Obsada wiślackiej bramki a gospodarka wolnorynkowa

Obecność Mariusza Pawełka w bramce Białej Gwiazdy każe na nowo zastanowić się nad pewnymi mechanizmami rządzącymi gospodarką wolnorynkową. Jeśli dentysta dwa razy pod rząd wyrwie nam zdrowy ząb, to prawdopodobnie już nigdy nie skorzystamy z jego usług. Jeśli kierowca autobusu kończy każdy swój kurs na drzewie, to raczej dość prędko zostanie z tej pracy wyrzucony. Jeśli wreszcie jedyną osobą zadowoloną z występów teatralnego aktora jest sam aktor, to chyba nie opłaca się w takiego Hamleta więcej inwestować. Przekładając powyższe przykłady w okolicę krakowskiej bramki – jeśli golkiper popełnia błąd w niemal każdym meczu i jeśli mimo to uparcie twierdzi, że on nigdy nie jest winny, to logiczną konsekwencją byłoby zastąpienie go kimś innym. Jednak włodarze Białej Gwiazdy najwyraźniej kierują się innym rachunkiem zysków i strat.

Zabraknie palców, aby wyliczyć kiksy popełniane przez Pawełka. Dowcip polega na tym, że w Ekstraklasie większość drużyn jest tak mierna, że nawet jeśli Wisła głupio straci jakąś bramkę, to zaraz i tak dwie strzeli. Choćby dziś – bramka Caiado potraktowana będzie jako anegdotka, bo przecież krakusi i tak wygrali (podobnie było w meczu z Górnikiem na jesieni). Gorzej jednak, że już w  meczach z silniejszymi drużynami głupie starty kosztowały ekipę spod Wawelu zwykle trzy punkty – tak było w potyczkach z Lechem czy ze Śląskiem. A o tym jak naprawdę kosztowne mogą być tego typu błędy przekonano się na Reymonta dopiero w europejskich pucharach, a w zasadzie w czymś co za kilka rund miało nimi być:

Nie warto nawet wspominać o sytuacjach, w których bramki nie padły a niefrasobliwego golkipera ratowali koledzy z obrony, słupki, poprzeczki i nieprecyzyjność przeciwnika. A przecież niewiele brakowało, żeby zamroczona reakcja Pawełka odebrała Wiśle mistrzostwo – w kluczowym momencie arcyważnego meczu z Lechią Gdańsk przespał podanie od swojego obrońcy.

W każdym wolnorynkowym przesiębiorstwie zrezygnowano by z usług Pawełka – okazały się one nie najwyższej jakości, więc trzeba poszukać nowego wykonawcy. Wisła jednak obecnie nie jest przedsiębiorstwem, które funkcjonuje w ramach jakiegokolwiek ziemskiego systemu – stanowi ona podmiot pewnego osobnego rynku, na którym Panem Niewidzialną Ręką jest Jacek Bednarz. Jego obecność w strukturach Legii była nieporozumieniem, ale pobyt pod Wawelem to już dno. Markowanie ruchów transferowych, sprzedaż Baszczyńskiego (Łobodziński na prawej obronie…), totalny marazm no i te tabuny ”testowanych” bramkarzy. Przynajmniej kilku z nich przerastało Pawełka o głowę (Nurkovic, Silanpaa czy Vanstrattan), ale prawda jest taka, że gdyby Wisła chciała kupić jakiegoś golkipera już dawno by to zrobiła.

Niewykluczone jednak, że w całej tej sytuacji najbardziej poszkodowany jest… sam Pawełek. Może po prostu wsadzono go na za wysokiego konia, a teraz nikt nie chce mu pomóc zejść, bo łatwiej śmiać się, że dżokej jest kiepski niż przyznać się, że samemu źle przygotowało się konia do biegu.

P.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *