Półmaraton jak pół szklanki herbaty

Ten niepozorny dialog z ”Rozmów kontrolowanych” pomiędzy pułkownikiem Molibdenem (Krzysztof Kowalewski), a ciocią Lusią, ciotką Ryszarda Ochódzkiego (Irena Kwiatkowska) dobrze pokazuje, że dla niektórych połowa stanowi tylko jedną z dwóch równych części, a dla innych jest osobną całość. Takie dwa podejścia dotyczą też półmaratonu. Jedni traktują go z przymrużeniem oka, może wręcz pobłażliwie i nazywają (w przypadku poznańskiej trasy) „pierwszym kółkiem”. Ktoś inny, zwłaszcza debiutant, przebiegnięcia ponad 21 km nigdy nie uzna za ledwie połowiczny sukces.

”To je kleka to je wół, to je całe a to pół”

W tradycyjnej piosence-wyliczance śpiewanej na Kaszubach, „całe” i „pół” są sobie przeciwstawione (tak jak „to je krótczi, to je dłudżi”). Półmaraton wywodzi się oczywiście od biegu maratońskiego, jest jego „młodszym bratem”. Musiało minąć naprawdę sporo czasu, by choćby zaczął wychodzić z cienia legendarnych zawodów. By zaczął być traktowany więcej niż „pół żartem, pół serio”.

Maraton jest rozgrywany na wszystkich nowożytnych igrzyskach olimpijskich, od 1896 r. począwszy. Półmaraton o takim splendorze może tylko pomarzyć. Przez długie lata bieganie go traktowano do tego stopnia rekreacyjnie i treningowo, że jego oficjalny rekord świata notuje się dopiero od 1970 r. Derek Graham z Irlandii Północnej przebiegł wtedy trasę ulicami Belfastu w 1:03:53. Długo dobiegnięcie do mety poniżej bariery jednej godziny jest niemożliwe. Przełom miał nastąpić w 1993 r., ale Kenijczyk Moses Tanui potrzebował godziny i 15 sekund, a jego rodak Paul Tergat – godziny i 13 sekund. Cztery lata później do historii przeszedł Shem Kororia (59:56), oczywiście biegacz z Kenii. Stało się to w słowackich Koszycach, podczas mistrzostw świata w półmaratonie. IAAF (Międzynarodowa Federacja Lekkiej Atletyki) organizuje je co roku od 1992 r.

”Pół prawdy to całe kłamstwo” (Horacy)

Poznański półmaraton odbywa się w okolicach 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis. O haśle „Uważaj, bo się pomylisz” powinni pamiętać wszyscy biegacze, w stolicy Wielkopolski choćby w zeszłym roku jeden z biegaczy z czołówki pomylił drogę na metę maratonu. Pomyłki, a także próby oszustw, towarzyszyły Półmaratonowi Winogradzkiemu, który kilka razy był zorganizowany w latach 90.

W 1997 r. impreza była bliska zakończenia się wielką awanturą. Na Winogradach rozgrywano trzy biegi. Startujący mogli wybrać: bieg główny na dystansie półmaratonu, bieg popularny na dystansie 6,5 km oraz bieg młodzieżowy na dystansie 2,5 km.

Organizatorzy nie byli w stanie zapanować nad trasą. Uczniowie podczas najkrótszego biegu bezczelnie skracali sobie drogę. W ich ślady szli niektórzy uczestnicy zawodów na 6,5 km, którzy ostatnie okrążenie biegli po trasie „młodzieżowej”. Tym sposobem osoba, której przez cały bieg nikt nie wyprzedził, wpadła na metę… jako piąta! Na szczęście, skończyło się na dyskwalifikacjach dla oszustów i wręczeniu nagrody właściwemu zwycięzcy.

W półmaratonie takich kłopotów nie było, ale uczestnicy i tak mieli powody do narzekań: –

Wadą była zbyt duża liczba spacerowiczów na trasie, przeszkadzali nam. Ciasne były uliczki, niepotrzebnie trzeba było biec obok sklepów, między przypadkowymi ludźmi, traciło się rytm. Można było bardziej kontrolować trasę – opowiadali biegacze.

Połowa teraz, połowa później

1. Poznań Półmaraton odbył się w 2008 roku, aż osiem lat po pierwszym maratonie. To doświadczenie sprawia, że o organizacyjnych wpadkach raczej nie ma mowy.

