Superszybki rzecznik Aborygenów

Grzebiąc ostatnio w różnych książkach związanych z socjologią sportu trafiłem na książkę, w której autor przywoływał postać Cathy Freeman. Postać nietuzinkową należy dodać.

W czasie swojej kariery sportowej Cathy Freeman dała się poznać światu jako jedna z najszybszych kobiet na Ziemi. W swoim dorobku ma spektakularny złoty medal z Igrzysk Olimpijskich Sydney 2000 oraz srebrny z IO Atlanta 1996 oraz dwa tytuły mistrza świata (1997 i 1999) oraz jeden brązowy medal z tych zawodów (1995). Wszystkie splendory w biegu na 400 metrów. Część z nich w charakterystycznym kombinezonie.

Coś co jednak mnie w niej fascynuje, co każe na nią patrzeć również jako fenomen społeczny to jej pochodzenie. Freeman ma bowiem korzenie aborygeńskie i jako aborygenka postrzega samą siebie. Jej babka była Aborygenką odebraną swoim rodzicom w ramach australijskiego programu inżynierii społecznej (polecam film „Polowanie na króliki„). Cathy pamiętała o przeszłości swojej rodziny i w konsekwencji stała się jedną z niezwykłych rzeczniczek sprawy aborygeńskiej – przypominającej w błysku fleszy o tragedii tysięcy ludzi uznanych za gorszych. Freeman regularnie wprawiała w popłoch programowo „apolityczny” MKOl powiewając po kolejnych zwycięstwach (m.in. na IO 2000) dwiema flagami: australijską i aborygeńską.

A jak wygląda współcześnie kondycja Aborygenów można przeczytać w lirycznej wręcz książce-reportażu o Australii Mariusza Marczewskiego pt. „Niewidzialni”:

Przecież to takie oczywiste. Odmienności zawsze się odpychają, zawsze pozostanie zatem nierównowaga: rasa ponad rasę, kolor skóry ponad kolor skóry. Kolor jest jednak zbyt banalnym kryterium. Jest widoczny, nachalny, wyróżniający, stosowany jako przymiotnik staje się natychmiast obraźliwym epitetem. Trzeba zatem oprzeć się na innym podziale: mentalność ponad mentalność. Tu właśnie wszystko się zaczyna. Są więc oni – Aborgeni – i jest ostrze cywilizacji. Cywilizacja do nich przyszła i muszą z nią dzielić ziemię. Miasta białych są rozłożone na wzgórzach, są w żyznych i cienistych dolinach, w miejscach, gdzie dobrze być, żeby przetrwać w nieprzychylnym klimacie. Żeby trwać, błyszczeć w środku nocy rozedrganymi światłami, pasami autostrad, samochodami, które po nich pędzą i układają się w podłużne czerwone linie powstałe od tylnych świateł. Linie jak pręgi, jak blizny. W ten sposób mamy miasta, oni mają Nicość – spalone słońcem pustkowia. I jest coś jeszcze: trwająca od dziesięcioleci nieudana próba przeniknięcia tej drugiej kultury, oswojenia jej. I to już jest cała historia.

Na to wszystko nakłada się również niezwykle poplątana historia osobista Freeman. Jej ojciec, znany gracz rugby, był alkoholikiem i opuścił rodzinę, gdy Cathy miała pięć lat. Jej matka wyszła potem za Bruce’a Barbera – człowieka, który pokochał biegaczkę jak własną córkę i który poświęcał na jej pasję wszystkie swoje pieniądze. Wkrótce po ślubie matki zmarła niepełnosprawna siostra Freeman, a rok później – biologiczny ojciec. Nie układało się również Cathy z mężczyznami. Długo była związana ze swoim menedżerem Nickiem Bideau, ale rozstała się z nim krótko po… zaręczynach. Ślub wzięła za to z innym menedżerem – w 1999 roku wyszła za Sandy’ego Bodeckera. Po roku okazało się, że choruje on na raka i zaraz po IO 2000 Freeman wzięła rozbrat ze sportem, aby się nim opiekować. W 2003 roku para ogłosiła jednak, że jest w separacji, a krótko potem się rozwiodła. W 2006 roku Australijka wyszła za biznesmena Jamesa Murcha, a w zeszłym roku urodziła się im córka. Może to będzie początek lepszej passy CF w życiu osobistym.

Cathy Freeman dzięki swoim sportowym sukcesom stała się główną rzeczniczkąs prawy aborygeńskiej. Trzy lata temu rząd australijski przeprosił Aborygenów za pokolenie „wykradzionych dzieci”. Czy również za przyczyną biegaczki? Myślę, że tak.

Być może więc w Soczi olimpijski znicz zapali przedstawiciel któregoś z ludów kaukazkich?

P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *