Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 9. Europa Środkowa i Wschodnia

Pora teraz w tych poszukiwaniach pionierów zakręcić się bliżej własnego podwórka. O sytuacji Polski nie będę tu się rozpisywał. Wszyscy wiemy jak było, było ciężko. W ogóle pierwszym ciemnoskórym reprezentantem był Robert Mitwerandu (1970-2000). A pierwszy gracz w seniorskiej kadrze to oczywiście EMMANUEL OLISADEBE (ur. 1978).

 

Jego historia jest tak bardzo przepracowana, że jakiekolwiek kolejne słowo jest tu zbędne. Jednocześnie jednak – szczególnie teraz, przy okazji patriotycznego nawrócenia Gienka Polańskiego – warto zauważyć, że jak wszędzie na świecie, tak też i w Polsce, ruchy te powodują wątpliwości wśród wielu kibiców. Przykłady można znaleźć tutaj, tutaj czy tutaj.

Przypadek Olisadebe na tyle głośnym echem odbił się w świecie piłki, że kolejne tego typu postacie były porównywane właśnie do Olego. I zgodnie z tą właśnie logiką, gdy reprezentantem Węgier został THOMAS SOWUNMI (ur. 1978)

 

to zrazu został okrzyknięty węgierskim Olisadebe. Nie ma się jednak co oszukiwać. Więzi ciemnoskórego napastnika z Węgrami były bez porównania silniejsze niż Olego z Polską. Choć Sowunmi przyszedł na świat w nigeryjskiej stolicy Lagos, to jest on synem Nigeryjczyka i Węgierki. W ojczyźnie ojca przebywał do dziewiątego roku życia, po czym przeniósł się do krainy swej rodzicielki. Tam też Thomas, w wieku 13 lat, rozpoczął swoją karierę piłkarską. Wystartował w Dunaferr, potem trafił do Vasasu, następnie powrót do Dunferr, aż wreszcie Ferencvaros. Następnie czeskie 1. FC Slovacko i szkocki Hibernian, powrót na Węgry do Vasasu i później FC Siofok, wyjazd na Cypr i teraz znów Siofok. Zakręcony życiorys. Równie zakręcona jest reprezentacyjna kariera Sowunmiego. W kadrze zadebiutował w 1999 roku meczem z Mołdawią. W sumie zagrał tam w 10 spotkaniach, ale uczynił to w sporych odstępach: 1999 rok – 4 mecze; 2001 rok – 3 mecze; 2002 rok – 1 mecz; 2006 rok – 2 mecze. Niezwykle ciekawy wywiad z zawodnikiem tutaj, a dodać jeszcze należy, że krótko po nim reprezentantem Węgier został Brazylijczyk – Leandro de Almeida.

W przypadku naszych południowych sąsiadów, jak na razie to Czesi wyprzedzają Słowaków. THEODORE GEBRA SELASSIE (ur. 1986)

 

meczami z Peru i Japonią w czerwcu 2011 otworzył nowy rozdział w reprezentacji Czech. Ojcem Theo jest Etiopczyk, ale jak mówi sam zawodnik – tylko raz odwiedził ojczyznę ojca. Gebra Selassie urodził się i wychowal w czeskim Trebicu, ma na koncie występy w Slavii Praga, a ostatnio grał dla Slovanu Liberec.

Słowacy jak na razie nie mają ciemnoskórego reprezentanta, nie mają go także – przynajmniej według moich ustaleń – Białorusini, Estończycy, Litwini i Łotysze. Taki zawodnik nie zagrał także nigdy w pierwszych kadrach Ukrainy, Rosji i Rumunii, choć tam… coś jest na rzeczy. Ukraina niedawno naturalizowała Brazylijczyka Edmara, o czym pisałem obszernie tutaj. Wydaje mi się kwestią czasu powołanie go do kadry. Rosjanie mieli już dwukrotnie możliwość skorzystania z naturalizowanych zawodników. Pierwszym takim przypadkiem był wieloletni obrońca Spartaka Moskwa Kameruńczyk Jerry Tchuisse (krążyły również plotki na temat podobnej sytuacji ówczesnego drugiego ciemnoskórego zawodnika Spartaka  – Robsona; wedle moich informacji nie były one prawdziwe). Został on obwołany najlepszym obrońcą ligi rosyjskiej w 2000 roku, a rok później otrzymał już obywatelstwo rosyjskie. Selekcjoner Oleg Romancew nawet powołał go na jeden mecz w 2001 roku, ale nigdy potem nie skorzystał już z jego usług. Więcej o sprawie tutaj. Tchuisse koniec końców zagrał w kadrze Kamerunu, ale do końca kariery występował w rosyjskich klubach. Świeższy przypadek to Wellinton. Brazylijczyk ten w Spartaku Moskawa gra od 2007 roku, a w latach 2009 i 2010 zostawał królem strzelców. Podobno wyraził on chęć gry w rosyjskiej reprezentacji, ale spotkał się z bardzo silnym oporem. Wreszcie Rumunia. Tam ciemnoskórych reprezentantów nie ściągają, tylko ich sobie… wychowują. W reprezentacji Rumunii U-15 brylował jeszcze niedawno Baudouin Tshitungi Dieudonne Kanda (ur. 1993).

 

Ten młodziutki skrzydłowy Dinama Bukareszt jest synem Kongijczyka i Rumunki. Więcej o nim tutaj. Być może zobaczymy go kiedyś (wkrótce?) także w pierwszej reprezentacji.

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 8. Bałkany

Bałkański etnocentryzm i gorący nacjonalizm obecny w tej części Europy również musiał zmierzyć się z multikulturowym testem jakim jest ciemnoskóry zawodnik w piłkarskiej reprezentacji kraju. Pierwszym państwem w okolicy, które musiało stawić czoła temu cywilizacyjnemu wyzwaniu była Grecja. Krótko po nieudanych MŚ 1994 powołanie do tamtejszej kadry otrzymał DANIEL BATISTA LIMA (ur. 1964).

Zawodnik ten pochodzi z Zielonego Przylądka (tam też przyszedł na świat). Pierwsze piłkarskie kroki stawiał w Feyenoordzie Rotterdam, ale szybko trafił na Peloponez i tam mieszkał praktycznie przez całe dorosłe. W swojej klubowej karierze występował w ataku takich helleńskich klubów jak Ethnikos Ateny, AEK Ateny, Olympiakos i Aris Saloniki. Z Olympiakosem wywalczył mistrzostwo kraju (1992), z AEK – dwa razy puchar (1996, 1997), z obiema ekipami grał również w europejskich pucharam. Był dobrym snajperem, który na krajowym podwórku ustrzelił w sumie aż 87 goli. Niektóre z nich (np. ten albo ten). Szybki, dobry technicznie i walił z obu nóg. W kadrze jednak wielkiej kariery nie zrobił. W latach 1994-1997 wystąpił co prawda w 14 spotkaniach i wbił dwie bramki, ale wszystkie one miały miejsce w spotkaniach towarzyskich. Po zakończeniu kariery Batista był trenerem kilku słabszych klubów (m.in. Diagoras Rodos), a ostatnio piastował stanowisko dyrektora sportowego w Lamia FC.

Następna w kolejce – być może dość nieoczekiwanie – jest…. Macedonia! Ale to ten właśnie kraj przyjął pod skrzydła (dość wątłe zresztą) Brazylijczyka nazywającego się AGUINALDO BRAGA (ur. 1974).

Jakież są związki Aginaldo Bragi z Macedonią? Otóż zawodnik ten w wieku 25 lat, dokładnie w 1999 roku, trafił do zespołu FK Makedonija. Wystarczyły trzy lata gry, aby w 2002 roku przyznać Aguinaldo obywatelstwo macedońskie i ulokować go w reprezentacji. Jednak ten grający zwykle w obronie lub pomocy zawodnik cudów nie zdziałał i po rozegraniu sześciu spotkań (w tym trzech eliminacyjnych, m.in. przeciw Anglii) poszedł w odstawkę. Na życie zarabiał głównie w Vardarze Skopje, od czasu do czasu próbując sił w innym klubie (także w Arisie Saloniki). Ciekawy przypadek.

Nie mniej zdziwił mnie także ciemnoskóry reprezentant w kadrze… Bośni i Hercegowiny! Ba, powiedziałbym, że zdzwił mnie jeszcze bardziej! W przypadku tegoo bałkańskiego państwa wojna zniszczyła nie tylko więzi między ludźmi, ale także reprezentacyjną piłkę. Jednym z pomysłów na jej szybką odbudowę mogły być szybkie naturalizacje. Ricardo Santos, funkcjonujący raczej jako RICARDO BAIANO (ur. 1980)

w Bośni spędził dwa sezony. Markę wyrobił sobie w NK Siroki Brijeg. Występował tam od jesieni 2002 roku do czerwca 2004. Wtedy to otrzymał obywatelstwo nowego kraju, przeniósł się do Kubania Krasnodar, zadebiutował w reprezentacji (eliminacyjny mecz z Serbią w październiku 2004) i… nigdy więcej nie przywdział już (nowo)narodowego trykotu. Nie wiem dlaczego, ponieważ jego kariera w Rosji przez długi czas wyglądała nie najgorzej (Kubań, FK Moskwa, Spartak Nalczyk). To znaczy nie wiem, ale się domyślam.



Miesiąc później po Ricardo Baiano, czyli meczem z Irlandią (3:0) w listopadzie 2004, w reprezentacji Chorwacji zadebiutował EDUARDO (ur. 1983).

Tę historię wszyscy świetnie znają, więc ograniczę się do stwierdzenia, że Eduardo przeniósł się do Chorwacji w wieku 15 lat i w nowej ojczyźnie przeszedł wszystkie szczeble edukacji piłkarskiej, z kolejnymi reprezentacjami młodzieżowymi włącznie. Chorwatką jest również jego żona.

Kolejne lata to kolejne naturalizacje na Bałkanach. W sierpniu 2005 w reprezentacji Bułgarii towarzyskim meczem z Turcją zadebiutował… młodzieżowy reprezentant Brazylii TIAGO SILVA (ur. 1979).

 

Ten lewy obrońca przybył z Kraju Kawy do Liteksu Łowecz (2001-2004) a stamtąd do CSKA Sofia (2005-2007). Po czterech latach otrzymał obywatelstwo i trafił do reprezentacji. Debiut okazał się jednak jednocześnie pożegnaniem i Tiago Silva nigdy więcej w kadrze nie zagrał. Dziś występuje on w ojczyźnie (?) w Juventude i… wciąż ma otwartą drogę do reprezentacji Canarinhos. Wszak spotkanie z Turkami miało charakter towarzyski. Nieco podobnie wyglądała sprawa z kolejnym naturalizowanym Brazylijczykiem. Lucio Wagner w Bułgarii znalazł się w 2002 roku (na rok w Czerno More Warna, a potem w Lewskim Sofia), a w 2006 roku Christo Stoiczkow zaproponował mu grę w kadrze. Lucio na propozycję przystał i przez dwa lata był podporą walczącej o awans na EURO 2008 i MŚ 2010 drużyny. Dlatego spore było zdziwienie, gdy w październiku 2008 po meczu z Włochami zrezygnował z reprezentacyjnych występów.

No ale o czym my w ogóle rozmawiamy, jeśli nawet konserwatywna Turcja naturalizuje zawodników! W sierpniu 2006 roku w jej reprezentacji zadebiutował świeżo upieczony Turek z Brazylii – Marco Aurélio Brito Dos Prazeres a po przyjęciu nowego obywatelstwa MEHMET AURELIO (ur. 1977).

 

W Turcji przebywał on od 2001 roku i przenosin do Trabzonsporu. Jego gra na tyle przypadła wszystkim przypadła do gustu, że po upływie pięciu lat i załatwieniu niezbędnych formalności (imię kochaniutki, z takim imieniem nie możesz być Turkiem!) został pełną gębą członkiem społeczności z okolic Cieśniny Bosfor. I trzeba oddać Mehmetowi Aurelio, że okazał się ważnym wzmocniem kadry. Gra w niej nieprzerwanie od pięciu lat i jego uczucia nie osłabił dwuletni pobyt w hiszpańskim Betisie. W sumie ma już na koncie 36 meczów i 2 gole, w tym także świetny udział na EURO 2008.

Żadni ciemnoskórzy rperezentanci nie pojawili się natomiast w reprezentacjach Czarnogóry Albanii, Serbii i Słowenii. Jeszcze się nie pojawili.

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 7. Szwajcaria i Austria

Multikulturalizm Szwajcarii znajduje także odzwierciedlenie w ilości piłkarzy innych ras grających w jej futbolowej reprezentacji. Początek zawodnikom o ciemnym kolorze skóry w kadrze z białym krzyżem dał RAYMOND BARDEL (ur. 1928).

Bardel był synem amerykańskiego żołnierza, który stacjonował w tej alpejskiej krainie. O samym zawodniku niestety nie wiadomo zbyt wiele, poza tym, że na niwie klubowej związany był z Lausanne-Sport i że w 1951 roku rozegrał dwa spotkania w reprezentacji Szwajcarii (z RFN i Jugosławią). Niewiele, prawda? To przecież nie jakaś prehistoria. W jednym ze źródeł znalazłem, że w pewnym momencie zaprzestał gry w piłkę i wstąpił do wojska.

Dla zainteresowanych – tutaj lista wszystkich reprezentantów Szwajcarii, a tutaj jeszcze słówko o czarnoskórych Helwetach.

Dużo później pojawił się pierwszy ciemnoskóry w kadrze Austrii. Okazał się nim znów syn… amerykańskiego żołnierza i okolicznej dziewczyny. Tym kimś jest HELMUT KOEGLBERGER (ur. 1946).

Helmut (mogą tak ci mówić?) był napastnikiem i to całkiem niezłym. Piłkę kopał w barwach LASK Linz (dwukrotnie) oraz Austrii Wiedeń i w obu tych klubach zostawał ligowym królem strzelców (1969 i 1975). W kadrze zadebiutował w 1965 roku i pozostał w niej ponad dekadę. Na jego koncie znajduje się 28 meczów i 6 goli. Po zakończeniu profesjonalnej kariery został trenerem austriackich drużyn z niższych lig. W 2008 roku został wybrany piłkarzem stulecia LASK Linz.



Na kolejnych takich kadrowiczów Austria musiała czekać dość długo. Dopiero w 2008 roku w dorosłej kadrze zagrał znany nam świetnie Rubin Okotie – urodzony w Pakistanie syn Nigeryjczyka i Austriaczki, a rok później dołączył do niego młodziutki David Alaba – potomek Filipinki i Nigeryjczyka zamieszkałych w Wiedniu.

Przy okazji, trzymając się jeszcze tych okolic, nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek ciemnoskórym reprezentancie Liechtensteinu, Andorry lub San Marino.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1.  Francja i Portugalia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 3. Szkocja, Walia, Irlandia i Irlandia Północna

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 4. Państwa skandynawskie

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 5. Hiszpania i Włochy

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 6. Kraje Beneluksu

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 6. Państwa Beneluksu

Holandia pozostaje tym państwem, które słynie z integrowania imigrantów poprzez futbol. Owoce tej sportowej koegzystencji można obserwować od lat. Ruud Gullit, Frank Rijkaard, Edgar David, Patrick Kluivert, Clarence Seedorf – długo by wymieniać (więcej na ten temat tutaj). Wszyscy oni pochodzą z Surinamu, byłej holenderskiej kolonii w Ameryce Południowej. Stamtąd również wywodzi się HUMPHREY MIJNALS (ur. 1930)

 

Który to Mijnals?

Mijnals to pierwszy ciemnoskóry reprezentant Holandii. Występujący zwykle w defensywie zawodnik dostąpił tego zaszczytu w 1960 roku jako gracz USV Elinwijk. Jego debiut przypadł na towarzyskie – wygrane 4:2 – zawody z Bułgarią. Mijnals wsławił się wówczas piękną przewrotką ratującą jego team przed zagrożeniem. Można ją zobaczyć na poniższym filmie o Mijnalsie, choć całość niestety po holendersku.

 

Przewrotka od 5:28

Ta przewrotka stała się znakiem rozpoznawczym HM i pojawiała się na wielu zdjęciach i plakatach. W sumie Mijnals rozegrał 3 mecze w barwach Oranje. Ale to nie koniec, ponieważ ma on na koncie także około pół setki spotkań w reprezentacji Surinamu (choć trudno określić ile z nich było oficjalne). Więcej o HM zobacz tutaj, tutaj i tutaj.

W reprezentacji odwiecznego rywala i zarazem sąsiada Holandii, czyli Belgii, ciemnoskóry zawodnik pojawił się dopiero ponad ćwierć wieku później. W 1987 roku czerwoną koszulkę przywdział DIMITRI M’BUYU (ur. 1964)

Dimitri to napastnik, którego przodkowie pochodzą, jak w przypadku większości ciemnoskórych Belgów, z byłej kolonii – Konga (dziś Demokratyczna Republika Konga, dawne Kongo-Leopoldville). M’Buyu jednak urodził się i wychował na Starym Kontynencie. Tutaj też zaczął kopać piłkę w Lokeren. Czynił to na tyle dobrze, że w 1987 roku otrzymał powołanie do kadry. Towarzyski mecz z Portugalią okazał się jednak jego jedynym występem w narodowych barwach. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet po tym epizodzie strzelał dużo goli. Po Lokeren czynił to na zlecenie Standard Liege, potem Club Brugge, Zultse VV, Royal Antwerp i PAOK Saloniki. Na zakończenie kariery trafił do Verboeding Geel, gdzie potem był także trenerem.



Czy przypadkiem o kimś nie zapomnieliśmy? Oczywiście! Najmniejszy w okolicy Luksemburg także może pochwalić się ciemnoskórym reprezentantem. Ba, w tym przypadku my, Polacy, również mamy współudział. EUGENE AFRIKA (ur. 1971)

na boisku jako reprezentant Luksemburga pojawił się dwukrotnie. Po raz pierwszy uczynił to w meczu przeciwko Polsce w Warszawie (3:0) w 1998 roku, w ramach eliminacji do EURO 2000. Później zagrał już tylko w meczu z Islandią (1999). Jego życie boiskowe (spędzone głównie w Unionie Luksemburg) jest jednak dużo mniej ciekawe niż jego dzieje pozaboiskowe. Nie chciałbym zniekształcić tej historii, ale o ile mnie pamięć nie myli, to jest on sierotą przygarniętą przez luksemburską rodzinę. Nowi rodzice nie wiedząc gdzie mały przyszedł na świat, kim są jego rodzice i jak się nazywa nazwali go wedle swojego uznania. A że chłopiec miał czarną skórę i wyglądał na kogoś z Afryki, to otrzymał nazwisko… Afrika! Proste prawda? Niestety historia ta nie ma fajnego zakończenia, bo były już dziś zawodnik został pół roku temu skazany na pięć lat więzienia za gwałt (więcej o tym tutaj i tutaj).

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1.  Francja i Portugalia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 3. Szkocja, Walia, Irlandia i Irlandia Północna

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 4. Państwa skandynawskie

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 5. Hiszpania i Włochy

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 5. Hiszpania i Włochy

Dwa największe piłkarskie mocarstwa europejskiej piłki dość późno sięgnęły po ciemnoskórych zawodników. Mimo że zarówno Hiszpania (w większym wymiarze) jak i Włochy (w mniejszym wymiarze) działały kolonizatorsko na obcych lądach, to jednak sporo czasu minęło zanim jakikolwiek zawodnik o obcych korzeniach trafił tamtejszych reprezentacji.

Pierwszym ciemnoskórym zawodnikiem w reprezentacji Hiszpanii był Donato Gama da Silva czyli po prostu DONATO (ur. 1962).

Ten zawodnik kojarzy mi się z trzema rzeczami. Po pierwsze z tym, że jest Brazylijczykiem:) Ten środkowy pomocnik przeniósł się na Półwysep Iberyjski w wieku 26 lat z Vasco da Gama. Najpierw przez pięć lat grał w Atletico Madryt (1988-1993) a potem trafił do Deportivo la Coruna. I to jest druga rzecz, która mi się kojarzy z Donato – ten właśnie klub. Zawodnik grał w nim bowiem okrągłą dekadę – aż do zakończenia kariery w 2003 roku. Zdobywał z Depor największe sukcesy, cieszył się z mistrzostwa i gry w europejskich pucharach. Praktycznie od początku pobytu w tym właśnie klubie (1994) Donato mógł cieszyć się z hiszpańskiego obywatelstwa. Zaraz też otrzymał powołanie do kadry i zadebiutował meczem z Danią w el. EURO 1996. Potem Javier Clemente zabrał go nawet na ten turniej, ale wystawił go tylko w meczu z Bułgarią (1:1). Wraz z końcem tego turnieju zakończyła się również reprezentacyjna przygoda Donato. Licznik zatrzymał się na 12 meczach i 3 golach. Nie oznacza to, że gracz Depor zakończył grę w piłkę. Wprost przeciwnie. Futbolówkę kopał niemal do czterdziestki! I to jest trzecia rzecz, która mi się z nim kojarzy – że jest staaary. Stary i gruby:) Stary, gruby i ledwo się rusza po boisku. W swoim ostatnim roku zawodowych popisów ważył 83 kg przy 1798 cm wzrostu! Co ciekawe od tego czasu w reprezentacji Hiszpanii zagrało jeszcze tylko trzech innych zawodników o ciemnym kolorze skóry – Catanha, Vicent Engonga i Marcos Senna (więcej o nich tutaj).



Donato i jego debiut w 1994 roku to i tak zamierzchłe czasy dla Włochów. Dla nich taką graniczną datą jest 2001 rok. Wtedy bowiem w squadra azzura wystąpił FABIO LIVERANI (ur. 1976).

Liverani przyszedł na świat w Rzymie jako syn Włocha i Somalijki. Zaczynał jednak od podrzędnych klubików i głośniej o nim zrobiło się dopiero, gdy zaczął dobrze grać dla Peruggi. Jego występy na tyle spodobały się w Rzymie, że Liveraniego zapragnęli mieć u siebie włodarze Lazio. I pojawił się problem. Bo silna frakcja rasistowsko-faszystowska kibiców tego klubu nie życzyło sobie piłkarza o innym kolorze skóry. Koniec końców jednak Liverani do Lazio trafił i grał tam dobrze przez pięć lat (strzelał np. takie gole). Następnie trafił do Fiorentiny, a później do Palermo. Do kadry powołał go Giovanni Trapattoni, który postawił na niego w towarzyskim meczu z RPA. Potem zagrał w jeszcze jednym meczu i nastąpiła przerwa. Dopiero po upływie pięciu lat i dzięki dobrej grze w Lazio, drugą szansę dał mu Roberto Donadoni. Jednak mecz z Chorwacją z 2006 roku okazał się kończącym squadroazzurową przygodą (w sumie 3A). Po Liveranim w kadrze zagrali jeszcze dwaj ciemnoskórzy gracze – Matteo Ferrari i Mario Balotelli.

Niektóre źródła jako praojca ciemnoskórych zawodników z Italii wskazują Miguela Montouriego (1932-1998).

To jeden z oriundi, Argentyńczyk, którego przodkowie ojca wywodzili się z Neapolu. W Squadra Azzura rozegrał 12 meczów (2 gole) w latach 1956-1960.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1.  Francja i Portugalia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 3. Szkocja, Walia, Irlandia i Irlandia Północna

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 4. Państwa skandynawskie

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 4. Państwa skandynawskie

Pierwszą skandynawską reprezentacją, w barwach której wystąpił ciemnoskóry zawodnik, była Szwecja. Część osób już może uśmiechać się z satysfakcję i myśleć sobie – „wiadomo, Larsson”. Inni mogą podkręcać wąsa i po cichu skandować „Martin Dahlin, Martin Dahlin, Martin…”. Muszę jednak rozczarować jedną i drugą grupę. Poprzednikiem obu tych świetnych piłkarzy był JEAN-PAUL VONDERBURG (ur. 1964).

Vondenburg to obrońca, który przez większą część kariery związany był z Hammarby, a potem z Malmoe. W tym drugim klubie trenował go Roy Hodgson, dzięki czemu JPV wywalczył mistrzostwo (1989) i Puchar Szwecji, a także zagrał w Pucharze Mistrzów. Potem występował w duńskim Aarhus i lidze japońskiej. W reprezentacji Trzech Koron zadebiutował w 1990 roku meczem z ZEA. W sumie ma koncie 4 mecze i… jednego gola samobójczego (w remisowym spotkaniu z Grecją 2-2).

Cztery lata później, bo w 1994 roku, ciemnoskóry zawodnik zasilił również kadrę Danii. CARSTEN DETHLEFSEN (ur. 1969) – tak się nazywał ów jegomość.

Urodzony w Hamburgu piłkarz znany był z ostrej gry. Przez całą karierę uzbierał ładną kolekcję czerwonych kartek a z uznaniem o nim wypowiadał się taki killer jak Stig Toefting. Dethlefsen najwyższą formę osiągnął grając w Odense. Z tym klubem pojawił się w pucharach przeciwko Arsenalowi, Parmie, Kaiserslautern czy Realowi Madryt. Co najważniejsze, dwie ostatnie drużyny Odense – także przy udziale CD (grał w jednym meczu z 1.FCK i jednym z Realem) – wykopało za burtę (sezon 1994/1995)! Z Królewskimi Duńczycy wygrali dwukrotnie!





Właśnie jako posiadacz koszulki Odense Carsten zagrał w kadrze. A zagrał w meczu nie byle jakim, bo z samą Anglią na wielkim Wembley. Przed meczem selekcjoner reprezentacji Richard Moller Nielsen powiedział: „Jego skóra jest ciemna, ale widoki na jego przyszłość – bardzo jasne”. Słowa te nie okazały się jednak prorocze, bo Dethlefsen nigdy więcej już w reprezentacji nie zagrał. Po zakończeniu kariery Duńczyk podjął pracę w… sklepie warzywnym! Osoby biegłe w duńskim i ciekawe życia Dethlefsena odsyłam tutaj i tutaj.

Pierwszego ciemnoskórego gracza reprezentacji Norwegii nie muszę nikomu przedstawiać. JOHN CAREW (ur. 1979) to przecież postać świetnie wszystkim znana.

 

Jego ojciec jest Gambijczykiem a matka Norweżką. John przyszedł na świat i ponad dwie dekady mieszkał w ojczyźnie matki. Tutaj pokazał się rodakom jako napastnik Valarengi, potem wypłynął jako gwiazda Rosenborga, a potem to już międzynarodowa kariera – Valencia, Roma, Besiktas, Lyon, Aston Villa i obecnie Stoke City. W norweskiej kadrze gra nieprzerwanie od 1998 roku, a więc już dobre 13 lat. W tym czasie trzykrotnie zagrał przeciwko Polsce (w el. MŚ 2002 2:3 i 0:3 za Engela oraz ostatnie towarzyskie 0:1 za Smudy). Jeden z najwybitniejszych norweskich zawodników ever.

Nie doszukałem się żadnych ciemnoskórych reprezentantów w kadrze Finlandii, mimo że imigrantów różnej maści tam na pęczki. Pusto również w tej kwestii w Islandii, mimo że w tamtejszej reprezentacji grał nawet pół-Japończyk. Nie ma także ciemnoskórych futbolistów w historii reprezentacji Wysp Owczych – jeśli się mylę, to niech poprawi mnie kolega po piórze ze świetnego bloga The Second Mind. W ogóle jeżeli się mylę, to niech ktoś mnie poprawi:)

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1.  Francja i Portugalia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 3. Szkocja, Walia, Irlandia i Irlandia Północna

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 3. Szkocja, Walia, Irlandia i Irlandia Północna

W każdej umowie pojawiają się jakieś gwiazdki, zastrzeżenia i różne warunki po uwzględnieniu których dopiero wszystko działa jak należy. Tak też jest również w przypadku tego przeglądu. Pisząc o Francji myślałem, że to właśnie ona była pierwszym europejskim państwem cieszącym się z czarnoskórego reprezentanta. Nie jest to jednak prawdą, za co kajam się z należnym wstydem, choć również z autozrozumieniem:). Otóż pierwszym państwem, które wystawiło w swojej reprezentacji czarnoskórego gracza była… Szkocja. Ta informacja sama w sobie już jest ciekawa, ale jeszcze ciekawszy jest fakt, kiedy miało miejsce to wydarzenie. Otóż datowane jest ono na… 1881 rok! Wtedy to właśnie, dokładnie 130 lat temu, w szkockiej ekipie zagrał ANDREW WATSON (1857 – 1902).

On więc jest absolutnym praojcem i hiperpionierem czarnoskórych zawodników w reprezentacjach Starego Kontynentu. Przyszedł on na świat w Gujanie Brytyjskiej (dziś po prostu Gujanie, zachęcam, aby szukać jej na mapie w Ameryce Południowej) jako syn bogatego szkockiego plantatora bawełny w tejże Gujanie i tamtejszej kobiety. Jako, że ojcu nie zbywało na niczym, po osiągnięciu pełnoletności przez Andrew, wysłał go na studia na Wyspy – najpierw do Londynu, potem do Glasgow. Tam Watson zaczął też uganiać się za piłką. Kopał w mało znanych dziś ekipach jak Maxwell czy Parkgrove, by potem przenieść się do bardziej znanych Queens Park FC (nie mylić z QPR) i angielskiego Swifts. W tych dwóch ostatnich wywalczył krajowe puchary – odpowiedni Szkocji i Anglii. W 1881 roku został również powołany do reprezentacji Szkocji. W przeciągu roku rozegrał w niej trzy mecze – z Anglią, Walią i znowu z Anglią, stając się tym samym pierwszym czarnoskórym reprezentacyjnym graczem nie tylko w Europie, ale także na świecie!

Skoro wszystko jest takie oczywiste to skąd biorą się nieporozumienia w związku z jego osobą? Pies pogrzebany jest w tym, że spotkania angielsko-szkocko-walijskie przez długi czas (szczególnie wówczas) nie były w ogóle uznawane za międzynarodowe! Traktowano je raczej jako konfrontacje województw czy innych jednostek terytorialnych większej całości. Dlatego część historyków odmawia Watsonowi bycia pierwszym „internacjonałem”. O meczach, w których Watson brał udział można przeczytać na stronie związku.

Co ciekawe, na kolejnego czarnoskórego zawodnika Szkoci musieli czekać ponad 120 lat! W latach 2004-2007 w tamtejszej reprezentacji grał Nigel Quashie – syn Ghanijczyka i Angielki, gracz m.in. QPR, Nottingham Forrest, Portsmouth, Southampton, WBA i West Hamu (o nim też tutaj).

Na tle dokonań Andrew Watsona każde inne występy będą wyglądały blado, jednak w przekroju wszystkich europejskich reprezentacji pozostali Wyspiarze również mogą chwalić się, że w ich drużynach od dawna grają ciemnoskórzy zawodnicy. Pierwszym takim futbolistą w kadrze Walii był GEORGE BERRY (ur. 1957)

 

Ten wysoki obrońcy był świetnie znany wszystkim kibicom przede wszystkim z racji pokaźnego afro, które przyozdabiało jego głowę. Jego matka była Walijką, a ojciec Jamajczykiem (to chyba tłumaczy tę fryzurę), a młody George przyszedł na świat – a jakże – w Niemczech, a w piłkę grał oczywiście w Anglii (przede wszystkim w Wolverhampton i Stoke City). W reprezentacji Walii wystąpił pięciokrotnie w latach 1979-1983. Co zabawne – jak widać na załączonym zdjęciu – debiutował w niej meczem przeciwko RFN, gdzie się urodził. Tutaj garść jego wspomnień.

W tym samym roku, czyli w 1979, pierwszy ciemnoskóry piłkarz zagrał również w kadrze Irlandii. Był nim CHRIS HUGHTON (ur. 1958).

O ile Berry przez walijski team raptem przeleciał, o tyle Hughton był wieloletnią ostoją irlandzkiej defensywy. Zagrał w niej na EURO 1988 i MŚ 1990. W sumie uzbierał 53 mecze. W ramach kariery klubowej przez trzynaście lat (1977-1990) był graczem Tottenhamu Londyn. Obecnie jest menedżerem, który prowadził Newcastle United a od niedawna Birmingham City.

Natomiast dużo później pojawił się ciemnoskóry zawodnik w reprezentacji Irlandii Północnej. JEFF WHITLEY (ur. 1979) – tak się nazywa gracz, któremu przypadł ten honor.

Matka Jeffa pochodzi z Zambii (on sam zresztą tam właśnie przyszedł na świat), a ojciec pochodzi z Ulsteru. Gdy piłkarz miał kilka lat familia przeniosła się do Anglii. Tam trafił on do Manchesteru City, gdzie w sezonie 2000/2001 był jego podstawowym pomocnikiem. Potem radził sobie jednak tylko gorzej i w konsekwencji tułał się po różnych wypożyczeniach (Sunderland, Cardiff City i Stoke City to najwyżej notowane ekipy, w których ostatnich latach grał). Obecnie słuch o nim zaginął. W kadrze Irlandii Północnej grał natomiast Jeff Whitley od 1997 roku do 2005 roku, nabijając sobie 20 występów i strzelając dwa gole. Dwa z tych meczów wypadły w ramach el. MŚ 2006 przeciwko prowadzonej przez Pawła Janasa kadrze Polski (3:0 i 1:0 dla biało-czerwonych).

Ciekawostką jest również fakt, że Jeff ma starszego brata Jima (ur. 1975). On także zagrał  (trzykrotnie) w reprezentacji Ulsteru, ale uczynił to dopiero po debiucie swego młodszego brata.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1. Francja i Portugalia

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 2. Niemcy i Anglia

Niemcy, choć przez wiele lat (przez niektórych aż do dziś) łączone z niezbyt przychylną postawą wobec sportowców o innym kolorze skóry, dochowały się ciemnoskórego reprezentanta w swojej drużynie piłkarskiej już w 1974 roku. Nie był więc to – jak często można przeczytać – ani Gerald Asamoah, ani tym bardziej Patrik Owomoyela. Prawdziwym pionierem na ziemiach naszych wschodnich sąsiadów był bowiem ERWIN KOSTEDDE (ur. 1946).

 

Kostedde był synem amerykańskiego żołnierza stacjonującego w okolicach Munster oraz niemieckiej wdowy, której mąż zginął na wojnie, zostawiając przyszłą matkę reprezentanta Niemiec z szóstką córek. W rodzinie Kostedde nigdy więc się nie przelewało. Młody Erwin musiał szybko zacząć zarabiać na życie. Miał 22 lata, gdy trafił do pierwszoligowego MSV Duisburg. Potem przeniósł się do belgijskiego Standardu Liege. Tam wywalczył dla swojej drużyny trzy tytuły mistrzowskie a dla siebie koronę króla strzelców sezonu 1970/1971. Po tym wyczynie wrócił do ojczyzny, dokładnie do drugoligowego Kickers Offenbach. Tam w 93 meczach strzelił 52 bramki i sprawił, że zaczęły bić się o niego wszystkie kluby z Bundesligi. W międzyczasie Kostedde został powołany do reprezentacji RFN, w której w latach 1974-175 rozegrał trzy spotkania. Potem zdobywał jeszcze bramki dla Herthy Berlin i Borussi Dortmund, a także drugoligowych Werderu Brema i Vfl Osnabruck. Jego trafienie w meczu z Borussią Moenchengladbach zostało wybrane golem sezonu 1974/1975.



Gol Kostedde od 0:53, ale polecam obejrzeć cały filmik, bo naprawdę warto:)

To jednak nie koniec dokonań Kostedde, bo w międzyczasie wrócił jeszcze na chwilę do Standardu Liege oraz…. zdobył tytuł króla strzelców ligi francuskiej w barwach Stade Laval (1979/1980). Po zakończeniu kariery utopił całe swoje zarobione pieniądze w jakichś dziwnych inwestycjach. Był do tego stopnia spłukany, że w 1990 roku miał podjąć się napadu na salon gier. Sąd jednak oczyścił go z zarzutów. Ciekawy człowiek.

Dopiero cztery lata później pierwszy czarnoskóry zawodnik zagrał natomiast w reprezentacji Anglii. VIV ANDERSON (ur. 1956) – to nazwisko świetnie znają wszyscy fani wyspiarskiego futbolu.

 

Anderson to legenda Nottingham Forrest. W klubie tym grał nieprzerwanie przez dekadę – w latach 1974-1984. Z tym klubem został mistrzem Anglii (1978) oraz dwukrotnie triumfował w Pucharze Europy (1979, 1980). W 1997 roku w głosowaniu kibiców został wybrany jego najlepszym obrońcą w historii. Grając w tym klubie został również po raz pierwszy powołany do reprezentacji Anglii. W drużynie Lwów Albionu występował przez całą dekadę 1978-1988, choć tylko w początkowym okresie miał w niej pewne miejsce w pierwszym składzie. Znalazł się w kadrze na cztery wielkie imprezy – EURO 1980, MŚ 1982, MŚ 1986 i EURO 1988 – ale zagrał tylko w pierwszej z nich. W sumie uzbierał 30 meczów i 2 gole. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż był świetnym ligowcem. Po opuszczeniu w 1984 roku Forrest grał w Arsenalu Londyn (trzy sezony), Manchesterze United (trzy i pół sezonu), Sheffield Wednesday (półtora sezonu), Barnsley FC (sezon) i Middlesbrough FC (dwa mecze). Za swoje sportowe zasługi został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego. Dziś Anderson prowadzi sportową agencję turystyczną oraz pojawia się jako komentator w klubowej telewizji Czerwonych Diabłów MU TV. Więcej o Andersonie np. tutaj, tutaj (wiki) i tutaj (oficjalna strona Andersona).

Przy okazji czarnoskórych zawodników w reprezentacji Anglii jeszcze kilka ciekawostek. Na chwilę obecną zagrało w niej 63 futbolistów o ciemnym kolorze skóry. Ostatnim jest Danny Welbeck. Pierwszym ciemnoskórym kapitanem kadry byl natomiast Paul Ince. Wszystkim im poświęcona jest kapitalna strona internetowa – do odwiedzenia tutaj. Nie tylko można na niej zapoznać się z kompletną galerią sylwetek, ale również dowiedzieć się w jakich meczach Lwów Albionu w ich składzie znajdowało się najwięcej czarnoskórych zawodników (dokładnie siedmiu). Gorąco polecam.

Na marginesie tego wątku jeszcze jedna postać. Pierwszym czarnoskórym Anglikiem profesjonalnie grającym w piłkę – tzn. grającym w lidze piłkarskiej – był Arthur Wharton (ur. 1865).

Jego ojciec był w połowie Szkotem, w połowie Grenadyjczykiem (czyli obywatelem położonej na Karaibach Grenady), a matka wywodziła się z ghanijskiej rodziny królewskiej. Młody Arthur wybrał się do Anglii jako metodystyczny misjonarz, ale szybko porzucił swą misję, by uganiać się za piłką, a właściwie to łapać ją jako bramkarz. Na początku amatorsko, a od 1889 roku i przejścia do Rotherham Town – „profesjonalnie”. Jego postać przypomniano pod koniec XX wieku w ramach akcji „Football Unites, Racism Divides”. Więcej o nim można poczytać tutaj i tutaj. I mówcie co chcecie, ale wąsy ma sarmackie.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacji. Cz. 1. Francja i Portugalia

P.

Ciemnoskórzy pionierzy europejskich reprezentacjach. Cz. 1. Francja i Portugalia

Nie tak dawno nasi południowi sąsiedzi z Czech mogli powitać pierwszego w swojej historii czarnoskórego reprezentanta kraju w piłce nożnej. Przy tej okazji warto zauważyć, że choć czarnoskórzy zawodnicy są obecni w kadrach ekip ze Starego Kontynentu już od dawna, to pojawiali się w nich oni w bardzo zróżnicowanych czasach. Dlatego też zapraszam do wielkiego przeglądu sylwetek czarnoskórych pionierów europejskich reprezentacji. Dziś Francja i Portugalia.

Oczywiście najbardziej podatne na dopływ krwi z obcych lądów do swoich reprezentacji były państwa uwikłane w politykę kolonialnych zależności. A jak kolonie i Afryka, to i Francja. Nie tak dawno pisałem tutaj o Larbi Ben Barku – to nie on jednak przetarł szlak we francuskiej drużynie. Gdy Czarna Perła debiutowała w koszulce Tricolores w 1938 roku, to jego poprzednik przywdziewał już ten trykot siedem lat wcześniej. RAOL DIAGNE (1910 – 2002) w 1931 roku został pierwszym czarnoskórym reprezentantem Francji!

Diagne urodził się w Gujanie Francuskiej jako syn znanego polityka – Blaisa Diagne. To chyba właśnie Blaise rozpoczął łamanie schemtów w rodzinie Diagne, ponieważ to on został pierwszym czarnoskórym członkiem Francuskiego Zgromadzenia Narodowego. Raol w politykę się nie wdał, ale za to był bardzo dobrym obrońcą. Na tyle dobrym, że pierwszy francuski selekcjoner Gaston Barreau powoływał go do reprezentacji od 1931 roku do 1940 roku (w sumie… 18 meczów), dzieki czemu czarnoskóry defensor zagrał również na MŚ 1938 rozgrywanych… we Francji. W swojej klubowej karierze Diagne związany był z Racing Club Paris, Toulouse i FC Annecy. Z tym pierwszym klubem został mistrzem Francji 1936, a także trzykrotnie zdobył z nim krajowy puchar (1936, 1939, 1940). Po zawieszeniu butów na kołku został trenerem. Fakt, że w jego żyłach płyneła również krew senegalska umożliwiła mu w 1960 roku zostanie pierwszym selekcjonerem utworzonej właśnie po odzyskaniu niepodległości piłkarskiej kadry tego kraju. Jego przygoda z nią trwała jednak tylko rok.

Kolejnym kolonialnym mocarstwem, które zaraz po Francji przychodzi do głowy jest oczywiście Anglia. To jednak nie ona (ba, one jeszcze długo nie), a Portugalia mogła się cieszyć kolejnym czarnoskórym zawodnikiem w swojej reprezentacji. Od 1937 roku w jej barwach występował legendarny skrzydłowy Benfiki Lizbona GUILHERME ESPIRITO SANTO (ur. 1919).

Dokładnie Guilherme Santa Graça Espirito Santo, ale tak naprawdę funkcjonujący w świadomości Portugalczyków jako Espirito Santo czyli… Duch Święty! Rodzice Espirito Santo pochodzą z Angoli, która była portugalską kolonią, ale on sam urodził się w Lizbonie. W wieku 17 lat zaczął już grać w pierwszej drużynie Benfiki Lizbona. Ta jego przygoda z Orłami trwała aż 15 lat (z przerwą na wojnę) i ES nigdy nie zagrał w żadnym innym klubie. Poza piłką nasz bohater z pasją oddawał się lekkoatletyce – w skoku w dal, trójskoku i skoku wzwyż. W tej ostatniej dyscyplinie przez dwadzieścia lat (1940-1960) był nawet rekordzistą Portugalii. Gdy jednak po wojnie wrócił do gry Benfice trener zakazał mu popisów na tartanie. Dużo przedtem jego piłkarskie walory doceniono jednak w narodowej reprezentacji. W latach 1937-1939 szybki skrzydłowy rozegrał 8 meczów i strzelił jedną bramkę. Potem oddawał się już tylko wyczynom klubowym. Z Benfiką w sumie czterokrotnie zostawał mistrzem kraju i trzykrotnie wznosił w triumfie puchar. Karierę zakończył w 1950 roku (Eusebio miał wówczas 8 lat) w wieku 41 lat i do dziś w klubie o nim pamiętają.

 P.

Japończyk z misją tajną przez poufną

Kariera Japończyka Kimitoshiego Nougawy (ur. 1984) może posłużyć jako kanwa do rozrysowania jakiejś alternatywnej mapy świata.

Jak bardzo młody człowiek miał on występować w reprezentacjach Japonii U-15 i U-17. Oczywiście równie dobrze mógł też być kochankiem Grety Garbo albo pokonać w sparingu Lennoxa Lewisa – nikt przecież nie jest w stanie temu jednoznacznie zaprzeczyć ani nikt nie jest w stanie to ostatecznie udowodnić. W swojej ojczyźnie kopał piłkę w drużynach juniorskich (głównie pod okiem własnego ojca), aż wreszcie po osiągnięciu pełnoletności przeniósł się do Shizouka Sangyo University. Wtedy też poczuł wezwanie. Wezwanie od świata. Że świat czeka. I że Japończyk powinien po nim podróżować. No i się zaczęło.

Rok 2003 Nougawa spędził w brazylijskim Londrina Esporte Clube. Słowo „spędził” jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Nie zagrał tam bowiem ani sekundy, ograniczając się wyłącznie do treningów. I wtedy ten zawodnik zamarzył się włodarzom Górnika Zabrze, szczególnie panom Koźmińskim. Pod ich okiem Górnik miał stać się wielonarodowym klubem i… chyba to był jedyny pomysł na organizację klubu. W kadrze znajdowało się wówczas czterech Brazylijczyków (Hernani, Filipe, Rambo, Joao Paulo), Bośniak (Sladojevic) i Bułgar (Makriew). Do takiej wesołej czeladki dołączył właśnie Nogawa. Reklamowano go jako zawodnika szybszego niż Andrzej Niedzielan i Adrian Sikora razem wzięci. Z miejsca stał on się także pupilkiem ambasady japońskiej, której pracownicy regularnie dzwonili do Zabrza z pytaniem o dyspozycję Kimiego.

Tyle PR. Życie pokazało, że Japończyk po prostu nie umie grać w piłkę. Był cherlawy, kiepski technicznie, surowy taktycznie i po ludzku nie przystosowany do gry na wysokim poziomie. Rozegrał trzy ligowe mecze wiosną 2004 (w sumie 92 minuty w meczach z Lechem, Wisłą i Amiką) po czym pożegnano go przy ul. Roosvelta. I tutaj kończą się rzeczy, które wiadomo o Nougawie na pewno. Reszta to puzzle.

Znalazł się rok później w… Kamerunie! Tam też były niezłe jaja. Nougawa w kwietniu 2005 roku przybył na Czarny Ląd podpisać roczny kontrakt ze słynnym klubem Canon Yaounde. Przybywał tam jako pierwszy Japończyk w historii. Mówił o chęci rozwoju w lidze kameruńskiej i o swojej miłości do Patricka Mbomy, którego podziwiał jako dziecko, gdy ten grał w Gamba Osaka. Witany był przynajmniej jak Lady Gaga. Relacja z tego wydarzenia tutaj. Z miejsca stał się również maskotką, z którą każdy chciał mieć zdjęcie.

I tak wszystko ładnie-ślicznie, gdy nagle po pięciu dniach okazało się, że… Nougawa nie podpisał żadnego kontraktu. Japończyk jakby nigdy nic zawinął swoje manatki i prysnął.

Gdzie tym razem się odnalazł? Po pół roku Kimitoshiego można było zobaczyć w kadrze drugoligowego rumuńskiego FC Municipial Targoviste. Nie wiadomo jakim sposobem tam się dostał, NASA również nic nie wie na ten temat, ale podobno faktycznie tam był. Ale… Jesienią 2005 mikry samuraj zagrał tam w dwóch meczach po czym… znowu zniknął:)

Dalsze dzieje to już prawdziwa czarna dziura. Najwięcej informacji na temat życiowej ścieżki Japończyka można wywnioskować ze zdjęć, które umieszcza on na swoim blogu. Wynika z niego, że skośnooki futbolista pałętał się trochę po Europie po różnych akademiach piłkarskich. I tak. Po Rumunii trafił chyba do Francji. Przebywał trochę w Paryżu i trenował z którąś z miejscowych drużyn. Potem – znów szok – wrócił  do Canon Yaounde.

Kolejny krok to chyba 2008 rok i Brescia Calcio. Oczywiście nie pierwsza drużyna, tylko jakaś enta.

Impreza we Włoszech jednak szybko się skończyła i znów trzeba było szukać roboty. A jak trwoga to do… Polski. Kimi postanowił jeszcze raz spróbować szczęścia nad Wisłą. Na początku 2009 roku udał on się na testy do słabującej już w II lidze Stali Stalowa Wola. Jednak trener Władysław Łach nie był zainteresowany jego usługami.

Tutaj praktycznie trop się urywa. Najprawdopodobniej po tej nieudanej przygodzie Nougawa wrócił do Francji. Pewne ślady wskazuję, że rzucił fach piłkarza i został… modelem. To chyba najlepsze możliwe rozwiązanie w kontekście rozwoju jego ścieżki zawodowej.

P.