Pierwsze dwie edycje wiosennego biegu na ok. 21 km przyciągnęły mniej niż połowę osób, które w październiku zmagały się z dwa razy dłuższym dystansem (2008: 1 tys. osób w półmaratonie – 2,7 tys. osób w maratonie; 2009: 1,7 tys. – 4,2 tys.). Przełom nastąpił rok temu. W 3. Poznań Półmaratonie wystartowało 2718 osób, czyli tylko o 1,2 tys. mniej niż w tym samym roku w maratonie.

Wielki wzrost popularności półmaratonu widoczny jest na całym świecie. W zeszłym roku w Pradze ścigało się 8,5 tys. osób, w Nowym Jorku – 11 tysięcy, a w Berlinie – aż 20 tysięcy biegaczy! W wielu biegach wzrost liczby uczestników wynosi od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. „Jaki inny przemysł może się pochwalić takimi osiągnięciami?” – zastanawia się „New York Times”. Nikt nie śmie postawić jednak tezy, że półmaraton (w Stanach Zjednoczonych nazywany biegiem 13,1 mili, tak brzmi lepiej marketingowo) pewnego dnia prześcignie maraton. – Półmaraton nigdy nie będzie miał magii i nie przyciągnie takiej uwagi mediów, jaką ma maraton – twierdzi w „Running Times Magazine” Mark Milde, organizator obu biegów w Berlinie.

Pół biedy

Za co biegacze lubią półmaraton? – Daje ci prawie taką satysfakcję jak przebiegnięcie maratonu, a kosztuje dużo mniej niż połowę bólu z nim związanego – mówi słynny trener Jeff Galloway. W arytmetyce biegania 21 km to co najwyżej jedna trzecia 42 km. Jest też inna koncepcja: – Dla mnie maraton równa się nie dwóm półmaratonom, a półmaratonowi podniesionemu do potęgi trzeciej – mówi Michał Sobstyl, regularny uczestnik obu poznańskich biegów, który w tym roku chce zdobyć „Koronę Maratonów Polskich” (Poznań, Warszawa, Kraków, Wrocław, Dębno). – W półmaratonie nie ma „ściany”, tak jak na 30. kilometrze maratonu. Dla psychiki ważne jest też to, że trasa się nie powtarza, w Poznaniu nie ma drugiego okrążenia. Nie jest jednak lekko, bo proporcjonalnie wcześniej, czyli ok. 17 km, pojawia się podobnego typu zmęczenie, irytacja i znużenie biegiem – zauważa.

– Wielu ludzi umieszcza przebiegnięcie maratonu na „liście rzeczy, które chcą zrobić w życiu”. Nie chcą przy tym jednak swojego życia stracić – żartuje Ryan Lamppa z Running USA, organizacji promującej bieganie. – Do zrealizowania swojego marzenia służy im właśnie półmaraton – dodaje Ryan Lamppa.

Wypowiedzi amerykańskich ekspertów pochodzą z artykułu „Sometimes Half Is Better Than Whole” autorstwa Johna Hanca (New York Times, 24.07.2008)

B.

PS Najfajniejszy filmik o ostatnim poznańskim maratonie, autorstwa Wojtka Wardejna, można znaleźć na stronie Radia Merkury

PS 2 Biegnij po mućkę

Najbardziej niezwykły półmaraton w Polsce odbywa się na Podlasiu. W nagrodę za najszybsze pokonanie trasy Korycin-Janów-Korycin dostać można… krowę! W tym roku w połowie czerwca odbędzie się już XX Półmaraton Mleczny, nazywany potocznie biegiem po krowę.

Żaden ze zwycięzców półmaratonu (najczęściej wygrywali Białorusini) nie zdecydował się jednak na opiekę nad podarowanym zwierzęciem. Po zakończeniu biegu krowa jest licytowana, a pieniądze z jej sprzedaży trafiają do najlepszego biegacza. Pomysłodawcą imprezy zainaugurowanej w 1992 roku jest Mirosław Lech, który rok wcześniej został wójtem gminy Korycin, gdzie sprawuje władzę do dziś. – Żywa krowa to symbol zdrowia, witalności i naszej zdrowej gminy. Poza tym to maraton mleczny. Stąd nie koń, nie wieprzek, a krowa. Ta krowa jest wolna od BSE i od podatku. Nasi rolnicy bardzo chętnie odkupują nagrodę od zwycięzcy – opowiadał „Gazecie” kilka lat temu.

Rekordowa suma, jaka padła na licytacji to 2,4 tys. zł, najczęściej najlepszy biegacz dostaje ok. 1,5 tys. zł. Również tyle wyniosła nagroda w 1999 roku, gdy żywą krowę zastąpiła krowa z tektury, „na znak protestu i potrzeby wskazania na złą sytuację polskiego rolnika”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *