Urodzeni 29 lutego i ten jedyny mecz kadry

Jedyny do tej pory mecz reprezentacji Polski rozegrany 29 lutego zdarzył się w 1980 roku w… Bagdadzie. Polacy przegrali 0:1 z Irakiem, a Andrzej Gowarzewski w Biało-czerwonych (tom 16 Encyklopedii Piłkarskiej Fuji) pisze:

– W kraju raczono kibiców opowieściami o nieoficjalnym charakterze przegranej potyczki, bo wszystkim przynosiła wstyd. Jednak niebawem ”Sport” w numerze z 10 kwietnia 1980 r. zamieścił notatkę, iż FIFA uznaje za mecze oficjalne spotkania w Marakeszu i obie gry z Irakiem w Bagdadzie, co potwierdza zapis na łamach biuletynu ”FIFA News”. Należałoby sądzić, że gdyby FIFA popełniła omyłkę – PZPN byłby pierwszy, aby sprostować mylne informacje w oficjalnym wydawnictwie piłkarskiej centrali. Nikomu jednak nie było to potrzebne – kasa wzięta, wyjazd zaliczony, a do bilansu wpisano [próbowano wpisać] tylko to, co nazbyt nie ośmiesza.

29.02.1980 Irak – Polska 1:0 (0:0)

Bramka: 1:0 Nazar Ashraf (62. minuta, głową)

Polska: Józef Młynarczyk – Marek Dziuba, Paweł Janas, Stefan Majewski, Wojciech Rudy (k, 4. Marek Motyka) – Leszek Lipka (59. Włodzimierz Mazur), Roman Wójcicki, Andrzej Buncol (46. Adam Nawałka) – Janusz Sybis (46. Roman Ogaza), Zbigniew Mikołajów, Andrzej Pałasz. Selekcjoner: Ryszard Kulesza.

 

Dziś tradycyjny urodzinowy pasek na 90 minut jest dużo krótszy niż zwykle. Mamy przecież dzień, który zdarza się raz na cztery lata. A więc i piłkarzy, którzy 29 lutego kończą urodziny podzielne przez cztery.

Marek Leśniak i jego wąsy, portugalski kapitan APOEL Helio Pinto, maltańska legenda Carmen Busuttil, Turek Cagdas Atan, Niemiec Benedikt Howedes i Amerykanin Taylor Twellman zostali już uhonorowani na Zczuba.

Na poniższej liście pozostałe osoby wymienione dziś na 90minut.pl

Niższe ligi belgijskie polskie

24. urodziny Jakub Kulej – obrońca, ex-junior Śląska Wrocław, ostatnio Puma Pietrzykowice

24. Kamil Markowski – wiosną 2010 podstawowy obrońca Górnika Konin (III liga)

24. Tobiasz Wiśniewski – napastnik, kilka lat temu rezerwy Wisły Płoc

28. Tomasz Fidala – obrońca, swego czasu Stal Kraśnik

32. Adam Rostowski – napastnik, w latach 1994-1997 miał być w kadrze Górnika Zabrze, ale żadnego oficjalnego meczu nie zagrał, tak samo w Ruchu Radzionków (1998-2000), potem MOSiR Sparta Zabrze i ślad się urywa

 

Mała, ale ciekawa rólka

40. Kamil Skiba – napastnik, ostatni raz widziany kilka lat temu w LZS Piotrówka (obecnym klubie Emmanuela Ekwueme), ale najciekawszy jest jego jedyny mecz w ekstraklasie. Zagrał 90 minut w tyskiej drużynie Jerzego Wyrobka, u boku Janusza Nawrockiego, Prince’a Matore, czy Dariusza Fornalaka.

19 kwietnia 1997 roku, Górnik Zabrze – Sokół Tychy 6:0 (1:0 Marcin Kuźba 10., 2:0 Grzegorz Lekki 34., 3:0 Dariusz Dźwigała 47., 4:0 i 5:0 Arkadiusz Kampka 49. i 71., 6:0 Piotr Rocki 88.)

52. Jacek Czech – napastnik, w Warszawie i okolicach grał dla Ursusa, Poloneza, Hutnika i Świtu Nowy Dwór. Intrygująco robi się w sezonach 1995/96 i 1996/97. Wtedy Czech grał w… luksemburskim FC Rodange 91. W sumie 33 mecze i pięć goli.

 

Gwiazda Wisły i Gwardii

Marek Banaszkiewicz (urodził się 56 lat temu, zmarł w 2000 roku)

Pseudonim Baran. W Gwardii Warszawa, razem z Dariuszem Dziekanowskim i Krzysztofem Baranem, tworzył niezwykle widowiskowe trio. Grał w młodzieżówce i reprezentacji Polski B. Przez cztery sezony dla Gwardii 82 gry i 13 goli, przez dwa dla Wisły – 54 mecze i 12 goli (za Polonia, Warszawianka, Gwardia z kolekcji klubów GiA).

Aż trzy gole zdobył w dwumeczu Wisły z islandzkim IBV (więcej na historiawisly.pl). To tylko przypomina mi, że najwyższa pora na notkę o Islandii.

 

B.

Wróżby Rumaka, czyli robota jak każda inna

Mariusz Rumak, nowy trener Lecha Poznań

(poszerzona wersja tekstu z Poznań.Sport.pl)

– Twardo stąpam po ziemi i zmierzam do celu – mówił Mariusz Rumak, gdy został drugim trenerem Lecha Poznań. Swój pierwszy wielki cel właśnie osiągnął: w wieku 34 lat objął zespół ekstraklasy z wielkimi aspiracjami.

W czerwcu ubiegłego roku, po powrocie do Poznania z Białegostoku, Mariusz Rumak w rozmowie z Markiem Dłużniewskim z LechTV opowiadał, jak pojmuje swoje miejsce w sztabie Jose Bakero: – Drugi trener, a nie asystent. Asystent brzmi dla mnie jak ktoś, kto nosi teczkę za pierwszym, a ja zamierzam mieć większy wpływ na zespół niż tylko bycie przybocznym pierwszego trenera – mówił.

– Trener Bakero będzie mózgiem, ja będę głosem. Wiemy, że trener nie mówi po polsku ani angielsku, dlatego mam być głosem trenera Bakero. Nie tylko głosem, który mówi, bo jest od tego tłumacz, ale takim, który umie doradzić i zająć stanowisko w niektórych kwestiach, ale zawsze bardzo lojalnym i przede wszystkim realizującym wizję pierwszego trenera. Ta wizja, którą trener mi przekazał, przekonała mnie.
Po pierwszej rozmowie z działaczami [o powrocie] miałem myśl, by rozpocząć naukę języka hiszpańskiego. Nie tylko po to, by się komunikować z trenerem Bakero, ale też, by się rozwijać. Znam język angielski, radzę sobie z językiem rosyjskim, hiszpański będzie ciekawym uzupełnieniem. Gdy chce się w przyszłości pracować na najwyższym poziomie trzeba znać podstawy kilku języków, by można się komunikować z zawodnikami
– dodawał.

Teraz Mariusz Rumak będzie i mózgiem, i głosem, a przede wszystkim osobą odpowiedzialną za realizacją swojej wizji drużyny.

Szkoleniowiec mówi o sobie jako o ”trenerskim wychowanku Lecha Poznań”. Z Poznania jednak nie jest, pochodzi ze Złocieńca (woj. zachodniopomorskie, powiat drawski), gdzie kopał piłkę w barwach Olimpu (jesienią  1985 roku bramkarzem był tam Jarosław Bako!). Przestał grać już jako 23-latek, przez kontuzję więzadeł krzyżowych. Na Bułgarską przybył w grudniu 2000 r. i pracował na każdym szczeblu piłki młodzieżowej. – Zrobił na mnie dobre wrażenie, od początku było widać, że wie, czego chce, że chce coś osiągnąć w tym fachu. Interesował się, zadawał wiele pytań, żeby wiedzieć, czemu co służy – wspomina Mariusza Rumaka jeden z byłych trenerów Lecha.

Po dobrych wynikach z młodzikami i trampkarzami (prowadził chłopców z rocznika 1991), w 2005 r. objął juniorów, rocznik 1987. Skończyło się klapą. Lech nie wskoczył nawet na podium w regionie – lepsze były Amica Wronki, Groclin Grodzisk Wlkp. i Warta Poznań. – Czytelnik dowiaduje się o wyniku, wnioskuje, że Lech jest słaby, tymczasem my w niektórych meczach ogrywaliśmy 16-latków – w klubowej kronice tłumaczył porażki trener, który wrócił do pracy z rocznikami 1990 i 1991. Tak spotkał m.in. Bartosza Salamona, uważanego za największy polski talent, obecnie gracza włoskiej Brescii, którym interesują się największe kluby na kontynencie (plotki mówią nawet o Barcelonie, ale pozostańmy przy Sportingu Lizbona). Salamon z Poznania jednak wyjechał, a Mariusz Rumak ze swoimi drużynami zaczął odnosić sukcesy.

W 2009 r. było to mistrzostwo Polski juniorów młodszych, a w 2010 r. wicemistrzostwo Polski juniorów starszych. – Nie szliśmy na skróty, tylko kształtowaliśmy zawodników. Nie wiem, czy większym osiągnięciem od sukcesów drużyny nie były nagrody dla najlepszego zawodnika turnieju finałowego: najpierw dla Marcina Kamińskiego, a rok później Adama Gajdy – opowiadał Mariusz Rumak.

W drodze po drugi z tych medali trener wyeliminował m.in. Jagiellonię Białystok, która na sezon 2010/2011 skusiła go do odejścia z Poznania posadą trenera drużyny Młodej Ekstraklasy. Jeszcze raz fragment wypowiedzi z czerwca.

– Na pewno jest to przeskok, ale nie tak duży przeskok, jak mi się wydawało na początku. Dlatego praca [asystenta], którą podejmę nie jest niczym, co mnie będzie deprymowało. Jednym z powodów mojego odejścia z Lecha było to, że chciałem toczyć swoją drogę, a moja droga zmierza do piłki seniorskiej. Dlatego wykonałem ten ruch, by przejąć zespół Młodej Ekstraklasy, pracować blisko sztabu pierwszego zespołu. U trenera Probierza uczestniczyłem w zajęciach pierwszego zespołu. 

– Uważam, że trzeba potrafić selekcjonować. Chłonąć wiedzę można zewsząd, ale trzeba mieć jasno określony cel. Twardo stąpam po ziemi i do tego celu zmierzam. To determinuje wszystko, co robię. Jeśli widzę, że jest potrzeba nauki języka, kształcenia, kończenia kursów dla menedżera, to po prostu to robię, bo widzę, że w tym kierunku zmierza piłka i takim trenerem chciałbym być w przyszłości.

Mariusz Rumak był nie tylko wychowawcą młodzieży na boisku, ale i w szkole na Winiarach. Na początku sierpnia, po meczu Lecha w Lubinie z Zagłębiem, trener spotkał na stadionie jednego ze swoich byłych uczniów.

– O, widzę, że nieźle sobie radzisz – powiedział Mariusz Rumak, wskazując na plakietkę ”media” u wychowanka. – Media to ja tu tylko przywiozłem, jestem kierowcą. Za to pan, widzę, ”szyszunia” – słychać było odpowiedź. – Eee, robota jak każda inna – uśmiechnął się skromnie szkoleniowiec.

B.

Kogo prowadził Mariusz Rumak i z jakimi wynikami – sezon po sezonie na POZNAŃ.SPORT.PL

Nowi naiwni na Tshibambę

Joel Tshibamba przeniósł się właśnie z drugoligowej greckiej Larissy do rosyjskiego pierwszoligowca Krylja Sowietow Samara (spotka tam Białorusina Aleksandra Gleba i znanego z Górnika Zabrze Bułgara Dimitara Makrijewa). Jeżeli robią tam sobie jakieś nadzieje, że Kongijczyk okaże się nowym carem wschodniego futbolu, to w zasadzie powinienem czuć się w obowiązku podesłać im taśmę z występami JT w Lechu Poznań. Każdy ma jednak prawo uczyć się na własnych błędach, więc ograniczę się do numerologicznego wyciągu, który sporządziłem przy okazji przeprowadzki Tshibamby do stolicy Wielkopolski. Kursywą uaktualnienia-uzupełnienia.

0 – Tyle goli strzelił JT podczas 11 ligowych gier w Poznaniu. Komentarz zbyteczny. Oczywiście ktoś powie: „Strzelił z City!”. A ja odpowiem krótko: „Nawet zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę”. Tak mu odpowiem.

1 – Tshibamba urodził się w Demokratycznej Republice Konga (dawniej Zair) i właśnie do gry w reprezentacji tego kraju pretenduje. Jak na razie rozegrał on dla niego jeden mecz w kadrze młodzieżowej. Wystąpił on w przegranym 1:3 spotkaniu z… Luksemburgiem. Jak twierdzi jednak sam zainteresowany w składzie DR Konga zagrali wówczas dużo młodsi piłkarze.

2 – A w zasadzie „dwa” obywatelstwa miał posiadać nowy napastnik Lecha. Wszem i wobec rozgłaszał on w mediach, że ma zarówno obywatelstwo kongijskie jak i holenderskie. Kiedy jednak nadszedł dwumecz ze Spartą Praga to okazało się, że dysponuje on wyłącznie afrykańskim paszportem. W związku z tym wojewoda wielkopolski na gwałt (w ciągu trzech dni) wydał mu pozwolenie na pracę, aby mógł on zagrać przeciwko Czechom.

3 – Trzy gole w dziesięciu meczach w Eredivisie – oto dorobek Tshibamby w najwyższej klasie rozgrywkowej Holandii. Udało mu się pokonać bramkarzy Twente Enschede, Heraclesa Almelo oraz FC Utrecht.

4 – Cztery lata miał nowy napastnik Lecha, gdy wraz z rodzicami opuścił rodzinną Kinszasę. Rodzice zabrali wtedy Joela oraz jego trzy młodsze siostry i przenieśli się do kraju tulipanów. Od tego czasu nie widział on już swojej ojczyzny.

5 – Tshibamba w dwunastu występach dla Arki Gdynia w zeszłym sezonie strzelił pięć goli. Trafiał on do siatki Wisły Kraków (1:0), Cracovii (2:0), Jagiellonii (1:2), Bełchatowa (2:1) oraz Śląska (1:2).

6 – Sześć meczów w europejskich pucharach to bagaż doświadczenia, który Tshibamba wnosi do poznańskiej drużyny. W sezonie 2008/2009 Mario Been, szkoleniowiec NEC Nijmegen, tyle właśnie razy wysyłał go w bój. Najpierw Tshibamba zagrał końcówki w obu meczach eliminacyjnych do Ligi Europejskiej z rumuńskim Dinamem Bukareszt (1:0 i 0:0). Potem występował on w fazie grupowej tych rozgrywek (dwa mecze – u siebie z Tottenhamem Hotspurs oraz na wyjeździe ze Spartakiem Moskwa) oraz w fazie pucharowej (przegrany dwumecz z niemieckim Hamburger SV). W żadnym z tych meczów nie zdobył jednak gola.

9 minut – Właśnie tyle czasu minęło od momentu wejścia Tshibamby na boisko w jego ligowym debiucie (wyjazdowy mecz z Twente Enschede we wrześniu 2008) do chwili, gdy zdobył on bramkę dającą NEC Nijmegen remis (1:1). Dla drużyny z Enschede trafił wówczas Eljero Elia, jedno z odkryć MŚ 2010, a w meczu tym na boisko z ławki NEC wszedł również Said Ntibazonkiza – nowy nabytek Cracovii.



10 – Tyle goli zdobył przez rok pobytu w Larissie. Nie wiem jak on to zrobił, skoro w Poznaniu nie było sytuacji, której nie potrafiłby zepsuć. Chyba mu tam dawali większe piłki.

11 – Taki numer nosi na plecach zawodnik, który jest futbolowym wzorem dla Tshibamby – Didier Droga. Co ciekawe, obaj zawodnicy mają takie identyczne warunki fizyczne: 188 cm wzrostu oraz wagę 74 kg. Różni ich jednak sposób gry. Drogba świetnie się zastawia i potrafi przepchnąć kilku obrońców przeciwnej drużyny na raz, Tshibamba natomiast stawia na szybkość. Jakby nie patrzeć różni ich również fakt, że DD występuje w wielkiej Premiership, a JT kopie piłkę w jednej ze słabszych lig Starego Kontynentu.

14 meczów – Jesień 2009 Kongijczyk spędził w drugoligowym FC Oss (rozegrał w nim 14 spotkań). Trafił tam po problemach wychowawczych jakie sprawiał w NEC Nijmegen. Na początku radził sobie dobrze (strzelił 5 goli), ale w końcu znów zaczął sprawiać kłopoty dyscyplinarne. Wdał się w awanturę z kolegą z drużyny, w konsekwencji czego obu zawodników pożegnano.

15 miesięcy – W takim wieku jest obecnie córeczka Tshibamby. Ma ona na imię Faye. (stan na sierpień 2010)

17 lipca 2010 – Wtedy ciemnoskóry napastnik podpisał kontrakt z Lechem Poznań sprawiając ból jego kibicom.

20 – Taki numer widnieje pod nazwiskiem napastnika na klubowej koszulce Lecha Poznań. Przedtem należał on do Andersona Cueto.

22 – Natomiast z takim numerem na koszulce występował on w NEC Nijmegen i Arce Gdynia. W Lechu gra z nim Grzegorz Wojtkowiak.

35 minuta – Do końca pierwszej połowy meczu Wisły Kraków z Arką Gdynia zostało jeszcze dziesięć minut, gdy Tshibamba ruszył do – wydawałoby się straconego – podania z głębi pola. Blokujący go stoper Białej Gwiazdy Marcelo popełnił jednak błąd i ciemnoskóry napastnik znalazł się na czystej pozycji. Pierwsze jego uderzenie obronił jeszcze Mariusz Pawełek, ale wobec dobitki był już bez szans. Wynik potem nie uległ już zmianie i skazani na pożarcie gdynianie wywieźli trzy punkty z jaskini wawelskiego smoka. Była to 19. kolejka ekstraklasy i drugi mecz Kongijczyka w niej. Wtedy po raz pierwszy stało się o nim głośno.



81 – Taka liczba kolejnych wygranych pojedynków na kortach ziemnych to rekordowy wyczyn wśród tenisistów. Dokonał go Hiszpan Rafael Nadal. Jest on głównym pozapiłkarskim idolem Tshibamby. Nowy napastnik Lecha tenisowego bakcyla złapał od ojca i w wolnych chwilach bardzo lubi oglądać występy Nadala na korcie.

90  minut – Pełen mecz rozegrany przy Bułgarskiej przez Kongijczyka przeciw Lechowi w kwietniu 2010 roku był prawdopodobnie momentem, w którym sztab szkoleniowy zwrócił uwagę na szybkiego napastnika. Choć JT nie trafił wówczas do siatki to kilka razy solidnie dał się we znaki poznańskiej defensywie.

139 zł – To cena za grę „Pro Evolution Soccer 2010”. Jak twierdzi sam piłkarz, popisy na wirtualnym boisku stanowią jego ulubioną rozrywkę. Ten fakt tłumaczy wiele jego zagrań na prawdziwej murawie.

1988 – Tego roku, dokładnie 22 września, Tshibamba przyszedł na świat. Wkrótce będzie więc obchodził 22 urodziny. Może wyprawi je wspólnie z Tomaszem Bandrowskim (18 września) i Grzegorzem Kasprzikiem (20 września).

1312 km – Tyle kilometrów dzieli belgijską Brugię od Gdyni. Taką właśnie odległość pokonał Kongijczyk w styczniu tego roku, by po raz pierwszy zawitać do Polski. Przebywał on wówczas na testach w zespole Cercle Brugge KSV, ale nie wypadły one dla niego pomyślnie. Miał potem również luźne propozycje przenosin do ligi tunezyjskiej, chorwackiej oraz drugiej ligi tureckiej, ale za radą Arkadiusza Radomskiego zdecydował się na najbardziej konkretną ofertę Arki Gdynia.

300 000 euro – Taką kwotę miał kosztował Lecha jego nowy napastnik (mówi się również o 250 tysiącach). Sami sobie odpowiedzmy czy był warty tych pieniędzy.

Jedyne co dobrego po nim zostało w Polsce to piosenka z nim w roli głównej.



Tekst pochodzi z programu meczowego „Heej Lech!”

ze spotkania z Arką Gdynia (14 sierpnia 2010)

P.

Bykowski i 2/3 gola na mecz w Panathinaikosie

Maciej Bykowski w koszulce reprezentacji Polski, mecz młodzieżówki z Rosją

Latem 2004 roku do konkursu na największe zaskoczenie w dziejach ludzkości zgłosiły się dwa wydarzenia piłkarskie: zdobycie mistrzostwa Europy przez Grecję i przejście Macieja Bykowskiego do Panathinaikosu Ateny.

Oto niektóre komentarze z 90 minut pod informacją ”Bykowski blisko Panathinaikosu”:

bartecky – 8 lipca 2004, 18:50:26
Chyba to „dziennikarska kaczka”, bo nie mysle zeby Panathinaikos chcial w niego inwestowac.

kibicownik – 8 lipca 2004, 19:32:50
buhahahahah….lol roku Bykowski ten nieudacznik ktory umie tylko symulowac karne

leon – 8 lipca 2004, 19:57:56
cooooooooooooooooooooooooooooo ooooooo??? Piłek nie ma kto podawać w PAO?

PAWELLO – 8 lipca 2004, 22:58:02
Ja wiem,że oni lubią Polaków ale ekipa z kraju mistrzów europy powinna zainwestować w napastnika z prawdziwego zdarzenia.

Warsaw@fan – 9 lipca 2004, 8:22:24
Bykowski? Ten drewniak w PAO???? Śmiechy

bartecky – 9 lipca 2004, 19:33:36
Ale zesmy sie Panowie pomylili !!!! 

Przypomnijmy, że sezon wcześniej, Maciej Bykowski grał na Krecie, w OFI. I w 24 meczach ligowych zdobył trzy gole. Ale za to w pucharze… Opowiada sam zainteresowany:

– Pomysł o moim transferze z OFI do Aten pojawił się po meczu pucharowym OFI – Panathinaikos. Zremisowaliśmy na Krecie 1:1, strzeliłem bramkę, wyszedł mi supermecz. Na Krecie nie byłem gwiazdą, ale już kilka dni później zrobiło się głośno, że mogę zmienić klub.

W PAO byli wtedy tacy napastnicy:

nr imię i nazwisko lat  kraj
35 Periklis Bousinakis 18  
GRE
29 Maciej Bykowski 27 
POL
7 Njogu Demba-Nyren 25 GAM
19 Michalis Konstantinou 26 CYP
34 Stelios Kritikos 18 GRE
23 Emmanuel Olisadebe 26 POL
17 Christos Oxizoglou 19 GRE
11 Dimitrios Papadopoulos  23 GRE
50 Nordin Wooter 28 NED
  Theofanis Gekas 25 GRE

Konstantinou skończył sezon z 15 golami, Fanis Gekas, późniejszy król strzelców Bundesligi tylko wiosną zdobył osiem bramek, Papadopoulos miał w sumie tyle samo. A nasz Emmanuel Olisadebe sezon 2004/2005 skończył bez trafienia (w 13 meczach). Jak to możliwe, że w tym towarzystwie przez moment skutecznie rozpychał się Maciej Bykowski? Ot, dostał szansę i wycisnął z niej ile się dało, jak komornik. Sześć meczów ligowych i cztery gole. Oto one:

30 października 2004, Panathinaikos – Panionios 4:0 (na 4:0, 78. minuta)



6 listopada 2004, Iraklis – Panathinaikos 0:4 (na 0:1 w 25. i 0:2 w 30. minucie)





16 stycznia 2005, Panathinaikos – OFI Kreta 5:1 (na 5:1 w 94. minucie)



O swoim pobycie w Atenach piłkarz mówił Grzegorzowi Kubickiemu w Gazecie (11.04.2005):

– Moja pozycja w Atenach nie jest ciekawa. Zwłaszcza po zmianie trenera gram mało lub wcale. Chcę to zmienić, haruję na treningach jak wół i cały czas liczę, że trener w końcu to zauważy. Jeżeli nie – zmienię klub. Odkąd jestem w Panathinaikosie, drużyna miała już trzech trenerów. Najpierw był Itzhak Schum z Izraela, który zdobył mistrzostwo Grecji. Potem przyszedł Czech Zdenek Scasny, z którym współpracowałem wcześniej w OFI Kreta. Najlepiej było mi właśnie u niego. Znał mnie, wiedział, co potrafię. Kiedy był trenerem, zagrałem siedem meczów, strzeliłem cztery bramki. To niezły wynik. Teraz pojawił się jednak Alberto Malezani z Włoch, który prowadził wcześniej Parmę i Fiorentinę. Jest dobrym trenerem, ale akurat mnie w ogóle nie bierze pod uwagę. 

W lidze zagrałem kilka razy, ale to było kiedyś. Żałuję również, że nie zadebiutowałem w Lidze Mistrzów choć kilka minut. Cały czas byłem gotowy do gry, ale decyzje trenera zawsze były inne i musiałem się z nimi pogodzić. Moje miejsce było na ławce rezerwowych. Najbliższy wejścia na boisko byłem w meczu z Rosenborgiem Trondheim. Byłem nawet przyszykowany do zmiany. Zwarty i gotowy. Remisowaliśmy 2:2, potrzebowaliśmy wygranej i na boisko miał wejść trzeci napastnik. No i trener wpuścił… Olisadebe. 

Ostatnio moim sukcesem było to, że… zostałem w ogóle wzięty na mecz. Wiem, że różnie może być – ważna jest koncepcja trenera, sytuacja kadrowa, mogę np. liczyć na kontuzję innych napastników. Ale co tu ukrywać, nie będę sam siebie oszukiwał – w Panathinaikosie jestem zawodnikiem głębokiej rezerwy. Na dodatek klub nie ma drugiego zespołu. Nie mam gdzie grać, nie mam kontaktu z piłką. A ja marzę o tym, żeby grać, chociaż w słabszej lidze, ale grać! Jestem więc przygotowany na to, że po sezonie wyjadę z Aten. 

Jestem realistą. Panathinaikos to klub, w którym – jeżeli chce się iść wyżej – trzeba grać w podstawowym składzie i strzelać bramki. W moim przypadku, przy braku zaufania ze strony trenera, będzie to trudne. Liczę jednak, że to nie apogeum mojej kariery, że jeszcze coś w piłce osiągnę. Choć wiem, że równie dobrze może się okazać, że swój szczyt już zdobyłem. 

Rok temu, w rozmowie z 2×45 Maciej Bykowski przyznał, że podjął pochopną decyzję zamieniając Ateny na Łęczna:

– A dłużej zostać mogłem. Trener Alberto Malesani mógł mnie dalej trzymać w szerokiej kadrze, ale powiedział też szczerze, że ma innych napastników i na nich zamierza stawiać. Nie było sensu zostawać tam tylko po to, żeby zarabiać pieniądze. Gra w piłkę była dla mnie przyjemnością, chciałem się rozwijać. (…) Każdy zawodnik, który odchodzi z Panathinaikosu, a wcześniej coś tam zagrał i strzelił, od razu dostaje oferty z innych greckich klubów. Z perspektywy czasu przyznaję, że trochę się pospieszyłem. Wylądowałem w Górniku, ale jednak po roku wróciłem do Grecji i parę goli jeszcze strzeliłem.

Na przykład takiego gola, w barwach Verii w spotkaniu z AEK Ateny



Dziś Maciej Bykowski kończy 35 lat. Od 44 spotkań nie zdobył gola w polskiej ekstraklasie. Jest ryzyko, że ta sztuka mu się już nie uda, więc stąd ta notka o jego czterech chwilach chwały w Panathinaikosie.

B.

Erik Mykland i norweskie nie zrozumienie

Futra prezesa Hrihorija Surkisa, czyli korupcja w Lidze Mistrzów

Lech jak Widzew, Polacy jak Niemcy, a Legia bije Panathinaikos czyli polskie horrory z happy endem  

Rynki w Azji o poranku

Coraz więcej mówi się ostatnio o tym, jak atrakcyjne w dobie kryzysu są dla piłkarzy ligi azjatyckie. Niedawno Nicolas Anelka parafował kontrakt w Chinach, Diego Maradona został szkoleniowcem drużyny ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a w Indiach testowana będzie wkrótce nowa formuła rozgrywek z udziałem gwiazd światowego futbolu. Zobaczmy więc co w piłkarskiej Azji słychać i jakie znajomki zarabiają tam na chleb.

Ze względów patriotycznych zacznijmy od Kataru. Jeszcze niedawno mieliśmy tam swojego reprezentanta w postaci Ebiego Smolarka. Eks-kadrowicz wrócił jednak do Holandii osamotniając swojego europejskiego kolegę – ciemnoskórego reprezentanta Norwegii Pa-Modou Kah. W tym wypadku nazwisko może nie rzuca na kolana, ale większe gwiazdy znajdziemy w innych ekipach. W odbywających się niedawno Klubowych Mistrzostwach Świata w barwach sensacyjnego zwycięzcy Azjatyckiej Ligi Mistrzów Al-Sadd (przy tej okazji pisałem o tej drużynie tutaj) mogliśmy podziwiać byłe gwiazdy ligi francuskiej. Najbardziej znany z nich jest Senegalczyk Mamadou Niang – król strzelców 2010 w barwach Olympique Marsylia, a ostatnio bawiący w Fenerbahce Stambuł. W ataku wspiera go były as Lyonu i Galatasaray – Togijczyk Abdelkader Keita, a tyły zabezpiecza Algierczyk Nadir Belhadj, mundialowicz z RPA, nad Sekwaną błyszczący w Sedan i Lens, a w Anglii – w Portsmouth. Zespół Lekhwyia może się natomiast pochwalić największym chyba jeźdźcem bez głowy jakiego znam, napastnikiem WKS Aruną Dindane (Anderlecht, również w dwumeczu z Wisłą; Lens i Portsmouth; MŚ 2006 i 2010) oraz Algierczykiem Madjidem Bougherrą (przedtem Charlton i Glasgow Rangers). Po odejściu Juninho Al-Gharrafa zakontraktowała dwie inne brazylijskie gwiazdy: słynnego Ze Roberto (Bayer, Bayern i HSV) i Diego Tardellego (Betis, PSV, Anży). Do godziwej emerytury w Umm-Salal dorabia Mario Melchiot (m.in. Ajax i Chelsea; reprezentacja Holandii), a w Al-Jaish Algierczyk Karim Ziani (Sochaux, Marsylia, Wolfsbug; etatowy kadrowicz swojej reprezentacji).

Nie mniej zacne nazwiska możemy znaleźć również w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Wspominałem już o trenerskiej posadzie Maradony. On akurat w swoim Al-Wasl nie ma zbyt wielu znanych twarzy. Jeśli jednak zajrzymy do Al-Ahli, to spotkamy tam takie asy jak Grafite (reprezentant Brazylii, w Wolfsburgu król strzelców Bundesligi 2008/2009), Christian Wilhelmsson (Anderlecht, Nantes, AS Roma, Bolton; EURO 2004 i 2008, MŚ 2006; w Al-Ahli na wypożyczeniu z saudyjskiego Al-Hilal) czy Jaja Coelho (gwiazda Metalista Charków i Trabzonsporu). W zespole rywala – Al-Jazira Club – znaleźli się natomiast Ricardo Oliveira (w przeszłości w Valencii, Betisie, Milanie i Saragossie), Lucas Neill (żywa legenda reprezentacji Australii, przedtem w Blackburn, West Ham, Evertonie i Galatasaray) oraz Matias Delgado (najlepszy strzelec Ligi Europy w sezonie 2005/2006; w Europie w Basel i Besiktasie). Kolejny egzotyczny tercet ma w swoich zasobach Al-Nasr. Tam obok Australijczyka Marca Bresciano (Parma, Palermo, Lazio) i gwiazdy Burkina Faso Ismaela Bangoury (Dynamo Kijów i Stade Rennes) występuje od stycznie 2012 roku również Luca Toni (nie trzeba przedstawiać). W Al-Ain na kolejne zepsute karne ostrzy sobie natomiast zęby Asamoah Gyan, gdzie przebywa akurat na wypożyczeniu z Sunderlandu (przedtem Udinese i Stade Rennes). W tym kontekście warto wspomnieć jeszcze, że z ligą ZEA pożegnał się niedawno David Trezeguet, który zamienił on zespół Bani Yas na argentyńskie River Plate, a jeszcze przedtem swoją bogatą karierę zakończył tam (dokładniej – w Al-Ahli) Fabio Cannavaro.

Coraz silniejsza znanymi nazwiskami jest również liga chińska. Ostatnio świeciła trochę światłem odbitym, ponieważ w niej właśnie występuje najlepszy zawodnik PNA 2012 – Zambijczyk Christopher Katongo. Kapitan Chipolopolo formę szlifuje w zespole Henan Jianye, a przedtem próbował szczęścia w Broendby Kopenhaga i Arminii Bielefeld. Jego reprezentacyjny kolega James Chamanga gra natomiast w Dalian Shide. Wspomniany już na początku tekstu Nicolas Anelka zasili zespół Shanghai Shenhua, gdzie trenerem jest Jean Tigana. Inny europejski trener Henk Ten Cate zakotwiczył natomiast w Jiangsu Sainty. W kadrze Shandong Luneng można dostrzec znanego z Bundesligii Rodę Antara (kiedyś w HSV, Freiburgu i Koeln) oraz mundialowicza z 2010 roku – Honduranina Julio de Leona (w przeszłości próbującego sił również w Serie A: w Regginie i Genui). Kurs na Chiny obrali również dwaj byli napastnicy Celticu Glasgow. Nowozelandczyk Chris Killen (przedtem też w Manchesterze City; z Nową Zelandią na MŚ 2010) pobiera teraz swe apanaże z Shenzhen Ruby FC, a Szkot Derek Riordan z Shaanxi Chanba. Natomiast Włoch Fabio Firmani, mistrz Europy U-21 z 2000 roku (wraz z Ventolą, Baronio, Gatusso, Pirlo i Abbiattim) oraz były gracz Vicenzy, Chievo i Lazio, hasał jeszcze niedawno w Shaanxi Renhe. Kończąc już natomiast ten wątek warto również zauważyć, że zanim jeszcze Manu przeniósł się z Legii do Beijing Guoan FC, klub ten zasilił Walter Martinez – Honduranin, uczestnik MŚ 2010, mający na koncie również popisy w Alaves.

Zdecydowanie mniej rozpoznawalne postacie można znaleźć w ligowych rozgrywkach Arabii Saudyjskiej. Fani Primera Division z pewnością rozpoznają byłego gracza Betisu Sewilla Achille Emanę, dziś grającego w Al-Hilal. Inni kojarzą może Brazylijczyka Wendela z Al-Ittihad, kiedyś trafiającego dla Bordeaux) albo Gwinejczyka Alhassane Keitę z Al-Shabab, przedtem brylującego w FC Zurich i (nieco mniej) w RCD Mallorca. Chyba ciekawiej już jest na ławkach trenerskich, gdzie można dojrzeć eks-selekcjonera Ghany Milovana Rajevac z Al-Ahly albo Michela Preud’homme’a z Al-Shabab. A małym kuriozum jest również pobyt w Arabii byłego niewypału transferowego Zagłębia Lubin – Serba Dusana Djokic (Najran SC).

Garstkę znanych twarzy znajdziemy też w Australii. W tamtejszej A-league, w Newcastle Jets, obok byłego ełkaesiaka Labinota Haliti, piłkę kopią dwaj Anglicy Francis Jeffers (m.in. Arsenal i Everton) i Michael Bridges (pamiętany głównie ze złotego Leeds). Natomiast w kadrze Perth Glory figuruje jednokrotny reprezentant Holandii, były zawodnik Vitesse, Ajaxu, Heerenveen i NAC Breda – Victor Sikora.

Europą delikatnie powiało również na Indonezji. Tam w ekipie Mitra Kukar od niedawna gra były zawodnik m.in. Ipswich, Leicester czy Evertonu – Marcus Bent. Natomiast najbardziej chyba znane niesforne dziecko angielskiej piłki, czyli Robbie Fowler występuje… na Tajlandii, w drużynie Muangthong United.

W tym kontekście zaskakuje nieco polityka dwóch najmocniejszych chyba azjatyckich lig – japońskiej i koreańskiej. Przez długi czas były one bardzo mocno zwesternizowane i trudno było znaleźć tam drużynę bez Europejczyka czy Brazylijczyka ze znanym nazwiskiem. Od kilku jednak lat oba kraje stawiają przede wszystkim na promocje własnych zawodników. I tak w Japonii nie sposób dojrzeć znane twarze z Zachodu. Jeszcze niedawno w Shimizu S-Pulse występował Szwed Fredrik Ljungberg, ale niedawno pożegnał się z tą ekipą. W Nagoya Grampus występuje za to etatowy reprezentant Australii Joshua Kennedy (były zawodnik Wolfsburga, Koeln, Nurnberga i Karlsruher SC; mundialowicz 2006 i 2010), a w drugoligowym Yokohama FC były Canarinhos – Franca (eks-gwiazda Bayeru Leverkusen; kiedyś strzelił też bramkę Anglii w towarzyskim meczu). Jeszcze większa posucha w Korei, gdzie oryginałami są Uzbecy Aleksandr Geynrikh z Suwon Blue Wings oraz Server Djeparov z FC Seul, a temu drugiemu towarzyszy w klubie reprezentant Kolumbii Mauricio Molina.

A jak na to wszystko zapatruje się liga indyjska? A liga indyjska wymyśliła właśnie coś nowego. Aby promować futbol w tym niezwykle ludnym, ale i niezwykle ubogim kraju tamtejsze władze postanowiły zaserwować unikalne danie: siedmiotygodniową ligę piłkarskich antyków. Wystąpić w niej mają tacy zawodnicy jak Robert Pires, Fabio Cannavaro, Jay-Jay Okocha, Robbie Fowler, Fernando Morientes i Hernan Crespo, a trenerami drużyn z Kalkuty, Barasatu, Howrahu, Haldii, Durgapuru czy Siliguri będą Fernando Couto, Peter Reid, John Barnes, Samson Siasia i Marco Etcheverry. Co zabawne, zarówno pierwsza jak i druga grupa dobierana była do swoich drużyn drogą… aukcji! Kto da więcej ten weźmie Crespo i tak dalej:) Pierwszy mecz fikuśnych rozgrywek odbędzie się 25 lutego. Całe rozgrywki będą trwały siedem tygodni, a finał odbędzie się na początku kwietnia. Więcej o akcji można przeczytać tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Jak więc widać na załączonym obrazku azjatyckie rynku trudno zrozumieć przeciętnemu zjadaczowi chleba.

P.

MLS to też nie jest liga dla wszystkich

Różne klubu gwiazdy sobie  wybierają. Ich prawo

Niech Wojtek Szczęsny strzeli rzut karny dla Arsenalu!

 Akcja: Niech Wojtek Szczęsny strzeli rzut karny dla Arsenalu!

Za pół roku, dokładnie 19 sierpnia, minie 20 lat od czasu, gdy Robert Warzycha, jako ostatni polski piłkarz, zdobył gola w angielskiej Premier League.

Nie pozwólmy, by doszło do tej smutnej rocznicy!

Z końcem stycznia zatrzasnęło się okno transferowe. Żaden nowy zawodnik z Polski w tym sezonie w Anglii już nie zagra. Wiadomo też, że następny sezon Premier League, ze względu na igrzyska w Londynie, rozpocznie się 18 sierpnia 2012 roku. Na polskiego gola przed rocznicą trafienia Warzychy w sezonie 2012/2013 będzie tylko jeden dzień 1. kolejki.

Naszą największą, czy wręcz jedyną nadzieją na gola jest więc… Wojciech Szczęsny!
Nic przecież nie stoi na przeszkodzie, by bramkarz strzelał rzut karny. Ta akcja ma pomóc namówić Arsene’a Wengera i wszystkich w Arsenalu, by Polak dostał taką szansę w meczu ligowym i przerwał tę fatalną serię!

Wszyscy wiemy, że Wojtek ma talent nie tylko do łapania, ale też do kopania piłki. Widać to było choćby wtedy, gdy w Lidze Mistrzów podawał nad głową Leo Messiego czy dryblował w meczu z Olympique Marsylia. Precyzję zagrań Szczęsnego najlepiej oddaje jednak  nagranie z ”crossbar challenge”, gdy zgodnie z celem konkursu, trafił piłką w poprzeczkę zza pola karnego.



Ryzyko, że nie poradzi sobie z presją, zwłaszcza przy prowadzeniu Arsenalu w meczu ligowym, jest małe.

Skoro gola nie zdobył ani Emmanuel Olisadebe, ani Grzegorz Rasiak, ani Ebi Smolarek,
czyli reprezentacyjni napastnicy, pomóżmy wspaniałemu bramkarzowi! Niech Wojtek dołączy do Kazimierza Deyny, Tadeusza Nowaka, Zbigniewa Kruszyńskiego i Roberta Warzycha – zaledwie czterech Polaków, którzy strzelili gola w angielskiej ekstraklasie. Niech będzie jak Peter Schmeichel, Paul Robinson czy Tim Howard, strzelcy goli w EPL w rękawicach!

Niech Wojtek Szczęsny zakończy tę przeklętą polską passę bez gola!

Dołącz do akcji na Facebooku!

B.

PS Geneza akcji

Oglądałem, jak Arsenal strzelał kolejne gole podczas pogromu Blackburn 7:1. Potem naszła mnie myśl, że przy wysokim prowadzeniu, przy gwizdniętym karnym, mógłby go przecież strzelać Wojtek Szczęsny. Jeszcze później zacząłem sprawdzać, kiedy Robert Warzycha zdobył ostatniego polskiego gola w Premier League. I okazało się, że za pół roku (19 sierpnia) minie 20 lat. W końcu pomyślałem, że może warto zrobić akcję, by do tej rocznicy nie doszło. Tyle.

Nacho Novo, parę cholernie ważnych goli i szkockie poczucie humoru

Nacho Novo, Legia Warszawa - były gracz Glasgow Rangers

Znów o Rangers, szok. Kiedy przekazałem dziś koledze wieść, że nowym piłkarzem Legii Warszawa został Nacho Novo, ten natychmiast przypomniał sobie, jak podśmiewali się z niego Szkoci. To krótka sylwetka Hiszpana, którą poznańska Gazeta zamieściła przed meczem Rangersów we Wronkach.

Hiszpan pochodzi z mało znanego klubu SD Huesca, skąd trafił na Wyspy do Raith Rovers. Strzelał tam mnóstwo bramek. Stamtąd Dundee FC kupiło go za 100 tys. funtów, by po dwóch sezonach sprzedać go za 450 tys. do Rangers. Novo miał też propozycję przejścia do Celticu. Szkoci żartują z jego kiepskich – jak na napastnika – warunków fizycznych. – Mógłby przejść pod łóżkiem z kapeluszem na głowie – miał powiedzieć menedżer Alex McLeish po podpisaniu kontraktu z Hiszpanem. Ale Novo okazał się poważnym wzmocnieniem – wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, skąd wypchnął byłego gracza Ajaksu Amsterdam, Gruzina Szotę Arweładze.

(175 cm i takie śmichy-chichy ze wzrostu? Ach te standardy szkockich drwali)

Nacho Novo strzelił Amice gola (jednego, a nie gola za golem, jak twierdzi Maciej Skorża, ale mniejsza z tym).



Było to dla niego trafienie premierowe w europejskich pucharach. Hiszpan może jednak Wronek w ogóle nie pamiętać (chyba, że słynny las). Na pewno pamięta za to swojego pierwszego gola strzelonego na Celtic Park. Tym bardziej, że dzięki temu Rangersi wygrali tam po pięciu latach. To było niemal dokładnie siedem lat temu. W sumie Nacho Novo zdobył sześć goli w ligowych derbach Glasgow (film w 1:37).



W tym samym, 2005 roku, zdarzyła się niewiarygodna historia. Przed ostatnią kolejką Celtic miał dwa punkty więcej – 92 punkty. W ostatniej serii spotkań The Bhoys przegrali jednak na wyjeździe 1:2 z Motherwell, a Rangers dzięki trafieniu Nacho Novo pokonali Hibernian i zostali królami Szkocji. To była niedziela. Helicopter Sunday (od słów komentatora radiowego po golu: Helikopter zmienia kierunek!).



Sezon 2007/2008 to wielka europejska przygoda Novo i Rangersów. Najpierw były eliminacje Ligi Mistrzów. Crvena Zvezda gola nie strzeliła, szkocki klub jednego. W 90. minucie pierwszego spotkania. Wiadomo, kto był jego autorem. Serbom nie pomógł nawet Grzegorz Bronowicki.

Trzecie miejsce w grupie LM pozwalało na grę w Pucharze UEFA. W nim od razu kłoda w postaci Greków z Panathinaikosu. Pierwszy mecz 0:0, w rewanżu w Atenach prowadził PAO. Aż do 81. minuty.

Półfinały z Fiorentiną pamiętam dobrze. Bolało mnie serce, gdy musiałem patrzeć jak po rzeźnicku grający Szkoci, po dwóch remisach 0:0, doprowadzają do karnych. Na pytanie, gdzie jest teraz autor decydującej jedenastki dla Rangers, odpowiadam w Lidze Mistrzów w Legii Warszawa.



W końcu dochodzimy do Hiszpanii, ale nim Nacho w końcu zagrał w Primera Division, strzelił gola Sevilli – w Lidze Mistrzów. Uderzył soczyście, ale Rangersi polegli 1:4 (film 1:29).



Czy Hiszpan będzie przygotowany do gry w Legii? Zapuścić się nie miał kiedy, jeszcze w grudniu grał przeciw Realowi Madryt, a Rayo Vallecano strzelił dwa gole (od 0:22).



Lista, lista, lista trafień Hiszpana z worldfootball.net (z Rangers wypisałem wszystkie gole ligowe oraz wszystkie mecze w europejskich pucharach).

1998-1999 UD Somozas, 26 meczów, 6 goli
1999-2000 Racing Club de Ferrol, 4 mecze, 1 gol
2000-2001 SD Huesca, meczów 40, 32 gole
2001-2002 Raith Rovers, 33 mecze, 18 goli
2002-2003 Dundee FC, 36 meczów, 7 goli
2003-2004 Dundee FC, 35 meczów, 19 goli

Sezon 2004/2005

Puchar UEFA (2 gole)

1. Round 16/09/2004 Maritimo Rangers 1:0
1. Round 30/09/2004 Rangers Marítimo 4:2 pso
Group F 21/10/2004 Amica Wronki Rangers 0:5 GOL
Group F 25/11/2004 Rangers Grazer AK 3:0 GOL
Group F 02/12/2004 AZ Alkmaar Rangers 1:0
Group F 15/12/2004 Rangers AJ Auxerre 0:2

Szkocja (19 goli)

26/09/2004 Dundee FC Rangers 0:2 2 GOLE
03/10/2004 Rangers Kilmarnock 2:0 GOL
24/10/2004 Rangers Dundee Utd 1:1 GOL
27/10/2004 Dunfermline Rangers 1:2 GOL
31/10/2004 Rangers Aberdeen 5:0 2 GOLE
07/11/2004 Livingston Rangers 1:4 GOL
20/11/2004 Rangers Celtic 2:0 GOL
28/11/2004 Rangers Hearts 3:2 2 GOLE
11/12/2004 Rangers Dundee FC 3:0 GOL
27/12/2004 Rangers Motherwell 4:1 2 GOLE
29/01/2005 Rangers Livingston 3:0 GOL
20/02/2005 Celtic Rangers 0:2 GOL
26/02/2005 Rangers Kilmarnock 2:1 GOL
02/03/2005 Heart of Midlothian Rangers 1:2 GOL
22/05/2005 Hibernian  Rangers 0:1 GOL

 

Sezon 2005/2006

eliminacje i Liga Mistrzów (1 gol)

3. Round Q 09/08/2005 Anorthosis Rangers 1:2 GOL
3. Round Q 24/08/2005 Rangers Anorthosis 2:0
Group H 13/09/2005 Rangers FC Porto 3:2
1/8 f. 22/02/2006 Rangers Villarreal CF 2:2
1/8 f. 07/03/2006 Villarreal CF Rangers 1:1

Szkocja (tylko 2 gole!)

20/08/2005 Rangers Celtic 3:1 GOL
10/09/2005 Falkirk Rangers 1:1 GOL

 

Sezon 2006/2007

Puchar UEFA (4 gole)

Group A 19/10/2006 AS Livorno Rangers 2:3 GOL
Group A 02/11/2006 Rangers Maccabi Haifa 2:0 GOL
Group A 23/11/2006 AJ Auxerre Rangers 2:2 GOL
Group A 14/12/2006 Rangers Partizan 1:0
3. Round 14/02/2007 Hapoel Tel Aviv Rangers 2:1 GOL
3. Round 22/02/2007 Rangers Hapoel Tel Aviv 4:0
Round of 16 08/03/2007 Rangers CA Osasuna 1:1
Round of 16 14/03/2007 CA Osasuna Rangers 1:0

Szkocja (5 goli)

22/10/2006 St. Mirren Rangers 2:3 GOL
19/11/2006 Heart of Midlothian Rangers 0:1 GOL
23/12/2006 Aberdeen Rangers 1:2 GOL
27/12/2006 Inverness CT Rangers 2:1 GOL
08/04/2007 St. Mirren Rangers 0:1 GOL

 

Sezon 2007/2008

eliminacje Ligi Mistrzów / Liga Mistrzów / Puchar UEFA – aż do finału! (3 gole)

2. Round 31/07/2007 Rangers FK Zeta 2:0 GOL
2. Round 07/08/2007 FK Zeta Rangers 0:1
3. Round 14/08/2007 Rangers Crvena Zvezda 1:0 GOL
Group E 19/09/2007 Rangers VfB Stuttgart 2:1
Group E 02/10/2007 Olympique Lyon Rangers 0:3
Group E 23/10/2007 Rangers FC Barcelona 0:0
Group E 07/11/2007 FC Barcelona Rangers 2:0
3. Round 13/02/2008 Rangers Panathinaikos 0:0
3. Round 21/02/2008 Panathinaikos Rangers 1:1 GOL GOL
Round of 16 13/03/2008 Werder Bremen Rangers 1:0
Quarter-finals 03/04/2008 Rangers Sporting CP 0:0
Semi-finals 24/04/2008 Rangers Fiorentina 0:0
Semi-finals 01/05/2008 Fiorentina Rangers 2:4 pso
Final 14/05/2008 Zenit St. Petersburg Rangers 2:0

Szkocja (10 goli)

04/08/2007 Inverness Rangers 0:3 GOL
20/10/2007 Rangers Celtic 3:0 2 GOLE
27/02/2008 Hearts Rangers 0:4 2 GOLE
22/03/2008 Rangers Hibernian 2:1 GOL
06/04/2008 Dundee Utd Rangers 3:3 GOL
16/04/2008 Celtic Rangers 2:1 GOL
10/05/2008 Rangers Dundee Utd 3:1 2 GOLE



Sezon 2008/2009

eliminacje Ligi Mistrzów

2. Round 30/07/2008 Rangers FBK Kowno 0:0
2. Round 05/08/2008 FBK Kowno Rangers 2:1

Szkocja (5 goli)

21/09/2008 Rangers Motherwell 2:1 GOL
25/10/2008 Hamilton Academical Rangers 1:3 GOL
01/11/2008 Rangers Inverness 5:0 GOL
06/12/2008 Rangers Hamilton 7:1 GOL
13/05/2009 Hibernian Rangers 1:1 GOL



Sezon 2009/2010

Liga Mistrzów (1 gol) – faza grupowa, grupa G

16/09/2009 VfB Stuttgart Rangers 1:1
29/09/2009 Rangers Sevilla 1:4 GOL
20/10/2009 Rangers Unirea 1:4
04/11/2009 Unirea Rangers 1:1
24/11/2009 Rangers VfB Stuttgart 0:2
09/12/2009 Sevilla Rangers 1:0

Szkocja (6 goli)

12/12/2009 Rangers St. Johnstone 3:0 GOL
27/12/2009 Hibernian Rangers 1:4 GOL
16/01/2010 Hamilton Academical Rangers 0:1 GOL
27/01/2010 St. Mirren Rangers 0:2 GOL
06/03/2010 Rangers St. Mirren 3:1 GOL
01/05/2010 Dundee Utd Rangers 1:2 GOL

 

Sezony 2010/2011 i 2011/2011

Sporting Gijon – 41 meczów i 7 goli

(gole oraz mecze z Realem i Barcą)

07/11/2010 Almeria Sporting Gijón 1:1 GOL
14/11/2010 Sporting Gijón Real Madrid 0:1
29/01/2011 Mallorca Sporting Gijón 0:4 GOL
12/02/2011 Sporting Gijón FC Barcelona 1:1
02/04/2011 Real Madrid Sporting Gijón 0:1
24/04/2011 Sporting Gijón Espanyol Barcelona 1:0 GOL
15/05/2011 Sporting Gijón Racing Santander 2:1 GOL
20/11/2011 Sporting Gijón Getafe 2:1 GOL
03/12/2011 Sporting Gijón Real Madrid 0:3
11/12/2011 Rayo Vallecano Sporting Gijón 1:3 2 GOLE

B.


Niedoszli polscy Rangersi: Wojtala, Zając, Rasiak, Szamo

W poniedziałek przez bramy Ibrox na światło dzienne przecisnęła się wieść, że Rangersi z Glasgow mają długi większe niż tylko w bufecie za drożdżówkę. We wtorek władzę w klubie objął zarząd komisaryczny i może uda się uratować zespół od kary niewystawienia w europejskich pucharach.

Będę szczery – jedyne, co mnie kręci w szkockim futbolu, to Amy Macdonald śpiewająca hymn Flower of Scotland



(mam tak od ich meczu z Czechami – film wyżej, ale polecam też występ przed Hiszpanią).

Rangersom życzę jednak powrotu do dobrej kondycji. Tak jak wszystkim klubom z tradycjami. Wykaraskała się Fiorentina, z leju po bombie wychodzi też Leeds United, więc i w Glasgow powinno się udać.

Trudno mi sobie przypomnieć drugi tak uznany zagraniczny klub, w którym Polacy tyle razy już-zaraz-lada-moment mieli znaleźć zatrudnienie, by ostatecznie ze sprawy nic nie wychodziło. Dopiero co niebieską koszulkę miał założyć Paweł Brożek. Uznał jednak, że bardziej mu do twarzy w poprzecznych pasach zielono-białych. Jak widać – dobrze wykombinował. Jedynym polskim piłkarzem u protestantów pozostaje Dariusz Adamczuk, ale na nim skupię się następnym razem. Teraz o moich ulubionych niedoszłych transferach.

 

Paweł Wojtala (zima 1997)

Paweł Wojtala w meczu Polska - Włochy

Na dzień dobry wpadamy w jedną ze słynnych dziur w czasoprzestrzeni i cofamy się o 15 lat. Tekst z 8 stycznia Gazeta zatytułowała: Ranger Wojtala.

W niedzielę Paweł Wojtala – wypożyczony w rundzie jesiennej do Widzewa Łódź obrońca Lecha Poznań i reprezentacji Polski – wyjedzie na sprawdzian do Glasgow Rangers. – Warunki kontraktu są ustalone – powiedział ”Gazecie” menedżer Roman Manuszewski z fimy Sport Int. – Jeśli znajdzie uznanie trenerów mistrza Szkocji, podpisze trzy- lub czteroletni kontrakt. Rangersi są skłonni zapłacić 1,5-1,7 mln dol. Przedstawiciele Glasgow Rangers – gdzie grają m.in. Paul Gascoigne, Brian Laudrup, Ally McCoist – widzieli Wojtalę w meczu reprezentacji z Anglią na Wembley oraz w Madrycie, gdzie Widzew grał z Atletico w Lidze Mistrzów. Jesienią Wojtala był wypożyczony z Lecha do Widzewa. Łódzki klub ma prawo pierwokupu piłkarza. Oferuje milion marek.

Sprawa zaczęła się komplikować szybko, właśnie w ową niedzielę.

Obrońca Lecha Poznań Paweł Wojtala podpisał pięcioletni kontrakt z niemieckim Hamburger SV – podała telewizyjna ”Sportowa niedziela”.

[newsa miała telewizja i to ”Sportowa niedziela” – to były piękne czasy!]

Tymczasem wczoraj reprezentant Polski miał zjawić się w Glasgow na testach w drużynie mistrza Szkocji – Rangers. – Jego przyjazd jest opóźniony ze względu na chore dziecko – powiedział „Gazecie” Roman Manuszewski, który załatwiał transfer do Szkocji. – O dziecku poinformowała mnie żona Romana Jakóbczaka. Menedżer Lecha był wczoraj nieuchwytny. – Będzie w klubie w poniedziałek – powiedziała „Gazecie” jego żona. – Nic nie wiem o transferze Wojtali do HSV. We wtorek jest oczekiwany w Glasgow. Szkoci są skłonni zapłacić za niego ponad 1,5 miliona dolarów – dodał Manuszewski.

Szkoci zażądali przyjazdu Wojtali na dwutygodniowe testy, w Hamburgu mieli do Polaka większe zaufanie. Do Glasgow ostatecznie trafił australijski obrońca Tony Vidmar, a z pierwszej rundy poznaniaka w HSV najbardziej zapamiętałem, jak nic z jego krycia nie robił sobie niesamowity wtedy Giovane Elber (w Ran na Sat.1 sprawozdawca kwitował to ironicznym: ”Ja, ja, naturlich… Wojtala”), który jednego z dwóch goli strzelił przewrotką.

 

Marcin Zając (lato 2004)

Marcin Zając

Marcin Zając ma też nawet zdjęcie w koszulce Rangers, grał w sparingach z uznanymi firmami. A było to tak…

Z końcem czerwca 2004 skrzydłowemu skończył się kontrakt w Grodzisku Wlkp. Najpierw był na testach w West Bromwich Albion, ale po udanych meczach Groclinu z Manchesterem City, zainteresował się nim też Alex McLeish, menedżer Rangers.

Polak dołączył do zespołu podczas zgrupowania w Grazu i z marszu zagrał 70 minut przeciw… Romie (bez Tottiego, ale z Mexesem, Candelą i Delveccchio). – Ten chłopak pokazał klasę. Zaimponowała mi jego szybkość. Miał też kilka świetnych dośrodkowań – mówił trener Szkotów, którego cytował portal BBC.com. – Zając mi się podoba, ale muszę jeszcze raz przyjrzeć się mu podczas meczu – podkreślał Alex McLeish.

– Myślę, że coś może wyjaśnić się już do piątku. Marcin wypada dobrze na testach. Świetnie rozumie się z resztą zespołu. Poza tym klub intensywnie szuka prawego pomocnika, a Polak jest jedynym sprawdzanym na tej pozycji – mówił Gazecie menedżer gracza Bartosz Olędzki.

Tym ”jeszcze raz” był dla Marcina Zająca sparing z Fulham (z niego pochodzi wyżej podlinkowane foto). Polak grał 53 minuty. – Marcin dobrze wypadł w sparingu z Romą, gorzej w meczu z Fulham, w którym nabawił się drobnego urazu. Zdaję sobie sprawę, że trudno jest piłkarzowi przyjść na kilka dni do nowego zespołu i zaprezentować się bardzo dobrze. Dlatego chcę, żeby Marcin został dłużej. Wiem, że ma oferty z innych klubów i nie zdziwiłbym się, gdyby chciał z nich skorzystać – powiedział trener Rangers Alex McLeish na oficjalnej stronie internetowej klubu.

27 lipca menedżer Glasgow Rangers Alex McLeish oświadczył na stronie internetowej klubu, że nie jest już zainteresowany pozyskaniem Marcina Zająca. – Marcin to dobry zawodnik, ale nie będzie grał na Ibrox Park – tłumaczył McLeish, co brzmiało mniej więcej jak ”zostańmy przyjaciółmi” z ust dziewczyny.

 

Grzegorz Rasiak (zima – lato 2007)

Grzegorz Rasiak

Glasgow Rangers i Blackburn obserwują Grzegorza Rasiaka. Do transferu mogłoby dojść po sezonie. Polak może kosztować nawet 4 mln funtów – brzmiał gazetowy lead z 28 lutego. Z tych czterech przypadków był to jednak najbardziej mglisty temat transferowy.

Po prostu wyszło na jaw, że jeden z asystentów trenera Rangers był na meczu Southampton z Ipswich. Nie miał okazji, by zobaczyć Grzegorza Rasiaka, bo cały ten mecz przesiedział na ławce rezerwowych. Trafił na nią po przyjściu… Marka Saganowskiego z Troyes.

Trener 51-krotnego mistrza Szkocji Walter Smith szukał napastnika w związku z perspektywą odejścia po sezonie Chorwata Dado Prso.

Zimą 2008 roku Grzegorz Rasiak przeszedł do Boltonu.

 

Grzegorz Szamotulski (zima 2008)

Grzegorz Szamotulski

Sprawę dopiero co ze szczegółami opisał Krzysztof Stanowski na Weszło!

”Szamo” był rozmowami lekko zirytowany, ponieważ kilka dni wcześniej jedna osoba (przez litość pominę nazwisko) podała się za jego menedżera i przedstawiła wymagania finansowe, jakie rzekomo ma Grzesiek: 4 tysiące funtów tygodniowo plus 2 tysiące funtów wyjściówki (ale rezerwowy bramkarz też miał ”wyjściówkę” dostawać, tylko trzeci golkiper nie), no i premie. Problem w tym, że odchodzący właśnie z Rangersów bramkarz miał kontrakt 10+2, a nie 4+2, więc ”Szamo” chciał trochę ponegocjować. Szkoci przedstawili sprawę jasno: tyle chciałeś – poprzez swojego menedżera – kilka dni temu, to tyle możemy ci dać i ani funta więcej. Ani funta! I na nic tłumaczenia, że menedżer nie miał żadnych upoważnień do rozmów.

Trwało przeciąganie liny. Ja mówiłem Grześkowi: – Idź! On na to: – Nie szanują mnie, nie okazują dobrej woli, nie chcą dać nawet sto funtów więcej, nie o kasę chodzi, tylko o ich podejście. Oni dzwonili: – Jutro badania lekarskie!

Miałem wrażenie, że Szamotulski chciał wtedy poczuć się przez ten klub trochę bardziej chciany i w końcu przedstawił taki warunek, który wydawał się oczywisty do spełnienia. Chyba sobie wykombinował, że on zażąda, oni się zgodzą (wiadomo) i on z tych negocjacji wyjdzie chociaż trochę usatysfakcjonowany, z twarzą.

No więc poprosił: – Spytaj ich, czy dadzą chociaż samochód służbowy.
A Glasgow Rangers na to: – Nie.

I w tym momencie Grzesiek uznał: – Niech się odp…, nie odbieraj od nich telefonów. (…)

Poszedł do Anglii, do Preston, bo wymyślił sobie, że zrobi tam furorę i przebije się do Premier League, gdzie starsi bramkarze są w cenie. Niestety, po tygodniu rozwaliło mu się kolano i stracił sześć miesięcy.

 

B.

Cztery mecze Rasiaka z Liverpoolem, czyli gdzie są ci prześmiewcy? 

Grodziskie meteory – Jan Woś, Marek Citko…

Przewrotką na Anglię czyli zdarzyło się kiedyś

Ezequiel Oscar Scarione – zuch nie gra w Lechu, a w Szwajcarii

Polska – Hiszpania 0:1. Mata, Krkić, de Gea i Canales w Grodzisku

Ten mecz przypomniał mi się tydzień temu.

Po tym jak pojawiła się informacja, że Hiszpan Toni Calvo, mistrz Europy do lat 19, którego widziałem w finale rozegranym w Poznaniu, ma trafić do Kolejorza.

Jego kolega z tamtej drużyny, Juan Manuel Mata strzelił akurat dla Chelsea gola w meczu z Manchesterem United

a potem chciał jeszcze jednego, ale David de Gea w końcu został bohaterem MU.

W ten sam weekend udział w ośmieszaniu Interu przez Romę (4:0) wziął Bojan Krkić, który niby miał obok siebie trzech obrońców, ale no właśnie – niby. Dla niego był to drugi w tym sezonie gol strzelony drużynie z Mediolanu.

Cała trójka opuściła latem Hiszpanię. Valencia za Matę dostała od Chelsea 23,5 mln funtów, de Gea dał zarobić Atletico Madryt 18,9 mln funtów, a Bojan Krkić sam chciałby wiedzieć, ile według swojego byłego i obecnego klubu jest wart. W każdym razie – sporo.

Przeglądanie po paru latach składów ze spotkań reprezentacji młodzieżowych ma ten urok, że można sprawdzić – ”z tego wyrosła wielka gwiazda, z tego odrobinę mniejsza, a o tym świat zapomniał i ponoć pasie krowy w Szwajcarii”.

Tymczasem w Grodzisku, gdzie we wrześniu 2010 roku grała z Polską młodzieżówka Hiszpanii, występowały już-gwiazdy. Wiedział o tym trener Andrzej Zamilski: – Moi juniorzy mierzyli się z Anglią z Rooneyem w składzie czy Włochami z Buffonem w bramce, ale to były dopiero przyszłe gwiazdy. Z tak utytułowanym zespołem jeszcze nie graliśmy – mówił.

Bo przecież Juan Mata, dzięki 20 minutom spędzonym na boisku w spotkaniu z Hondurasem ma pełne prawo tytułować się mistrzem świata. Ilu z widzów na Estadio de Zbigniew Drzymała zdawało sobie z tego sprawę?

Juan Mata, mecz Polska - Hiszpania do lat 21 w Grodzisku Wlkp.
Juan Mata, mecz Polska – Hiszpania do lat 21 w Grodzisku Wlkp.

Ok, może przesadzam. Wszyscy, a zwłaszcza wszystkie fanki wiedziały, co już zdążył wygrać Bojan Krkić i że była to Liga Mistrzów z Barceloną. Owe fanki sygnalizowały to zresztą donośnym piskiem. Piszczały też zapewne przy tym zablokowanym strzale.

Bojan Krkić i Tadeusz Socha, mecz Polska - Hiszpania do lat 21 w Grodzisku Wlkp.
Bojan Krkić i Tadeusz Socha, mecz Polska – Hiszpania do lat 21 w Grodzisku Wlkp.

A de Gea? Cóż, raczej się tylko opalał. Nie mogę tej wypowiedzi nigdzie znaleźć (chyba padła przed pierwszym meczem obu drużyn), ale trener młodych Polaków Andrzej Zamilski rzekł swoim graczom szczerze coś w stylu: ”Nie czarujmy się, ich bramkarz ma taką technikę, że u nas byłby pierwszym rozgrywającym”.

Przed grodziskim rewanżem polski szkoleniowiec mówił: – Jest mały stres, by nie przegrać 0:6 jak kadra seniorów. Zdajemy sobie sprawę, jak wielki dystans pod względem umiejętności dzieli nas od Hiszpanów.

Klęski 0:6 nie było, było 0:0 do 85. minuty.

A o wyniku zadecydowały akurat te perły, które zostały na Półwyspie Iberyjskim (opuścił go też Diego Capel, który ze Sportingiem Lizbona zagra z Legią Warszawa) i które – chwilowo – błyszczą akurat w tej chwili ciut mniej: Thiago Alcantara z Barcy, która traci w lidze dech i Sergio Canales, który z Realu jest wypożyczony do Valencii.

Oto relacja – ”Błysk geniuszu Hiszpanii”.

Bojan Krkić aż kopał z nerwów w słupek. Hiszpanie długo nie umieli strzelić gola polskiej kadrze do lat 21. Dopiero w 85. min zrobił to Sergio Canales z Realu Madryt i Polacy przegrali 0:1 w Grodzisku Wlkp.

Choć spotkanie to kończyło eliminacje mistrzostw Europy do lat 21, w ekipie gości aż roiło się od gwiazd. W jedenastce byli mistrz świata Juan Mata z Valencii czy zdobywca Ligi Mistrzów z Barceloną Bojan Krkić. Skład uzupełniali zawodnicy, którzy w klubach ekstraklasy hiszpańskiej grają w pierwszych jedenastkach.

Ten zbiór talentów w pierwszej połowie chciał bez wysiłku pokonać bramkarza Polski Michała Gliwę. Bezskutecznie, bo w najlepszej sytuacji Tadeusz Socha ze Śląska Wrocław zablokował Krkicia. Trener Andrzej Zamilski, przyznał potem, że wyciągnął wnioski z klęski 0:6 w seniorskim meczu obu krajów. Polacy bronili się więc w dziesięciu i rzadko kontrowali. Jeden szybki Tomasz Kupisz na lewej stronie pomocy nie mógł jednak stworzyć większego zagrożenia pod bramką rywali. Pierwsza połowa była więc strasznie nudna.

W przerwie młodzi Hiszpanie musieli dostać reprymendę od trenera, bo od początku drugiej części nie schodzili z połowy Polaków. Pomogło im wprowadzenie Sergio Canalesa, który był szybki, mijał Polaków z łatwością i podawał do lepiej ustawionych kolegów. Po jego akcji, sam na sam z Gliwą był Krkić, ale trafił w byłego bramkarza Dyskobolii. Pozostało mu kopnięcie ze złości w słupek. – Jeszcze tylko dziesięć minut – motywowali się polscy obrońcy, którzy już pewnie w głębi duszy widzieli w swoim piłkarskim CV wpis „zatrzymałem Bojana, Matę i Canalesa”. Hiszpanie stwarzali kolejne sytuacje, ale brakowało im pomysłów. Do czasu.

W 85. min goście mieli rzut wolny. Wszyscy czekali na strzał. Thiago Alcantara z Barcelony pięknie podrzucił jednak piłkę do Canalesa, który silnym strzałem zdobył jedynego gola meczu.

Ta bramka dała gościom awans do barażów o finały młodzieżowego Euro. Polaków strąciła zaś z trzeciego na czwarte miejsce w grupie. – Nie będziemy się przecież cieszyli z porażki 0:1 – żałował Gliwa. – Takiego wykonania wolnego nikt z nas się nie spodziewał.

Nikt się nie spodziewał, jak hiszpańskiej inkwizycji. A wystarczyło zapamiętać, że Thiago i Canales tak właśnie wymanewrowali Anglików.

Polska U-21- Hiszpania U-21 0:1 (0:0)

Bramka: 0:1 Sergio Canales (85. minuta)

Polska: 1. Michał Gliwa – 2. Tadeusz Socha, 5. Mateusz Siebert, 3. Michał Płotka, 4. Adam Marciniak – 6. Maciej Makuszewski (84, 16. Marcin Wodecki), 11. Ariel Borysiuk, 8. Marcin Pietrowski, 9. Kamil Poźniak (57, 14. Kamil Wilczek), 7. Tomasz Kupisz – 10. Artur Sobiech (78, 13. Tomasz Chałas).

Hiszpania: 1. David de Gea Quintana – 2. Cesar Azpilicueta Tanco, 4. Alberto Tomas Botia Rabasco, 5. Victor Ruiz Torre, 3. Roberto Canella Suarez (83, 16. Ander Herrera Aguera) – 11. Diego Capel Trinidad (60, 17. Adrian Lopez Alvarez), 8. Daniel Parejo Munoz (46, 15. Sergio Canales Madrazo), 7. Thiago Alcantara do Nascimento, 9. Bojan Krkić Perez, 6. Javier Martínez Aguinaga – 10. Juan Manuel Mata Garcia.

B.

PS Jeszcze o Espanii:

Kiedy król był nagi. Piłkarska Hiszpania upokorzona 

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 5. Hiszpania i Włochy

Engelowe śliwki robaczywki

Glik a sprawa polska [frustracja po 0:6]

Futra prezesa Hrihorija Surkisa, czyli mała rocznica

Grzegorz Lato i Hrihorij Surkis

”Hrihorij Surkis, obrońca ładu moralnego” . To tytuł mojego pierwszego tekstu, który został puszczony pięć lat temu dzięki uprzejmości nieodpowiedzialności kolegi Bohdana. Nasłuchałem się potem od rodziny, że chcę storpedować plan organizacji Euro w naszym kraju. Szczęśliwie, to akurat się nie udało (patrz zdjęcie). A tekst szedł tak (dorzucam do kominka):

 

Ogólnie rzecz biorąc, szef Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej lubi grzmieć. Grzmieć na Polaków, dodajmy. Grzmiał podczas lipcowego spotkania z polskimi działaczami w Kijowie (”Spieprzyliście sprawę! To przez wasze afery możemy pożegnać się z Euro 2012!” – swoją drogą ciekawe, że tylko tyle zachowało się w relacjach z tego spotkania), grzmiał również niedawno – tym razem już tylko na Ministra Sportu, Tomasza Lipca.

– Nie dość, że tracimy szansę na organizację historycznej imprezy, to jeszcze możecie zostać wykluczeni z eliminacji do Euro 2008! Przez jednego człowieka może zostać zniweczony kilkuletni wysiłek setek ludzi, w tym prezydentów i premierów obu krajów, którzy poparli Euro. Tyle poświęconej energii, takie nadzieje – a tu nóż w plecy. Tak mógł się zachować tylko wróg – powiedział Surkis na konferencji prasowej zorganizowanej przez, uwaga, Michała Listkiewicza. Jednocześnie bagatelizował postępowania prowadzone przeciwko ludziom PZPN oskarżonym o korupcję.

Hryhorij Mychajłowycz Surkis to nie tylko działacz sportowy, ale przede wszystkim biznesmen i polityk, a jednocześnie jedna z najbogatszych osób na Ukrainie. Jako pierwszy na Wschodzie zrozumiał, że sport (w szczególności piłka nożna) może stać się niezawodnym środkiem zarabiania pieniędzy (dopiero jakiś czas później dołączył do niego Rinat Achmetow w Szachtarze Donieck, czy rosyjscy oligarchowie). Od 1993 był prezesem i właścicielem Dynama Kijów.

Pod jego kierownictwem stołeczny zespół stał się najsilniejszym i najlepszym klubem Ukrainy, dominującym w lidze i regularnie kwalifikującym się do Ligi Mistrzów. Dzięki biznesowemu wsparciu kijowski klub mógł pozwolić sobie na wzmacnianie zespołu najlepszymi graczami z ligi ukraińskiej, a także zawodnikami zagranicznymi, wskazanymi przez trenera Łobanowskiego. Co jakiś czas pojawiały się na Ukrainie oskarżenia wobec władz kijowskich odnoszące się do omijania prawa (transfery zawodników, nawet wbrew ich woli) czy wprost do jego łamania (korupcja – sprzyjanie Dynamu przez sędziów). Nigdy jednak zarzuty te nie zostały potwierdzone.

Nigdy, poza jednym, udowodnionym, udokumentowanym i ukaranym przypadkiem.

W 1995 roku Dynamo awansowało do Ligi Mistrzów, a w swoim pierwszym meczu pokonało 1:0 Panathinaikos Ateny. Jednak już nazajutrz po spotkaniu wybuchła afera. Hiszpański arbiter Lopez Nieto ogłasza, że Ukraińcy próbowali go przekupić (poza pieniędzmi, oferowali też futra!). Dynamo zostaje zdyskwalifikowane, z ówczesnej oraz kolejnej (kolejnych? dziś trudno dociec) edycji pucharów. Niebawem jednak sankcje bardzo mocno zostają złagodzone – już rok później Dynamo znów toczyło batalie na europejskiej arenie.

W ramach ciekawostki można dodać, że wyrzucone wówczas Dynamo zastąpił duński Aalborg BK, czego nie chciano zrobić z krakowską Wisłą [chodzi o sprawę wyrzucenia z pucharów Feyenoordu Rotterdam po zadymie na trybunach, Wisła była z Holendrami w grupie, to był sezon 2006/2007]. Cóż, widocznie mamy już inne czasy.

A Surkis? Później zrzekł się stanowiska prezesa na rzecz młodszego brata – Ihora. Od 2000 roku jest prezydentem Ukraińskiej Federacji (reelekcja w 2004 r.). Działa również w strukturach międzynarodowych – na ostatnim Kongresie został wybrany do 6-osobowego Komitetu Wykonawczego UEFA.

W kontekście [walki o] Euro – może to dobrze, że człowiek jest po naszej stronie? Pytanie tylko, ilu takich Surkisów mają Włosi.

 

W uzupełnieniu tej jakże uroczo chropowatej premierowej notki:

1) Futrzane płaszcze były warte marne 30 tys. dolarów.

2) Działacze Dynama nie przyznali się do winy. Oskarżyli sędziego Nieto, że najpierw zamówił cztery futra i czapki, a później nie chciał zapłacić rachunku. „Gdy podaliśmy, ile to będzie kosztowało, Hiszpan oddał futra i czapki. Powiedział, że skoro ma płacić, to nie potrzebuje żadnych pamiątek z Kijowa” – napisali w odwołaniu do UEFA.

Działacze Dynama uważali decyzję UEFA za prowokację. Powoływali się również na zdanie prezydenta Bayernu Monachium. Franz Beckenbauer tak właśnie określił całą sprawę.

Prezes Dynama Hrihorij Surkis opisał cały pobyt sędziów hiszpańskich w Kijowie. Mieli oni sami udać się do sklepu, gdzie przymierzali płaszcze i czapki.

Brat prezesa klubu Igor Surkis stwierdził, że sędziowie podczas kolacji z przedstawicielami Dynama mieli oświadczyć, że w Portugalii i Grecji Ukraińcy nie wygrają. – Jak się później okazało, była to prowokacja – stwierdził Surkis. – W ten sposób Nieto wyrażał chęć przyjęcia łapówki. Skieruję sprawę do generalnej prokuratury. Muszę oczyścić swoje imię – dodał.

3) Pierwsza decyzja mówiła o dożywotnim zakazie działalności w rozgrywkach UEFA dla wiceprezydenta i menedżera klubu Wasyla Babiczuka oraz Ihora Surkisa.

4) W sprawie wyrzucenia klubu z pucharów interweniował prezydent Ukrainy Leonid Kuczma. Zwrócił się do UEFA o odłożenie wykluczenia Dynama do czasu wyjaśnienia sprawy, którą bada centralna prokuratura Ukrainy. UEFA nie zmieniła decyzji.

(szokujący brak zaufania do ukraińskiej prokuratury!)

5) W listopadzie 1995 r. działacze Dynama zwrócili się do UEFA z prośbą o skrócenie trzyletniej dyskwalifikacji nałożonej za próbę przekupstwa sędziego przed meczem Ligi Mistrzów z Panathinaikosem Ateny.

– Zostaliśmy ofiarami omyłkowej decyzji – powiedział rzecznik klubu Oleksy Siemienienko, który wcześniej mówił też: – To prowokacja. Nie wiemy, kto i dlaczego za tym stoi. Mamy nadzieję, że UEFA zmieni decyzję.

:)

6) Już po kilku miesiącach władze europejskiej piłki anulowały karę na następne dwa sezony, ”kierując się troską o rozwój ukraińskiego piłkarstwa”.

7) Notka o duńskim Aalborgu, który zastąpił Dynamo do poczytania tutaj.

8) Na przesunięcie Duńczyków do Ligi Mistrzów oburzał się… belgijski Anderlecht.

Przedstawiciele mistrza Belgii nalegali na sekretarza generalnego UEFA Gerharda Aignera, by wpłynął na zmianę decyzji. Belgowie uzasadniali to tym, że Dynamo w rundzie wstępnej wygrało z Aalborgiem dwukrotnie (3:1 i 1:0). Anderlecht został zaś wyeliminowany przez Ferencvaros, ale jedno spotkanie zremisował (1:1, 0:1). Argumentowali też, że Anderlecht ma lepsze osiągnięcia w dotychczasowych występach w europejskich pucharach.

– Uważamy, że nie wyniki sportowe, ale inne kryteria dały awans Aalborg – stwierdzili działacze Anderlechtu.

:)

9) Ferencvaros w Lidze Mistrzów też doczekał się na tym blogu notki!

10) Tradycyjna próba rekonstrukcji zdarzeń z futrami.



B.