (Justin Meram). Irak też przywiózł do Australii najmłodszego gracza turnieju – Humama Tariqa (ur. 10.02.1996).

W ramach ciekawostek warto także wspomnieć o incydencie dotyczącym odwołania towarzyskiego meczu Kuwejt – ZEA. Przeczytacie o tym tutaj.

Jeżeli to wszystko jeszcze Was nie przekonało do śledzenia Pucharu Azji to może ostatecznie zrobią to bramki z poprzedniej edycji turnieju.

P.

Czytaj także:

Moje relacje z Pucharu Azji 2011 – tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Tutaj tekst o Katarze z 2010 roku

Bardzo dobra strona turnieju jest na wikipedii.

Niezwykła historia triumfu Iraku w 2007 roku – tutaj i tutaj

Yahaya, amulet go nie ochronił

Kto śledził polską ekstraklasę w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, ten wie, że był zjawiskowy. Mówili o nim „czarna pantera”, co akurat nie jest zbyt oryginalne, bo tak mówili o każdym wybijającym się czarnoskórym piłkarzu naszej ligi. Ale on był wówczas naprawdę dobry. Moussa Yahaya wczoraj obchodził 40. urodziny i już chyba sam nie pamięta tamtych czasów.

Do Polski trafił niespodziewanie w środku srogiej zimy 1996 roku. Próbowałem dojść, kto stał za jego transferem (późniejszy menedżer Senegalczyk Lou Sambou? Krystian Szuster?), ale nie udało mi się znaleźć żadnej wiarygodnej informacji. Wiadomo było o nim tylko tyle, że występuje w reprezentacji Nigru (często później znikał na zgrupowania), ale resztę miało zweryfikować boisko. Start rundy wiosennej przekładany był wówczas z tygodnia na tydzień i być może te dodatkowe dni adaptacji sprawiły, że Yahaya od początku tak dobrze prezentował się w swoim nowym klubie – Sokole Tychy. Choć w debiucie z Legią nie znalazł drogi do siatki, to później pokazał co potrafi. Najpierw strzelił zwycięską bramkę w meczu ze Stalą (2:1),

a później dwukrotnie pokonał bramkarza Lecha Poznań (2:1). Dwa gole strzelił również Stomilowi Olsztyn (3:1).

W sumie rundę wiosenną zakończył z 13 meczami i 5 golami. Wiadomo już było, że Sokół to dla niego za słaba drużyna. Piłkarz mierzył wysoko i najchętniej pokazałby się w europejskich pucharach. Wybór padł więc na sposobiącego się do występów w Pucharze UEFA Hutnika Kraków. Yahaya miał tam zastąpić innego piłkarza z Nigru – Zakariego Lambo.

Choć na Suchych Stawach szybki napastnik nie błyszczał w ekstraklasie (13 meczów i tylko 2 gole jesienią 1996), to brylował właśnie na arenie międzynarodowej. Strzelał gole w obu meczach Chazri Buzowna Baku (9:0 i 2:2), Sigmie Ołomuniec (3:1), a dobrze zaprezentował się także w dwumeczu z AS Monaco (0:1 i 1:3). To widocznie wystarczyło, aby już na początku 1997 roku Yahaya został piłkarzem hiszpańskiego Albacete Balompie (spadkowicz z Primiera Division) – satelickiej drużyny Realu Madryt.

32350691_0606501

Gracz z Nigru spędził w Albacete trzy lata. Zaliczył 74 mecze i zdobył 13 goli. Pełne statystyki można znaleźć tutaj. Podobno Yahayą interesował się przez moment nawet prezes Królewskich – Lorenzo Sanz. Piłkarz złamał jednak obojczyk i temat upadł. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo. Choć trudno się jakoś bardzo przyczepić do występów byłego zawodnika Hutnika w Hiszpanii, to faktem jest, że już od początku 2000 roku zarabiał on już na życie w Grecji. Trafił tam do zespołu AO Trikala, w którym spędził okrągły rok. Trikala wiosną 2000 roku była jeszcze beniaminkiem greckiej ekstraklasy (bilans Yahayi – 14 meczów i 5 goli), a jesienią tego samego roku już występowała poziom niżej. Zrobiło się więc nieciekawie, zatem piłkarz szybko ulotnił się z Hellady i zawitał do… GKS Katowice.

z16017481Q,Moussa-Yahaya

Yahaya zaraz po powrocie do Polski wciąż przypominał tego snajpera sprzed wyjazdu. W sezonie 2000/2001 rozegrał 17 spotkań i strzelił 6 goli. Co ważne, trzy z nich były do siatki Legii Warszawa (1:0 i 2:0). Być może to właśnie te trafienia zadecydowały o transferze (w atmosferze skandalu) Nigryjczyka na Łazienkowską.

W tym momencie kończy się jednak wszystko to, co dobre w karierze Yahayi.

W stolicy piłkarz z Czarnego Lądu dał się poznać z jak najgorszej strony. Nie tylko przegrywał konkurencję z legijnymi napastnikami (Kucharski – Svitlica). Dodatkowo Yahaya potrafił zniknąć na kilka dni, a gdy już pojawiał się na treningach, to nie lubił się na nich specjalnie męczyć. Pokazał się również jako człowiek lubiący sobie ostro popić (w listopadzie 2001 roku trafił do krakowskiej izby wytrzeźwień; miał 2,57 promila!), a także… stosujący przedziwne talizmany.

Co prawda sezon 2001/2002 może on sobie zaliczyć jako ten, w którym wywalczył mistrzostwo i Puchar Ligi, ale jego wkład w te sukcesy jest mizerny (13 – 2 w lidze, 7 – 1 w PL). Dzięki temu jednak zagrał w europejskich pucharach (wyszedł w pierwszej jedenastce na mecz z Barceloną na Camp Nou!) Jesień 2002 przesiedział już na ławce (6-0), a na początku 2003 roku udał się na wypożyczenie do GKS Katowice (co ciekawe, jego „rywalem” do tego wypożyczenia był Marek Citko). Tam jednak był cieniem samego siebie (wiosna 2003 – bilans 13-2; jesień 2003 – bilans 2-0). Po pucharowej kompromitacji GKS w dwumeczu z macedońską Cementarnicą Yahaya odszedł z klubu i… zniknął. 

Próbował zaczepić się w Górniku Łęczna i HEKO Czermno. Z obu klubów go pogoniono. Odnalazł się dopiero po 2,5 roku w drużynach IV ligi – Rega Trzebiatów (wiosna 2006; zerknijcie też tutaj) i Mazur Karczew (jesień 2006; choć częściej grał w jego rezerwach). Po opuszczeniu tego drugiego klubu ostatecznie zawiesił buty na kołku. Kiedyś deklarował, że po zakończeniu kariery wróci do Hiszpanii, bo tam ma dom i rodzinę. Ciekawe czy faktycznie tak zrobił.

Piszę o Yahayi z kilku powodów. Po pierwsze, to jedna z ciekawszych postaci drugiej połowy lat dziewięćdziesiątych w polskiej ekstraklasie – lat mojej największej fascynacji rozgrywkami, lat kolorowych i niebanalnych. Po drugie, jego przykład pokazuje jak można popisowo przepić swój talent. Po trzecie wreszcie, to typ piłkarza, który sam się „odczarował”. Gdyby  nie wrócił po kilku latach do Polski, to pewnie wielu z nas do dziś wspominałoby „czarną panterę z Sokoła”. A tak, chłopak wrócił i pokazał, że instynkt drapieżnika rozmienił na drobne. Bolesne, ale tak właśnie młodzieńcze wyobrażenia rozbijają się o rzeczywistość.

P.