Niespełnienie killera

Jedna z najpoważniejszych zagwozdek mojego dzieciństwa wcale nie dotyczyła odwiecznego pytania „dokąd tupta nocą jeż?”. Frapowało mnie zupełnie inne zagadnienie. Otóż w latach dziewięćdziesiątych nie mogłem zrozumieć dlaczego Marek Koniarek, najlepszy napastnik Polski nie gra w reprezentacji Polski.

Marek Koniarek podczas swojej gry w Widzewie był zjawiskiem, którego dziś trudno szukać na ojczystych stadionach. To był gość posiadający snajperski instynkt doskonały. Piłka zawsze spadała pod jego nogi, choćby akurat w danej chwili był zajęty piciem kawy. Koniarek potrafił wykorzystać 10 na 10 sytuacji sam na sam z bramkarzem. Wciskał im futbolówkę między nogi, przerzucał ją nad głowami i trykał lekko obok ucha. Pan pola karnego. Prawdziwy killer.



I ten człowiek, który w polskiej ekstraklasie strzelił łącznie 104 bramki, w biało-czerwonej kadrze zagrał… dwukrotnie. Tak, dwukrotnie.

Zadebiutował w niej w wieku 24 lat jako obiecujący napastnik GKS Katowice. Po nieudanych MŚ 1986 selekcjonerem został Wojciech Łazarek. Zaczął on szukać nowych zawodników do swojej drużyny – sięgnął również po m.in. Marka Leśniaka czy Andrzeja Rudego. Koniarek posłany w bój został w towarzyskim meczu z Irlandią w Warszawie. A że z boju tego wyszedł zwycięską ręką niech świadczy fakt, że Orły wygrały 1:0 a jedyną bramkę strzelił właśnie debiutant z GKS.



Kolejna i… zarazem ostatnia gra supersnajpera w kadrze miała miejsce pół roku później, podczas towarzyskich zawodów z Finlandią (3:1) w Rybniku. Koniarek wystąpił tam w drugiej połowie. Kiedyś czytałem, że podczas tego zgrupowania impreza była tak zakrapiana, że nawet abstynenci, a takim był podobno Koniarek, nie byli w stanie utrzymać następnego dnia imbryczka z herbatą w ręce. Nie wiem ile w tym prawdy, ale faktem jest, że Koniarek nie nigdy więcej nie zagrał już w reprezentacji.

W moim odczuciu działo się to ze sporą stratą dla naszej kadry, bo w połowie lat dziewięćdziesiątych nasz bohater mógł być bardzo cennym uzupełnieniem dla niezwykle chimerycznego wówczas zestawu snajperów Juskowiak – Kowalczyk.

Z drugiej strony mogę się jednak mylić. Mocną stroną Koniarka nie była bowiem chyba nigdy odporność psychiczna. Być może w związku z tym nie udało mu się nigdy zawojować zagranicznych klubów (a próbował dwukrotnie – w Niemczech i Austrii), ani pociągnąć Widzew za uszy w europejskich pucharach. Może więc coś było na rzeczy?

Dziś Marek Koniarek – obecnie dyrektor sportowy II-ligowego Rozwoju Katowice – skończył 50 lat. Kto widzi jakiegoś jego godnego boiskowego naśladowcę?

P.

PS Jeden z tych co tu jeszcze blogują dodaje coś od siebie w kwestii Koniarka: „A tak na marginesie, Koniarek mógł zrobić naprawdę dużą karierę, ale podniszczył mu ją skutecznie wszechwładny wówczas śp. Marian Dziurowicz. Koniarek był w pewnym sensie, tak jak Dziekanowski, Urban, Rudy i inni, ofiarą chorego, czerwonego systemu. Potem, w Widzewie, to już nie było to, a poza tym te 3-dychy z hakiem na karku też robiły swoje. Bardzo przypominał mi potem Koniarka – Frankowski. Podobna łatwość w strzelaniu goli. I też reprezentacji nie zawojował. Tak czy siak, atak GieKSy: Furtok-Koniarek, to był jeden z najlepszych naszych ligowych ataków ostatniego 30-lecia”.

Jeden komentarz do “Niespełnienie killera”

  1. Cenię Waszego bloga za ,,ciekawostki” podane w formie artykułu, gdzie jest wstęp, rozwinięcie i koniec, czego brakuję wielu bardziej od Was znanym kolegom dziennikarzom zajmującym się piłką nożną. Postanowiłem się jednak odnieść do pewnego zdania, które dla mnie jest po prostu z logicznego punktu widzenia fałszywe-Tomasz Frankowski reprezentacji nie zawojował. Dzięki ,,Frankowi” i jego 7 golom w eliminacjach do MŚ’06 pojechaliśmy na ten turniej. Wspomnieliście o duecie napastników lat 90-tych, czyli Juskowiakowi i Kowalczyku. Jeden strzelił w reprezentacji 13 goli, a drugi 11 goli. Obaj zrobili to w 39 meczach. Frankowski na strzelenie 10 goli potrzebował 22 gier. Frankowski strzelał średnio bramkę mniej więcej co w 2 meczu (0,45 gola na mecz), a ,,Jusko” i ,,Kowal” mniej więcej co w 3 meczu (odpowiednio 0,33 i 0,28 gola na mecz), a dorzucę jeszcze Warzychę (9 bramek w 50 meczach-0,18 gola na mecz) i Żurawskiego (17 bramek w 72 meczach-0,23 gola na mecz) oraz Milika (13 bramek w 47 meczach-0,27 gola na mecz z piłkarzy obecnie grających), a także Ebi Smolarka(19 goli w 47 meczach-0,40 gola na mecz) to wychodzi na to, że tylko Lewandowski(56 goli w 104 meczach-0,53 gola na mecz) i Matusiak (7 goli w 15 meczach-0,46 gola na mecz) z napastników przyjeżdzających na reprezentację w ciągu ostatnich 25 lat był skuteczniejszy. Sprawdziłem również statystyki: Wichniarka, Niedzialana, Rasiaka i Marcina Żewłakowa, więc moim zdaniem powinniście się z tego zdania wycofać, bo jego bardzo niefortunne. Pozdrawiam-OSKAR_B(czytelnik bloga). PS Wiem, że trudno porównywać wkład danego zawodnika w grę kadry, jej wyniki, więc oparłem się na ,,suchej” statystyce i dla mnie porównanie Koniarka i Frankowskiego jako reprezentantów Polski nie ma kompletnie sensu-taki błąd niegodny wielu bardzo dobrych artykułów z Waszego bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *